Wróć do katalogu

Dama pianinowa

Sonet pisany na zamówienie... Pozdrawiam wszystkie Zuzy...

erazmus, opublikowano , 10 min czytania, 4,9 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Dama pianinowa

Zuzannę najczęściej można było spotkać w drodze. Ta amatorka spacerów wszędzie chodziła pieszo, nawet gdy wiatr zacinał srodze. Rzecz jasna najbardziej lubiła słońce, wiosnę i kwitnięcia zapach. Przedstawiam Zuzannę, tak by wam nie mieszać w głowach. Kultura wymaga, by zacząć od opisu, a jako że panna Z. była porządnie wychowaną i ułożoną dziewczyną, w tym przypadku nawet trzeba. Kapturek czarnych włosów, grzeczny, a mimo to szczery uśmiech, niesforny błysk ukryty jedynie w spojrzeniu i w każdym ruchu ciała, którym do nas (panów!) puszczała oko.

Gdy wszyscy wykorzystują swe naturalnie przyrodzone uroki do cna, szastając na prawo i lewo (a kto wie, czy i nie za siebie…) pustym gestem, przymilnym słowem, panna Z. wolała cichutko, cichuteńko w cieniu pozostać. Żeby była pełna jasność – czyniła to jak najbardziej świadomie, samowolnie i powiedzmy sobie szczerze – także rozsądnie. Mądrzy ludzie mówią, że swe mocne strony należy trzymać w ukryciu. Zuzanna, nieważne, czy posłuchawszy akurat tej rady, praktykowała aktywną i regularną w formie nieśmiałość. Od zawsze, a raczej od wczesnych lat dzieciństwa, na podwórku, w przedszkolu, a potem także i w szkole w nieśmiałości swej wytrwała, na szczęście i na zdrowie!

Poruszywszy jednak temat szkoły, zapewne bolesny i newralgiczny punkt w naszych umysłach, należałoby wspomnieć o jednym fakcie z życiorysu panny Z. Zuzanna lubiła chodzić do szkoły. O ile brzmi to szokująco, tkwi w tym pewien haczyk. Codziennie rano z radością, z uśmiechem i z podekscytowaniem przechodziła bramę swej placówki oświatowej w jednym celu, a dokładnie dla jednej rzeczy. Dla pianina. Zdarzyło się bowiem tak, że w jednej z sal dobra duszyczka postawiła kiedyś dość zdezelowany już instrument. Ku uciesze Zuzanny…

Ku uciesze Zuzanny odkryła ona w sobie talent muzyczny, drzemiące głęboko pokłady artyzmu, wewnętrznie euforyzujące pragnienie gry. Choćby chwilka popieszczenia klawiszy przepełniała ją błogim uczuciem radości, porównywalnym chyba tylko do zjedzenia tabliczki czekolady, aromatycznej kawy o poranku lub… Pianino osaczyło więc pannę Z. niczym narkotyk. Szkoda tylko, że nikt z jej znajomych nie czuł tego samego. {i}Puści ludzie!{/i}, myślała. {i}Udławcie się tą swoją czekoladą!{/i} Nie mogła nic jednak poradzić, ponieważ za każdym razem, zmęczeni już ciągłymi próbami, zabraniali jej zbliżać się do instrumentu, a że grała głównie na przerwach oznaczało to prawie zupełną abstynencję.

***

Zuzannę najczęściej można było spotkać w drodze. Przeważnie jednak chadzała na treningi, nawet gdy wiatr zacinał srodze. Uprawiała bowiem szlachetny sport karate, dwa razy w tygodniu stając w szrankach. Sposobem tym i ciężką pracą szybko zdobyła kilka pasów, gdy przeciwnicy padali na deskach. Panna Z. wywalczyła również w konkurencji tej mistrzostwo naszego wspaniałego kraju, nie szczędząc razów i kopniaków, dumnie prezentując się w śnieżnym kimonie. Faktycznie ów sport był jej prawdziwą pasją dopóki nie odkryła nowej miłości – pianinowej muzyki. Tym sposobem, zdradzone karate, poczuwszy się zaniedbywanym coraz częściej zaczęło zawodzić Zuzannę stającą w szrankach.

Panna Z. nic, a nic nie przejęła się tym i z determinacją dalej brnęła w muzyczne objęcia nowego klawiszowego sportu. Jedynie zaniepokojony pasmem porażek trener postanowił uratować swą niegdyś najlepszą zawodniczkę sposobem. Przebłyskiem geniuszu wydał mu się pomysł zorganizowania turnieju, w którym główną nagrodą uczynił pianino. {i}Po mojej stronie stoi psychoanaliza i reszta freudowskiej psychologii!{/i} Zuzanna na pewno się zmobilizuje i wygra; rozumował trener. I nie pomylił się. Panna Z. niczym burza przeszła przez wszystkie etapy, rozgrywki i walki, bez najmniejszego problemu docierając do finału…

Długo i majestatycznie stali wpatrując się w siebie niczym herosi dawnych eposów, tak jakby wyłącznie gniewnym spojrzeniem mogli przestraszyć siebie nawzajem, wygrać i odejść nie kiwnąwszy nawet palcem; a może zwyczajnie rozmyślali nad strategią i sposobem do uzyskania ostatecznego triumfu? Między nimi drgała pełna napięcia cisza wzbudzana wirującymi promieniami światła reflektorów. Raptem – skok, cichy szelest. Starcie i po starciu. Zakłócona wrzawą cisza uciekła. Pozostała Zuzanna i jej oklaskiwana wygrana. Cieszyła się, nie wiedząc, że ostatni raz kosztuje smaku zwycięstwa w walce.

Nie było to wtedy, w tamtej pamiętnej chwili, ważne, bo znaczenie miała jedynie nagroda. Jej własne osobiste pianino. Zniecierpliwiona, właściwie rozdrażniona przyjmowała niekończące się gratulacje,

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych