Dni pełne tajemnic - Rozdz. II
oczekiwanie na rozwój wydarzeń
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
II
Wrzesień nie przyniósł zapowiadanych deszczy. Pogoda, jak na złość, była przecudowna. Nie chciała pokazywać się poza domem, żeby znajomi nie zobaczyli jej w tym upokarzającym stanie. Na całe dni zamykała się w pokoju, nie wpuszczając nikogo, oprócz pielęgniarki, która dwa razy dziennie robiła zastrzyk, tłumacząc, że ma to pobudzić mięśnie do działania. Zaraz po wyjściu ze szpitala czuła mrowienie w nogach, co mogło uczuciem odzyskiwanej sprawności, ale to wrażenie minęło niecały tydzień później i do tej pory nie wróciło. Dostarczono wózek, który od razu kazała rzucić do kąta, oznajmiając, że nigdy na niego nie wsiądzie. - Agatko, nie bądź dzieckiem – przekonywała mama. – Jakoś musisz się poruszać. - Jak mam się przemieszczać, to tylko na swoich nogach. To coś nie jest mi do niczego potrzebne – rzuciła pogardliwe spojrzenie w stronę wózka, który złożony czekał na łaskawsze dni. Wieczorem zsunęła się z łóżka i podnosiła się na rękach, robiła brzuszki, próbując wzmocnić niezakłócone partie ciała. Nie mogła znieść tego bezruchu. Brak jakichkolwiek zajęć destrukcyjnie wpływał na psychikę i taki stan rzeczy bardzo jej przeszkadzał. Pewnego wieczora, kiedy rodzice dawno poszli spać, odsunęła kołdrę i z zaciętością wpatrywała się w swoje nogi. Chciała zmusić swą wolę, żeby nimi poruszyła, ale nie dała rady. Z płaczem rzuciła się na poduszkę, marząc o tym, żeby jak najszybciej wyjechać na wieś. Chwila ta miała nastąpić za niecałe dwa tygodnie, gdyż tak właśnie przewidywano koniec prac, mających przystosować cały dom do potrzeb Agaty. Mama opowiadała, że w domu babci jest straszny bałagan i wszystko stoi na głowie. Ponoć instalują windę, dzięki której będzie mogła zjeżdżać na dół, a w całej łazience założą specjalne rączki, których będzie mogła się chwytać chcąc sobie pomóc w siadaniu na toalecie czy w wannie. Agata zauważyła, że bardzo angażuje się w całą sprawę, chcąc najwyraźniej okazać córce swoja miłość. Była jej wdzięczna, że nie wspomina o Oli, bo i tak własne wyrzuty sumienia sprawiały, że prawie wariowała. Kilka razy miała ochotę poprosić pielęgniarkę, żeby zaaplikowała jej jakiś mocny lek na uspokojenie, to może zasnęłaby tak mocno, że mogłaby się nie obudzi. Ta myśl wydawała się niesamowicie kusząca. Rodzice nawet nie chodzili w żałobie, co miało odsunąć od niej nieprzyjemne myśli. W ogóle zachowywali się, jakby Ola nie istniała, a wszelkie pytania dotyczące tragedii zbywali machnięciem ręki czy nieistotnym tłumaczeniem. Zdecydowanie ułatwiali jej przejście nad tym do porządku dziennego.
Mięśnie Agaty z dnia na dzień stawały się twardsze i bardziej wytrzymałe. Sama była w stanie wyjść z wanny i dostać się do każdej części mieszkania, bez użycia wózka. Ojca wprawiał w stan kompletnego osłupienia widok córki, kiedy pół naga podpierała się rękami, klapiąc pupa o podłogę, w drodze z łazienki do pokoju. Jednak nogi nadal nie odpowiadały na wezwania i powoli zaczynała wierzyć, że nigdy nie będzie mogła chodzić. Przyzwyczajała się do myśli o wózku. Pewnego dnia wyciągnęła z kąta przedmiot koszmarów, a pielęgniarka pomogła jej go rozłożyć. Podparła się rękami i próbowała usadowić się w wózku, ale chwilę zajęło jej opanowanie taktyki siadania na nim. Kiedy już udała się ta trudna sztuka, stwierdziła, że wózek znacznie ułatwia życie. Któregoś dnia pokusiła się i wyjechała na klatkę. Nacisnęła guzik wzywający windę i czekała z zamiarem udania się na przejażdżkę. Drzwi otworzyły się i stanęła w nich mama. Była wstrząśnięta widokiem córki. - Co ty tu robisz?! Agata chciała ją wyminąć, ale Anna złapała od tyłu wózek i zaciągnęła córkę z powrotem do mieszkania. - Przecież jakiś sąsiad mógł cię zobaczyć! – Oburzyła się. Od tego momentu wiedziała już, że się jej wstydzi i aż do wyjazdu nie podejmowała więcej prób samowolnego oddalenia się z domu. Spokoju nic nie burzyło, zupełnie jakby rodzice specjalnie o to zadbali. Nie dzwoniły telefony z pracy, ani znajomi, którzy w normalnych okolicznościach już dawno zaczęliby się martwić. Komórka leżała na stole, nie ładowana od czasu wypadku, a Agata nie miała zamiaru jej włączać. Najchętniej w ogóle odcięłaby się od świata. Jedyny kontakt z ludźmi…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil MartaG
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…