Wróć do katalogu

cisza przed burzą (4) wyczekiwanie

dalszy ciąg historii Luny i Noela

buffy119, opublikowano , 38 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

4 wyczekiwanie

Tak jak powiedział Noel, następnego dnia wieczorem, „obieżyświat” zacumował u wybrzeży Włoch. Na dworze prażyło słońce, portowymi alejkami zanosiły się krzyki mew i nawoływania kupców. Powietrze było przesączone zapachem świeżych ryb i owoców morza. Luna cały czas spędzała w swojej kajucie. Sól morska zniszczyła jej suknię, a płaszcza już nie miała. Oprócz niej, na „obieżyświacie” byłe jeszcze dwie kobiety- Lizzy- pomocnica kucharza- lecz ta była jeszcze dzieckiem- miała dopiero osiem lat, oraz stara Miuriel- cyganka która, jak twierdził Noel, miała nie po kolei w głowie. Noel podarował Lunie koszulę, którą trzymał na zapas w komodzie, oraz parę poprzecieranych spodni. Włoski port, załoga Obieżyświata przyjęła z entuzjazmem. Jedni chcieli się zaopatrzyć w ciekawe drobiazgi oferowane przez kupców, inni mieli ochotę skosztować słynnej włoskiej kuchni, a kucharz nie posiadał się z radości, ponieważ chciał wyposażyć kuchnię okrętową we włoskie zioła i oliwki. Wszystkich ogarnęła mania zakupów, ale nie to zadręczało Lunę. Serce przepełniało jej się radością na myśl, że niedługo znów spotka się z Arielem. Biedak, musiał się strasznie o nią zamartwiać. Wierzyła, że Noel dotrzyma słowa i wyśle Arielowi wiadomość. Bardzo tęskniła za bratem. Martwiła się o niego, nie wiedziała jak on zniósł jej zniknięcie. Cała załoga opuściła pokład, a Luna udała się z nimi, opatulona w płaszcz Noela. Włosy związała kawałkiem rzemyka. W tym stroju ciężko było rozpoznać, czy to kobieta, czy mężczyzna. Gdy zeszli po trapie, ich oczom ukazało się kolorowe, krzykliwe zbiegowisko. Kupcy rozstawili swoje stragany wzdłuż doków. Część kramów była nakryta jedwabnymi, wzorzystymi parawanami. Na ladach można było ujrzeć najróżniejsze przedmioty. Były tam szklane okulary i monokle, srebrne i złote brosze, ciężkie wisiory zdobione cyrkonami, cytrynami i granatami, były również mahoniowe figurki, wonne oliwki i atłasowe apaszki. Za jedną z rozstawionych kotar, trójka brodaczy dyskutowała zawzięcie nad stosikiem złożonym z dukatów i galeonów. Wspaniałościom nie było końca. Zewsząd rozchodził się zapach wonności. Pojawił się nawet wędrowny grajek z gitarą. Luna chłonęła wszechogarniającą cudowność wszystkimi zmysłami. Zauważyła Noela, który podawał jakiemuś mężczyźnie zapieczętowaną kopertę, wraz z sumką monet. Mężczyzna skinął głową i odszedł, mamrocząc coś pod nosem. Wiadomość dla Ariela- pomyślała Luna. Mijała wystawki pełne eleganckich kreacji, od sukien po futra i kapelusze. Jej wzrok przykuła zielona sukienka. Nie wyglądała ani na zbyt wyszukaną, ani na zbyt skromną. Była bardzo ładna- z turkusowego tiulu i zielonej koronki. Wpatrywała się w nią jak urzeczona. Niski przysadzisty mężczyzna podszedł do niej. Wymamrotał coś po włosku, ale Luna niewiele z tego zrozumiała. -Podoba ci się?- przy trzeciej próbie wybełkotał łamaną angielszczyzną z domieszką francuskiego- ale o dziwo- tym razem Luna go zrozumiała. Pełno tu było Ludzi, którzy nie pochodzili z Włoch, musiał podłapać jakiś francuski zwrot. Dziewczyna potaknęła głową. Mężczyzna uśmiechnął się szeroko. Zdjął suknię z wieszaka i podał ją Lunie. Ta jednak pokręciła przecząco głową, pokazując na bilecik z ceną. Sprzedawca zaczął wymachiwać rękami, czyniąc znak krzyża, jak gdyby chciał coś przekreślić. Postukał palcem w bilecik. -Połowę- powiedział, znów się uśmiechając. Luna rozejrzała się zdziwiona. W przeciwieństwie do innych kramów, ten był już prawie pusty. Widocznie kupiec chciał się pozbyć resztek zalegającego towaru. Sięgnęła po sakiewkę, w której miała drobną sumę ofiarowaną przez Noela. Chciał, żeby też kupiła sobie jakiś drobiazg. Tylko połowę, pomyślała spoglądając na bilecik. Na tyle było ją stać. Podała mężczyźnie pieniądze, a ten zapakowawszy suknię w szare płótno podał jej z wdzięcznym uśmiechem. Luna chwyciła paczkę i powędrowała do doku, w którym cumował Obieżyświat. Większość załogi już tam była, chwaląc się nawzajem swoimi nabytkami. W tłumie wypatrzyła Noela, który taszczył książkę obłożoną w skórę, oraz drugą, mniejszą, obszytą płótnem. -Nasz poeta Noel znowu kupił książki- ryknął Marco- zadeklamujesz nam tu jakiś nowy poemat?- parsknął. James zmierzył go jadowitym wzrokiem, za to Noel nie zwrócił na niego najmniejszej uwagi. Wyłapawszy Lunę wzrokiem, podszedł do niej, potrącając przy tym kucharza i Lizzy, którzy właśnie wymieniali wady i zalety oliwy z oliwek.-No i jak tam?- zagadnął, docierając do niej- zakupy się udały? Luna opowiedziała mu o sukience, wyciągając przed siebie paczkę. Noel uśmiechnął się serdecznie. -Nie będziesz już musiała nosić męskich ubrań- powiedział, sięgając do kieszeni. -Mam nadzieję, że to będzie pasowało do twojej sukienki- odparł, wyciągając do niej rękę, w której trzymał łańcuszek. Łańcuszek był srebrny, a na nim wisiał miedziany pieniążek. Na monecie odbite było serduszko i inskrypcja, której Luna nie była w stanie odczytać.-Tu jest napisane, że ten kto nosi ten wisiorek, tego czeka w życiu miłość i szczęście- wyjaśnił- gdy go zobaczyłem, to pomyślałem o tobie. Luna zarumieniała się, a jej oczy błyszczały. -Jest piękny, dziękuję-wyszeptała, zapinając medalik na szyi. Noel rozpromienił się. Marco zaczął pogwizdywać znacząco. Stara Miuriel i kilku innych wymieniło uwagi. -Nie wiem jak wy, ale ja robię się już głodny- zawołał kucharz- kto ma ochotę na włoską ucztę? Odpowiedziały mu radosne okrzyki. Uczta miała się odbyć o północy, więc każdy miał trochę czasu aby się odświeżyć. Luna rozpakowała sukienkę i rozłożyła ją na pryczy. Pieniążek cicho pobrzękiwał na jej szyi. Umyła się starannie, rozczesała włosy i upięła je błękitną wstążką, dołączona do sukienki. Kreacja pasowała idealnie. Jej gorset opinał zgrabne ciało Luny, a spódnica rozszerzała się w biodrach niczym kielich kwiatu. Nagle usłyszała ciche pukanie do drzwi. Ogarnęła pokój wzrokiem. -Proszę- zawołała po chwili, bacznie obserwując drzwi. Zza nich wychynęła niska, przygarbiona postać. -Miuriel?- zdziwiła się Luna. Staruszka leciutko zamknęła za sobą drzwi, po czym przysiadła na pryczy. -O tak, mruknęła- wiedziałam... wiedziałam, że będzie pasować- dodała po dłuższej chwili. Luna przyjrzał jej się uważnie. Choć nie była bardzo stara, Miuriel kompletnie już osiwiała. Kolorowa przepaska spinała jej włosy. Twarz pokryta delikatnymi zmarszczkami uśmiechała się. Szeroka, granatowa sukienka Miuriel była wykonana z muślinu. Jak to u cyganów bywa, szyja Miuriel była zwieńczona wieloma sznurami barwnych paciorków. Luna uśmiechnęła się do niej nieśmiało. Piwne oczy Miuriel roziskrzyły się. -Wiesz kruszynko- powiedziała tonem, zwiastującym dobre nowiny- pomyślałam, że może zrobisz z niego użytek. Podała dziewczynie flakonik z różowym płynem. -Dla mnie już za późno- ciągnęła Miuriel- ale ty kochanie, jesteś jeszcze młoda, więc pomyślałam... Nic z tego nie rozumiejąc, Luna rozpyliła trochę płynu. Cudowny aromat rozniósł się po pomieszczeniu. Była to mieszanina egzotycznej woni orchidei, świeżej nutki szałwii i słodyczy anyżu. Dziewczyna z przyjemnością wciągnęła upojny zapach perfum. Psiknęła jeszcze kilka razy na szyję, dekolt i nadgarstki. Miuriel przyglądała się temu z zachwytem. -To jest zapach miłości- powiedziała teatralnym tonem- twój wybranek nie będzie mógł ci się oprzeć. Luna spojrzała na nią ze zdziwieniem, po czym przypomniała sobie słowa Noela- czyżby staruszka rzeczywiście była obłąkana? Podziękowała grzecznie, po czym rozległ się okrętowy dzwon wybijający północ. Razem z Miuriel ruszyła na górny pokład, gdzie było wyznaczone miejsce uczty. Kiedy obydwie były już na górze, reszta załogi właśnie rozstawiała szerokie stoły. Na pokład wniesiono półmiski i sztućce, a na stołach zapalono świeczniki. W rogu pokładu, zadowolony kucharz zacierał ręce. Wniesiono długie ławy, po czym goście zaczęli się rozsiadać. Nagle dało się słyszeć głośny gwizd- wszyscy odwrócili się w kierunku, z którego dochodził dźwięk. Marco siedział rozparty na jednej z ław i wołał: -Witamy nasze damy!- po czym dodał nieco głośniej- niezły strój kotku. Na pokładzie zrobiło się cicho. Wszyscy wpatrywali się w niego z oburzeniem. James uderzył pięścią w stój, a świece z jego świecznika wykonały płomienny pląs. Noel wstał. -Ej, spokojnie dobra- wyjąkał Marco, z trwogą patrząc na Noela- to już komplementów prawić nie można? Ku jego zdziwieniu, Noel wcale nie był zainteresowany jego osobą, przeciwnie- całkowicie go ignorował. Podszedł od Luny i zapraszającym gestem wyciągnął do niej dłoń. Dziewczyna podała mu swoją, a on ucałował ją jak dżentelmen. Miuriel przysiadła się do pierwszego z brzegu stolika, a Noel poprowadź ił Lunę w kierunku swojego. Gwar rozmów powrócił na Obieżyświata, wszyscy próbowali wykwintnego jedzenia. Było tego wiele: tarty z owoców morza, kluski z sosem pomidorowym i oregano, przystawki z anchovies, pieczone mięsa i ryby, do tego czerwone i białe wino. Jednym słowem- włoskie specjały. Zrobiło się całkiem ciemno, a świece dawały przyjemne światło. Powietrze było suche i ciepłe, a jedzenie smakowało wyśmienicie. -Wspaniale, prawda?- zagadnął Noel, po czym dodał- piękną noc dziś mamy. I to była prawda, niebo rozświetlały tysiące gwiazd, niczym miniaturowe lampiony. -O tak, jest cudownie- odparła Luna, rozglądając się po pokładzie-wszyscy są zachwyceni...- oprócz niego- dodała. Marco jako jedyny siedział z kwaśną miną, tak jakby bolało go to całe szczęście wokoło. -Nie przejmuj się nim- szepnął Noel- ten typ tak ma. Lunie skojarzyło się pewne wydarzenie minionego popołudnia. -Dlaczego on cię nazwał „poetą”?- spytała- piszesz? -Tak, odparł Noel- ale ostatnio jakoś brakuje mi pomysłów. Zamyślił się chwilę. -Mam dla ciebie propozycję- powiedział zmienionym głosem- zostaniesz moim natchnieniem? Lunę zatkało. Siedziała w milczeniu dobrą chwilę. -Jeśli zechcesz... odpowiedziała niepewnie. Nikt nigdy nie złożył jej takiej oferty. -Decyzja należy do ciebie- uśmiechnął się. -Jakie warunki muszę spełniać, aby być twoją muzą?- zaciekawiła się Luna. -Wystarczy samo to, że istniejesz- odpowiedział, a jego uśmiech błyszczał jak zaklęty. Na tym rozmowa się urwała. Świecę zaczynały się dopalać, ich ogarki były coraz krótsze. Załoga zaczęła się powoli rozchodzić do swoich pokoi. Luna i Noel siedzieli w milczeniu. Pokład powoli się wyludniał. -Mogę ci zadać jeszcze jedno pytanie?- spytała Luna, patrząc wyczekująco na Noela. -Pytaj- odparł Noel, posyłając jej czarujący uśmiech. -Skoro bycie twoją inspiracją nie wymaga spełnienia żadnych określonych reguł, to po co poprosiłeś mnie o zgodę? Po co ci moje przyzwolenie? Noel uśmiechnął się ale nie odpowiedział. Widocznie uznał to za swój prywatny sekret. -Tajemnica zawodowa?- mruknęła, próbując rozgryźć wyraz jego twarzy. Ale nie dowiedziała się niczego. Na dworze zrobiło się chłodno, wiatr przenikał ich na wskroś. -późno już- powiedziała, wstając od stolika. Fałdy jej sukienki z szelestem przesuwały się po drewnianych deskach. Wosk zaczął kapać po złotych ramionach świecznika. Noel zdmuchnął nędzne resztki tego, co niegdyś było białymi świecami. Zrobiło się całkowicie ciemno. Jeszcze tylko dym dawał jasną poświatę, w której migotały jego oczy. Noel sięgnął po świeczkę ze stolika obok, która trzymała się nieco lepiej. Wziął Lunę pod rękę i poprowadził pod pokład.

Wczesnym świtem słońce przebijało się przez mgłę jak czerwona, płonąca kula. Luna rozczesywała włosy, przeglądając się w lustrze obramowanym srebrem. Teraz pozostało jej tylko czekać, aż Ariel przybędzie po nią na obieżyświata. Nie mogła się już tego doczekać. Choć z drugiej strony martwiła się, że straci szansę bliższego poznania Noela. Miała tylko tydzień, aby to wszystko uporządkować. Czekało ją bolesne pożegnanie, bo naprawdę zaprzyjaźniła się z załogą obieżyświata. Będzie za nimi tęsknić- no, może nie za Marco- dodała sobie po chwili namysłu Będzie jej brakować nocnego życia na obieżyświacie, niebieskich fal kołyszących statkiem w dzień i w nocy. Ale musiała to przyznać, najbardziej bolesną stratą będzie pogodny uśmiech Noela, towarzyszący jej podczas pobytu tutaj. Opuszkami palców pogładziła medalik, który był ukryty pod gorsetem sukienki. Tak, za nim będzie tęsknic najbardziej. Ale sam fakt, że chciał, aby została jego muzą, schlebiał jej. Postanowiła, że poprosi go o pokazanie swoich wierszy. Była ciekawa, jak jego wiersze ukazują życie na morzu, w końcu powiedział jej, że to najpiękniejsza rzecz, jaką potrafi sobie wyobrazić. Z westchnieniem odłożyła grzebień na półkę. Mam tydzień- pomyślała- więc wykorzystam go jak najlepiej. Wyszła ze swojej kajuty, aby przespacerować się po pokładzie. Było zimno, owiał ją mroźny wicher. Całe szczęście, że Noel dał jej wełniany kubrak! Wychyliła się za sterburtę, omijając takielunek. Fale były dziś niespokojne, waliły w burtę, jakby złaknione życia załogi. -Jesteś potężny- wyszeptała w kierunku z którego nadciągały fale- możesz odebrać nam wszystko... -Twojej duszy nigdy ci nie odbierze- usłyszała za plecami. Noel oparł się o burtę obok niej. Luna posłała mu pytające spojrzenie. -Widzę, że jesteś rannym ptaszkiem- uśmiechnął się- to dobrze, bo ja też. Wreszcie będę miał towarzysza do rozmowy, bo on- wskazał na ocean- no, rozmowny to on nie jest... Luna odpowiedziała mu szczerym uśmiechem. Razem wpatrywali się we wschodzące słońce, z poczuciem, że oto piszę się nowy rozdział w ich życiu. Jak przewracanie karty w starej księdze, budził się nowy dzień. Na pokładzie gromadziło się coraz więcej osób. Głośno wymieniano uwagi na temat wczorajszej uczty, dzisiejszej pogody, oraz planów na nadchodzący tydzień. Wszyscy byli podekscytowani wizją rychłego śniadania. Wkrótce obwieścił je dzwon okrętowego kuka. Z powodu chłodu, wszyscy przenieśli się pod pokład, by w spokoju zjeść posiłek. Kucharz podał przepyszne spaghetti carbonara, z Anchovies i śmietanowym sosem. Makaron z ciepłym sosem przyjemnie rozgrzewał żołądek. Pokrzepieni pysznym posiłkiem, Luna i Noel wybrali się do portu. Było w nim mniej ludzi niż poprzedniego dnia, pewnie z powodu pogody. -Co się dzieję z wierszami,które piszesz ?- spytała go Luna, kiedy minęli mężczyznę, który deklamował jakiś utwór po włosku, stojąc na stercie skrzynek. -Chcesz zobaczyć?- ożywił się. Luna przytaknęła, na co on sięgnął po pustą skrzynkę leżącą przy drodze. Ustawił ją naprzeciwko mężczyzny, wokół którego zebrał się już znaczny tłumek. Zza klap płaszcza wyciągnął obszyty płótnem notes, który kupił wczoraj. Przekartkował go, po czym wybierając odpowiedni fragment, zaczął czytać. Zaciekawieni ludzie odwrócili się w jego stronę. -Człowiek jak kartka, zapisana krwawym atramentem, co wiersz ma wyryty na duszy, i serce pokryte kleksami. Człowiek, jak pergamin, szkarłatnymi uczuciami zbrukany. Niczym atrament ściekają słowa. Istota, niczym prawda, za kurtyną slow ukryta, jak pieśń spisana przez Eris i Afrodytę. Życie, niczym pióro, umoczone w ciemnym winie, takie będzie nosić piętno... jego głos wydawał się zaczarowywać wszystko wokół. Kiedy zamilkł, rozległa się burza oklasków. Choć niewielu z zebranych rozumiało francuski lub chociaż angielski, to klaskali wszyscy. Wpierw ci, zachwyceni jego wierszem, potem reszta, która na taki entuzjazm słuchaczy, przyłączyła się do owacji. Noel skłonił się nisko, a u jego stóp posypały się monety. Mężczyzna stojący tu już od godziny, odszedł jak niepyszny, mnąc w ustach przekleństwa. Kiedy Noel przepchnął się przez rozentuzjazmowany tłum, Luna podbiegła aby go uściskać. -To było fantastyczne!- zawołała, kiedy wpadli sobie w ramiona. -To twoja zasługa- odparł Noel- potrząsając sakiewką pełną srebrnych i złotych dukatów. Jego twarz rozświetlał promienny uśmiech. -Ale jak to moja?- zdziwiła się Luna- przecież ty to napisałeś i przeczytałeś! -Czymże jest artysta, bez swojej muzy- odrzekł Noel teatralnym tonem- czymże jest sztuka bez natchnienia? Luna zarumieniła się. Przecież nie zrobiła nic specjalnego. Noel podtrzymywał jednak wersję, ze wszystko to dzięki niej. -Od jak dawna się tym zajmujesz?- spytała Luna, kiedy Noel schował notes za klapy płaszcza. -Szczerze? Nie pamiętam!- roześmiał się. To, że piszę jest częścią mojego życia, tak samo ważną jak sen czy jedzenie... a propos, dasz się zaprosić na kolację dziś wieczorem?- powiedział to jednym tchem. Wpatrywał się w nią z nadzieją wypisaną na twarzy. -Tak... jasne- odpowiedziała- ale czy nie wracamy jak reszta na obieżyświata? Noel uśmiechnął się szeroko. -Kucharz sobie dziś odpocznie- powiedział- co dwie głowy do wykarmienia to nie jedna, prawda? Luna parskęła śmiechem. Noel rozbawił ją do łez. -Zasłużyliśmy- kontynułował, po czym znów potrząsnął pełną sakiewką. Trzymając się za ręce, spacerowali po nabrzeżu słuchając muzyków i wędrownych bajarzy, którzy oczrowywali wszystko wokół. Czas upłynął im na rozmowach i podziwianiu okolicy. Zbliżał się już wieczór, niebo nad nimi pociemniało, jakby ktoś nakrył je ciemną płachtą. Tak jak zeszłego wieczoru, gwiazdy świeciły jasno i wyraźnie. Chłodno było przez cały dzień, a wieczór nie robił im różnicy. Powoli zaczęli się kierować w głąb nabrzeża. Wiatr tłumił ludzkie głosy, im dalej w przód się posuwali. Ich celem była była gospoda na uboczu, której światła przyciągały ludzi jak ćmy. W środku pełno było naftowych lamp, które oświetlały przejścia między stolikami. Noel pociągnął Lune na sam skraj, gdzie stoliki odzielone były od pozostałych wysokimi przepierzeniami. Zamówili pieczeń na winie, po czym odwiesili wierzchnie stroje na haczyk, wbity w ściankę wykuszu. -Tak właściwie, to czemu zaprosiłeś mnie na kolacje?- dopytywał się Luna, zajmując swoję miejsce przy stoliku. -Pomyślałem, że masz już dość ciekawskich spojrzeń- powiedział szczerze, po czym dodał- ale główną przyczyną jest to, że chciałbym zamknąć usta pewnej osobie- tu uśmiechnął się z przekąsem. -Raczej tego nie osiągniesz, włucząc się ze mną wieczorami- skwitowała Luna, wyobrażając sobie jak Marco podnosi alert z powodu ich zniknięcia. -Ale jest pewne “ale”...- zaczął Noel- tutaj jej nie usłyszymy. Uśmiechnął się chytrze. -Może i masz rację- odparła Luna- ale będzie miał pretekst do snucia domysłów... -To już jego problem, uciął. Wystarczyły tylko spojrzenia- rozumieli sie bez słów. Podeszła do nich gruba kelnerka z tacą z peczenią oraz białym winem w szklanych kieliszkach. Noel wcisnął w jej tłustą dłoń garść monet, po czym odwrócił się z powrotem do Luny. Podniusł kieliszek na znak toastu, a potem upił łyk. -Za moja muzę, która ispiruję mnie swoją stotą! -Za poetę, który odział mnie w slowa!- dodała Luna. Ich kieliszki zetknęły się z cichym brzękiem. Dziewczyna skosztowała pieczeni- smakowała wybornie. Noel ponownie upił łyk wina, tym razem ledwie mocząc w nim usta. -Słodki smak poezji, duchowego zwycięstwa- wyszeptał rzucając Lunie zagadkowe spojrzenie. Ta odpowiedziała mu pięknym za nadobne- ale nic już na ten temat nie powiedział, podsycając jej ciekawość. -Pewnie już nie możesz się doczekać, aż znów zobaczysz brata- powiedział z lekka osowiały... i co ja bez ciebie zrobię? Luna poczuła,

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych