Czakram smoka
... miałem wizję. Jakbym podłączył się do pamięci skumulowanej w tych murach. Sięgnął jeszcze dalej. Do pamięci Ziemi. To było niesamowite!
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Czakram smoka
Czułem potężny ból głowy, jakby ktoś opasał mi czaszkę stalową obręczą i dociskał coraz mocniej. Znowu ta migrena – pomyślałem z niechęcią. Zamknąłem na chwilę oczy. Zanurzyłem się w wykreowaną przeze mnie ciemność, pełną ciszy i spokoju. Mój umysł płynął po bezmiarze czasu i przestrzeni. Powoli stawałem się czystą energią, potężną i niezbadaną przez inne byty. Z nirwany wyrwał mnie głos: - Panie doktorze … Panie Marku …. Marek! Przede mną stała moja asystentka i przyglądając się mi badawczo mówiła dalej: - Masz gości, chyba zza granicy. Wszystko w porządku? - Tak, oczywiście – odpowiedziałem z wymuszonym uśmiechem – zaproś ich, niech nie czekają. Rozejrzałem się po swoim małym gabinecie, starając się przynajmniej w myślach ogarnąć panujący w nim bałagan. Byłem tylko młodym adiunktem w Instytucie Archeologii UJ. Mój dorobek naukowy był proporcjonalny do rozmiaru mojego gabinetu. Ponadto moja specjalizacja nie przypadła do gustu Radzie Wydziału i miałem duże kłopoty ze znalezieniem funduszy na moje badania. Zdążyłem tylko podnieść z podłogi i wyrzucić do kosza zatłuszczony papier po kanapce, gdy do pokoju weszło dwóch mężczyzn i młoda, piękna dziewczyna. Śniade twarze mężczyzn nie zatrzymały mojej uwagi na dłużej, natomiast długie nogi kobiety w czerwonych pantofelkach wzbudziły miły ucisk w żołądku. - Hmm – chrząknęła dziewczyna – Pan doktor Marek Jackowski? - Owszem – odparłem z szerokim uśmiechem na ustach – w czym mogę pomóc? - To goście z Uniwersytetu w Delhi. Profesor Aditya Tahil i doktor Rasul Parvati. Panowie chcieli spotkać się w pewnej delikatnej sprawie. Jest pan jednym z nielicznych specjalistów, którzy mogą nam pomóc. - Nam? - O przepraszam, nie przedstawiłam się. Jestem Sharmila. Zgodziłam się być przewodniczką i tłumaczką hinduskiego zespołu badawczego w Polsce. Mój ojciec jest Polakiem, ale moja mama pochodzi z Indii. Tam się zresztą wychowałam. Ale to nie o mnie tutaj chodzi. Przyglądałem się ich twarzom z rosnącą ciekawością. Poważne miny raczej nie zapowiadały żartu. Profesor był człowiekiem w wieku około pięćdziesięciu pięciu lat. Miał gęste, szpakowate włosy zaczesane do tyłu i małe okulary na nosie. Nie wyglądał na naukowca. Luźny, kolorowy strój podkreślał jego fantazję i niezależność. Jego towarzysz był typem garniturowca. Zapięty kołnierzyk pod szyją był synonimem porządku i dyscypliny. Ne wzbudził mojej sympatii. Profesor zaczął coś mówić w nieznanym dla mnie języku. Tłumaczka zaraz pospieszyła z pomocą. - Pan profesor zajmuje się badaniem starożytnej wiedzy na temat duchowości człowieka i jego związków z naturą. To zapomniana i zaniedbana dziedzina nauki. Człowiek powinien stanowić jedność nie tylko ze swoim umysłem ale i energią ziemi i wszechświata. Pan zdaje się prowadzi podobne badania? Popatrzyłem znacząco na Sharmilę i odpowiedziałem: - Można tak powiedzieć. Jestem archeologiem ale i ezoterykiem. Nie znamy jeszcze wszystkich możliwości ludzkiego ciała. Wierzę, że otacza nas nie tylko świat materialny ale i duchowy. Jego energia nie jest nam obojętna. - Doskonale. Myślę, że znalazłem odpowiedniego człowieka – powiedział profesor ustami Sharmili – może dalszą część rozmowy poprowadzimy w języku angielskim? Oczywiście zna pan ten język? - Oczywiście – odpowiedziałem kwaśno – ale proponuję spotkać się w bardziej fascynującym miejscu. Znam ciekawą kawiarnię na Rynku Głównym. Nazywa się Redolfi. Może spotkamy się tam, powiedzmy, jutro o siedemnastej? Ja oczywiście zapraszam. - Bardzo dobrze. A więc jutro o siedemnastej. - Panią oczywiście też zapraszam – zwróciłem się do Sharmili. - Skoro pan nalega. - Nalegam. A więc do zobaczenia. Myśli kołatały się po mojej bolącej głowie. Historia zapowiadała się ciekawie. Nawet bardzo ciekawie. Natychmiast po zamknięciu drzwi rzuciłem się biblioteczki i zacząłem gorączkowo wertować książki. Po kilkunastu minutach znalazłem to, czego szukałem. Usiadłem zmęczony na fotelu i otworzyłem podręcznik. Tytuł na okładce brzmiał: Korepetytor z języka angielskiego. Westchnąłem ciężko i zacząłem czytać. Nie miałem zbyt wiele czasu.
***
Klimat kawiarni był bardzo intymny. Małe parawany ustawione pomiędzy stolikami potęgowały to odczucie. Siedziałem przy jednym ze stolików i w oczekiwaniu na gości śledziłem lot małej muszki, nieznośnie latającej mi przed oczami. Było to bardzo irytujące i zupełnie nie pozwalało się skupić. Nagle w drzwiach lokalu zobaczyłem Sharmilę. Wyglądała olśniewająco. Długie czarne włosy otulały jej lekko smukłą buzię z dużymi oczami. Karnacja skóry zapewniała wrażenie permanentnej, złotej opalenizny. Serdeczny uśmiech był dopełnieniem tego wizerunku. Wstałem natychmiast i pomachałem do niej ręką. Dziewczyna podeszła do stolika i usiadła. - Przepraszam za spóźnienie. Właśnie odebrałam telefon od profesora. Trochę się spóźni. Jest z Rasulem w Archiwum Miejskim. - Wcale się nie zmartwiłem. Będę miał okazję pobyć z panią sam na sam. - Bardzo mi miło. - Ma pani na imię Sharmila. To hinduskie imię? - Tak. W sanskrycie to znaczy nieśmiała. - Nieśmiała. To bardzo trafne określenie. - Skąd wiesz przecież mnie nie znasz? O przepraszam, przecież nie jesteśmy jeszcze na ty. - To na co czekamy? Jestem Marek. - Sharmila. Lekki pocałunek w policzek przypieczętował naszą znajomość. Ujrzałem nad sobą dwie znajome postacie. To był profesor Tahil ze swoim nieodłącznym przybocznym Rasulem. - Przepraszam za spóźnienie. Musieliśmy coś sprawdzić w dokumentach. - Nic się nie stało. Zapraszam do stolika – odpowiedziałem. Dalszych kilkadziesiąt minut upłynęło nam na zwyczajowych uprzejmościach, rozmowach o pogodzie i klimacie, serdeczności Polaków i miejscowych zwyczajach. W pewnym momencie Tahil rozglądnął się dyskretnie i zapytał: - Czy słyszał pan o coś o czakramach? - Czakramach? – odruchowo podniosłem brwi usiłując skupić moją wiedzę na zadany temat. – Tak. O ile mi wiadomo są to centra energetyczne każdego człowieka. Głównych jest chyba siedem. Znajdują się … - Doskonale. A czy badał pan kiedyś energię jakieś budowli, na przykład starożytnych ruin? - Oficjalnie nie. Chociaż próbowałem zmierzyć fale energetyczne w średniowiecznym więzieniu. Były podwyższone w stosunku do tła. Jakby kamień posiadał pamięć i zmagazynował w sobie negatywną energię.
- Ma pan rację. Energia może być pozytywna i negatywna, zależy to od polaryzacji przepływu. Od lat jeżdżę po całym świecie w poszukiwaniu pierwotnych źródeł energii ziemi. Tak zwanych czakramów. Odwiedziłem już wiele miejsc, wiele krajów. To ciężka ale i pasjonująca praca. - Czyżby profesor znalazł takie miejsce w Polsce? – zażartowałem. Ta chwila dłuższej ciszy była dla mnie wymowną odpowiedzią. - Tak? U nas? Gdzie? – dopytywałem się jak dziecko. - Niedaleko, może sto metrów stąd na południe. - Na południe … , przecież tam stoi Wawel! - Właśnie! – wtrącił się do rozmowy Rasul. A jednak on mówi- pomyślałem. - Ten średniowieczny zamek stoi na starożytnym wzgórzu plemiennym. Tam od tysięcy lat składano ofiary bogom. Nie przez przypadek wybrano właśnie to miejsce. Odkryłem tam wielkie źródło pozytywnej mocy. Emanuje ono wprost na teren zamku i najbliższą okolicę. Dopiero później rozpływa się na dalsze tereny. - Mój młodszy kolega ma rację. I tutaj dochodzimy do sedna sprawy. Chcielibyśmy dokładnie zbadać źródło tej mocy – dodał profesor. - Czakramu? – spytała Sharmila. Wszystkie oczy zwróciły się na dziewczynę. Zupełnie zapomnieliśmy o jej obecności. - Właśnie – ciągnął dalej Tahil – czy może pan zorganizować wejście na teren zamku i pozwolenie na badania? Myślałem gorączkowo. Kiedy byłem chłopcem dziadek często zabierał mnie na Wawel. Opowiadał mi wtedy legendę, że w ścianie przy dziedzińcu zamkowym zakopany jest głęboko czarodziejski kamień, który od początków dziejów chronił mieszkańców tego wzgórza od złych mocy. Sprawiał, że ludzie mieli jasne umysły i dobre zdrowie. Często przytulałem się do ściany w tym miejscu,…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil luckyman
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…