Wróć do katalogu

Czas nie czas

Pomyślałem o wróżbitach, ezoteryce i innych profesjach, które zajmują się innymi wymiarami. Byłem sceptyczny, ale potrzebowałem pomocy innej niż zwierzenie się najbliższym. Każdy mógłby pomyśleć, że zwariowałem. Nawet przez chwilę przyszło mi to prze

mbrznk, opublikowano , 14 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

– Wszedłem do starej świątyni, była pogrążona w półmroku. W nosie poczułem stęchliznę połączoną z przyjemną wonią starego, wiekowego drewna. Zapach starych chat nagrzanych letnim słońcem. Świątynia była bardzo długa i nie mniej rozłożysta. Przypominała nasze kościoły, choć w tej nie było ław. Na przeciwległym końcu budowli, zamiast nawy umiejscowiono drewniany podest i wielki stół, na którym stało mnóstwo mniejszych i większych stopionych świec. Na środku, pomiędzy nimi leżał stary, zwinięty na czerwonym drewnie pożółkły pergamin. Przypadkowo odłożony. Zaciekawił mnie. Obejrzałem się za siebie, by sprawdzić czy jest ktoś poza mną w pomieszczeniu. Było pusto, podniosłem pergamin do rąk i rozwinąłem. Nie był to język polski ani żaden inny, który znałem lub miałem z nim kontakt, ale rozumiałem każde zapisane tam słowo. Były tam cztery krótkie zdania. Ich sens był taki:

Życie jest śnieniem o życiu Śpiąc piszesz przyszłość Żyjąc urzeczywistniasz sny przeszłości Wcielenie za wcieleniem Przebiegł mnie dreszcz, upuściłem papier. Słowa jak każde inne, ale w środku czułem, że są kierowane do mnie. Z niewyjaśnionego powodu czułem, że ktoś celowo pozostawił mi tą wiadomość. Ponownie obejrzałem się za siebie z nadzieją, że w tej chwili gdzieś z cienia wyskoczy nagle autor przekazu, ale świątynia pozostawała pusta. Odwróciłem się do ołtarza i spojrzałem w dół. Po zwitku nie było śladu. Kucnąłem próbując znaleźć go pod stołem, kiedy do świątyni weszli turyści. Dla niepoznaki przeżegnałem się, potem wstałem i ruszyłem ociężale w kierunku wyjścia. Po kilku krokach, korzystając z ostatniej szansy odwróciłem się z nadzieją, że znajdę przeczytane kartki. Nadal pozostawały poza zasięgiem wzroku. Wyszedłem z budynku.

– Nie pamiętasz żadnych innych słów? Zapytał Emil. Może coś brzmiało inaczej, może było coś na odwrocie? Może jakiś podpis? Cokolwiek?

– Nic innego tam nie było, a w każdym razie nic co byłoby widoczne. Nie mam pojęcia dlaczego, ale jestem wyjątkowo mocno przekonany, że zapamiętałem dokładnie tamte słowa. W każdym razie kiedy wyszedłem, postanowiłem sobie usiąść i je zapisać. Wiesz, teoria ciekawa szczególnie biorąc pod uwagę doświadczenia, które miałem ze snem. Opowiadałem Ci kiedyś, jak śniłem o lecących jak deszcz kawałkach rąk i nóg, pojedynczych palcach, dłoniach, łydkach ze stopami, które spadały z nieba. Stałem przy jakimś jeziorze, przy którym nigdy wcześniej nie byłem. We śnie byłem bardzo niski, sięgałem jednego metra wysokości, błądziłem w sitowiu pomiędzy jednym a drugim stawem. Nade mną panowała burza, potem nadleciał samolot, który tymi upadającymi resztkami obsadzał w ziemi ludzi jak rolnik sieje owies. Kiedy się obudziłem byłem tak przerażony tymi obrazami, że z góry wiedziałem, że zdarzy się coś szczególnie złego. Kiedy szef podziękował mi za współpracę, momentalnie poczułem ulgę. Te słowa, choć nie chciałem i nie chciałbym ich nigdy więcej słyszeć w tamtej chwili sprawiły, że odetchnąłem ze spokojem. Nawet to, że pozostałem bez pracy z dnia na dzień stało się mniej ważne. Grunt, że wszystko wróciło do normy. Zło zapowiadane we śnie urzeczywistniło się zwolnieniem i nic innego, o czym byłem przekonany już się nie zdarzy. I rzeczywiście się nie zdarzyło.

– No dobra ok, ale mówiłeś coś o wcieleniu za wcieleniem. W sensie, że w tamtym piśmie było o wcieleniach. A historia, którą opowiadasz odnosi się do tego jak sen przekłada się na następny dzień.

– No tak, masz rację. Wiesz, mnie bardziej chodzi o to, że gdzieś w sobie miałem takie przypuszczenie, które łączy sen z rzeczywistością. Trudno mi to konkretnie wyrazić, ale czuję, że moje intuicja węszy cichy, choć intensywny, romans snu i jawy. Zawsze ciekawił mnie sen i to jak on się przekłada na rzeczywistość. Jak sen wpływa na dzień po śnie, jak na sen wpływa to co działo się dzień wcześniej. To rzeczywiście perspektywa w skali jednego życia czy jak wolisz wcielenia, ale skoro istnieje taka relacja w skali mikro to na pewno jest coś na rzeczy w skali makro. Tak mi się wydaje. No i jakby na dowód, o ile tak można potraktować tę wiadomość, znalazłem stary zwitek na stole, który przypominał ołtarz w kościele. Takie mistyczne ofiarowanie. Czy to nie jest znak?

– Może i znak, a może zwyczajny zbieg okoliczności. Możemy sobie o tym pogadać, ale pewności w ten sposób nie zdobędziemy.

– Wiesz, ja rozumuję tak, że na tej samej zasadzie pojawiły się fakty dnia następnego po śnie z częściami ciała. Sen i wydarzenia na jawie stały się idealnie do siebie pasującą parą. Tak jakby jedno przyciągnęło drugie. To jak dążenie w muzyce, kiedy jeden dźwięk jest spoza gamy, wiesz, że melodia wkrótce musi wejść w ramy ustalonej tonacji. Czy jak wolisz przykład z innej bajki sen i rzeczywistość były jak bodziec i reakcja czy klucz pasujący do konkretnego zamku. Ok, w każdym razie zaraz po wyjściu ze świątyni usiadłem na pniaku i wszystko mi się złożyło w całość. Sprawa zrobiła się jasna. Nie wiem czy miewasz podobne doświadczenia, bo trudno mi to wyjaśnić słowami. Jak nagle wpada ci do głowy pomysł, który jest rozwiązaniem na twoje nawet nie doprecyzowane bolączki. Są takie chwile, w których coś cię gryzie i nawet nie bardzo wiesz co, ale nagle przychodzi taki moment, w którym pojawia się rozwiązanie i już.

– No chyba wiem co masz na myśli. Tyle, że te twój przykład jakoś średnio pasuje do tych przeczytanych słów. Drążył dalej Emil.

– Może i racja, ale posłuchaj dalej. Kiedy wracałem do miasta szedłem sam wąską ścieżką w gęstym lesie. Atmosfera zrobiła się tajemnicza, kojarzysz, późne popołudnie, słońce rzuca długie promienie światła spomiędzy pojedynczych gałęzi. Cienie są coraz dłuższe, kontrast coraz większy, momentami w buszu było tak złowrogo cicho, że słyszałem wyłącznie swój oddech. Za jednym z zakrętów natknąłem się na zgarbioną powoli kuśtykającą postać podpierającą się drewnianą laską wystruganą z gałęzi. Kiedy się do niej zbliżyłem, by ją wyprzedzić odwróciła się w moim kierunku. Zapamiętałem jej intensywnie zielone oczy i bardzo zmarszczoną starą twarz. Zagadnęła do mnie w swoim języku. Odpowiedziałem po angielsku, że nie rozumiem, a ona mi na wyszeptała

Make your dreams come true! Uśmiechnąłem się do niej, skinąłem głową i podziękowałem. Ruszyłem szybciej i wyprzedziłem ją. Za sobą słyszałem, że mówiła coś jeszcze w swoim języku. Przyspieszyłem i zostawiłem ją za sobą. Zasłyszany frazes nie zrobił na mnie wrażenia, dopóki nie połączyłem go ze słowami z pergaminu. Jak mógłbym urzeczywistnić sny z przeszłości? Z poprzednich wcieleń? A może to robię choć o tym nie wiem? Czy to co się teraz dzieje…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych