Cykl
Cierpienie, miłość i śmierć resztę zobaczcie sami.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Obudził go czwarty z kolei telefon tego "poranka". Nie odebrał go, bo po co? Przetarł oczy, spojrzał na zegarek, trzynasta piętnaście. "To aż o piętnaście minut krócej niż wczoraj, dobry wynik" - pomyślał. Nie lubił zrywać się w panice z łóżka, dlatego leżał spokojnie i patrzył w sufit. Co to dziś jest za dzień...? Grudzień - tak, 17 - tak, środa - tak. Ominęły mnie ćwiczenia z prawa cywilnego - no to co i tak byłem na jednych w tym semestrze, wykład z prawa rzymskiego - nieobowiązkowy, konwersatorium z kryminalistyki - to ciekawe, no ale trudno. Za godzinę mam jeszcze socjologię, hmm, może by tak iść, ale po co się spieszyć - nie. 17. grudnia, fajna data, czyli to już 198 dni od... nagle poczuł, że na pierś spada coś w rodzaju ogromnego ciężaru, nie może oddychać, duszno, w żołądku coś ściska, kręci się w głowie. Ból staje się nie do zniesienia ...to już 198 dni od tego dnia. Wtedy też była środa, gdy skończyła się jego wiosna. Wraz z zachodem słońca tego dnia stracił wszystko. Uleciał cały sens życia, cała niespożyta energia, pewność siebie, nadzieja na jutro. Tego dnia zgasł bezpowrotnie jego humor, jego animusz. W tym dniu zmarła ona. Beata - jego iskierka i podpora życia. Beata - jego sens i druga połowa...Wrócił mu oddech, lecz ból nie minął, chciało mu się wymiotować. Dlaczego, tak się stało? Dlaczego właśnie ona? Dlaczego los odebrał mu wszystko? Dlaczego jego "wiosna" skończyła się właśnie w taki sposób? Tak nagle? Dlaczego nie zdążył się z nią pożegnać? Dlaczego znał ją tak krótko, zaledwie pół roku? Może gdy poznałby ją bliżej nie okazałaby się taka wspaniała i odeszliby od siebie, a tak pozostało poczucie straty kogoś kochanego, najcenniejszego i najwspanialszego na Ziemi. Dlaczego?? Co po niej pozostało? Wspomnienia, kupka podniszczonych listów, figurka wykonana z gliny i kilka wspólnych zdjęć, pustka, gorycz, żal, beznadziejność i bezsenność Gdzie jesteś? Co mam dalej robić? Gdzie iść? Ból powoli ustępuje, wraca słuch. Ktoś puka do drzwi - nieważne. Trzeba wstać. Idzie do kuchni, otwiera lodówkę. Pusto. Został jeden serek. Usiadł i zaczął jeść - ona też jadała te serki, gdzie jesteś Beato? Spogląda tępo na zegarek jest godzina czternasta dwadzieścia. Za półtorej godziny ma być w pracy. Może by tak nie iść. Nie muszę iść. Z czego będę żył. Pójdę się lepiej umyć. Nie, po co się myć. Po co cokolwiek robić? Mateusz wykonał tego dnia jeszcze kilka czynności i postanowił jednak iść do pracy. Jednak ból nie opuszczał go nawet na chwilę. Czasami zapominał o niej, ale wtedy po chwili zapomnienia, zaczynał mieć wyrzuty sumienia, jak może o niej zapomnieć i myśli powracały ze zdwojoną siłą. Był w tragicznym stanie. Nie potrafił dojść do siebie prawie od siedmiu miesięcy. Nie był w stanie nikt, ani nić mu pomóc. Był przygnębiony, nie uśmiechał się, a w jego oczach panowało ciągłe cierpienie. Gdy kilka miesięcy temu, próbowała mu pomóc matka, pokłócił się z nią i zerwał wszelkie kontakty z najbliższymi. Wtedy nastąpiła lekka poprawa, znalazł sobie pracę w magazynach. Pracował codziennie od 16 do 22. Zaczynał powoli dochodzić do siebie. Nie długo to trwało. Szybko wrócił poprzedni stan. Przestał w ogóle chodzić na zajęcia, w pracy kierownik tyko z sentymentu nie zwalniał go. I wszystko działo się jak dawniej. Powrócił na dno cierpienia, pustki i samotności. Nie miał przyjaciół, po stracie Beaty zerwał wszystkie stosunki. Nie mógł na nikogo liczyć, nie rozmawiał prawie z ludźmi. On nie żył, on wegetował. Każdy jego dzień był identyczny, zmieniała się tylko pogoda i informacje w Wiadomościach. Kompletnie nie dbał o siebie, często chodził brudny, nieczęsto też się mył. Powoli stawał się trupem. Nic nie zanosiło się na zmianę jego stanu, szczególnie, że za oknami zaczęła się zima. Wreszcie podjechał autobus. To 115 jego linia. Wsiadł i usiadł na "swoim miejscu". Gdy tylko było wolne zajmował właśnie to miejsce. Lubił siadać na tym siedzeniu właśnie z nią. Uwielbiał też droczyć się z nią którymi drzwiami mają wejść do autobusu, on zawsze chciał środkowymi, ona tylnymi. Autobus ruszył. Mijał kolejno znane mu ulice. Domy i chodniki pokryte byłe już śniegiem. Na sklepach zaczęły pojawiać się ozdoby Bożonarodzeniowe. Ludzie chodzili po ulicach podekscytowani świąteczną gorączką. Mateusz nie czuł jej w ogóle. Już kilka miesięcy temu postanowił, że już nigdy nie będzie obchodził żadnych świąt. Zaskrzypiały drzwi. Wysiadł na przystanku pod magazynami. I powoli oddalił się w szarówce zimowego popołudnia.
**
Była Wigilia Bożego Narodzenia, godzina 16. Weronika wracała do domu od koleżanki. Uśmiechała się sama do siebie. Cudowny dzień powoli dobiegał końca. No i jeszcze święta przed nią, a dziś Wigilia. W duszy śpiewała sobie jakąś starą piosenkę świąteczną, taką jak śpiewają przedszkolaki. Uwielbiała święta, uwielbiała ludzi, kochała życie i cały świat. Każdego dnia nie tylko w święta dziękowała losowi za to kim jest i gdzie jest. Była bardzo radosna i dynamiczna. Nigdy nie traciła czasu i znała wartość każdej przemijającej sekundy. Siedziała tyłem do jazdy autobusu. Oglądała sklepowe wystawy. Była bardzo szczęśliwa. Jeżdżąc autobusami często bawiła się w zabawę - zgadywankę. Wymyśliła ją bardzo dawno temu i lubiła nadal się w nią bawić. Polegała ona na obserwacji ludzi i zastanawianiu się, co robią, kim są, gdzie jadą, czy są szczęśliwi, dlaczego są smutni itp. Nieraz zdarzyło się, że jej zabawa kończyła się w nieoczekiwany sposób. Kiedyś, jeszcze na pierwszym roku studiów, tak zamyśliła się i zapatrzyła się na jednego faceta, że on aż zaczął ją prześladować. Okazał się zboczeńcem. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze, a Weronika dziś na wspomnienie tej historii tylko się śmieje. Zaczęła się bawić. Hmm. Kobieta w czerwonym berecie. Młoda 25 - 28 lat. Nie wygląda na studentkę, w siatce ma jarzyny i zupki dla dzieci. Bingo! To młoda mamusia, wraca po pracy do ukochanego synusia, którym w tej chwili zajmuje się babcia. Ale słodko. Następna ofiara. Starszy łysy pan. Oj jest bardzo smutny, jest w podniszczonej marynarce. Na pewno brakuje mu pieniędzy na świąteczne prezenty, a chciałby kupić coś swojej dorastającej wybrednej córeczce. Tak to będzie tak. Weronika uśmiecha się sama do siebie. Zgrzyt otwieranych drzwi. Weronika pomyślała, pierwsza osoba która wejdzie to moja ofiara. Nagle z twarzy Weroniki zniknął uśmiech, otworzyła szeroko oczy. Jeszcze w ciągu 23lat swojego życia nie widziała czegoś podobnego. Z tego młodego człowieka aż kipiało cierpienie, jego oczy krzyczały. Twarz miał niesamowicie smutną, obrazującą nędzę, cierpienie, pustkę i trwogę. Nie mogła oderwać od niego wzroku. Widziała ludzi cierpiących, ale nigdy, aż tak. Zaczęła odczuwać litość i wstyd, że ona jest taka szczęśliwa. W jednej chwili odeszła jej ochota na zabawę. Oderwała od niego wzrok i popatrzyła na ulicę. Nie mogła przestać o nim myśleć. Co mogło się stać temu człowiekowi. Co mogło spowodować taki stan. Spojrzała na niego dokładniej. Już siedział na siedzeniu. Był wysoki, przystojny miał może z 25lat, miał ładne ubranie, chociaż nie pierwszej czystości. Miał krótkie ciemne włosy i zaniedbaną brodę. No i ten niesamowicie smutny wyraz twarzy. Nie mogła na niego patrzeć. Emanował on takim smutkiem, że z każdą minutą zaczął udzielać się on również jej. Postanowiła nie patrzeć na niego. Jeszcze tylko dwa przystanki, jeden, wysiada. Niewytrzymała, wysiadając spojrzała na niego ostatni raz i przez chwilę wydało jej się, że go zna. Wyszła i szybkim krokiem pobiegła do domu. Zasypiała. Znów była w świetnym humorze. Wigilia wypadła wyśmienicie. A te uszka w zupie były przepyszne. Myślała jeszcze przez chwilę, ale jej mózg przestawał już pracować. Zaczęła odpływać, przestała słyszeć, czuła że zapada w sen. Zobaczyła go, jak siedzi w 115. Jest smutny i mówi: Weronika pomóż mi. Błysk, zgrzyt. Zobaczyła tego samego chłopaka na korytarzu Wydziału Prawa, uśmiechniętego, wesołego. Stał w centrum, otaczała go grupka studentów III roku. Wszyscy patrzyli na niego z uwielbieniem. Opowiadał jakąś ciekawą historyjkę. Zobaczyła też siebie na pierwszym roku, przechodzącą obok tej roześmianej grupki. I znowu on w autobusie, ale znów bardzo smutny, mówi: Weronika pomóż mi, uratuj mnie. W dalszej części świąt Weronika nie miała już takiego wyśmienitego humoru. Nie mogła zapomnieć o tym mężczyźnie. Już wiedziała, że studiował na tym samym wydziale co ona i powinien być na piątym roku. Ciągle pojawiała się ta smutna twarz. Na zmianę była wesoła, ale gdy tylko przypominała sobie ten autobus, lub ten sen stawała się jakaś dziwnie zasępiona. Odpływała. Taki stan zaczął ją strasznie męczyć. Postanowiła odnaleźć go i mu pomóc. Gdy postawiła sobie to zadanie, wytyczyła ten nowy cel, od razu poczuła się lepiej i zaczęła częściej być uśmiechnięta. Zaraz po świętach przystąpiła do działania. Po kilku dniach poszukiwań nareszcie spotkała kogoś z piątego roku. Dziewczynę tą znała tylko z widzenia, ale od razu zawaliła ją potokiem pytań. Przestraszona kobieta, nie mogła dość do głosu. Weronika zwolniła, zobaczywszy, że kobieta dziwnie się zachowuje i w dodatku dziwnie jest ubrana. Teraz dopiero spostrzegła, że w ręku trzyma wiaderko i szmatę. Stanęła jak wryta, przestała mówić, pomyślała, że chyba dzieje się tutaj coś dziwnego skoro studentki noszą wiaderka i szmaty. Kobieta przeprosiła ją i odeszła. W tym momencie Weronika uświadomiła sobie, że rozmawiała ze sprzątaczką, lecz była tak podekscytowana, że pomyliła ją z podobną osobą, która rzeczywiście była studentką V roku. Dni mijały. Weronika, nie miała nawet najmniejszego pojęcia, że na piątym roku tak rzadko bywa się na uczelni. W końcu jednak spotkała chłopaka, który był na pewno studentem. Tym razem była ostrożniejsza i spokojniejsza, zaczęła z nim rozmawiać. - Cześć, jestem Weronika, czy ty jesteś na piątym roku? - zapytała - Owszem, jestem Kamil, a co chodzi? - zapytał Kamil z zainteresowaniem w głosie - Szukam kogoś, kto studiuje lub studiował z wami. - Ok, o kogo Ci chodzi? Może o mnie, kotku? - uśmiechną się i dodał do wypowiedzi nie dwuznaczny znak.
Weronika przyzwyczajona była do tego typu zachowań. Była zgrabna, zadbana miała ogromne niebieskie oczy, słodki uśmiech, a wszystko okraszone było masą blond kręconych włosów, była po prostu śliczna. Jednak w tym momencie, nie miała ochoty słuchać takich słodkich słówek. I gdyby nie to, że Kamil był jej potrzebny, poczęstowała by go wiązanką jakiej jeszcze nie słyszał od żadnej dziewczyny. - Szukam pewnego chłopaka, wysokiego z ciemnymi włosami. Przystojnego - A to ja Ci nie wystarczam - znowu mrugnął oczkiem i uśmiechną się Weronika była cierpliwa. - Spotkałam go kiedyś w autobusie, linia 115, zostawił coś tam, chcę mu to oddać. Kojarzę, go, że studiuje z wami. Taki strasznie wesoły. - Skoro, jechał autobusem 115, to Ty spróbuj pojeździć może go jeszcze raz spotkasz? Weronika zastanowiła się, w sumie dlaczego wcześniej na to nie wpadła, ale ciągnęła dalej. - To co znasz go czy nie? - Wiesz potrzebował bym więcej informacji nas na roku jest prawie 200 osób i takich ciemnych przystojnych jest co najmniej 50. - Nic więcej nie wiem. - A może jakiś znaki szczególne - Kamil zmienił nieco ton, gdy odczuł zdeterminowanie Weroniki. - Jak...jak go widziałam był bardzo smutny - powiedziała i jednoczenie zobaczyła ten smutny wyraz oczu. - No dobra, wiesz co widzę, że Ci na tym zależy, postaram się czegoś dowiedzieć, mam nawet kilka faworytów, ale musze mieć troszkę czasu. - Ok. To jest mój numer telefonu, zadzwoń do mnie jak się czegoś dowiesz - podała mu małą karteczkę z numerem. - Dobra, na pewno zadzwonię - uśmiechną się i odszedł. Przez następny tydzień Weronika jeździła 115-tką codziennie w różnych porach i nie spotkała go. Telefon też milczał. Ten mężczyzna powoli stawał się jej obsesją. Przestała się uczyć i zawaliła już kilka kolokwiów. Mijały kolejne dni, aż wreszcie Kamil zadzwonił. Podczas 30 minutowej rozmowy nie omieszkał kilka razy zaproponować jej spotkania na piwie, lecz ją interesowało tylko jedno, kim jest ten chłopak. Dowiedziała się, że ma na imię Mateusz. Już nie studiuje z nimi. Był naprawdę świetnym gościem, dusza towarzystwa, w zeszłym roku coś się z nim stało. Po prostu gość się wypalił, przestał chodzić na zajęcia, a jak był to się nie odzywał do nikogo. Był bardzo smutny. Zaczęli nazywać go świrusem. Nikt nie wie co się mu stało. Oblał czwarty rok. I widziano go jeszcze kilka razy jak go powtarzał. Kilka miesięcy temu ktoś go spotkał i o dziwo rozmawiał z nim, wtedy dowiedział się, że pracuje w magazynach przy końcowym 115, zdobył też wtedy jego numer telefonu. Kamil przyznał, że nie wie czy ten numer nadal jest aktualny i ostrzegł Weronikę, żeby uważała, bo Mateusz jego zdaniem po prostu jest chory psychicznie. Podziękowała. Była pod wrażeniem uzyskanych wiadomości. Nie wierzyła, że Mateusz może być chory, natomiast utwierdziła się w przekonaniu, że potrzebuje pomocy i że to ona właśnie musi mu pomóc. Była bardzo ciekawa, co się z nim stało, co spowodowało taką zmianę nastroju. Nie mogła się doczekać rozmowy z Mateuszem, więc wykręciła numer i nic. Sygnał nie podnoszonej słuchawki słyszała już chyba ze sto razy tego tygodnia, dzwoniła o różnych porach, nikt nie odbierał. W końcu dnia siódmego od rozmowy z Kamilem, zrezygnowana wykręciła znany już na pamięć numer, była godzina 23. Jeden sygnał, drugi, trzeci, czwarty.... - Halo? - odebrał męski głos.
**
Mateusz wracał z pracy piechotą, była to sobota, już nie jeździła 115. To był ostatni dzień w tej pracy. Wiedział, że wraz z nowym rokiem pozbędą się go, bo przecież po co komuś taki pracownik. Nie chciało mu się wracać do tego zagraconego mieszkania. Panował tam straszliwy brud. Szedł powoli, rozglądał się po ziemi. Jak zwykle myślał o Beacie, przypominał sobie dzień jak byli razem w górach. Pamiętał jak tam właśnie pierwszy raz powiedziała mu, że go kocha i pamiętał jak wtedy był szczęśliwy. Był wtedy w zenicie szczęścia, a teraz jest tylko ten ból. Dlaczego? Pamiętał każdą sekundę spędzoną z nią, każdą minutę powtarzał w myślach miliony razy, pamiętał każde słowo. Pamiętał zapachy i smaki, ale one były teraz tylko wspomnieniem, które sprawiało ból. Zaczął zastanawiać się jak będzie teraz żył, z czego zapłaci rachunki, co będzie jadł. Szedł nie patrząc gdzie idzie. Rozejrzał się i spostrzegł, że jest koło cmentarza. Obleciał go zimny pot. Tu leży Beata. Był tu ostatni raz 7miesięcy temu na jej pogrzebie. Nie, on tam nie wejdzie. A jednak coś pokierowało go pod samą bramę, zamkniętą już o tej godzinie. Pomyślał chwilę, przeskoczył ogrodzenie i znalazł miejsce gdzie leżała Beata. Mimo tego, że był tu tylko raz bez trudu odnalazł grób. Często śnił mu się jej pogrzeb. Nieśmiało podszedł do grobu. Było zimno, strasznie ciemno, gdzieniegdzie tylko paliły się znicze, rzucające niewielkie uny w nocnej mgiełce. Było przeraźliwie cicho. Podniszczone groby, pokryte były delikatnym mokrym śniegiem. Zaskrzypiały metalowe drzwi jakiejś starej, zaniedbanej katakumby. Powiew wiatru zgasił kilka zniczy. Mateusz nie odczuł nawet ułamka strachu. Stał nad grobem i czytał napisy. Beata Nowak, żyła lat 22, zmarła śmiercią tragiczną. Po raz pierwszy od jej śmierci zaczął przypominać sobie dokładnie ten dzień. Był czerwiec. Ciepły wieczór. Wracali znad Wisły. Odprowadzał ją do domu. Nagle zobaczył nadjeżdżający autobus, szybko pożegnał się z nią i pobiegł do niego. Jej zostało jeszcze kilkanaście metrów samotnego marszu do domu. Usiadł na tylnym siedzeniu. Autobus ruszył. Patrzył na nią przez okno. Pomachał do niej, uśmiechała się, również pomachała. Na horyzoncie zachodziło słońce. Boże jaki ja jestem szczęśliwy - pomyślał. Beata pomachała mu również, była już daleko, ledwo zobaczył, że macha do niego. Patrząc się na odjeżdżający autobus wtargnęła na jezdnie. Huk, pisk, zachód słońca... Mateusz ocknął się z letargu, płakał, dlaczego nie pojechał późniejszym autobusem, dlaczego tak się spieszył, dlaczego? Nie pamiętał jak dotarł do domu. Obudził go jak zwykle telefon, których ostatnio bardzo dużo było. Nigdy nie odbierał. W ogóle nosił się z zamiarem odłączenia go. Na pewno będzie musiał go odłączyć, z czego będzie płacił rachunki. Zostało mu ostatnie 100zł. Kupując tylko jedną zupę w proszku i paczkę papierosów dziennie starczy mu na jakieś 20dni. A co z resztą? Był załamany. Po wczorajszej wizycie na…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Zoraj
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…