Wróć do katalogu

Dni pełne tajemnic - Rozdz. VI

Boże Narodzenie

MartaG, opublikowano , 17 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

VI

Nie minął tydzień, jak Anna i Marcin znowu wyjechali. Tym razem Agata wiedziała, co jest przyczyną ich pośpiesznego pakowania i nerwowych pożegnań. Starała się uśpić czujność rodziców, nie wspominając więcej o testamencie. Zapragnęła jednak skorzystać z nadarzającej się okazji i odszukać pismo. Zbliżały się święta. Cały park skrzył się w słońcu, najpierw porannym szronem, a później srebrnym śniegiem, który codziennie Maciek odgarniał sprzed ich domu. Pewnego ranka jak burza wpadł do pokoju Agaty. - Witaj śpiąca królewno – zaczął wesoło. Spojrzała na niego nie mogąc powstrzymać uśmiechu. Od jakiegoś czasu czuła, że nie jest w stanie bronić się przed uczuciem, które w niej narastało. Zauroczenie, jakie czuła w czasie wakacji zaczęło przeradzać się w coś znacznie silniejszego. Bojąc się odrzucenia, broniła się przed nim wszelkimi możliwymi sposobami. Jednym z nich była arogancja i złośliwość, która dopadała ją w najmniej odpowiednich momentach. Nie raz wydawało się, że kogoś o takim temperamencie, jak Maciej już dawno wyprowadziłaby z równowagi, ale on, jak do tej pory, okazywał jej niewyczerpaną cierpliwość, tłumacząc, że przecież takiej kalece należą się wyjątkowe względy. Jakże go za to nienawidziła i kochała. Miała w nim godnego siebie przeciwnika. Leniwie wyciągnęła się na łóżku. Dopiero co zdążyła się ubrać. - Witaj królewiczu, czy przyszedłeś mnie uratować? Jednym susem znalazł się przy niej, pochylając się nad jej zaskoczoną twarzą. Pachniał mrozem i pomimo zimna, które przyniósł ze sobą z dworu, poczuła jak robi się jej gorąco. W jego wzroku wyczytała, co by najchętniej uczynił, a ona nie miała już sił, żeby się przed tym bronić. Prawie otwierała usta do pocałunku, kiedy Maciek uniósł ją na rękach i postawił na nogi, przerywając czar chwili. - Chciałem zabrać cię na świąteczne zakupy, chyba że wolisz robić coś innego? – Spytał wymownie patrząc na łóżko. Obserwował jak jej oczy zwężają się do małych szparek, jak walczy z ochotą przyłożenia mu w twarz. Nie chciał jej popędzać. Sama do niego przyjdzie, kiedy będzie gotowa. Agata nie dała mu tej satysfakcji, tylko roześmiała się głośno i lekko przeszła obok szykując wózek. Nie mógł nadziwić się, jak szybko pokonała wszelkie bariery w poruszaniu. Chodziła prawie tak samo dobrze jak przed wypadkiem. - Nie sprawi ci kłopotu, jeśli będziesz musiał pchać wózek kaleki? – Spojrzała na niego z powagą na twarzy. Nadal wydawało się jej, że tylko ona powinna brać na siebie to piętno. Mimo ustąpienia kalectwa, nie czuła się w pełni sprawna, gdyż nikt poza dwiema osobami nie mógł dowiedzieć się prawdy. Ukrywanie tego faktu przed całym światem było dla niej tak ciężkie, że do tej pory nie była w stanie cieszyć się tym, co osiągnęła, ani w to uwierzyć. Ilekroć wsiadała na wózek, obawiała się, że już z niego nie wstanie, albo któregoś ranka obudzi się ze sztywnymi nogami i nie będzie mogła zmusić ich do ruchu. To było ciągle powracającym koszmarem, który przeżywała w samotności, tłumacząc sobie, że nikt nie jest w stanie jej zrozumieć. - Nie – powiedział po prostu, a ona mu uwierzyła.

- Tu jest cudownie – szepnęła zachwycona małym miasteczkiem, które na czas świątecznej gorączki zaroiło się od ludzi. Była sobota, a większość sklepów witała swych klientów nęcącymi promocjami i kolorowymi wystawami. - Nie jest to zabita dechami wieś, jak pewnie do tej pory sądziłaś – roześmiał się na widok jej miny. – Wierz mi, to lepsze niż centrum Warszawy na dzień przed Wigilią. Pchał wózek, co chwila przystając przed jakimś małym sklepem, zachęcony jej westchnieniami. - Poczekaj! – Krzyknęła, kiedy mijali „Indię”. – Pomóż mi wstać. - To nie byłoby ostrożne – upomniał. Zasmuciła się, więc wziął ją na ręce i wniósł do sklepu. Tam posadził ją na drewnianej ladzie. Kiedy oburzona sprzedawczyni chciała zwrócić im uwagę, z rozbrajającą szczerością oznajmił, że jego koleżanka tak bardzo zachwyciła się sklepem, że aż się nogi pod nią ugięły i nie jest w stanie stać o własnych siłach. Po czym wyszedł po wózek. Sprzedawczyni prawie dostała apopleksji, ale podsunęła Agacie krzesło, na którym bez oporów mogła usiąść. Maciek zniknął jej z pola widzenia, więc zabrała się do wyboru prezentów. Chwilowo obrażona sprzedawczyni wykazała się jednak wielką dyplomacją, gdyż zaraz wzięła się do pracy pokazując Agacie wszystko, co ta chciała zobaczyć. Dla Marioli wybrała piękny jedwabny szal w kolorze jej szaroniebieskich oczu. Prezenty dla rodziców, jak co roku, nie sprawiły jej większych problemów. Kupiła pierwsze, co przykuło jej wzrok, gdyż wiedziała, że i tak ich radość będzie udawana, a sam podarunek wyląduje na dnie szafy. Podarek dla Maćka stanowił za to istną zagadkę. Niewiele się zastanawiając zapłaciła za rzeczy, które kupiła i postanowiła w późniejszym czasie sama wybrać się do miasta. Wsiedli do samochodu, starego forda Maćka, kiedy rozpętała się istna burza śnieżna. - Ładnie – zasępiła się Agata. – Ciekawe jak długo będziemy tu marznąć? Maciek przetarł szmatką wnętrze szyby i próbował coś przez nią dojrzeć. - To może potrwać jakiś czas – zawyrokował. Roześmiała się. - Nie wiedziałam, że posiadasz też zdolności meteorologa? Spojrzał na nią wesoło. - Posiadam wiele ukrytych talentów. - To dlaczego marnujesz je sprzątając w domu babci? – Spytała poważnie. Zastanowił się. - Wiesz, może będziesz miała okazję uzyskać odpowiedź. - Kiedy? - Dzisiaj. Przekrzywiła głowę. - Od ciebie? Uśmiechnął się. - Między innymi. Minęło dziesięć minut, kiedy ponownie się do niego odezwała. - Chyba tak szybko nie minie. Po kilku nieudanych próbach udało mu się w końcu odpalić samochód. - To gruchot, ale zawsze mogę na niego liczyć. Bardzo powoli ruszył przed siebie, włączając wycieraczki na ostatni bieg. - Zabieram cię do mojego taty. Mieszka na skraju miasta. Kiedy dojechali przed mały , piętrowy domek, Maciej odwrócił się do niej. - Muszę cię ostrzec. - Twój tata ma twarz wilka i ciało smoka? – Uśmiechnęła się. - Jest po wylewie i porusza się na wózku. Zasępiła się. - Przepraszam. Dotknął jej ramienia. - Nic się nie stało. Mój ojciec wie, że możesz chodzić, więc zostawmy wózek w samochodzie. Zaskoczył ją. - Powiedziałeś mu? Spojrzał na jej rozczarowaną twarz. Chciał, aby wiedziała to, co on. - Jemu można ufać. - Jak mogłeś? – W oczach miała żal. – To miało pozostać między nami. - I Mariolą – dodał. - Tak, ale nie twoim ojcem! – Prawie krzyknęła. – Zawieź mnie do domu. - Może wejdziesz i poznasz mojego tatę? – Zaproponował. Zamieć nie ustawała. - Chyba nie mam wyjścia – powiedziała z rezygnacją. Zmarznięci weszli do małego przedpokoju. - Będziesz mogła zadzwonić do Marioli i powiedzieć jej, gdzie przeczekasz burzę. - To ty, synu?! – Usłyszeli wołanie. Maciek otworzył drzwi do następnego pomieszczenia, którym okazał się przestronny pokój z aneksem kuchennym. - Cześć tato – przywitał się. – To jest Agata, a to Zbigniew Kwiatkowski. Skinęła głową. Zobaczyła dobrze zbudowanego mężczyznę wtłoczonego do zdecydowanie małego wózka. - Cieszę się, że w końcu ją do mnie przyprowadziłeś, tak jak obiecałeś. Odwróciła się do Maćka z zapytaniem na twarzy. - Ukartowałeś to? Uśmiechnął się półgębkiem. - Cały ranek tańczyłem, żeby wywołać burzę śnieżną. Ponieważ wyraźnie z niej kpił, postanowiła zwrócić się bezpośrednio do zainteresowanego. - Naprawdę poprosił pan o to Maćka? - Tak i zaraz powiem dlaczego, ale teraz rozbierzcie się i ogrzejcie przy kominku. Rozejrzała się po pokoju. Sprawiał dość miłe wrażenie. Widać w nim było kobiecą rękę. Maciej nie miał mamy, więc albo nic nie zostało zmienione od dnia jej śmierci albo jego tata miał dobrą przyjaciółkę. Zdjęła płaszcz i usiadła na stołku wyciągając ręce w stronę ognia. Po chwili poczuła jak ciepło pełznie wzdłuż rąk, żeby wybuchnąć na twarzy. Maciek podał jej w kubku gorącą herbatę. Taką jak lubiła, średnio mocną i gorzką. Na stole szybko pojawiły się kanapki i ciastka. - Nie byłem przygotowany na twoją wizytę – tłumaczył pan Zbigniew. - Proszę się nie kłopotać – czuła się zażenowana, że nagle znalazła się w centrum uwagi. Zajęła jedno z krzeseł. Patrzyła jak kaleki człowiek z wielką sprawnością porusza się między kuchnią a pokojem. Jej nigdy się to nie udało. Mężczyzna podparł się rękami i dzięki jednemu podciągnięciu znalazł się na krześle naprzeciwko. - Dobrze się poruszasz bez wózka – zaczął. – Syn mówił mi, z jaką…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych