Wróć do katalogu

CV w starym stylu

Kilka wspomnień szczęśliwej kobiety

just_dusia, opublikowano , 16 min czytania, 4,7 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

1955 Tego roku się urodziłam. Nie pamiętam tego, ale tak mam w dokumentach, a poza tym wierzę mojej Matuli. Podobno byłam pomarszczonym przeuroczym w swej brzydocie dziewczęciem, które dało znać o sobie całemu szpitalowi już w pierwszej minucie życia. Mateczka mówiła, że już zawsze tak było. Najgłośniejsza w całej rodzinie. Tego też roku od Matuli odszedł Papa. Nigdy się nie dowiedziałam, co się z Nim stało naprawdę, ale w rodzinie się mówiło, że cioteczka Karolcia, siostra Matuli, bardziej nadawała się na kobietę Papy niż moja rodzona Matulka. Może to i prawda, choć nie do końca wiem, czy powinnam wierzyć w tę historię, bo ani Papy, ani cioteczki Karolci nigdy na oczy nie widziałam. Nawet na fotografiach, których mam mnóstwo - pasja mojej Mamci. Z końcem owego roku, mając miesięcy 8 i pół, podobno zaczęłam porozumiewać się w zrozumiałym dla wszystkich języku. W Sylwestrową noc, według rodzinnych opowieści, powiedziałam: bum! bum! co wszyscy odebrali jako zauważenie przeze mnie wystrzałów na cześć Nowego Roku, a okazało się później zwykłą informacją na temat zawartości mojej pieluchy.

1961 Poszłam do szkoły. Czułam się dziwnie w tej sztywnej białej bluzeczce, z kokardkami na włosach i granatowej spódnicy. Co gorsza, wszystkie dziewczynki musiały mieć podkolanówki, które mnie niesamowicie uwierały. Uważam, że dziewczynki powinny wtedy już mieć równe prawo do noszenia spodenek jak chłopcy. I do krótkich włosów. Chyba jako jedyna dziewczynka w całej szkole nie miałam długich warkoczy. Powinno być mi wstyd, ale nie było. Byłam dumna ze swej odwagi, gdy dzień przed pójściem do szkoły wzięłam nożyczki Baby i obcięłam swoje sięgające ud warkocze. Całe wakacje prosiłam Matulę, by mi je obcięła, a gdy ta z krzykiem oznajmiła stanowczo: NIE! to wzięłam sprawy ( a właściwie warkocze i nożyce) w swoje mało zgrabne ręce. Tak więc moje włosy z jednej strony sięgały mi teraz do ramienia, a z drugiej do połowy szyi. I byłam z tego cholernie dumna. Poszłam do klasy z samymi dziewczynkami. Nie wiem dlaczego, cierpiałam z tego powodu bardzo. Zawsze bawiłam się na podwórku z chłopcami. Oni byli o wiele ciekawsi niż dziewczęta, no i mogli robić siusiu na stojąco. Wtedy jeszcze nie wiedziałam dlaczego, ale bardzo mnie to frapowało. Zanim jednak poszłam do szkoły z Anglii przyjechał wuja Zenuś. Baba mówiła, że Zenuś to mój wuja, w co uwierzyłam, a co okazało się później kompletnym kłamstwem, gdyż był to mój rodzony brat. Wuja Zenuś był ode mnie starszy o jakieś 12 lat i co się później okazało, wyjechał w daleki kraj razem z moim Papą. Pamiętał mnie jako okrągłą kruszynę drąca ryjka na całą kamienicę. Zenuś zamieszkał z nami. Nie pytałam dlaczego. Przyjęłam do wiadomości i uznałam jako normalną sprawę. Matula była bardzo zadowolona z faktu, że Zenuś przejmie część jej obowiązków i zajmie się chociaż mną. Nie wiedziała jak bardzo będzie tego żałować...

1964 Komunia Święta. Po jaką cholerę wymyślają coś takiego, skoro i tak połowa z nas to Żydzi, 1/4 niewierzący lub inni protestanci, a jedynie ćwiartka to katolicy. Ubrali mnie w dziwną sukienkę, białe pończochy i kazali założyć na głowę wianek. Tylko to to owady przyciągało. Dobrze, że świecę dali, to choć mogłam się woskiem pobawić. Wylałam Józi niechcący na jej sukienkę, więc ksiądz Anatol mnie skarcił. Za to stanęłam na końcu rządka dziewcząt, z czego byłam niesamowicie zadowolona. Po całym tym cyrku Matula uznała, że wierzy, iż będę dobrą katoliczką. Zdanie zmieniła trzy tygodnie później gdy razem z Zenusiem strzelaliśmy z procy do sąsiada i jego kur. Jedna została ranna (Yuppie!!!)

1969 Wychowawczyni poinformowała moją Mamy, że jestem dzieckiem nierokującym żadnych nadziei jeśli chodzi o zostanie przykładną damą, a w przyszłości Matką Polką. Maty wcale to nie zdziwiło, ale z grzecznością podziękowała Wychowawczyni i pokiwała ze zrozumieniem głową. Kończyłam właśnie Szkołę Podstawową i żadną siłą nie chciałam uczestniczyć w żadnych szkolnych i pozaszkolnych zajęciach. Wolałam spędzać czas z Zenusiem i Jego kolegami. Ale szkołę, a jakżeby inaczej, skończyłam z wyróżnieniem.

1970 Zenuś mnie zostawił dla jakiejś malowanej lali imieniem Hania. Bardzo to przeżylam, tym bardziej, że tego roku zaczęlam zauważać różnicę między chlopcami a dziewczętami i bardzo Go potrzebowalam.Tego roku nic już więcej się ciekawego nie zdarzylo.

1971 Hania okazala się na tyle znośna, że miala mlodszego brata. Waldek byl moją pierwszą milością. Zupelnie mnie ignorowal, a ja bylam w Niego wpatrzona jak w obrazek. Podsluchiwalam Jego rozmowy z Zenkiem i Hanią, by później móc to wykorzystać w staraniach o to, by zwrócil na mnie uwagę. Żalosne to bylo i nie przynosilo żadnego efektu.Latem tego roku pierwszy raz dostalam kwiaty od chlopca. A wlaściwie doroslego już mężczyzny, bo Zbyszek mial 21 lat. Zupelnie mi się nie podobal, za to przypadl do gustu mojej Matuli i Babie. Zenek się nie wypowiadal, bo od kiedy poznal Hanusię nie mial czasu na moje szczenięce milostki i inne sprawy.Zabiegi Zbyszka bym się Nim zainteresowala byly równie śmieszne jak te moje z Waldkiem. Skutek żaden. Choć w tym czasie bylam jedną z niewielu dziewcząt w klasie otrzymujących tyle prezentów i kwiatów.Na Andrzejkowej zabawie organizowanej przez siostry Lichockie, Anię i Marysię, poznalam Marka. Strzal w dziesiątkę. On wpatrzony we mnie, ja w Niego. I byl dorosly. Mial wtedy 19 lat. Od owych Andrzejek widywaliśmy się w każdy weekend aż do stycznia...

1973 Kiedy to Marek stwierdzil, że najwyższa pora się zaręczyć. Wtedy widywaliśmy się już częściej, czasami nawet dwa dni pod rząd. Przyszedl raz do mojej Mamuli i oznajmil, że zamierza się ze mną ożenić. Mamula średnio byla zachwycona. Nie skończylam przecież jeszcze szkoly. Matura za pasem. Marek jednak się uparl i tak dlugo przychodzil i ulagadzal Matulę, aż ta się zgodzila. Po maturze zaczęliśmy się starać o zalatwienie wszystkiego do ślubu. Jednak we wrześniu Marek poszedl do wojska i musieliśmy odlożyć nasze plany.W listopadzie odeszla Babulka...

1974 Dostalam list od Marka. Napisal, że już nie kocha.

1975 Poznalam Wojtka. Inteligentnego artystę. Malowal portrety na zlecenie. Biedny jak mysz kościelna, bo talentu wielkiego nie mial. Po niespelna roku znajomości, z końcem grudnia zamieszkaliśmy razem, co spowodowalo oburzenie wśród znajomych i rodziny. Po niecalym miesiącu wrócilam do Mamuli. Wojtek okazal się chamem nad chamami, który nie potrafil dookola siebie zrobić nic i traktowal mnie jak slużącą. Mateczka cieszyla się jak dziecko, gdy z walizeczką stanęlam u drzwi naszego malutkiego mieszkanka.

1976 Mateczka się zakochala. Wymlodniala i wypiękniala. Pan Stefan byl zamożnym bankierem, starszym Panem z zasadami. Próbowal mnie umoralniać, ustawiać po kątach. Stwierdzilam, że pora iść na swoje. Z końcem lata znalazlam pracę w lokalnej gazecie jako korektor i wyprowadzilam się od szczęśliwej Matulki. Wynajęlam maly pokoik na poddaszu, gdzie śmierdzialo stęchlizną, ale po doprowadzeniu go do stanu użyteczności, okazal się wspanialym miejscem do życia mlodej kobiety. W czerwcu z Hanią ożenil się Zenuś.Pod koniec roku zwrócilam uwagę na kolegę z pracy imieniem Piotr. Byl jednym z redaktorów. Starszy ode mnie o jakieś 15 lat. Święta spędzil jeszcze z żoną, ale Sylwestra już ze mną. Wiem, wiem, bylam okropna. Ale co poradzę na milość?

1977 Na początku roku Piotr byl bardzo częstym gościem mojego pokoiku. Prawie u mnie zamieszkal. Co nie spodobalo się wlaścicielce lokum, więc zmuszona bylam do wyprowadzki. Razem z Piotrem zamieszkaliśmy w kawalerce po Jego cioteczce. W maju okazalo się, że jestem w ciąży, więc chąc nie chcąc Piotr musial się rozwieźć, by móc wziąć ze mną ślub. Odbyl się on na Wigilię tego roku. Trudno bylo mi ukryć brzuch, więc wszyscy wiedzieli dlaczego się pobieramy. Ale między nami milość już dawno wygasla. Zostala jedynie przyjaźń. Nie moglo jednak tak być, by panna dzieciaka rodzila. W Sylwestra poczulam pierwsze bóle...

1978 1 stycznia. Na świat przychodzi…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych