Cień
O tym, że każdy z nas ma "własnego" czasem tylko nie wiemy tak naprawdę kogo :). Moje pierwsze... proszę o opinię. zostało napisane na przełomie października i listopada 2005
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Prolog
Rzuceni na świat…z jego woli, poddani są wyłącznie jego woli. Nigdy nie pragnęli żyć w ten sposób… Są ich miliony. To dzięki nim zachowana jest równowaga. Być może widziałeś któregoś z nich? Być może nie wiesz…Nie chcesz wiedzieć… Ale pamiętaj… możesz być następny.
„CIEŃ”
I
Noc była ciemna. Krwawe niebo zachodu już dawno przysłonił mrok. Pogoda tego wieczoru nie sprzyjała spacerom, w zasadzie od kilku dni strasznie padało. Jedyne światło dobywało się ze starych latarni, które zaniedbywane przez lata często odmawiały posłuszeństwa. Jego mieszkanie znajdowało się kilkaset metrów od głównego skrzyżowania. W starej zapleśniałej dziurze. Zaglądały tam jedynie szczury uciekając przed deszczem i od czasu do czasu właściciel tej rudery. Była to tylko jedna z jego melin, w nich krył się przed psami. Przed tymi których tak nienawidził: policja, prywatni detektywi, wierzyciele; z nimi wszystkimi miał na pieńku. Nie przypuszczał jednak, że to akurat dziś padł na niego wyrok. Bo tak naprawdę Johan wcale nie był miłym faciem. Zresztą gdyby był to nie musiałby ukrywać się przed nikim i nigdzie. Prochy, dziwki, rozboje to jego działka. Wyglądał jak alfons, spocony, w starym garniaku. Najczęściej pracował dla miejscowego gangu. Rzadziej na własną rękę.
Około północy zaczęło się. Wiatr zerwał się nagle, porwał leżącą na chodniku gazetę i poniósł ją nisko wzdłuż drogi. Aleja Klonów- tak się nazywała- posiadała wiele bram i bocznych uliczek. W nich to, jeszcze kiedyś przed laty, jeszcze w czasach kiedy miasto kwitło, w czasach dobrobytu, można było zobaczyć bawiące się dzieci, dorosłych rozprawiających na przeróżne tematy. Teraz można spotkać tam jedynie kloszardów i narkomanów, których los sponiewierał i wypluł w te ciemne zaułki poniżonego świata.
Jednak tej nocy był tam ktoś jeszcze.
Nienawistna postać. Wyrzucona ze swojego świata jeszcze przed narodzeniem. Nie wiedział skąd pochodzi ani dlaczego pojawił się na świecie. Wiedział natomiast, że ma do wykonania zadanie. Wiatr nabrał siły, krople deszczu jak pociski zadawały mu ból. Miał do przejścia jedynie kilkanaście metrów. Noc była jego sprzymierzeńcem. Nigdy nie zabijał za dnia. Stał w bramie, okalającej uliczkę zbiegającą się z Al. Klonów. Była cała porośnięta mchem i bluszczem, a futra już dawno zardzewiała, otwierała się z ogromnym zgrzytem. Wyszedł stamtąd i przeszedł w strugach deszczu kilkanaście kroków. Nie znał okolicy. Zresztą nie miał kiedy jej poznać. Nigdy nie zapuszczał się tak daleko, nigdy w takie miejsca. Stał tak i wpatrywał się w lampę, nie świeciła jednolitym światłem, migała tak jakby zaraz miała zgasnąć. - Tak pewnie wygląda jego dusza – pomyślał. Ruszył dalej nie zwracając uwagi na kmiotów pochowanych gdzieś pod gazetami. Przeszedł obok śmietnika i skręcając w prawo wszedł w bardzo wąską uliczkę. Wiedział że to tu.
Johan w tym czasie, był zajęty dzieleniem porcji heroiny. Miał ją potem sprzedać w Tropikalnie – Klubie w centrum miasta. Na swoje nieszczęście Dealer miał za mało rozumu. Myślał ze może być bezpieczny w tym swoim „gniazdku”.
Trzask! Dźwięk wyłamywanych drzwi rozległ się po całym budynku. Sam Johan padł na ziemię przerażony, myślał, że to policja, że nakryli jego interes. Szybko wyciągnął colta z zza paska i podczołgał się pod stół. Przez chwilę leżał tak nieruchomo, jednak nie mógł czekać wiecznie. Podniósł się i ostrożnie podszedł pod ścianę. Broń wycelował w stronę wyjścia. Jego świadomością targała myśl: Dlaczego jeszcze nie wchodzą? Na co czekają? Może myślą że nie jestem sam? Tak minęło kilka minut. To jeszcze bardziej zirytowało Johana. Nie wytrzymał… powoli ruszył do wyjścia. Nawet nie przypuszczał, że to może być ostatni spacer jego życia. Zauważył jedynie cień przylegający do ściany. Nie widział dokładnie twarzy. Jednak bał się strzelać. Coś go powstrzymywało.
II
„Dziś rano właściciel starej kamienicy na Al. Klonów odnalazł zabitego Johana P. W świadku przestępczym znanego jako Laska. Prokurator twierdzi, że może być to kolejny przykład egzekucji długów. Nie jasne są dokładne okoliczności zgonu, w mieszkaniu nie znaleziono żadnych dowodów identyfikujących sprawcę. Z raportów wynika, że ofiara zmarła na skutek przerwania kręgosłupa szyjnego. Policja prosi ewentualnych świadków…….”
Wyłączył telewizor.
Wypił kawę, jak co rano to było jego śniadanie. Czarny płyn tak pospolity, a jednak pozwalał mu ocknąć się z koszmaru snu. Nie lubił tego. Kiedy spał śnił zawsze ten sam sen odkąd pamiętał, zawsze ten sam. Jego mieszkanie znajdowało w starym komunalnym bloku, 10 min jazdy metrem od Centrum. Był tam pokój, łazienka i coś, co przypominało kuchnię. W pokoju na lichym stoliku stał telewizor, na środku stół z jednym krzesłem, pod ścianą leżał materac, a w rogu, zaraz przy oknie wychodzącym na ulicę, stała szafa. Zabójca! Jak to brzmi. Wcale jednak nie przejmował się tym faktem. Co prawda nikt nigdy o tym nie wiedział, ale i on sam nie był pewien dlaczego tak jest.
Było około 9:00. Dźwięk zamykanych drzwi i brzęk kluczy. „Proszę przyjść w przyszły wtorek…czeka nas kolejna terapia”- tak powiedziała mu Kate. Wyszedł. Nie mógł przepuścić jedynej okazji do spotkania z nią. To właśnie jej mówił o swoich problemach, o wszystkim co go gnębi. O swoim śnie. Zszedł na dół. Na skrzypiących drewnianych schodach minął bawiące się dzieci. - Dzień dobry panu! – zawołały. Ale on nie odpowiedział. Nie widział ku temu powodu, w zasadzie nigdy nie był rozmowny. Zbyt długo wśród nich przebywał. Zdecydowanie za długo. Wyszedł z budynku. Mijając idących chodnikiem ludzi, myślał jedynie o tym by znaleźć się w jej gabinecie. By wyznać czego dopuścił się tej nocy. Co dziwne nie miał wyrzutów sumienia, traktował to jak zwykłą pracę, jak błahostkę. Idąc ulicą High Str. doszedł do przystanku metra. Czekał tam kilka minut, przechodzący ludzie wpatrywali się w niego jak w istotę co najmniej dziwną. Nie rozumiał tylko dlaczego. Nagle rozległ się sygnał i po kilku sekundach na peron wjechał pociąg. Trasa wiodła do centrum. Tam też wysiadł. Przeszedł kilka przecznic i wszedł do kilkupiętrowego budynku. Nie była to stara kamienica, przeciwnie. Był to budynek nowoczesny, choć zbudowany kilkanaście lat temu. W holu wisiał szyld: „Katrine Zelman – psycholog, 4 piętro, mieszkanie 3a”. Udał się w stronę windy i w niecałą minutę stał przed drzwiami jej mieszkania.
Proszę! Otwarte.
- Dzień dobry! - Witaj Mike, proszę wejdź…zaczekaj, mam telefon. Proszę rozgość się. Zdjął skórzaną kurtkę. Teraz można było zobaczyć kim tak naprawdę jest. Wysoki, dobrze zbudowany brunet, ubrany w czarną koszulkę i ciemne dość szerokie spodnie, po bokach pod pachami wisiały dwa pistolety P8 z kompensatorami i zintegrowanym tłumikiem. Pod nimi po dwa dodatkowe magazynki. Na przedramionach znajdowały się dwa noże, z nich korzystał w ostateczności. Cały ten arsenał ściągał jedynie gdy brał kąpiel i wtedy kiedy był u niej. Nie bał się. Mówił Kate o wszystkim, także wiedziała, kim jest i czym się zajmuje. Konieczność zachowania tajemnicy lekarskiej, lub może sympatia, nie pozwalała jej go wydać. Po paru minutach przyszła. Wyglądała dziś inaczej, przynajmniej w jego mniemaniu. - Kate, wyglądasz dziś wyjątkowo pięknie, widzę, że masz lepszy humor niż ostatnio. - Spostrzegawczy jak zawsze.- na jej twarzy zagościł zalotny uśmiech - Masz rację dostałam dobrą wiadomość. Będę nareszcie mogła zająć się doktoratem. Ale nie o tym przyszedłeś rozmawiać. Prawda? - Niestety masz rację, dziś miałem ten sam sen. Ten sam, który dręczy mnie, co noc odkąd pamiętam. Ale dziś zmienił się jeden szczegół. - Opowiedz wszystko jeszcze raz, postaraj się bardzo dokładnie. Być może to ma związek z twoją przeszłością. Wiem, że nie lubisz tego robić, ale jeżeli chcesz zrozumieć ten sen to powinieneś jeszcze raz go opowiedzieć. Może zmieniło się coś jeszcze. No dobrze a teraz mów. Zapadła chwilowa cisza. Kate strasznie zaciekawiła się tym przełomem. Michael zbierał siły, prawdę mówiąc było to dla niego dość przykre. Nigdy nie lubjał o tym opowiadać. Cisza wydawała się nie mieć końca…
III
- Zaczyna się tak samo jak poprzednie. Budzę się i podchodzę na brzeg przepaści. Nie czuję strachu. Wiedziałem, że nie spadnę. Z góry obserwuję cały świat. Widzę ludzi, zdaje mi się, że potrafię czytać w ich uczuciach, że znam ich każdą myśl każdy zły uczynek. Potem wizja się urywa. Budzę się po raz kolejny. Tym razem jest rok 1678. Francja. W pomieszczeniu gdzie się znajduję jest stół. Na nim list. Pamiętam każde słowo, tak jakbym czytał go w rzeczywistości. „Pamiętaj! Pierwszego dnia nowiu, kiedy księżyc zakończy wędrówkę i zniknie z nocnego nieboskłonu, hrabia De Lefoss musi zakończyć żywot. Nie możesz pozostawić żadnych śladów. Pamiętaj to jak wykonasz zadanie zadecyduje o tym czy Najwyższy pomyślnie rozpatrzy twoją prośbę. Postaraj się”. Podpisu nie było. Jedynie pieczęć z krzyżem. Dalej sen jest rozmyty. Widać tylko jak pochylam się nad drżącym jeszcze ciałem by sprawdzić czy zaiste jest martwe. - Jak dotąd, nie dopatrzyłam się niczego dziwnego. Wszystko to już wcześniej opowiadałeś. - Pozwól mi skończyć. Teraz jak zapewne się domyślasz. Dalej tracę świadomość. Kolejny raz umieram. Budzę się w Anglii, jest rok 1894, trwa rewolucja przemysłowa. Wielu ludzi dorabia się fortuny inwestując w przemysł maszynowy. Mieszkał w Jorkwood, w pełnej snobistycznych klubów, jednej z bogatych dzielnic miasta. Podobnie jak uprzednio. Na stole leży list. Scenariusz jest identyczny. Podpis ten sam: pieczęć z krzyżem. Wychodzę z budynku. Na ulicy, widzę ludzi, których twarze wydają mi się znajome, jakbym wcześniej ich spotkał. Nie wiedziałem tylko gdzie i w jakich okolicznościach. Po tym jak wykonałem wyrok nastała ciemność. Ale byłem jej świadomy. Czułem jak jestem zawieszony w rozdzierającej moją duszę pustce. Umarłem po raz kolejny. Budzę się w swoim mieszkaniu. Są czasy obecne… - Tak, wiem – przerwała mu pani psycholog – wiem. Na stole stoi laptop i migająca kontrolka informuje cię o nowej wiadomości i dalej to samo. - I tu jest właśnie coś dziwnego, sen w tym miejscu się zmienił. Bo zaiste wiadomość jest, nadawca ten co zawsze. Ten sam który zawsze zleca mi cele. Ale treść listu jest inna: „Twoja prośba została rozpatrzona pomyślnie. Możesz odejść”, i taki sam podpis. Ale jest coś jeszcze. Wyszedłem z mieszkania. Było późne popołudnie, za horyzontem budynków dało się widzieć chylące się ku zachodowi słońce. Krwisto czerwone niebo wydawało się być wrotami piekieł. Ciemne chmury zakryły niebo nad miastem. W powietrzu dało się czuć zapach stęchlizny. Ludzie na ulicy nie zwracali na to specjalnie uwagi, śpieszyli się jak zwykle. Poszedłem przed siebie. Szedłem tak kilkanaście minut. Nie zwracałem uwagi gdzie, ani jak daleko już jestem. Jakaś nie opisywalna siła wiodła mnie przez aleje zapomnienia do nikąd. Ocknąłem się. Ulica była już pusta. Zaczął padać deszcz. Wszedłem do jednej z bocznych uliczek. Czułem że ktoś mnie śledzi. Uliczka kończyła się ślepo. Zagradzała ją ściana budynku. Zamocowane na niej były schody przeciwpożarowe. Zamknąłem oczy. Czułem jak coś lub ktoś zbliża się. Cisza. Nagle rozległy się jakby dwa nieco przytłumione strzały. Dwa trupy padły. Przy ciele jednego z nich znalazłem wiadomość: „Michael Stratus, zlikwidować”, dołączone moje zdjęcie. Przyjrzałem się twarzy. Miałem wrażenie jakbym ją już gdzieś widział…jeszcze w pierwszym śnie. Tak to się kończy. Potem się obudziłem. - Tak, to rzeczywiście dziwne. Taka zmiana Kate milczała jeszcze przez chwilę, nie wiedziała co mu odpowiedzieć. Nie mogła zrozumieć co jest powodem tej zmiany. Jak wiadomo sny powstają w podświadomości, gdy świadoma część mózgu nie pracuje, jest uśpiona. Ale co mogło spowodować takie sny u Mike’a? Nie wyglądał przecież na paranoika. Wręcz przeciwnie. Był najbardziej zrównoważonym człowiekiem, jakiego kiedykolwiek poznała. Czasem zastanawiała się nawet czy jest możliwe by on był człowiekiem. Poza tym taka postawa nie pasowała do płatnego zabójcy. - Co się stało? – spytała zdziwiona tym, że pacjent jest wyraźnie zaniepokojony. – Nigdy się tak nie zachowywałeś, co się dzieje? Michael wstał z kanapy i co najbardziej zdziwiło Katrin, ubrał szelki z bronią. - Przecież wiesz, że tego nie lubię. - Wiem. Ale coś, co zaraz może się wydarzyć…
IV
Nie dokończył mówić. Rozległo się bardzo głośne pukanie do drzwi. Jakby ktoś chciał siłą dostać się do środka. Kate przestraszyła się. Nie wiedziała, co mogło się stać. Kto mógł tak dobijać się do jej mieszkania, a co najgorsze,
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Paton
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…