Detektyw Castellano
Jest to wersja testowa. Za wszelkie komentarze donoszące o błędach lub innych uwagach szczególnie dziękuje.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Sebastian wstał jak każdego dnia. Wziął poranny prysznic, zjadł swoje ulubione danie, usiadł wygodnie na kanapie przed telewizorem i tak miał minąć mu dzień wolny od pracy, bynajmniej taki miał zamiar. Tajemniczy sms od dawnego znajomego,skomplikował mu plany. Jego praca opierała się na pomaganiu ludziom.. pomocy sprawiedliwym i utrzymywaniem porządku w mieście. Tak zawsze to sobie tłumaczył. Ale dziś po otrzymaniu tej wiadomości na komórkę wiedział że to brednie. Daniel wspomniał iż władze miasta, maczają swoje paluchy w nielegalnej przedsiębiorczości. Cała ta sytuacja wydawała się dziwna ale Sebastian był tak właściwie od tego. Od usuwania jakichkolwiek pogłosek lub zbędnych problemów dla miasta. Jednak Daniel poprosił o spotkanie… w smsie była masa tajemnic które potrzebowały szybkiego wyjaśnienia. W ciągu ostatnich dwóch lat zaczęli znikać ludzie z paru rejonów miasta. Po jakimś czasie zostawali znalezieni zamordowani w brutalny sposób przez tajemniczego ‘’Rozpruwacza’’. Ów Rozpruwacz nie dawał po sobie znać po ostatnim dwudziestym ósmym porwaniu. Porwaniu które odmieniło życie trzydziestosiedmioletniego detektywa. Castellano przez całe dwa lata obwiniał się że nie dorównał umysłowi zabójcy,że go nie dorwał jak miał okazje. Przez jego porażkę przy próbie złapania i coraz większe zaangażowanie w sprawę,jego partnerka została porwana. Wyrzuty sumienia nie dawały mu spokoju, przecież to właśnie on wpadł na durny pomysł by zrobić ze swojej partnerki wabik na mordercę . W dodatku gdy po roku ciszy nagle znaleziono ciało kolejnej ofiary, to była jego szansa. Sebastiano udał się wieczorem do kostnicy i spotkał tam Daniela,który badał ciało zamordowanego mężczyzny. Daniel nie miał nawet chwili na podanie ręki znajomemu,na zwyczajne przywitanie się. Był tak zajęty pracą aż nie zauważył jego obecności. -Daniel! Przestań kroić to mięso… nie widzisz że ten mężczyzna jest martwy i z całą pewnością nie wstanie i nie wyjdzie z tego pomieszczenia. -Mężczyzna nie zwrócił na niego uwagi, dalej zwyczajnie zajmował się swoją pracą. Castellano położył mu rękę na ramieniu a mężczyzna dopiero wtedy,ze łzami oczach zaczął mówić- Ja… przepraszam. Wiesz… jak zobaczyłem ciało rozprute w ten sam sposób co inne przypadki tego skurwysyna wpadłem w gniew.-Rozumiem co czujesz… sam nie mam z tym łatwo-Koroner,szybkim i zwartym ruchem skalpela przeciął ciało w okolicy tętnicy,to był wypadek spowodowany jego narastającym gniewem- Tak ale to nie ci Rozpruwacz porwał siostrę! –Mężczyzna wiedział że to właśnie przez swojego niedoszłego zięcia którego wtedy pochłonęła cała ta sprawa, nie może zobaczyć nawet ciała swojej siostry .Castellano nie wytrzymał . Cały czas tłumił w sobie emocje,cały czas pomagał mu jedynie alkohol.Chcąc uderzyć Daniela powstrzymał się i powiedział spokojnym głosem.- Wiesz jak codziennie się męczę?! Rozumiem … moja wina ale kochałem ją. Myślisz że nie chce złapać tego skurwysyna?! Co dzień o tym myślę.-To czemu przez okrągły rok chodziłeś jak zapity imbecyl?! – Tak to prawda.. Castellano pozwolił porwać się alkoholizmowi po stracie ukochanej. Dzień w dzień pił i rozpaczał przez swoją głupotę- Chcieli wylać mnie z roboty! Wypierdolić na zbity pysk jeżeli nie odrzucę tego koszmaru i nie dam mu spokoju! Nie było mi łatwo! Ci też ale to ja mam wyrzuty sumienia i tak … chlam codziennie jak pierdolony alkoholik! Nagle do pomieszczenia wszedł Komendant który jednym prostym zdaniem uspokoił napiętą sytuację: -Czy wy idioci choć raz nie możecie zabrać się do roboty?!-Mężczyźni uspokoili się słysząc głos znienawidzonego pracodawcy.- Skoro już jesteście tu razem,na rodzinnym spotkaniu... mogę powiedzieć że macie złapać tego skurwysyna! Burmistrz wchodzi mi na głowę a ludzie panikują!-Detektyw spojrzał na Hulackiego ,wiedział że ten popieprzony egoista dopiero teraz przydzielił go do sprawy gdy burmistrz miasta wchodzi mu w dupę .- Czyli właśnie teraz…po całym roku oddzielenia mnie od tej roboty pan zrozumiał zagrożenie którym jest Rozpruwacz dla mieszkańców?!- Szwagier detektywa pierwszy raz widział jak ktoś wytyka błędy Hulackiemu. Był zdziwiony reakcją Castellana ale nie mógł pozwolić żeby trzydziestosiedmiolatek zaprzepaścił okazję, dlatego czym prędzej stanął w jego obronie- Wybacz szefie ale mój ulubiony szwagier jest pijany.-Komendant przejrzał detektywa srogim wzrokiem- Dobrze tym razem mu odpuszczę. Castellano ciesz się że masz jeszcze jakiś bliskich. Jak wytrzeźwiejesz staw się jutro u mnie w moim gabinecie… a ty Daniel rób swoje czary i określ gdzie były przetrzymywane te zwłoki. Detektyw udał się do domu wiedząc że jego szwagier zrobi co w jego mocy i zda mu raport. Wracając do swojego domostwa, przeszedł się jeszcze do ulubionego pubu w którym wypił kolejkę czy dwie i udał się na krótki spacer. Gdy już wracał pod swoją kamienicę na Czarnej alei, był tuż pod budynkiem,jednak jego oczy spostrzegły niecodzienny widok. Wszak ta dzielnica w której mieszka do spokojnych nie należy ale widząc worek na śmieci z którego wystawała kobieca dłoń osłupiał. Castellano rozejrzał się po okolicy i zauważył panikujące zbiorowisko przy wejściu do budynku. Detektyw zapalił papierosa i chcąc podjeść, aby sprawdzić czy to nie kolejny wybryk seryjnego mordercy,został zatrzymany przez jednego z mieszkańców kamienicy. -Nie może pan tam iść,już dzwoniłem po policję niedługo tu będą.-Sebastiano wyjął odznakę i pokazał ją młodzieńcowi wyjaśniając mu że to jego nie obchodzi i ma całkowite prawo sprawdzić co się dzieje- Dobrze. Ale ostrzegałem pana.-Młodzieniec przełknął ślinę i zaczął odchodzić w swoją stronę mówiąc- To nie jest zbyt przyjemny widok… taka piękna kobieta a tak marnie skończyła.-Castellano gdy tylko odkrył worek by zobaczyć ciało… omal co nie oszalał. Ten widok… tylko nie to. Ciało było poćwiartowane… krew była świeża,a ta kobieca ręka która wystawała z worka,z worka na śmieci…ta ręka i pierścionek zaręczynowy jego żony, odrąbana od reszty ciała głowa jego ukochanej , ślady regularnego bicia… to była jego biedna kochana Miriam. Mężczyzna ze łzami w oczach opuścił jej powieki do wiecznego snu. Był wściekły… ten drań podrzucił ciało… pobite, zmasakrowane w brutalny sposób ciało dziewczyny pod jego dom.-Kurwa,kurwa,kurwa- Powiedział pod nosem wściekły jak nigdy dotąd. Castellano wiedział że kobieta żyła taki kawał czasu. Jego ukochana cierpiała codzienne męki, była torturowana i zapewne wyczerpana psychicznie przez okrągły rok a przez jego bezradność zginęła. Nigdy sobie tego nie wybaczy. Aby się uspokoić detektyw wyjął ćwiartkę z kieszeni , pociągnął szeroki łyk wódki i chciał zapalić papierosa ale zamiast zapalić miał teraz nie tylko pretensje do siebie samego ale także do swojego pracodawcy. Czym prędzej udał się na komendę do gabinetu Hulackiego. Komendant siedział spokojnie w fotelu, miał położone nogi na biurku w swoim biurze,był rozluźniony i zupełnie wydawał się nie przejęty całą sytuacją. Jednak gdy tylko zobaczył wściekłego podwładnego w drzwiach podrapał się po włosach i zapytał czemu Sebastiano nie jest w domu. Castellano wpadł w szał. Detektyw nie panował nad emocjami,podbiegł do Komendanta i trzasnął nim o ścianę, przyłożył z parę mocnych ciosów pięścią w jego twarz. Ostatni cios miał aż taką ogromną siłę że Hulacki zalał się krwią. Detektyw nie zważał na takie szczegóły,nie przestawał na ciosach a gdy zobaczył iż na twarzy Komendanta pojawił się uśmiechnięty grymas,wykrzyczał: -Takiś kurwa spokojny?! To przez ciebie pojebie! Przez ciebie i twoje egoistyczne chore ego!-Komendant chciał coś powiedzieć, chciał chwycić za broń jednak detektyw,uderzył go kolankiem. - Czy ty nie rozumiesz?! Ludzie umierają przez twoją obojętność! W najmniejszym stopniu obchodzi cie bezpieczeństwo miasta?!-Castelliano trzasnął jeszcze raz głową Hulackiego o ścianę. Do pomieszczenia wbiegli funkcjonariusze i z trudem obezwładnili wściekłego detektywa. Komendant ledwo zebrał siły aby się wyprostować przed podwładnymi,przetarł krew i patrząc na Castellana wykrzyczał: -Te ścierwo ma stąd wypierdalać! Zamknąć je w pierdlu!-Po tych słowach,komendant uspokoił się i zapytał- Chyba że masz coś do powiedzenia Castellano?-Detektyw opluł swojego pracodawcę i obrzucił go różnymi obelgami na jego temat, nagle potem dostał mocne uderzenie pałką po twarzy i stracił przytomność. Detektywa okropnie bolała twarz ale wstał nie zważając na ból i gdy tylko chciał zapalić papierosa, zauważył brak paczki fajek w swojej kieszeni. Mężczyzna zauważył iż znajduje się w celach komendy. Podszedł do krat trzymając się za głowę i zawołał strzegącego cel funkcjonariusza: -Joseph poratujesz biednego staruszka fajką?-Funkcjonariusz podszedł do detektywa i podał mu papierosa,a zaraz potem go odpalił- Dzięki młody.- Dwudziestoletni strażnik spoglądał na twarz Castellana i rzekł zaniepokojony- Miałeś dziś okropny dzień?- Tak,ale w końcu widzę cały świat z tej kolorowej perspektywy.- Za kratkami każdy ma czas do przemyśleń.-Castellano spalił papierosa i zapytał-Co masz na myśli? Co mam przemyśleć?-Młody funkcjonariusz niechętnie wykrztusił z siebie - Szef powiedział że jeżeli się nie uspokoisz oraz nie odłożysz emocji na bok, zwolni cię z roboty.-Castellano roześmiał się- Hulacki myśli że mnie zastąpi? Zabawne.- On nie żartował-Co z tego? Czy ty byłbyś kurwa spokojny… gdybyś zobaczył poćwiartowane zwłoki swojej ukochanej przed własnym domem?!-Nie chodzi o to detektywie. To pański pracodawca i należy mu się szacunek.-Na szacunek trzeba zapracować a nie go kupić!-Niech się pan uspokoi ja jestem tutaj tylko od przekazania panu tej informacji.- Tak? Moja żona uratowała ci życie! Bądź tak dobry młodzieńcze i otwórz tą klatkę!- Ale ja…- Młody policjant chciał coś powiedzieć, jednak przy krótkim czasie namysłu pomachał głową tak jakby wewnątrz siebie,walczył ze swoim głosem rozsądku a lojalnością wobec detektywa. Po krótkiej chwili otworzył celę detektywa.-Nasz szef nie jest święty. Jeżeli nie zauważyłeś młody… go gówno obchodzą te morderstwa. Coś tu mi śmierdzi a ja wiem że ten okropny zapach zalatuje od Hulackiego.- Doskonale pana rozumiem ale jeżeli cokolwiek więcej zrobię zostanę dyscyplinarnie zwolniony.- Joseph na boga… czy obchodzi cię złapanie tego skurwiela?- Tak ale jakie powiązanie ma nasz komendant? Wiem że jest z niego bezgraniczny dupek, ale na jaką cholerę miałby pomagać znanemu kryminaliście,istnemu psycholowi?- Jeszcze tego nie rozgryzłem. Ale mam do ciebie ostatnią prośbę, moja kieszeń jest pusta… zbiry Hulackiego skonfiskowały mi komórkę, broń i wszelkie inne rzeczy.-Zostawili pański płaszcz.-Powiedział zadowolony,wiedząc iż w tym czarnym płaszczu Detektyw zawsze chowa coś w dorobionych kieszeniach. Tak mój płaszcz… czemu na to nie wpadłem?-Pomyślał detektyw przypominając sobie o telefonie który chował w ukrytą kieszeń. Przeszukując ją zorientował się że nawet w niej czuć łapska ludzi komendanta.-No dobrze młody…nici z zadzwonienia do Daniela. Mógłbyś przedzwonić do niego za mnie i powiedzieć że mam trop?-Oczywiście jednak nie wiem do czego zmierzasz…-Im mniej wiesz tym lepiej. Po prostu do niego zadzwoń i mu to powiedz, dobrze?- Żadnych zbędnych pytań, rozumiem. Detektyw odziany w czarny płaszcz oraz zakrywając swoją tożsamość czarną chustą n wyszedł z komendy i udał się do swojej kamienicy. Castellano nie chciał wracać na miejsce zbrodni. Sama myśl że mogą się tam znajdować ślady krwi jego zamordowanej żony, była jak wbijany mu gwóźdź w głowę i nie pozwalała trzeźwo myśleć. Ale detektyw musiał tam wrócić, zaopatrzyć się w pieniądze, zapasową broń oraz pociągnąć długi łyk whisky przed przyjściem Daniela. Sebastiano minął plamę krwi z ogromną złością, smutkiem i chęcią rozszarpania pierwszej osoby jaką spotka. Jednak gdy wchodził do kamienicy i już zmierzał ku drzwi do swojego mieszkania,spotkał się z miłym staruszkiem. Przygarbiony Elezjasz wystawił dłoń na powitanie detektywa. Castelliano uścisnął ją i zamierzał wpisać kod do drzwi ale dociekliwy staruszek zapytał- Panie detektywie… czy to normalne by miejscowe służby bezpieczeństwa skatowały niewinnego młodzieńca zaraz po tym jak zauważył on ten worek pełny… znaczy pańską…to co zostało z pańskiej…- Elezjasz przejdź do rzeczy. Nie mam nastroju na wysłuchiwanie bełkotu- Zaraz jak pan gdzieś znikł,ten młody chłopak który pana ostrzegł przed tym okropnym widokiem,został skatowany po rozejściu się widzów i zabrany do radiowozu przez funkcjonariuszy.-Dziwne…za co ten młody chłopak zasłużył sobie na takie traktowanie?-Pan tu jest detektywem ja jestem tylko od obserwowania- Staruszek uśmiechnął się i poszedł do mieszkania obok wyjaśniając że poczuł się źle ale detektyw zdążył zadać ważne pytanie-Kto go zabrał?-Elezjasz słysząc takie pytanie na chwilę zamarł. Detektyw powtórzył swoje pytanie,podchodząc do staruszka i patrząc na niego srogim wzrokiem.-To był Bury i ten wysoki dryblas którego pan tak nie lubi.-Detektyw podziękował staruszkowi,pożegnał go i zaraz potem wszedł do swojego mieszkania. Kurwa…jaki tu bałagan.- Powiedział Castelliano na widok ogarniającego pokój, nieładu.-Gdyby była tu Miriam już dawno by zganiła mnie za taki stan rzeczy.- Pomyślał rozpatrując ciepłe wspomnienia z tym miejscem,wspaniały uśmiech jego ukochanej podczas remontu wprowadzki tutaj,wspaniałe chwile podczas oświadczenia się jej. Castelliano wiedział że nie warto teraz rozdrapywać starych ran,nie warto zatrącać trzeźwości umysłu i czym prędzej znalazł portfel wypchany pieniędzmi, wyjął rewolwer kalibru 44 i wypijając dużą ilość alkoholu ,czekał na przyjście Daniela. Mijały godziny… Castelliano wciąż nie zmrużył oka przez ciągły nawrót widoku ciała swej ukochanej. Detektyw znowu sprawdził godzinę. Było już po 3 nad ranem a on wciąż sprawdzał magazynek broni i rozmyślał czemu właśnie tutaj? Czemu to właśnie pod jego dom podrzucono mu ciało? Rozpruwacz wielbił upubliczniać swoją twórczość ale wolał bardziej tłumne miejsca. To wszystko było dziwne. Dlaczego młodego chłopaka pobito, na dodatek przez gliniarzy których uważał za prawych i sprawiedliwych do szpiku kości? Te miasto i sam Rozpruwacz kryli więcej tajemnic niż można było się spodziewać. Kolejna godzina.. Sebastiano leżał na łóżku i spoglądał na stare zdjęcie ze swoją żoną… była taka szczęśliwa przed wyjazdem do Zakopanego- Pomyślał biorąc łyk whisky. Czwarta nad ranem a dopiero właśnie teraz usłyszał pukanie do drzwi. Castelliano natychmiast wstał i otworzył je a w progu swego domu zauważył swego szwagra z całą stertą papierów. Daniel bez przywitania wtargał do domu, detektyw zamknął drzwi i spytał lekko rozpitym głosem- Nawet się ze mną nie przywitasz?-Śmierdzisz alkoholem.-No i chuj.-Tak? Hulacki nie dał ciała Miri do sprawdzenia.-Że kurwa niby jak?- Przekazał je komuś ‘’kto nie ma żadnych styczności ani nie odczuje smutku z powodu takiego widoku’’.- A to podły skurwiel. Teraz potwierdził że jest w to zamieszany.- Wiem o tym- Skąd? Nikomu oprócz Josephowi o tym nie opowiadałem.-Sebastiano był zdziwiony wiedzą Daniela, jednak gdy szwagier pokazał mu zdjęcie czarnoskórego, krótkowłosego,blond chłopaka który ostrzegł go przed widokiem ciała Miriam. Sprawa zaczęła układać się w logiczną całość. Detektyw chciał zaczerpnąć kolejnego łyku swej ulubionej whisky ale Daniel chwycił za butelkę,podszedł do okna,otworzył je i wywalił butlę przez okno. Castellano przeczesał swoje w czarne włosy w zdziwieniu i rzekł-Skurwysyn… ten chłopak…co z nim?-Jest poszukiwany…podobnie jak i ty.- Pod jakim zarzutem jestem poszukiwany?!- Wiesz… ty uciekłeś z celi po pobiciu komendanta..-To nie było pobicie! Tylko mu przyłożyłem a cela była otwarta więc wyszedłem.-Przerwał Sebastiano ale zaraz potem widząc negatywnie nastawiony do niego grymas twarzy szwagra pozwolił mu mówić- A ten chłopak jest oskarżony o morderstwo.- Jakim to prawem osoba która pokazuje funkcjonariuszowi ciało, jest oskarżona o taką zbrodnie?!- Nie wiem, komendant powiedział jedynie to że młodzieniec zbiegł bez jakiegokolwiek składania wyjaśnień .- Rozmawiał ze mną!- Właśnie ! Tylko z tobą! Nikt nie wie o tej rozmowie!- Co wiesz o tym chłoptasiu? Nazwisko? Jakiś trop gdzie zbiegł?-Spokojnie kowboju. Murzynek Bambo.- Bardzo śmieszne.-Poirytowany detektyw schował zdjęcie do kieszeni płaszczu i zaraz potem zapytał ponownie a Daniel opowiedział mu normalnym, poważnym tonem- Chłopiec ma na nazwisko… Coranny? Może Cornby nie pamiętam ale wiem że udał się na dzielnicę w której często przebywasz.-W tereny mojego kochanego pubu?-Kurwa, nie. Na Chełptarską.-Castelliano zaczął wychodzić z mieszkania ale przy paru krokach usłyszał że jutro o dziewiątej ma stawić się na cmentarzu i wziąć udział w pogrzebie. Poza tym usłyszał że chłopak ma dziwne zachowania podczas spotkaniu z aktem przemocy i jest przezywany ‘’Szalonym Joe’’ . Detektyw udał się na znienawidzoną przez siebie dzielnicę. Chełptarska na samą tą nazwę,włosy stawały mu dęba. Codzienne rozróby. A dokładniej akty wandalizmu,gwałty,kradzieże,rozboje w biały dzień... w tym rejonie nie robiły na nim już wrażenia, jednak najbardziej martwiło go to że każdy z lokalnych tutaj przestępców znał i mógł rozpoznać go nawet w przebraniu po głosie. Ale teraz Castelliano jest jednym z nich. Teraz i on musi się ukrywać przed przedstawicielami prawa, teraz i on pierwszy raz rozumie strach każdego przestępcy ale on nie popełnił żadnej zbrodni…. On tylko dokonywał sprawiedliwej zemsty i chciał utrzymać porządek w tym mieście, na ile to tylko było możliwe.
Castellano na pierwsze miejsce do poszukiwań, wyznaczył sobie miejscowy bar. Lux wyglądał z zewnątrz na zadbany i nienaruszony przez lokalną przestępczość budynek, w środku zresztą też. Jednak tak naprawdę był to przybytek dla nierządnic. Mężczyzna wyjął zdjęcie z kieszeni i spoglądając na nie przez chwilę pomyślał poirytowany- A więc młody… jak każdy uciekinier,udasz się najpierw do miejscowego burdelu,dobrze zabawić przed wpadką.-Detektyw wiedział że miejscowa burdelmama nie będzie zadowolona jego obecnością. Kilka razy pod rząd Sebastiano próbował zatrzymać niecny interes Lukrecji, jednak ona zawszę wymigała się zręcznymi łapówkami i znajomością z miejscowym inspektorem. W tym budynku przebywało zawsze wiele poszukiwanych osób. Nawet komendant nie chciał zamykać przybytku bez względu na to, czy działalność kobiet jest legalna albo nie. Hulacki poszedł z Lukrecja na ugodę po ostatniej awanturze Castellana. On i jego ludzie zaoferowali dziewczynom ochronę,a przybytek utrzymał reputacje domu dla samotnych kobiet krzywdzonych przez los. W zamian… burdelmama i jej panny miały przekazywać potrzebne informacje w jakiejkolwiek sprawie dla detektywa. Castellano wchodząc do budynku pomyślał o tym czy Lukrecja już wie że jest poszukiwany. Jego myśli przerwała Ross… uliczna piękność na rozdanie która miała względy każdego klienta. Dziewczyna rozpoznała detektywa przytuliła go,a mężczyzna lekko się uśmiechnął. Ponad cztery miesiące temu… wdowiec uratował ją od miejscowych chuliganów którzy próbowali zgwałcić ją w przybytku. Gdyby nie to że Castelliano był na służbie i wypytywał w sprawie kolejnego zaginionego bywalca przedsiębiorstwa, gdyby nie to że usłyszał krzyk kobiety i wbiegł po schodach na piętro zauważając trzech rosłych mężczyzn bijących kobietę, dziewczyna prawdopodobnie zostałaby zgwałcona a zaraz potem zamordowana-Ross… twoja pani pewnie wie już o mojej obecności.- Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko i spojrzała na guza detektywa- Nie wygląda pan za dobrze. Przykro mi z powodu pańskiej żony.-Sebastiano ukrył smutek i zajął się sprawą- Też jest mi przykro. Nikt oprócz ciebie nie wie że tu jestem, tak? Widziałaś może tego młodzieńca? Pokazując zdjęcie kobiecie, detektyw spostrzegł że na sam widok dziewczynie zrobiło się niedobrze-Dziewczyna chwyciła mężczyznę za rękę i miała zamiar zaprowadzić go do swojej szefowej,jednak ten stwierdził że pamięta drogę i udał się tam samotnie. Biuro pani Lukrecji. Ta stara prukwa nienawidziła detektywa,ale na jego widok uśmiechnęła się i poprosiła by usiadł wygodnie na pufie. Burdelmama zapaliła cygaro i spoglądała z satysfakcją na mężczyznę mówiąc- Sebastianie… teraz i ty jesteś poszukiwany.- Nie jesteśmy na ty. Poza tym co nagadał innym..nasz ukochany komendant,dalej jestem tu tylko po to by utrzymać porządek w tym mieście.- Ach jaki szczytny i szlachetny cel.- Kobieta wstała ze swojego miejsca i podeszła do szafki. Wyjęła z niej jakąś biżuterię i dokończyła- Te zdeprawowane miasto tylko potrzebuje takich jak pan.-W końcu pani zauważyła że te dziewczyny nie potrzebują takiego zajęcia?- Nie, proszę spojrzeć na ten wisiorek.. – Niby zwykła biżuteria ale Lukrecja chciała coś przekazać detektywowi.- Jeśli ma się rozumieć...gdy poproszę o pomoc w odnalezieniu pewnej osoby pani powie ‘’coś za coś’’ ? –Detektyw trafił w dziesiątkę. Kobieta szeroko się uśmiechnęła i powiedziała- Detektywie. Pan chce odnaleźć pewnego chłopaka którego szuka też Hulacki,a ja natomiast potrzebuje pomocy w odnalezieniu byłej pracownicy która uciekła wraz z nim.- Czy mam zrozumieć że to jedna pierdolona love story? Romantyczna ucieczka dziwki która miała dosyć kurwienia się i odnalazła kochasia?-Ten kochaś jest kimś więcej niż pan myśli. A Elżbieta Casts jest dochodową pracownicą i nigdy nie myślała o odejściu.- Castelliano chciał usłyszeć jak najwięcej na temat poszukiwanych osób- Nigdy nie chciała zakończyć swojej tułaczki? Powie mi pani coś na temat tego chłopaka i owej Elżbiety.- Elżbieta to wysoka, brunetka o kręconych włosach która lubi zabawiać się z chłopcami i żyje dla korzyści. Jednak ten chłopak… nic mi o nim nie wiadomo oprócz tego że zwą go tutaj ‘’szalonym Joe’’. -Detektyw przed wyjściem z biura dowiedział się więcej na temat panny Casts, jednak problemem było to że burdelmama nie wiedziała czemu chłopak ma takie przezwisko. EC Mężczyzna udał się do ostatniego miejsca gdzie widziano poszukiwanych. Blok na Klonowej to zniszczony budynek, istna rudera która jeszcze jakimś cudem się nie zawaliła i robi za główną bazę gangu Howk’a . Gangsterzy mieli na pieńku z detektywem, zresztą nikt w tej dzielnicy nie żywił sympatii do Castellana. Sebastiano spojrzał na czwarte piętro budynku. To właśnie tam musiał się udać. Gdy wpadał właśnie na pomysł jak przedostać się przez teren wroga niezauważonym poczuł że ktoś za nim stoi. -Rączki do góry cwaniaczku.-Detektyw słysząc te słowa zaczął pomału odwracać głowę i miał właśnie wytrącić broń dla bandziora jednak wpadł na pewien pomysł.-Przyszedłem po towar.-Tak a ja jestem Calineczka!-Nie wierzysz mi? To może spytasz swojego szefa?-A żebyś ty kurwa wiedział jak tylko dowiem się że chcesz mnie wydymać odstrzelę ci dupę!- Detektyw zaczął odchodzić jednak zaraz potem znowu usłyszał głos bandziora- Gdzie? Idziesz ze mną. Szef pewnie chce zobaczyć twoją facjatę.-Prowadzony przez dłuższy okres czasu,nieremontowanymi korytarzami, Sebastiano trafił do pomieszczenia na trzecim piętrze gdzie został zamknięty i miał oczekiwać na szefa gangu. Detektyw wiedział że herszt bandytów nie może ujrzeć jego twarzy inaczej zostanie zdemaskowany. Szukał jakiejś luki, przejścia czy czegokolwiek. Drzwi były zamknięte ale niezbyt mądry bandyta który go zatrzymał i przywlókł tutaj nawet go nie przeszukał. Sebastiano wiedział dokąd zmierza. Detektyw przestrzeliwując zamek drzwi uciekł z pomieszczenia robiąc sporo hałasu. Cała zgraja bandytów biegła za nim, Castelliano musiał salwować się ucieczką. Sebastiano wbiegł po schodach na strych… jednak to jest ostatnie piętro budynku nie wliczając dachu bloku. Mężczyzna zaryglował drzwi wejściowe i odetchnął z ulgą słysząc bezsensowną próbę wyważenia ich. W trymiga zaczął rozglądać się w ogromnym, zakurzonym pomieszczeniu za drogą ucieczki jednak ujrzał coś ciekawego -To chyba właśnie tu znajduje się plantacja marihuany.- Powiedział detektyw widząc duże krzaki otaczającego go zielska i zadał sobie pytanie co robiła tu para. Castelliano przechodził w tą i z powrotem. Aż w końcu zlokalizował ślad znajdujący się w podłodze. Deski podłoża w pomieszczeniu pod regałem na książki były pomalowane na niebiesko. Akurat właśnie one miały charakterystyczny kolor. Sebastiano schylił się do nich i puknął pięścią w nie a zaraz potem wiedział iż skrywają drugie dno. Detektyw mocno pociągnął za parę drewnianych dech do góry i zauważył przejście… a w nim biżuterię podobna do takiej jaką widział u Lukrecji. Drzwi w końcu padły. Castellaino prędko wskoczył do przejścia i przykrył pobliskimi deskami dziurę w podłodze. –Ciemno jak cholera- Powiedział sobie szeptem. Mężczyzna słyszał bandytów znajdujących się nad nim,którzy wykrzykują różne obelgi na temat tego jak detektyw mógł zapaść się pod ziemię. Sebastiano zapalił zapalniczkę i zmierzał do wyjścia. Zorientował się że znajduje się w starym szybie wentylacyjnym i droga musi gdzieś prowadzić. Minęło trochę czasu zanim znalazł się nad jakąś przepaścią prowadzącą w dół. Detektyw aby rozwiązać tajemnicę musiał spaść w nią i dowiedzieć się co skrywa .To było jedyne logiczne rozwiązanie poza udaniem się z powrotem i daniem się złapać dla bandziorów How’a. Gdy Castelliano spadł zorientował się że dziś dopisuje mu szczęście. Spadł w wózek na ciuchy do prania. Mężczyzna chciał wyjść jednak widząc jak ktoś zmierza w jego stronę,zdążył spostrzec jedynie to że jest teraz w piwnicy bloku. Ktoś ciągnął wózek do kolejnego pomieszczenia. Normalnie gdyby Castelliano wiedział ilu znajduje się tu ludzi, wyskoczyłby z ukrycia i chwytając napastnika ogłuszyłby go i zaraz potem wziął się do kontynuowania sprawy. Nie mogąc się wychylać mężczyzna położył się wygodnie w wózku i czekał na pozostawienie go samemu sobie. Jednak gdy tylko poruszył ręką trochę w prawo poczuł jak dotyka zimne ciało. Mężczyzna zaświecił komórką i już wiedział z czym ma do czynienia. Pościel była zakrwawiona. Detektyw z ogromnym obrzydzeniem wiedział że dotknął ludzkiej głowy. Cały ten wózek był zapełniony głowami odciętymi od tułowia. W końcu znalazł Rozpruwacza pomyślał usatysfakcjonowany. Jednak tak nie było. Gdy tylko wózek się zatrzymał usłyszał znajomy męski głos oraz głos zrozpaczonej kobiety. Castelliano wyjrzał skrycie i zauważył że te glosy należały do poszukiwanej pary. Kobieta leżała przypięta na stole… według opisu burdelmamy była do panna Casts tylko że teraz… nie była złożona w całości. Stół cały we krwi… biedna dziewczyna miała odrąbaną nogę a z rany dalej pryskała licznymi strumieniami krew. Castelliano popatrzał w lewą stronę . Usłyszał rymowankę wypowiedzianą przez poszukiwanego chłopaka ‘’Kroić, ciąć, poćwiartować… zwłoki koło domu chować’’. Młodzieniec, podszedł z maczetą do kobiety. Dziewczyna wrzeszczała ze strachu, rwała się jak mogła, błagała go o życie… jednak ten odrąbał jej rękę, zaraz potem głowę, a po wszystkim powiedział że teraz kobieta jest przepiękna i nie ma śliczniejszej na świecie. Krzyki kobiety zamilkły. Castelliano wstrzymał oddech ze strachu który właśnie teraz go przeszywał,po tym straszliwym widoku jak psychopata wrzuca do wózka kolejną odciętą cześć ciała. Detektyw pomyślał o swojej żonie i zaraz potem wpadając w szał wyskoczył z ukrycia na wroga… jednak go nie było. Sebastiano był zdezorientowany… światło zgasło a on zaraz rozglądając się w prawo i lewo usłyszał dalszą część upiornej rymowanki oraz kroki które stawały się coraz głośniejsze. ‘’Zabić, upolować… łowca nie może się wiecznie chować’’. Słysząc coraz gorszą wenę artystyczną psychopaty, detektyw był przerażony że znajduje się w rzeźni a bateria w telefonie mu padła, w tym momencie wiedział iż nie wezwie wsparcia. Castelliano zapalił zapalniczkę i gdy błysnęła iskra światełka w tym ciemnym ponurym miejscu... zauważył mężczyznę który zaraz potem obalił go na ziemię. Detektyw rwał się i próbował odnaleźć swoją broń w tej bezkresnej ciemnej otchłani zła ,obmacując lewą ręką całą podłogę dookoła a prawą przytrzymując napastnika. W końcu … Castellano chwycił za rewolwer i miał już strzelić kiedy to poczuł ugryzienie w kciuka na prawej dłoni i zaraz potem otrzymał trzy mocne ciosy w głowę. Mężczyzna obudził się rozebrany… jego nagie ciało zwisało z sufitu. Obraz przed oczami był przedstawiony do góry nogami,a on sam będąc bezbronny wiedział że Rozpruwacz zakończy tą historię na swój sposób. Teraz musiał tylko czekać na to jak seryjny morderca... który był poszukiwany od tak wielu lat,akurat kończy przygotowywać swoją ofiarę na pokaz publiczny i za chwilę zacznie kroić jego biedne wyczerpane ciało. Detektyw modlił się by śmierć była szybka i bezbolesna,ale wiedział że psychopata nie lubi tak szybko kończyć swojej sztuki,sztuki która przyprawia całe miasto o dreszcze. Castellano modlił się tylko o spotkanie z ukochaną w niebiosach. O ponownym pocałowaniu jej,mocnym przytuleniu i powiedzeniu że wszystko jest dobrze. Detektyw chciał zobaczyć jak uśmiecha się na jego widok ale na razie musiał tylko przecierpieć męki u ,,Szalonego Joe'go" Szalony Joe podszedł do pojmanego człowieka, uśmiechnął się do niego pokazując swoje okropne zaostrzone zęby, przylizał wargi i zaraz potem widząc strach na twarzy detektywa ponownie uderzył go tak aby schwytany stracił przytomność.
Plaża... słońce świeciło jak diabli a detektyw wpatrzony w morze i wsłuchany w szum fal,czuł pod nogami ciepły piasek,czuł spokój,a zarazem chłód w tak ciepłym miejscu. Wpatrując się w morzę,usłyszał znajomy głos - Nie poddawaj się, musisz żyć i znaleźć winowajce-Ten głos... dla Castellana był bardzo znajomy. Tylko Miriam miała tak cienki , cudowny dla uszu niebański głos. Mężczyzna odwracając się za siebie zobaczył Ją.- Miri? Ale widziałem... widział twoje... to niemożliwe!- Kobieta zbliżyła się do Detektywa,przytuliła go jednak on nie odczuł nawet jej ciepła- Sebastiano. To co widzisz nie zawsze jest prawdą.- Ale ty nie żyjesz! Zabił cię ten bydlak z którym mam teraz do czynienia!-Kobieta pocałowała mężczyznę w czoło. Dla detektywa stało się jasne,że ten chłopak może nie być tym za kogo go uważano. Jednak nie mógł w to uwierzyć,nie mógł uwierzyć w to ponieważ widział co robi szaleniec z młodą nierządnicą - Ale to nie jest racjonalne! -Kochany,całe życie to jedna wielka zagadka.- Gdy kobieta wypowiedziała te zdanie popchnęła mężczyznę do zimnej a wręcz lodowatej wody. Castellano odzyskał przytomność. To był jeden wielki sen. Ale koszmar który przeżywał był rzeczywisty. Sebastiano leżał przywiązany na stole gdzie przed paroma minutami,zginęła kobieta.Detektyw czuł pjak leży na jakiejś pozostawionej na stole części ciała,czuł obrzydzenie,czuł przenikający go całun zbliżającej się śmierci. Psychopaty nie było w pomieszczeniu ale detektyw słyszał jego koszmarny śpiew. Węzły po poprzedniej użytkowniczce, były lekko naderwane. Castellano wykorzystał to i poluzował je. Detektyw mimo to miał wolną... jedynie prawą rękę. Nie zdążył uwolnić się na czas ponieważ ten poeta z otchłani piekieł zmierzał w jego stronę. Gdy tylko Szalony Joe był wystarczająco blisko by podnieść maczetę i dokonać cięcia, ofiara zareagowała. Detektyw dał radę przechwycić ostrze na krótką chwilę i rozciął kolejny sznur. Rzeźnik wpadł w szał. Jego niecelne szybkie ciosy w każdą stronę … cięły detektywa po brzuchu. Castellano wrzasnął z bólu ale mając dwie wolne ręce,jedną dał radę chwycić broń napastnika jeszcze raz a drugą uwolnił się i wykonał zabójczą ripostę w stronę wroga. Napastnik został zraniony w tułów. Był rozzłoszczony to było oczywiste, jednak tym razem widząc że ofiara ma broń a on sam jest bezbronny zaczął uciekać. Sebastiano ruszył w pościg za mordercą. Wyszedł z pomieszczenia w którym był i znajdywał się w lodowatej chłodni. Teraz żałował że przeżył . Dosłownie wszędzie na hakach znajdujących się w pokoju.... wisiały ciała. Było ich mnóstwo. Możliwe że dziesięć ostatnio zaginionych osób a raczej ich pozostałości,wisiały właśnie w tym pomieszczeniu. Tylko czemu? Przecież Szalony Joe nie czeka z ukazaniem ofiary na widok publiczny,on je morduje w brutalny sposób jednak nie tak brutalny jak Rozpruwacz. Czemu oni wszyscy są martwi? Prawdziwy Rozpruwacz torturował by ofiarę calutki miesiąc w najgorszym razie krócej lub w najlepszym znacznie dłużej. Ten cały Joe to mógł być jedynie odosobniony przypadek. Jednak jakim to cudem... właśnie poćwiartowałby ciało żony detektywa, skoro Miriam miała liczne ślady,regularnych całorocznych tortur? Na te pytania przez krótką chwilę starał odpowiedzieć sobie detektyw,zanim został zaatakowany przez szaleńca. Psychopata wyskoczył zza jednego z ciał i próbował zranić detektywa ostrym narzędziem. Castellano wykonał zręczny unik zasłaniając się martwym obiektem wiszącym na haku obok niego. Z zranionej martwej kobiety prysnął strumień krwi. Detektyw sparował cięcie rzeźnika i wykonał kontrę tnąc go w nogę i wytrącając mu broń z ręki kolejnym celnym cięciem. Szaleniec padł na ziemię... Castelliano podszedł do niego i zadawał wiele pytań nie spodziewając się że na wpół martwy mężczyzna,rzuci mu sól prosto w oczy. Detektyw otarł zranione miejsce. Odzyskując wzrok,zauważył…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil cien315
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…