Wróć do katalogu

Chmara

Bohater wyrusza zimową porą do łowiska na podchód danieli. Niespodziewanie ruszył olbrzymią chmarę jeleni-byków.

mobiegalko, opublikowano , 4 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Był koniec lutego. Po krótkiej odwilży tęgi mróz na powrót powiązał śniegi, pościnał nieco odtajane wody i tak oto pierwsze oznaki przedwiośnia bez echa przepadły.

Po cichu tęskniąc do ciepłych dni, jednego popołudnia postanowiłem wybrać się na bezkrwawy podchód danieli. Dobrze wiedziałem, że dość liczna chmara trzymała się okolicznych ozimin przylegających do mieszanego drzewostanu pomiędzy Kłębowcem, Karsiborem i Omólnem, toteż rewir podchodu był oczywisty.

Tego dnia jednak, ku mojemu zdziwieniu, przyleśne pola okazały się puste - z wyjątkiem może paru kruków, które nieopodal – pewnie nad jakimś padłem – skłębiły się w miejscu. Sprawdziłem wiatr i ruszyłem miedzą z wolna wzdłuż ściany drzew. Jednakże wciąż głęboki i zbity wcześniejszą odwilżą śnieg z każdym krokiem skrzypiał tak zdradliwie, iż zaraz poczułem jak ogarnia mnie zrezygnowanie. Moje szanse na spotkanie danieli zostały poważnie zachwiane, tym bardziej, że na białej stopie żadne ich świeże przejścia nie były widoczne. Postanowiłem tedy udać się na zasiadkę, na róg starodrzewu, gdzie oparta o sosnę i zwrócona na pole stała zwyżka. Pamiętam, że nie spieszyłem się, co pewien czas przystając dla bacznej obserwacji terenu dookoła. Tak też w końcu znalazłem się u stóp prowizorki. Lecz gdy tylko zdążyłem się zatrzymać, w odległości dwudziestu, może trzydziestu kroków ode mnie w osłoniętej wcześniej ścianą lasu wąskiej drągowinie strzeliła nagle gałąź, po niej druga, trzecia i niespodziewanie młody jeleń-byk, jakby ruszony, wybiegł spomiędzy drzew. W jednej chwili zatrzymałem się. Patrzę, słucham, a tu już wyszedł drugi, za nim następny, następny i jeszcze następny. Cała chmara. Właściwie nie było końca, kiedy tak kolejne byki, przeróżnego formatu wybiegały bez większego pośpiechu na pole, jakby nie zupełnie pewne obecności człowieka. Ja tymczasem wtopiony

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych