Wróć do katalogu

Carpe Diem (Paweł i Sophie) 2/2

Każdy z nas ma jakąś tajemnicę. Każdemu z nas jest coś przeznaczone.

Pieróg ziom, opublikowano , 52 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Ponownie otworzyła oczy. Nie była zbyt wypoczęta, jednak czuła się już lepiej niż choćby kilka godzin temu. Próbowała się podnieść, ale poczuła przeszywający ból głowy i zrezygnowała. Na sali nie było nikogo oprócz niej. Nie miała pojęcia, gdzie się znajduje i w jakim celu jest tu przetrzymywana. Kolejne fakty wracały do jej świadomości. Ania znowu chwyciła zdjęcie, na którym była przytulona do swojego uchochanego Pawła. Pogładziła je delikatnie opuszkami palców. Serce skoczyło jej do gardła, kiedy uświadomiła sobie, że ludzie, którzy ją przetrzymują mogą mieć z nim coś wspólnego. Ale zaraz potem aż skarciła się w duchu za takie niedorzeczne myśli. Przypomniała sobie, że do niego napisała. Pewnie teraz się o nią bardzo niepokoi. Dziewczyna obróciła głowę. Starała się znaleźć cokolwiek, co pozwoli jej zorientować się, gdzie się znajduje i dlaczego ja tu trzymają. Na przeciwległej ścianie zobaczyła dziwną tablicę korkową. Nie pasowała zupełnie do tego miejsca. Dostrzegła, że jest do niej przypięta niewielka kartka. Znów spróbowała wstać, ale wszystko znowu ją zabolało. Nie dała jednak za wygraną. Stanęła niepewnie i bardzo powoli zrobiła kilka kroków do przodu. Odczepiła kartkę od tablicy korkowej i przysiadła z powrotem na łóżku. Obejrzała papier. Był to wynik jakichś badań. Na górze znajdowało się nazwisko- Paweł Kowalczyk. Niżej zauważyła informacje o swoim chłopaku. Wyglądała na to, że jej ukochany został poddany badaniom. Wymieniono grupę krwi, ciśnienie, wzrost, wagę i inne informacje dotyczące chłopaka. Ania nie miała zielonego pojęcia, co o tym sądzić. Miała wrażenie, że ktoś celowo położył to zdjęcie i kartkę, by je znalazła. Nie rozumiała tylko, dlaczego. A jeśli Paweł też się tu najdował? Z jednej strony bardzo by się z tego ucieszyła, ale z drugiej – jeśli ci ludzie mają złe zamiary, wolała, żeby go tu nie było.

Nagle drzwi znowu się otworzyły i na sali pojawiła się kobieta, którą Ania widziała już wcześniej. Była ubrana w biały, lekarski fartuch. Na nosie miała założone okulary, które podkreślały jej urodę. Towarzyszyło jej dwóch młodych mężczyzn, zapewne sanitariuszy. Jeden z nich prowadził wózek inwalidzki.

-Jak się czujesz, Aniu?- zapytała Joanna, z przyklejonym uśmiechem do twarzy. -Lepiej...- odpowiedziała niepewnie, chowając kartkę z wynikami badań Pawła pod poduszkę. -Musimy zaprowadzić cię w pewne miejsce. Odpowiesz nam na kilka bardzo ważnych pytań.

Sanitariusze pomogli Ani zająć miejsce na wózku inwalidzkim. Ta nie wyrywała się. Nie miała jeszcze zbyt dużo siły, ponadto była bardzo ciekawa, co zamierzali dalej z nią zrobić. Jeden z młodzieńców założył jej na oczy czarną opaskę. Przestała widzieć cokolwiek i nie było to przyjemne uczucie. Parę minut później, sanitariusz prowadzący wózek zatrzymał się i zdjął opaskę z jej oczu. Dziewczyna zobaczyła jakąś niedużą salę. Po środku znajdował się dość duży, kwadratowy stół, a wokół niego stały dwa krzesła. Ściany miały łososiowy, średnio przyjemny kolor. W pomieszczeniu, które przypominało salę przesłuchań nie było okien, a jedynie dość duże lustro, zapewne weneckie. Zajęła miejsce na jednym z krzeseł. Sanitariusze opuścili pomieszczenie. Po chwili, na salę weszła młoda kobieta. Zgrabna blondynka z długimi włosami, w lekarskim fartuchu z nieprzyjemnie wygladającą szramą na szyi, zajęła miejsce przy Ani. W ręku trzymała ogromny zeszyt.

-Dzień dobry, mam na imię Grażyna. Muszę zadać ci kilka pytań...- zaczęła rozmowę. -Kim jesteście? Gdzie ja jestem?- nie wytrzymała Ania. -Nie mogę odpowiadać na twoje pytania, mogę ci jedynie je zadawać... -Skąd wiesz, że moje odpowiedzi będą prawdziwe i że w ogóle na nie odpowiem? -Tak byłoby dla ciebie najlepiej. Nie chcielibyśmy nic robić twojemu chłopakowi... -Pawłowi? Jest tutaj? -Już powiedziałam, że nie mogę odpowiadać na pytania. -Do cholery! Czy Paweł też tu jest? – krzyknęła wzburzona dziewczyna -Posłuchaj mnie – odezwała się spokojnym głosem kobieta, niezrażona wybuchem Ani - Odpowiesz i będzie po wszystkim. Wrócisz spokojnie na swoją salę. W przeciwnym razie, Pawłowi coś się stanie...

Serce Ani skoczyło do gardła. Kilka metrów dalej, w pomieszczeniu obok, znajdowali się Joanna, szef oraz dwóch innych lekarzy w fartuchach, którzy zajmowali miejsce na krzesłach. Wszyscy patrzyli przez szybę na lekarkę i Anię, która zaczęła odpowiadać na pytania.

-Odprowadźcie ją na salę, gdy skończy się zestaw- zadecydował szef, po czym odwrócił się do wyjścia. -A jeśli ona... -Nie będzie chciała. Poczuła lęk, wszystko pójdzie zgodnie z planem. -Tak jest, szefie. -Pamiętaj o wieczorze. Przybędzie Max. Spotkamy się w naszym gabinecie. -Pamiętam o wszystkim- powiedziała zdecydowanie. -Cieszę się. Dobrze wiesz, że nie toleruję spóźnień...

Paweł podążał do szałasu. Od kiedy tylko zdecydował się samemu wrócić, skąd przybył, nie zatrzymał się nawet na chwilę. Był wycieńczony, ale stanął na wysokości zadania. Dotarł do szałasu bez pomocy Sophie.

Patrycja weszła do szałasu. Kamil jęczał z bólu w półsnie. Nagle otworzył oczy i zobaczył kobietę.

-Pić... - wychrypiał

Patrycja chwyciła butelkę z wodą ze strumienia i przyłożyła mu ją do ust. Mężczyzna pił ją łapczywie.

-Paweł! Wróciłeś!- krzyknął Roman, który jako pierwszy zobaczył studenta.

Młodzieniec zdjął plecak z pleców i położył go na trawie, nie odzywając się. Był kompletnie wyczerpany.

-A gdzie Sophie?- spytała Aneta. Reszta popatrzyła na niego, czekając na odpowiedź. -Pomocy!!!- rozległ się z szałasu krzyk Patrycji.

Chłopak, bez chwili namysłu, wbiegł do szałasu. Ujrzał Patrycję, nachyloną nad nieznanym sobie mężczyzną, który zanosił się kaszlem, spowodowanym zachłysnięciem się wodą. Podbiegł i przeklęknął obok niej.

-Paweł! - ze zdziwieniem, ale i z radością w głosie krzyknęła Patrycja - Jak dobrze, że jesteś! On się dusi. Zachłysnął się wodą – wskazała na mężczyznę

Chłopak schylił się nad Kamilem. Złapał go za ramiona i niezbyt silnie uderzył po plecach. Kaszel mężczyzny osłabł.

-Oddychaj spokojnie – polecił

Mężczyzna próbował wykonać polecenie Pawła. W końcu przestał kaszleć. Wyczerpany, opadł na posłanie i znów zaczął jęczeć z bólu.

-Co mu jest? – spytał student, widząc jego cierpienie. -Strasznie boli go głowa. Nie ma żadnej rany, ale kilka dni temu mocno się w nią uderzył – wyjaśniła Patrycja

Młodzieniec obejrzał dokładnie głowę mężczyzny. Rzeczywiście, nie było żadnych otwartych ran. Kamil nie miał także gorączki.

-To zapewne wstrząśnienie mózgu... Musi leżeć. Możesz mu przykładać zimne okłady. To powinno trochę uśmierzyć ból. - odezwał się po chwili. -Dobrze, że wróciłeś Paweł... -Paweł?- spytał mężczyzna słabym głosem, nie otwierając oczu. – Gdzie jest Sophie?

Sophie siedziała wciąż przywiązana do drzewa. Ponawiała próby wyswobodzenia się z więzów, ale wciąż bezskutecznie.

-Pomocy!!! Paweł!! Jestem tutaj!! – znów zaczęła krzyczeć, ale i tym razem nikt jej nie odpowiedział.

Nagle, kątem oka dostrzegła jakiś lśniący przedmiot, leżący na mchu jakiś metr od niej. Przyjrzała mu się bliżej i ze zdziwieniem odkryła, że jest to niewielki nóż. Nie mogła pojąć, skąd się tu znalazł. Była pewna, że wcześniej go nie widziała. Spróbowała przysunąć go nogą do siebie. Na początku bez skutku, ale w końcu, za kolejną próbą udało się jej. Potem, z ogromnym wysiłkiem, zaczęła się tak przesuwać wokół drzewa, żeby nóż znalazł się w pobliżu skrępowanych z tyłu dłoni. Przemieszczała się centymetr za centymetrem, krzywiąc się z bólu, aż w końcu po kilkunastu minutach osiagnęła pozycję, o jaką jej chodziło. Następnie ostrożnie chwyciła nóż w dłonie i zaczęła ciąć sznur, którym była związana. Kilka razy skaleczyła się w dłonie, ale w końcu po kilku minutach przecięła więzy. Podniosła głowę uszczęśliwiona i w tym samym momencie zobaczyła między drzewami wracającego Pierra.

{i}Czekałam w domu na Kamila. Przygotowywałam kolację. To co zwykle- frytki i jakieś mięso. Mój mąż w końcu wrócił. Był bardzo zmęczony. Planował położyć się spać zaraz po kolacji. Usiedliśmy do stołu. Próbowałam nawiązać rozmowę z Kamilem, ale odpowiadał mi jedynie półsłówkami. Nie tak wyobrażałam sobie ten wieczór. Byłam zawiedziona, rozgoryczona i sfustrowana. Nie dość, że nigdzie razem już dawno nie wyszliśmy, że od dwóch miesięcy się nie kochaliśmy, to jeszcze teraz przestaliśmy ze sobą rozmawiać! Próbowałam za to znaleźć w sobie winę, ale po raz kolejny doszłam do wniosku, że leży ona wyłącznie po jego stronie. Nagle zadzwonił mój telefon. Wstałam i odeszłam kawałek na bok. Nie za daleko, by Kamil mógł słyszeć, co mówię, ale nie kto do mnie dzwoni.

-Halo- rzuciłam do słuchawki -Dzień dobry, to ja- usłyszałam głos wynajętego przeze mnie detektywa- Mam parę bardzo ważnych informacji. -A, cześć Marta. Jasne, że możemy się spotkać. Może jutro? -Im szybciej, tym lepiej. Będę czekać przy centrum handlowym o 12. -A dzisiaj? No wiesz, jest już trochę późno, ale jeśli to takie ważne, to jasne. Niedługo u ciebie będę... Nadal mieszkasz w hotelu „Turysta”? -Zrozumiałem. Zaraz tam będę. Dobrze, proszę się pospieszyć, pani Sophie. -Do zobaczenia, Marta...

-Dzwoniła Marta- powiedziałam, wracając do stołu- Prosiła, żebym wpadła. Ma jakiś poważny problem. -Coś się stało? Mam nadzieję, że to nic poważnego... -Chyba nie, ale zależało jej na tym spotkaniu. -Pojadę z tobą. Jest już dosyć późno... – niespodziewanie zaproponował mój mąż -Kamil, nie ma takiej potrzeby. Ona chce pogadać w cztery oczy. Czuję, że chodzi o jakiegoś faceta. -Tylko cię zawiozę i zostanę w samochodzie. -Przecież byłeś zmęczony po całym dniu pracy... -Dawno nigdzie nie jeździliśmy. Potem możemy pojechać do kina. -To bez sensu. Nie wiem, na jak długo Marta mnie zatrzyma. Do kina możemy równie dobrze wybrać się na spokojnie w weekend. Z chęcią bym poszła... -To przynajmniej zadzwoń, jak będziesz wychodziła od niej. Przywiozę cię. Nie będziesz sama wracać po nocy – wykazał niespodziewaną troskę Kamil -Mam lepszy pomysł. Nie będę cię fatygowała, bo już teraz ledwo patrzysz na oczy. Jak się zrobi zbyt późno, to po prostu u niej przenocuje. -Jak chcesz... -Muszę do niej pojechać. To moja przyjaciółka.

Zamówiłam taksówkę i po pół godzinie byłam u Marty. W międzyczasie do niej zadzwoniłam i powiedziałam, o co chodzi. Jadąc taksówką, wydawało mi się, że śledził nas jakiś samochód, ale doszłam do wniosku, że musiał to być zwykły przypadek. Kwadrans później w pokoju Marty zjawił się detektyw.Usiedliśmy przy stole. Marta postawiła na blacie szklanki i zamówione przez siebie wcześniej napoje, po czym się do nas przysiadła z zaciekawioną miną. Ja byłam mocno zaniepokojona i z niecierpliwością oczekiwałam na to, co ma mi do przekazania detektyw. Mężczyzna wyjął ze swgo nesesera tekturową teczkę, a z niej dwie, duże koperty. Nagle ktoś głośno zapukał do drzwi. Marta spojrzała na mnie ze zdziwieniem, po czym podeszła do drzwi i spytała przez nie: „Tak, słucham?”. „To ja, Kamil. Mąż Sophie” – usłyszeliśmy odpowiedź zza drzwi. Na moment mnie zamurowało. Marta bezradnie rozłożyła ręce, nie wiedząc, co ma zrobić. Ocknęłam się, gestem pokazałam detektywowi, żeby schował teczkę i dałam znać Marcie, by wpuściła Kamila. Moja przyjaciółka otworzyła drzwi.

-Dobry wieczór, przepraszam za późną porę... – odezwał się mój mąż z przedpokoju -Nic się nie stało, wejdź.

Kamil wszedł do pokoju i zobaczył siedzącego obok mnie mężczyznę. Był tym wyraźnie zaskoczony.

-Dobry wieczór – powiedział do mężczyzny -Dobry wieczór -Siadaj, rozgość się. – zarządziła Marta – To mój narzeczony Andrzej – zbujała na poczekaniu, wskazując na detektywa -Miło mi – mój mąż wyciągnął rękę do mężczyzny – Kamil – w wyrazie jego twarzy dostrzegłam cień podejrzliwości -Napijesz się czegoś? – Marta, z beztroską, odgrywała gospodynię -Nie, dziękuję – odmówił Kamil, nadal stojąc – Ja właściwie tylko na chwilę... -Coś się stało? – spytałam go -Przyszedłem, bo jadę do mamy. Zaraz po tym jak wyszłaś zasłabła. Wezwałem pogotowie i zabrali ją do szpitala... -O Boże, mam nadzieję, że to nic poważnego...- szczerze się przestraszyłam. -Chyba nie. Odzyskała przytomność jeszcze w domu, ale lekarz stwierdził, że będzie lepiej, gdy ją zabiorą na badania. Jadę do niej, by sprawdzić, czy niczego nie potrzebuje... -Jadę z tobą – postanowiłam od razu, zapominając o celu wizyty - Marta, przepraszam, ale chyba rozumiesz... -Przestań, oczywiście, że rozumiem. Jedź. Spotkamy się innym razem...

Razem z Kamilem pojechaliśmy do pobliskiego szpitala. Na szczęście, nie było to nic poważnego i lekarze zdecydowali się zostawić ją tylko na jedną noc. Wróciliśmy do domu. Myślałam, że Kamil będzie mnie wypytywał o Martę i jej domniemanego narzeczonego, ale tak się nie stało. Położyliśmy się spać bez słowa. Następnego dnia, gdy mój mąż wyszedł do pracy, próbowałam skontaktować się z detektywem, ale cały czas odzywała się tylko jego automatyczna sekretarka. Marta również była nieosiagalna. Potem, żeby nie myśleć o tym, co znajdowało się w kopertach i nie wyobrażać sobie najgorszego, zajęłam się szkicowaniem obrazów. Kilka godzin później, ze zdziwieniem, usłyszałam odgłos otwieranych drzwi. Czyżby mój mąż wrócił wcześniej, żebyśmy gdzieś razem mogli wyjść? – ucieszyłam się. Ale gdy go zobaczyłam, radość w jednej chwili zmieniła się w niepokój. Mój mąż miał zakrwawione ręce i podbite oko.

-Co ci jest?- podbiegłam do niego i próbowałam mu pomóc. -Zostaw mnie. -Kamil, jesteś ranny. Pomogę ci... -Powiedziałem, że sobie poradzę- Krzyknął, po czym zamknął się w łazience. -Kamil! – krzyknęłam przez drzwi - Co ci się stało? -Nieważne. -Kamil, jestem twoją żoną, mam prawo wiedzieć. -Ale nie będziesz wiedziała. Tak będzie lepiej dla ciebie. -Kamil, proszę cię. -Nie!- krzyknął i odkręcił wodę.

Do końca dnia Kamil się do mnie nie odezwał. Na moje pytanie o jego matkę, odburknął jedynie, że odbierze ją następnego dnia. Nie mogłam zrozumieć jego zachowania. Byłam zrozpaczona. Późnym wieczorem poszłam do toalety i zadzwoniłam po cichu do Marty. Wcześniej odkręciłam wodę, by zagłuszyć, to co mówię.

-Cześć, to ja. -Możesz rozmawiać? -Tak, ale chwilę. Jestem w łazience. Kamil zasnął. -Jeśli chcesz się dowiedzieć o to, co było w tych kopertach, to niestety nic ci nie powiem. Facet nie chciał mi ich pokazać. Powiedział, że się z tobą skontaktuje. -Próbowałam się w dzień do niego dodzwonić, ale nie odbierał... -Widocznie nie mógł... -Marta – powiedziałam łamiącym się głosem – Ja już nie mogę...

Ze łzami w oczach, opowiedziałam mojej przyjaciółce o coraz gorszych układach w moim małżeństwie, o dziwnym zachowaniu Kamila, o wydarzeniach dzisiejszego popołudnia.

-Odejdź od niego – zareagowała przyjaciółka z właściwą sobie impulsywnością. -Co? O czym ty mówisz? Przecież to mój mąż. -A czy zachowuje się jak mąż? Bo według mnie jak obcy człowiek. Urok Paryża przestał działać... -Nie mogę tylko zrozumieć, dlaczego. Może się to zmieni... -Sama nie wierzysz w to, co mówisz! Na pewno znalazł sobie inną, a ciebie trzyma jako gosposię i kuchtę! -Przestań. Jak możesz tak mówić?! -Mówię, to co myślę i tak, jak to wygląda. Powtarzam, odejdź od niego. -To nie takie proste. On na pewno nie zgodzi się na rozwód. -Jeśli się go boisz, to mu o tym nie mów. Mogę ci pomóc od niego uciec. -Uciec? Ale jak? Gdzie? -Wyjedziemy do Francji i będzie tak jak dawniej. Pamiętasz nasze mieszkanko. Byłyśmy takie szczęśliwe... -To już przeszłość, Marta. Muszę wypić mleko, które sama sobie nawarzyłam... -Przestań nawet tak myśleć. Chcesz zaprzepaścić wszystko, o czym kiedyś marzyłaś? Nie możesz ulec jego egoizmowi. Masz prawo do życia, do tego, żeby się nim cieszyć! Jeśli tego nie przetniesz, będziesz żałować do końca życia! -Sama nie wiem, to nie jest łatwa decyzja... -Doskonale o tym wiem. Ale pamiętaj, los daje nam szanse, które musimy wykorzystywać. A przed tobą pojawiła się właśnie szansa na zaczęcie wszystkiego od nowa. -Dobrze - przełamałam się po dłuższej chwili namysłu - Mam tego wszystkiego dosyć. -Zgadzasz się? Chcesz wyjechać i zostawić za sobą to swoje nieszczęsliwe, obecne życie? -Tak. Jak najszybciej...{/i}

Pierre stanął przed Sophie. Dziewczyna miała już rozwiązane ręcę, ale trzymała je schowane z tyłu, podobnie jak nóż.

-Ciekaw jestem, jak poradzisz sobie dalej?- zaczął Francuz. -O czym ty mówisz? -O twoim życiu. Myślisz, że nie wiem o planach twej ucieczki? -Nie wiem o co ci chodzi – skłamałam, zdumiona jego wiedzą -Myślę, że dobrze wiesz -Po co ja w ogóle cię słucham, Pierre? Przecież ty nie żyjesz. Jesteś tylko moim wyobrażeniem! -To dlaczego jesteś związana? -Nie wiem i nie mam bladego pojęcia, dlaczego to zrobiłeś. -Żeby ci pokazać obraz twojego dotychczasowego życia. -Nie rozumiem... -Czy nie czułaś się tak do tej pory? Jak niewolnica trzymana na uwięzi? -To ty chciałeś mnie zrobić niewolnicą. -Mówię o twoim życiu tutaj z Kamilem. -Z Kamilem było mi dobrze... -Było? Ale już nie jest. To przecież dlatego chciałaś uciec! -Czego ty chcesz, Pierre? -Uświadomić ci, że masz jeszcze przed sobą szansę wyboru. Pamiętaj jedynie, że od pewnych rzeczy się nie ucieknie i niektóre są nam przeznaczone. -Kiedyś już to od ciebie słyszałam. -Nie miałabyś problemów, gdybyś dokonała właściwego wyboru. Ale tego nie zrobiłaś. -Nic do ciebie nie czułam, Pierre! Byłeś dla mnie obcy. A Kamila kochałam, rozumiesz? -Gdyby nie ja, nie poznałabyś Kamila! Kiedy to w końcu zrozumiesz? -O czym ty mówisz? Ty nie masz z tym nic wspólnego! -Jesteś tego pewna? Szkoda, że nie znasz całej prawdy. -Jakiej prawdy?! O czym ty mówisz, Pierre! -Dlaczego Kamil tak naprawdę przyjechał do Paryża? -Na staż... -Staż? Ciekawe wytłumaczenie. -Czy ty sugerujesz, że było inaczej? Że Kamil od samego początku mnie oszukiwał? -To twoje życie, Sophie. Sama musisz znaleźć rozwiązania. Przekonać się w co gra Kamil. -Jeśli nawet w coś grał, to już przestał. Ja przeżyłam, on nie. -Mylisz się. Nadal jesteś pionkiem w jego grze. -Nie mów tak! Kochałam go! Był moim mężem. Nawet jeśli miał jakieś tajemnice, to na pewno, nie bez powodu. Gdyby przeżył, na pewno by mi je zdradził, ale nie zdążył... -Nie zdążył czy nie chciał? On nic do ciebie nie czuje!

Sophie nie wytrzymała. Kiedy Pierre wypowiedział te słowa po raz drugi, zerwała się na równe nogi i pchnęła go nożem w pierś. Mężczyzna jęknął z bólu i upadł na kolana. Na jego koszuli tworzyła się coraz większa plama krwi.

-Żegnaj, Sophie...- po tych słowach runął na trawę.

Kobieta nie mogła w to uwierzyć. Wypuściła nóż z rąk. Serce zaczęło jej walić jak oszalałe. Spojrzała na swoje dłonie. Były całe we krwi. Kątem oka, zobaczyła ciało. To nie był Pierre, a Kamil!!... Wrzasnęła przerażona.

Paweł spojrzał zaskoczony na rannego, a potem na Patrycję.

-Zna pan Sophie? – spytał mężczyzny, ale nie doczekał się odpowiedzi – Skąd? – zwrócił się do Patrycji -To mąż Sophie. -Mąż?! Skąd się tu wziął? -Też jechał naszym pociągiem. Tyle, że w momencie katastrofy nie było go w naszym wagonie. Natknęłam się na niego w lesie. Ledwo żył z wycieńczenia. Jakoś udało mi się go tu przytargać. -Sophie myśli, że on nie żyje. Ucieszy się. -Zawołajmy ją tutaj. -Wróciła do was? – spytał Paweł z nadzieją w głosie -Jak to? Nie przyszła z tobą? -Ze mną nie. Sądziłem, że może już tu jest. Rozdzieliliśmy się i za nic nie mogę pojąć, jak do tego doszło. Razem odnaleźlismy tę chatkę, ale trupa nie znaleźliśmy... -Nie?? Jak to? -Nie wiem... Może go ktoś zabrał. Potem odkryłem właz w podłodze i zszedłem na dół do piwniczki, która okazała się spiżarnią. Zabrałam, ile się dało i wyszedłem. I wtedy zobaczyłem, że w chatce nie ma Sophie. Pomyślałem, że może wyszła na zewnątrz i też wyszedłem, ale nigdzie jej nie zobaczyłem. Wołałem, szukałem... Chyba z kilka godzin. W końcu dałem za wygraną, zostawiłem jej wiadomość i wróciłem sam. Cholera, teraz tego żałuję... -Nie martw się. Sophie sobie poradzi. Sam wiesz, że świetnie się orientuje w lesie. A ty wróciłeś w samą porę. Uratowałeś Kamila. Zupełnie jakby było ci to przeznaczone. -Co powiedziałaś? -Że wróciłeś w porę. Gdyby nie ty, mogło być z nim krucho. Spanikowałam, kiedy zaczął się dusić... -Powiedziałaś coś jeszcze- zauważył chłopak. -Że było ci to przeznaczone. -Pomóż tym, którzy naprawdę potrzebują twojej pomocy- powiedział pod nosem. -Słucham? Co mówisz? -Sophie wróci. Niebawem. -Ja też tak sadzę... -Jestem tego pewien. Chodźmy do pozostałych. Co to za dziewczyna?- zaciekawił się Paweł. -To Justyna.

Patrycja najpierw opowiedziała mu historię Anety i Justyny, potem swoją i Romana. Następnie Paweł wypakował z plecaka część zapasów, zdając relację ze swojej wyprawy. Wszyscy, rzucili się na jedzenie, wygłodniali jak wilki, nie rozstrząsając sprawy zaginięcia Sophie.

-Boże, jakie szczęście, że udało ci się znaleźć jedzenie! Padamy z głodu- odezwała się Aneta. -Wziąłem wszystko, co zmieściło się do plecaka- wyjaśnił Paweł- Nie mam pojęcia, do czego i komu służy ta chatka, ale zaopatrzona to była jak mały sklep spożywczy. -Ja nie zdążyłem jej dokładnie przeszukać- wytłumaczył się Krzysztof- Też pewnie znalazłbym tą spiżarnię. -Pewnie tak. A wiesz, że nie było tam żadnego trupa... -Jak to? To niemożliwe! Nie wierzysz mi? -Wierzę, ale mówię tylko, że już go tam nie było. -To i tak nie ma znaczenia. Jutro opuścimy ten las- zabrała głos Aneta. -Tak. Jutro trzeba będzie opracować plan, ale dziś ucztujmy i cieszmy się, że pojawiła się nowa nadzieja. – zarządził Paweł -Równie dobrze możemy opracować go dziś – stwierdził Krzysztof -Dziś nie – odpowiedział Paweł spokojnym, ale stanowczym głosem – Do jutra na pewno wyjaśni się kilka spraw i wtedy zdecydujemy. -Jakich spraw? – nie dawał za wygraną Krzysztof -Chociażby stanu zdrowia Kamila i Romana i przede wszystkim powrotu Sophie. -A co, jeśli do jutra nie wróci? -Wróci, zobaczysz. -Ja i tak jutro idę, bez względu na wszystko. Bez sensu byłoby czekać. Przynajmniej sprowadzę pomoc – zdecydował Krzysiek

Sophie biegła najszybciej, jak potrafiła. Byle dalej od miejsca, gdzie zginął Pierre. W końcu zatrzymała się, ledwo łapiąc oddech. Ale nawet tutaj, nie potrafiła uciec myślami od koszmaru, jaki przeżyła. Bo przecież to naprawdę się wydarzyło – myślała, patrząc na swe dłonie, całe w zaschniętej już nieco krwi. To dowodziło, że nie był to koszmar senny, ale z drugiej strony nie mogła przecież rozmawiać z trupem i na dodatek go zabić. Od tych myśli aż zakręciło jej się w głowie. Zamknęła oczy i spróbowała się trochę uspokoić. Oddech powoli wracał do normy. Po dłuższej chwili zdecydowała nie wyrokować, co się jej przydarzyło. Cokolwiek to było, teraz należało wrócić do żywych. Z tą myślą rozejrzała się po okolicy. Przeszła się kawałek w jedną stronę, potem w drugą i w końcu rozpoznała teren, który już dzisiaj pokonywała w drodze do chatki. Pewnym krokiem ruszyła w jej stronę.

Paweł klęknął przy Kamilu. Przyłożył mu do czoła kolejny zimny okład. Patrząc na nieprzytomnego mężczyznę, zastanawiał się, czy to właśnie z jego powodu Piotr nakazał mu powrót. Jeśli tak było, a wszystko na to wskazywało, nawet nie próbował zrozumieć, skąd tamten o tym wiedział. Powoli oswajał się z myślą, że ten las krył w sobie tajemnice, których zwykły śmiertelnik nigdy do końca nie zrozumie. Niestety, jedna z tych tajemnic nadal go męczyła. Sprawa Ani. Tego, czy rzeczywiście była w tym lesie i czy potrzebowała jego pomocy. Rozmyślając o tym wszystkim, nawet nie zauważył, że Kamil znowu oprzytomniał.

-Gdzie jest Sophie? – spytał cicho -Wróci. Rozstaliśmy się, ale wróci na pewno – uspokajał Kamila Paweł -Zostawiłeś ją? Dlaczego? -Bo... – student zająknął się, nie wiedząc, co powiedzieć – Bo potrzebowałeś mojej pomocy... -A skąd o tym wiedziałeś? Teraz też wiesz? -O czym? – nie zrozumiał Paweł -O tym, czy Sophie nie potrzebuje pomocy?

Paweł zamilkł, nie wiedząc, co powiedzieć.

{i}Dziś miałem kolejny dyżur w szpitalu. Przyszedłem wcześniej, by spotkać się z ojcem, który sam mnie o to poprosił Od ostatnich wydarzeń minęło już kilka dni. Trochę się uspokoiłem, ale nie rozmawiałem od tamtej pory ani z ojcem, ani z Rafałem. Niepokoiło mnie, że mój kumpel w ogóle się do mnie nie odezwał. Próbowałem się z nim skontaktować, ale jakby zapadł się pod ziemię. Nagle zadzwonił telefon na biurku ojca. Początkowo zignorowałem go, ale, gdy wciąż dzwonił, pomyślałem, że to może coś ważnego i w końcu podniosłem słuchawkę.

-Halo- odezwałem się. -Jacek... cześć, to ja, kochanie...- usłyszałem głos obcej kobiety- Dzwonię tylko na chwilę, bo nie chcę ci przeszkadzać...

Rzuciłem słuchawkę, jakby parzyła. Nie mogłem w to uwierzyć. Mój ojciec miał kochankę! Być może to stanowiło prawdziwy powód rozstania moich starych. Wkurzyłem się i wyszedłem z gabinetu. Godzinę później zajrzałem do Ani.

-Cześć, jak się czujesz?- przywitałem ją. -Tak sobie – stwierdziła słabym głosem

Spojrzałem na nią z troską i zaniepokoiłemsię jej wyglądem. Była blada, miała kropelki potu na czole, ciężko oddychała.

-Coś cię boli? -Nic konkretnego, ale tak ogólnie słabo się czuję... -Wzywałaś pielęgniarkę? -Nie, ale chyba to zrobię...

Natychmiast przycisnąłem guzik przy jej łóżku. Czekając na pielęgniarkę, pytałem dalej.

-Od kiedy się tak czujesz? -Od jakiejś godziny. Zjadłam kolację, połknęłam leki, które... przyniosła mi siostra Kasia ...i potem zaczęło mi się robić... coraz gorzej... – stan Ani pogarszał się coraz bardziej. Dziewczyna nie miała już siły mówić. Zanim przyszła pielęgniarka, coś mnie tknęło, i sięgnąłem po jej kartę chorobową. Przeczytałem, jakie leki miała zaordynowane i postanowiłem coś sprawdzić.

-Jeszcze tylko jedno pytanie Aniu. Pamiętasz, ile pastylek dała ci pielegniarka? -Dziś cztery – szepnęła dziewczyna -Przecież powinno być dwie? – zdziwiłem się -Myślałam... że tak trzeba – wyszeptała, powoli tracąc przytomność

W tym

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych