Wróć do katalogu

Cudowna dieta

W pogoni za szczupłą sylwetką można zgubić coś więcej, niż tylko zbędne kilogramy.

Smith12opublikowano 18 czerwca 201216 min czytania 4,7 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

{b}{i}Cudowna dieta{/i}{/b}

Jeszcze jako nastolatka Anita uchodziła za jedną z tych dziewczyn, których rozmiar wszerz był większy od tego wzwyż. Zawsze miała słabość do lukrowanych pączków, bitej śmietany, czekolady w każdej formie oraz lodów. O tak, lody w ilościach hurtowych pochłaniała o każdej porze dnia i nocy. W dzieciństwie nie przejmowała się jednak swoją masą. Jadła wszystko, nie wyłączając papierowych sztućców, kabli, długopisów a nawet niewielkich ptaszków. Rodzice nie odmawiali jej niczego. Wręcz przeciwnie, cieszyli się z każdego skonsumowanego przez nią przedmiotu. Nie pogniewali się nawet wówczas, gdy razem z pizzą Anita zjadła ich ulubionego psa. Tak matka jak i ojciec wierzyli, że dziecku należy dostarczać dużo jedzenia, by zdrowo się rozwijało. Obydwoje chcieli, by ich córka była wielka i po części nawet im się to udało. W wieku dwunastu lat dziewczyna przypominała bowiem orkę. Później było już tylko gorzej. Sama zainteresowana dostrzegła powagę sytuacji dopiero, gdy podczas badań bilansowych w szkole pielęgniarka zmuszona była ważyć każdą część jej ciała osobno, by nie zepsuć wagi. Rzeźnickiej, warto dodać. — Dziecko, ty ważysz więcej niż mój samochód! — zawołała z przerażeniem kobieta, kilkukrotnie obliczając masę Anity. Wynik za każdym razem był jednak taki sam. Słysząc to koleżanki dziewczyny, same szczupłe jak kabanosy, parsknęły śmiechem. Nie one jedyne zresztą dostrzegły, że Anita odstaje od reszty rówieśników. Inni uczniowie, a nawet nauczyciele, również nie szczędzili jej złośliwych uwag. — Hej, mutancie, zjadłaś krowę, że masz taki wielki bęben? — krzyknął na cały głos jeden z kolegów podczas przerwy śniadaniowej. Podczas gdy on zajadał kanapkę z ogórkiem, ona pochłaniała już trzeciego indyka. — Kevin, uspokój się! — skarciła go wychowawczyni, po czym dodała — Jeszcze cię zje i się doigrasz!

Także poza szkołą sytuacja nie wyglądała lepiej. Ludzie mijający Anitę na ulicy zatrzymywali się, śmiali, pokazywali palcami, a nawet robili jej zdjęcia. — Pomyśleć, że w Kenii dzieciaki nie mają co do ust włożyć… — mruknęła pewnego razu z oburzeniem jakaś starsza kobieta, widząc jak na przystanku autobusowym dziewczyna zajęła całą ławkę, w zamyśle konstruktora przeznaczoną dla pięciu osób. — Mam nadzieję, że jeździ na bilecie grupowym! — dodał ktoś inny.

Od tamtego czasu wiele się jednak zmieniło. Za namową proboszcza z lokalnej parafii, który nie chciał rozgrzeszyć Anity ze zjedzenia baranka, dziewczyna udała się na wizytę do dietetyka. Początkowo specjalista nie wróżył jej sukcesu, tym bardziej, że podczas pierwszego spotkania nastolatka pożarła przy nim kwiatka doniczkowego. Z doniczką. Po pewnym czasie dostrzegł jednak ze strony pacjentki spore zaangażowanie i wolę zmiany nawyków żywieniowych. Już po zaledwie trzech latach wyrzeczeń, diet warzywno-owocowych i morderczych ćwiczeń Anita stała się szczupłą, piękną dziewczyną. Urody pozazdrościły jej nawet koleżanki, które wyśmiewały ją, gdy bardziej niż dziecko przypominała butlę z gazem. Nikt, kto wcześniej nie znał Anity, nie domyśliłby się, że była kiedyś otyła. By uniknąć powtórki z rozrywki, dziewczyna zdecydowała się nawet na operację chirurgicznego zmniejszania żołądka. Zabieg, który pozbawił jej rodziców kilku tysięcy złotych, przyniósł zaskakujące efekty. Niegdyś wrzucająca w siebie wszystko niczym do kubła na śmieci nastolatka, była teraz syta po zjedzeniu najdrobniejszej nawet potrawy. Wszystko to, ku ogromnej rozpaczy rodziców, sprawiło, że Anita wyglądała na nienaturalnie wręcz chudą. Ona sama czuła się z tym jednak świetnie. Co więcej, bez przerwy wytykała sobie, że gdyby tylko się postarała, mogłaby schudnąć jeszcze bardziej. Wszak figura {i}à la{/i} szkielet była akurat w modzie. Zaczęła więc wyszukiwać nowych, cudownych diet w Internecie i młodzieżowych czasopismach. Przepisy na szczupłą sylwetkę wiązały się co prawda z nie lada wyrzeczeniami, ale przyzwyczajona już do poświęceń po kuracji u dietetyka dziewczyna nie obawiała się wyzwań. {i}Zrzuć trzydzieści kilogramów w dwa dni!{/i} — głosiło chwytliwe hasło na okładce jednej z gazet, reklamujące niezwykle skuteczne tabletki odchudzające. Anita zdążyła się już przekonać, że kapsułki nie działają. Próbowała ich skuteczności przed kilkoma miesiącami, lecz konieczność zrezygnowania z jakiegokolwiek jedzenia i picia niespecjalnie jej się podobała. Zdecydowanie ciekawsza wydała się inna dieta, po której, zgodnie z zapewnieniami koleżanek, które już ją wypróbowały, powinna schudnąć co najmniej o połowę w zaledwie tydzień. Wystarczyło przez ten czas codziennie jeść po trzy ziarenka groszku i popijać je łyżeczką wody. Do tego konieczne było wykonywanie serii morderczych ćwiczeń. Czego się jednak nie robi dla wyglądu...

W ramach wszechogarniających jej życie zmian, Anita zawierała też nowe znajomości. Nagle stała się jedną z najpopularniejszych dziewczyn w szkole. Kręcili się wokół niej ludzie, którzy osiemdziesiąt kilogramów wcześniej nie raczyliby zaszczycić jej nawet spojrzeniem. Ona jednak nie widziała w tym niczego złego. Chcąc zacieśnić nowe znajomości zaczęła się nawet spotykać z innymi dziewczynami z klasy. Korzystając z nadchodzących urodzin, zaprosiła nawet kilka z nich do domu. — Wszystkiego najlepszego, kochana! — powiedziała jedna z koleżanek, imieniem Violetta, po czym serdecznie wyściskała Anitę. Podobnie jak pozostałe dziewczyny z klasowej ekipy, nie wyglądała na nastolatkę, lecz pannę lekkich obyczajów czerpiącą stały dochód z niezobowiązującej pracy. Ciemny, agresywny wręcz makijaż, pokrywał znaczną część jej twarzy. — Dziękuję, myszko — odrzekła Anita, odbierając zawinięty w ozdobny papier prezencik. — To taki drobiazg od nas. Tylko nie patrz na cenę — zaświergotała z podekscytowaniem inna koleżanka, Lila, w obawie, że solenizantka nie zorientuje się, jak drogi prezent dostała. Dla pewności, niby przypadkiem, wrzuciła do środka paragon i zaznaczyła na nim pomarańczowym markerem kwotę, jaką razem z innymi koleżankami zmuszona była wyłożyć na upominek. — Oj, nie musiałyście. — Anita zarumieniła się i zachichotała niewinnie, a przez głowę przemknęła jej myśl {i}Tylko byście spróbowały przyjść bez prezentu, głupie dziwki!{/i} Sam upominek, bardziej symboliczny niż efektowny, ograniczał się do pudełka niezwykle drogich, a do tego bardzo skutecznych tabletek odchudzających. — Jedna tabletka i dziesięć kilogramów mniej! — Lila podskoczyła i z uciechy, niczym foka, zaczęła klaskać. — Na opakowaniu tak napisali, więc na pewno działa! Jeszcze kilka lat temu Anita nie pomyślałaby, że kiedykolwiek spędzi jakikolwiek uroczysty dzień w tak doborowym towarzystwie. Nigdy wcześniej nie miała koleżanek. Wszystkie bały się, że je zje.

Zyskując nowe znajomości, oczywiście dzięki szczupłej sylwetce, dziewczyna zdążyła się już jednak zorientować, jak wiele zawiści drzemie w ludziach. Doskonale zdawała sobie sprawę, że mimo iż była chudsza niż kiedyś, do ideału sporo jej brakowało. Koleżanki natomiast, same znacznie od niej szczuplejsze, zapewniały ją co pewien czas, że jest idealnie smukła. Oczywiście kłamały. Anita dobrze wiedziała, że mimo iż uśmiechały się do niej, wszystkie miały nadzieję, że ucieszona pochwałami nie będzie się już odchudzać i dzięki temu nigdy nie osiągnie oczekiwanego poziomu, który same reprezentowały. Ich niedoczekanie. Gdy chodziło o figurę, Anicie nie brakowało determinacji. Nie zamierzała poprzestać na lekkiej metamorfozie. Jednak, w ramach koleżeńskiej dyplomacji, nie dawała też po sobie poznać, że rozgryzła niecne plany przyjaciółek. — Aleś ty szczuplutka. Prawie jak modelka! — powiedziała jedna z koleżanek, wyrywając Anitę z zamyślenia. Ona sama była tak cienka i blada, że prawie niewidoczna. — Oj, daj spokój, przecież jestem jeszcze taka gruba. — Anita poklepała się po znikomym brzuchu, po…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych