Wróć do katalogu

Czerwona róża, biały kwiat

Średniowieczna miłość, walka królów, magia

Knurol, opublikowano , 28 min czytania, 4,7 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

„Czerwona róża, biały kwiat”

Mona Donna: Józefie musimy coś zrobić! Nasze córki nie chcą się żenić. To zniszczy nasz szacunek u ludności. Józef: Wiem kochanie! Cały czas rozmyślam, jak by je do tego zmusić! Mona Donna: Ale jakoś twoje myślenie na nic się przydało! Jeżeli w ciągu dwóch lat nasze trzy córki nie wyjdą za mąż stracimy tron i władzę, a na nasze miejsce przyjdzie Henryk Devinncio. Józef: Nie przypominaj mi tego łajdaka! Już od paru lat mam z nim sprawę do omówienia. Mona Donna: Jaką kochanie? Józef: Dowiesz się w swoim czasie. Mona Donna: Dobrze. Zaczekam, ale jeżeli stracimy Mongolię rozwiodę się z tobą i ożenię się z Henrykiem. Józef: Nie groź mi! Mona Donna: Mam prawo jako twoja żona i matka naszych córek! A także jako królowa Mongolii! Józef: Pamiętaj, że on także ma żonę. Mona Donna: Zobaczymy czy na długo. Mona Donna wychodzi

Józef: I co ja pocznę! Muszę zwrócić się o pomoc do Madame Lulu. W końcu to wybitna wróżka. Może przekaże mi jak mam rozwiązać moje problemy z córkami, żoną a co najważniejsze z tym draniem Henrykiem Devinncio. Wchodzi najmłodsza córka Ewa

Ewa: Tatusiu! Wzywałeś mnie! Józef: Tak córko! Czemu byłaś w wiosce? Przecież, wiesz, że twoje miejsce jest na zamku u boku pięknego męża. Zastanów się nad dobrym wyborem. Ewa: W wiosce byłam, bo jest tam mój drugi dom. Wszystkich znam i mam nawet moją najlepszą przyjaciółkę Dianę. A męża nie szukam. Józef: Zakazuje tobie widywania się z tą Dianą i chodzenia do wioski! Ewa: Ale..! Józef: Milcz! To pewnie ona nagadała Ci tych wszystkich głupot z nie wychodzeniem za mąż. Wyjdziesz za Ignacego! Czy tego chcesz czy nie! Ewa: Nie wyjdę !! Józef: Wynocha! Za dwa lata ślub! Szykuj się. Ewa: Nienawidzę Cię!! Ewa wychodzi

Pokój dziewcząt Siostry Ewy: Róża i Rozalinda siedzą w fotelach i szyją suknie Wchodzi Ewa

Ewa (płacząc): Nie wypytujcie mnie dlaczego płaczę! Róża: Ale powiedz co się stało. Jesteśmy twoimi siostrami. Rozalinda: I to w dodatku starszymi. Ewa: Zawsze, starsze! Myślicie, że młodsi nie mają uczuć!! Nie możecie tak nami pomiatać i rządzić!!! Nie możecie!!! Nie możecie!!!! (teraz osobno każdą sylabę) Nie możecie! Nie możecie. Nie możecie (rzuca się na łóżko) Rozalinda wstaje z fotela i podchodzi do siostry. Róża wstaje i czeka bez ruchu na jakiś krok najstarszej siostry.

Rozalinda (mówi serdecznie, spokojnie i mile): Ewo. Ewo, kochanie powiedz nam co się stało. Wiesz, że my wcale tobą nie pomiatamy i nie rządzimy. Tyle razy tobie pomagaliśmy. Ewa: Nie! Nigdy! Jesteście bezlitosne i złe!!! (dalej płacze) Róża: Zaraz takie będziemy jeśli nam nie powierz co się stało. Ewa: Nie powiem! Nie będziecie mną rządzić Rozalinda: Uspokój się Różo! Nie widzisz, że ktoś jej cos zrobił! Róża: Lub powiedział! Chyba nawet wiem kto. Rozalinda i Róża: Nasz ojciec! Rozalinda: Ewo co ci powiedział ojciec! Mów! Ewa: Nie! Robiłam wszystko co chciałyście, ale żadnej pomocy od was nie dostałam. Rozalinda: Dostałaś! Pamiętasz jak bawiłaś się ze mną nad jeziorem miską. Gdy miska spadła do wody chciałaś ją wziąć chociaż wiedziałaś, że nie umiesz pływać. Stanęłaś na kamieniu, poślizgnęłaś się i wpadłaś do jeziora. I kto wtedy ciebie ratował? Ewa ( mniej płacząc): Ty. Rozalinda: No właśnie. Ja wskoczyłam do wody w nowej sukience! Róża: A pamiętasz urodziny mamy! Jak przez przypadek zniszczyłaś swoją kieckę i tort dla mamy. Kto pomógł Ci upiec nowiutki tort i uszyć przepiękna suknię z falbankami? Ewa ( wycierając oczy i zaczynając się śmiać): Ty, droga Różo!! (śmiech) Ty! Róża: Byłaś wtedy najładniejszą dziewczyną. Wszystkie dziewki zazdrościły ci tej sukni. Rozalinda: A teraz powiesz nam co się stało? Ewa: No dobrze. Tata zabronił mi widywania się z Dianą i chodzenia do wioski, a co najważniejsze chce żebym ożeniła się z tym prostakiem Ignacym. Róża: To skandal! Rozalinda: Idę powiedzieć to mamie! Może coś zaradzi. I tak nie lubi Ignacego. Ale z wioską będzie trudniej. Rodzice uważają, że osoby na ich poziomie powinni mieszkać na zamku i nie zadawać się z wieśniakami. Ewa: Ale wy znacie Dianę! Róża: Tak znamy. Nawet ją polubiliśmy, ale na rozkaz ojca nic nie zadziała prócz mama albo król całego Darkiona Jakub Teozjusz Niski. Ewa: Czy on nie jest przypadkiem królem naszego państwa! Róża: Przecież to mówię. Naszym państwem jest Darkion. Nie uczył tego ciebie pan Bartłomiej. Ewa: Szczerze mówiąc jestem za mocno zamyślona by uważać na lekcji. Róża: A na jakiej uważasz? Ewa: Na literaturze i roślinności, aha i na historii. Róża: Tak myślałam! Dlatego masz siano zamiast mózgu, ale dobra zaczekaj tutaj, a my z Rozalindą pójdziemy do matki. Róża i Rozalinda wychodzą. Wchodzi pokojówka( Sokorro)

Sokorro: Co się stało moje dziecko! Ewa: Nic tylko tata zabronił mi

Narrator: I tak Ewa powiedziała Sokorro o całej sprawie. Jej najlepsza przyjaciółka na zamku była oburzona zachowaniem ojca. Rozalinda i Róża dowiedziały się, że i one mają wyjść za mąż za braci Ignacego. Grzegorza i Ferdynanda. Matka sama wpadła na ten pomysł więc dziewczynki nic nie mogły zrobić. A tymczasem do wioski przyjechali bracia Diany z dalekiej podróży. Okazało się, że każdy z nich ma domek na wzgórzu w mieści Felcitto. Daleko od miasta Mongolii. Zbudowali też domek dla rodziców z małą Agatką i drugi dla Diany i jej przyszłego męża Waldemara. Bracia wyjechali w poszukiwaniu przygód i żon, ponieważ są kawalerami. Jednak nie znaleźli miłości u żadnej z dziewczyn. Tymczasem król i królowa Mongolii szykowali ślub swoich córek.

Rok później Ewa siedzi w pokoju z siostrami. Wszystkie trzy są zawiedzione, ponieważ za rok mają wyjść za mąż za prostaków i brzydali. Rodzice chcieli by się ożenili z nimi ponieważ mają dużo pieniędzy, a ich ojciec jest królem sąsiedniego miasta Toploid. Ewa: Już przez rok nie gadałam z Dianą. Pójdę do niej, a wy będziecie mnie kryć. Róża: Ale jak! Straże nie wypuszczą żadnej z nas do wioski. Ewa: Nas nie, ale stare ciuchy tak. Rozalinda: Przecież się z kapną gdy któraś z nas będzie wozić wózek z zniszczoną odzieżą. Ewa: I wy uważacie się za mądrzejsze! Sokorro nam pomoże! Wejdziemy do wózka, a Sokorro przykryje nas łachmanami i poprowadzi pojazd. Róża: Świetny pomysł, tylko jest jeden problem. Ewa: Jaki? Róża: Nasz ojciec wchodzi tu co godzinę. Jeśli nas nie zobaczy przeszuka zamek i zorientuje się, że wyszłyśmy. Ewa: Zrobimy lalki. Rozalinda: Co? Ewa: Po prostu uszyjemy lalki, wypchamy je i włożymy pod pierzynę do łóżka. Nagramy na gramofon nasze głosy. Róża: No jasne ojciec zawsze mówi to samo. Rozalinda: No to do roboty. Jutro wyjdziemy do wioski. Tymczasem król niepokoił się o taką posłuszność córek

Józef: Mona Donno mam złe przeczucia. Udam się do Madame Lulu. Mona Donna: Dobrze, tylko uważaj na siebie. Józef: Postaram się. Pamiętaj bądź przygotowana na wizytę króla Toploid naszego zachodniego sąsiada, a także króla Lionolgii naszego wschodniego sąsiada. Mona Donna: Mów po ludzku. Józef: Przyjdzie król Henryk Devinncio z żoną i król Leonardo Von Vigensztin także z żoną i z synami. Przyjdę jak najszybciej. Będę tu za trzy godziny. Tymczasem sprawdź co u dziewczyn. Pamiętaj muszą również się przyszykować na spotkanie z narzeczonymi. Mona Donna: Dobrze. Zajmę się tym, a teraz idź i pozdrów Madame Lulu. Józef wychodzi. Wchodzi Sokorro.

Mona Donna: Sokorro trzeba posprzątać salon i przygotować zupę, główne danie, drugie danie i deser dla dwunastu osób. Sokorro: Dobrze proszę pani, ale przyszłam z panią porozmawiać o Ewie i jej siostrach. Mona Donna: A więc słucham. O co chodzi? Sokorro: Pani córki są nieszczęśliwe. Mona Donna: Co to za brednie?. To nie czas żarty. Sokorro: To nie są brednie ani żarty. One naprawdę są nieszczęśliwe. Mona Donna: A z jakiego powodu? Sokorro: Z pani (Mona Donna znieruchomiała, otworzyła usta, ale nic nie powiedziała) z pani i z pani męża. Mona Donna: To nonsens. Wyjdź i wszystko przygotuj tak jak ci powiedziałam, a jeżeli jeszcze raz będziesz kłamać prosto w oczy to odejdziesz i dołączysz do tych prostaków z wioski. Sokorro wychodzi

Mona Donna (ze wściekłą miną): Sokorro widać odziedziczyła po rodzicach prostaków kłamanie i obniżanie. Jak ona śmie tak mnie poniżać i wymyślać takie głupoty. Przecież moje córki mnie kochają. Kochają mnie. Na pewno. Józefa też. Ale (zastanawia się) jeżeli ona ma rację. Nie to niemożliwe. A może jednak? Nie to nieprawda. One kochają swoich rodziców. Prawda?

A tymczasem w domu Diany

Celina: Diano, kochanie pomóż mi w gotowaniu. Został tylko wróbel do zrobienia. Kartofle już mam, sos marchewkowy w przygotowaniu, a kompot z przed tygodnia jeszcze nadaje się do zjedzenia. Agatko nakryj do stołu i uważaj na porcelanę i tak jest popękana. Karolu zawołaj Marka i Tomasza. Niech napalą w piecu, a ty im pomożesz. Ale szybko przyjcie obiad, bo będzie zimny. Nie wiem jak jedliście w podróży, ale w domu ja decyduje jak się je i kiedy. A je się gdy potrawa jest ciepła i to w porze obiadowej. Karol: Dobrze mamo zaraz przyjdziemy. Celina: Przed obiadem umyjcie ręce. Karol: Dobrze, umyjemy. Karol wychodzi

Diana: I co z tym wróblem, mamo? Celina: Zdejmij pióra i smaż na patelni tak długo, aż się zaczerwieni. Agatka (nakrywając): A gdzie tatuś? Celina: Poszedł do miasta. Agatka: A przyjdzie na obiad? Celina: Tak, dzieciątko. Tak. Zaraz powinien być. Diana: A po co poszedł do miasta. Celina: A tak na spacer. I jak Ci idzie wróbelek. Diana: Nie zmieniaj tematu, mamo. Celina: Ale ja już powiedziałam. Diana: Tata nie lubi spacerów, a do miasta idzie tylko w pilnych sprawach. Więc powiedz ,jaka to sprawa? Celina: No dobrze powiem, tata poszedł do miasta, ponieważ(na chwile zatrzymuje się) musi sprzedać kilka starszych kur i maleńkich kurcząt. Diana: Ale dlaczego? Celina: Po wyjeździe braci sprzedaliśmy kilka nowych kur, bo myśleliśmy, że nie wrócą. Dla nas czworo wystarczała wypłata ojca i moja z pracy na jedzenie. A teraz gdy mamy jeszcze ich musimy sprzedać nowe zwierzęta by starczyło na jedzenie, ubiór i na meble. Diana: Przecież nie długo mój ślub. Za rok. Wtedy wyjedziemy z miasta do domów w Felcittie. Celina: Wyjedziemy wtedy gdy twoi bracia ożenią się. Przecież nie mogą być cały czas kawalerami. Diana: Wiem, ale co możemy zrobić. Celina: Jedynie modlić się. Oby Bóg wskazał moim synom dobre żony, jak tobie wskazał dobrego męża. A właśnie co u niego i u jego rodziców. Diana: Waldemar miewa się całkiem nieźle. Pani Browning już wyzdrowiała, a mały Antek wreszcie zaprzyjaźnił się z Agatką. Celina: Teraz widać, że Bóg robi wszystko by twój ślub odbył się znakomicie bez żadnych problemów. Wchodzi Karol, Tomasz, Marek z prawej strony a z lewej Zenon

Celina: Nareszcie już myślałam, że nie zdążysz na obiad. Zenon: Ależ kochanie na obiad zawsze zdążę. Nie ominę takich pyszności. Tomasz: Tata ma rację. Marek: Masz talent kulinarny mamo. Diana widocznie odziedziczyła to po tobie. Tomasz: Niedługo i Agatka będzie gotować. Prawda? Agatka: Tak! Jutro na obiad zrobię pierre z kurczaka, a na deser budyń czekoladowy z dużą ilością lodów waniliowych. Wszyscy śmieją się i zaczynają jeść. Rozmawiają podawając co pewien czas ziemniaki, albo smażonego wróbla.

Józef u wróżki Madame Lulu.

Józef: Dzień dobry. Czy zastałem Madame Lulu? Madame Lulu: A kto pyta? Józef: To ja, Józef Habrowicz. Madame Lulu: Król Mongolii, mąż Mona Donny i ojciec trzech córek. Józef: Tak to ja. Madame Lulu: Proszę usiąść. (pokazuje krzesło obok stolika z wielką kulą za którą ona siedzi. Józef posłusznie siada na krześle) Dobrze, a teraz zadaj mi pytania które Cię dręczą. Józef: Mam ich sporo. Madame Lulu: Masz do wykorzystania tylko trzy pytania. Józef: Dobrze. Pierwsze to czy Henryk Devinncio coś knuje wobec Mongolii. Madame Lulu:(zagląda w kulę, poczym mówi) Widzę, widzę. Józef: Co widzisz? Madame Lulu: Nie przerywaj. Widzę Henryka Devinncio jak pisze jakiś list. Dostajesz go i załamujesz się. Nie wiem co w nim jest napisane. Ale popełniasz samobójstwo, a twoja żona żeni się z Henrykiem Devinncio. Józef: Co tam jest napisane? Madame Lulu: To już drugie pytanie, a odpowiedź brzmi: Nie mogę rozczytać!!!! Przecież Ci mówiłam! Józef: No dobrze to drugie pytanie brzmi. Madame Lulu: Trzecie. Nie umiesz liczyć? Józef: Ale nie odpowiedziałaś mi na to pytanie. Madame Lulu: Odpowiedziałam, że nie mogę rozczytać. Józef: No dobrze, to trzecie pytanie brzmi: Za co list ten dostane i kiedy? Madame Lulu: To dwa pytania. Józef: Ale w jednym zdaniu. Madame Lulu: No dobrze jeśli nie poprawisz stosunku do córek zginiesz i stracisz wszystko tak jak twoja żona, która również zginie. Dostaniesz go w dniu ślubu swoich córek. Jeśli w tym dniu będę choć trochę smutne zginiesz. Józef: Proszę Cię powiedz mi kim tak naprawdę jest Henryk Devinncio? Madame Lulu: To już czwarte pytanie, nie mogę odpowiedzieć. Jedynie za trzy lata. Ale w tym czasie sam się dowiedz. Józef: Do zobaczenia za trzy lata jeśli dożyję. Madame Lulu: Do zobaczenia. Józef: Bym był zapomniał masz pozdrowienia od Mona Donny. Madame Lulu: To miło z jej strony. Pozdrów ją też. Ale nic nie mów żonie o tym co dziś ci powiedziałam o Henryku Devinncio. Józef: Dobrze, nie powiem. Józef wychodzi

W pokoju księżniczek. Rodzeństwo szykuje się do swego planu. Od wrócone są do okna, a za sobą mają drzwi. Obok ich foteli jest stół na którym są białe materiały pod którymi znajdują się rzeczy potrzebne do planu. Na łóżku leży gramofon. Wchodzi Mona Donna.

Mona Donna: Co robicie moje kochane córeczki! Róża: Szyjemy nasze suknie ślubne. Mona Donna: O! Może wam pomóc? Ewa: Nie dziękujemy same zrobimy. Mona Donna: A po co wam gramofon? (patrzy na łóżko) Rozalinda: Żebyśmy nagrały…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych