Doktor Wim Wenders cz.8
Lobber. Przyszłość Wima. Bardzo zależy mi na komentarzach, ponieważ od tego rozdziału zaczynam wprowadzać wiele z fantastyki. Jeśli coś jest niejasne - pisać! (a może wytłumaczę w opowiadaniu ;))
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
- Wybacz Rodney, ale nie będę mógł dzisiaj przyjść do pracy – odparł przepraszającym tonem. - Nie ma sprawy, Wim. Nawet nie wiesz jak bardzo jestem ci wdzięczny za to, że wczoraj przyprowadziłeś Kerę do domu. Chyba nigdy ci się nie odwdzięczę. - Tak, tak. Rozumiem – odpowiedział stonowanym głosem, ponieważ od poprzedniego dnia nawet nie miał czasu, aby porozmawiać z nią na spokojnie z powodu głupiej pracy studenckiej. - To ja już będę leciał. Wyszedł z mieszkania. Spokojnym krokiem zaczął schodzić ze schodów. Na półpiętrze rozglądał się zawsze za siebie przeczulony myślą, że znowu coś może na niego naskoczyć. Miał nadzieję, że to był pierwszy i ostatni raz kiedy coś tak brzydkiego na niego naskoczyło z obnażonymi kłami. Nagle coś go tknęło. Dziwne uczucie jakie zawsze do niego docierało w momencie gdy otrzymywał wiadomość. Wiedział już, że ktoś go woła. Znalazł się szybko przed blokiem. Rozglądnął się w oba kierunki, aż dostrzegł swojego „Szefa” na rogu ulicy. Pomachał mu z daleka z uśmiechem na twarzy. Tak szczerym i jednocześnie tak sztucznym, że Wim nie potrafił określić czym jest spowodowany. Pogoda nie była najlepsza i rzadko kto wyszedł dzisiaj na dwór. Wima to ucieszyło, ponieważ jego pracodawca nie był ubrany jak zwykle w ziemski strój, a bardziej wytworny, całkowicie nieziemski. Nie wiedział co o tym myśleć. - Witaj Wim – przywitał się „Szef” podając Wimowi dłoń. - Miło cię widzieć po dwóch dniach. - Tak jak obiecałem, przyszedłem. Dzisiaj oprowadzę cię po paru miejscach, ale i tak wrócisz na Ziemię. Na razie kiedy twoja zdolność jest nieopanowana, nie mogę cię na długo zatrzymać w swoim wymiarze. Kiwnął głową, że się zgadza. - A tak przy okazji, skoro będziemy od teraz pracować razem, myślę, że mogę się przedstawić. Jestem Gorger. - Co to za imię? – wyrwało się Wimowi. - Jeśli chcesz, możesz mnie nazywać Gorgi, jeśli ci się nie podoba. Muszę ci jednak powiedzieć, że nikt nie używa tego zdrobnienia – odparł z powagą jego pracodawca. Wim nie poczuł się lepiej po tych słowach. Chciało mu się śmiać i tak też zareagował, nie mogąc powstrzymać się od przypływu radości. Nie zraziło to Gorgera. Podobnie jak mężczyzna także się zaśmiał. - Uważasz, że moje imię jest zabawne? – spytał rozbawiony. - Nie. Zwyczajnie mi nie pasuje do twojej osobowości. - Przyzwyczaisz się – odparł. Spodobało mu się, że Wim nie obawia się pokazywać uczuć przed nim. Miał nadzieję, że tak będzie zawsze. Nie miał za wiele przyjaciół, a brakowało mu tak lojalnej i zaufanej osoby, jaką był właśnie Wim. Weszli w jedną uliczkę, tam czekał na nich prawie w ogóle niedostrzegalny wymiar. - Gorger... a tak właściwie to dlaczego jesteś tak ubrany? - Miałem dzisiaj wizytę u mojego królewskiego przyjaciela. Musiałem wybrać strój galowy, nie mogłem przecież pójść do niego w kitlu lekarskim. Gorger dotknął dłonią wymiaru. Przez chwilę Wimowi wydawało się, że ujrzał ją w odcieniach bladych jak trupy, które oglądał w prosektorium. Nie skomentował tego. Wszedł w mętną bramę przypominającą rozszczepienie światła, a czuciem roztapiający się lód wymieszany z wylewaniem kubła zimnej wody na głowę. Niebawem znalazł się po drugiej stronie przejścia. Stali na zwykłym gruncie pokrytym ziemią. Przed nimi wznosiło się na kilka pięter olbrzymie laboratorium. Już od zewnątrz zrobiło na Wimie piorunujące wrażenie. Zastanowił się, co może skrywać wewnątrz siebie taki olbrzymi ośrodek. - To główna pracownia. Nazywamy ją Lobber. - Główna? To znaczy ile ich jest? - Kilkanaście tysięcy. W każdym wymiarze jedna. - Sami stwarzacie te wymiary? - Tylko niektórzy potrafią. Np. ja umiem, ale są tacy, którzy nawet nie potrafią obsłużyć się herbatą bez używania rąk. Wim poczuł się urażony. Także tego nie potrafił. - Nie martw się, ty masz potencjał. Myślę, że opanowanie mocy nie zajmie ci więcej niż tydzień – odpowiedział mu Gorger jakby czytając mu w myślach. Tak naprawdę obserwował ruchy rąk Wima. - Mocy? - Tak nazywamy owe zdolności. Jest ich bardzo wiele, dzielą się na kilka rodzajów. Moja akurat zalicza się do mocy katastroficznych. - A moja do Yin? Tak? - Nie, to jeszcze inny podział mocy. Mogą one być dobre i złe. Tłumacząc to tak na prosty rozum. Więc nie tylko należysz do Yin, ale podobnie jak ja posiadasz moc katastroficzną, inaczej także nazywaną destruktywną. - A moja moc, to moc zadawania cierpienia, prawda? - Tak, ale wolałbym żebyś nie chwalił się nią każdemu kogo spotkasz. Pod żadnym pozorem nie wolno ci zdradzić jaką umiejętność posiadasz. Tym bardziej jeśli moc jest cenna, a wtedy mógłbyś mieć problemy ze złodziejami lub strażnikami ciemności. Wim popatrzał się na Gorgera i jakoś nie potrafił się ruszyć. Jakoś to wszystko wydawało mu się bardzo dziwne. Słuchał uważnie, ale po tylu latach siedzenia w medycynie jego logiczny umysł nie potrafił doprowadzić niektórych wątków do porządku. Weszli do szarego budynku, którego materia Wimowi była całkowicie nieznana. Dotknął ścian, aby sprawdzić czy to marmur. Jakże się mylił, ponieważ powierzchnia była straszliwie chropowata. Kiedy otarł jedną dłonią o drugą ujrzał, że po przejechaniu po konstrukcji ręką pojawiły się na niej zacięcia. - Lepiej uważaj. To zabezpieczające ściany. Tak na wszelki wypadek gdyby dostał się tu ktoś nieproszony lub ktoś niebezpieczny chciał się wydostać stąd. - Chyba, że ktoś z pracowników się zapomni. Gorger zaśmiał się pod nosem. - Słuchaj Gorger, do czego mi ta moc potrzebna? Skąd się ona wzięła? Zanim usłyszał odpowiedź doszły go pomruki i inne dziwne odgłosy ze strony pracodawcy. Domyślił się, że ujęcie w kilku zdaniach czegoś wielkiego jest bardzo trudne. Czekało go wiele nauki, ale był na to przygotowany. - Bardzo dawno temu Stwórcy, którzy przybyli do tego Wszechświata byli potężnymi energiami – zaczął Gorger spokojnym głosem. Mówił powoli i wyraźnie. Każde słowo miało dojść do umysłu Wima. - Aby zabezpieczyć to co stworzyli, czyli planety, gwiazdy, a także życie na nich, stworzyli moce. Było ich niewiele. Podróżujące moce znalazły sobie ciała, zdolne do ich przechowania. Ponieważ wiesz, że gwiazdy kiedy wykończą swój zasób energii umierają i się rozpadają. A więc tak samo było z mocą, pozostawiona sama sobie nie przetrwałaby długo, ale łącząc się z żywym organizmem mogła trwać przez wieki nie zmieniając żywiciela. Niestety moce nie były dziedziczne. Zagrażało im zaniknięcie. - Tak więc Stwórcy musieli zadziałać, tak? - Dokładnie. Postanowili, że stworzą organizmy z doskonalszym układem. Nie muszę ci chyba opowiadać teorii ewolucji, prawda? - A więc ten cały system ewolucyjny był tylko dlatego, żeby przystosować organizmy do mocy? - Nie mam pojęcia. Znam tylko pobieżne informacje. Uwierz mi, są bardzo drogie – powiedział wskazując na swoją prawą dłoń. Była cała spalona. Zaraz jednak przybrała naturalny wygląd. Wim jednak stwierdził, że jak na takie wiadomości zniszczona ręka to nic takiego. - Stwórcy to bogowie? - Nazywaj ich jak chcesz. Ale nikt nie mówi o nich jak o bogach. Nazywamy ich Wielkimi Stwórcami. - Ale nadal nie rozumiem. Skoro posiadam moc, to znaczy, że mam chronić Wszechświat? To absurd. Zapewne są osoby, które mogą mieć moce, a nawet sobie z tego nie zdają sprawy – powiedział Wim, myśląc o Kerze lub Andrei. - Masz rację. Ale to nie na tym polega. Moce same w sobie wspólnie tworzą Wszechświat. Utrzymują go w równowadze razem ze Stwórcą. Wyobraź sobie, że moc którą posiadasz może się jeszcze powtórzyć tylko dwa razy. Czwarta osoba nie może jej już posiadać. Jeśli zabraknie jednej lub będzie za dużo doprowadzi to do złamania równowagi. - A co potem? - To już problem Stwórców. Ale ich system jest tak dokładny, że nic nie przejdzie im niezauważone. Jeśli coś im zagraża, eliminują to. Wim zadrżał. Nie był wierzący, ale nie bardzo wiedział co ma teraz myśleć o „wyższej sile”, która nad nim czuwa. - Widziałeś kiedyś Stwórcę? – zapytał ostrożnie. Gorger zaśmiał się. Pytanie musiało wydać się zabawne. - Jasne, że tak – odparł z beztroską w głosie. - W takim razie, też mogę go zobaczyć? - Oczywiście, że nie – odpowiedział spokojnie. Mężczyzna zaczął się zastanawiać z jakim człowiekiem ma teraz do czynienia. Zawsze uważał, że jego „Szef” nie jest zwykłym „homo sapiens”, ale jego wyobrażenie przeszło jego oczekiwania. Zaczął tonąć w całkiem nowym świecie. Tak mętnym, że nie widział już wyjścia. Szli korytarzami. Wieloma korytarzami, ciągnącymi się w nieskończoność. Wsiadali do wind, których Wim nigdy nie widział na oczy. Były zabudowane i siwe, nie takie jakie widział w hotelach lub starych domach. Nie były też ku jego zdumieniu zakratowane. Czuł się w nich jakby zaraz miał dostać klaustrofobii. Stał jednak spokojnie obserwując każdy ruch Gorgera. Próbował naśladować jego spokój. Sam był niezwykle opanowany, jak na człowieka, który dopiero co spotkał te niezwykłe urządzenia. Nie wiedział, że jego pracodawca był z niego dumny. - Jesteśmy w moim biurze. Przebiorę się, a za ten czas mój współpracownik cię oprowadzi. Zadzwonił z aparatu przypominającego niewielką cegiełkę. Z niego wyświetlił się ekran, podobnie jak to było w przypadku ROF-a. W obrazie pojawił się młody mężczyzna. Musiał być w podobnym wieku co Wim. - Artur, przyjdź do mnie. Ktoś chce cię poznać. - Mo..me na ..a be... Gorger przekręcił oczami, nie zrozumiał ani słowa, a do tego jego kumpel zrobił mu nieprzyjemne przedstawienie. - Po prostu przyjdź – powiedział ze złością rozłączając się. - Coś mu się stało? – zapytał Wim. - Pewnie znowu użył na siebie jakiegoś eksperymentu. To zwariowany profesorek, jest zdolny do zrobienia cudów dzięki chemii. Ja zajmuję się planowaniem i zarządzaniem. Potrzebowałem jeszcze lekarza – odparł już spokojniejszym głosem patrząc na Wima. - Skąd takie zaufanie do mnie? Jestem mordercą. - My też Wim, my też. Spojrzeli sobie w oczy, odzwierciedlały tą samą aurę.
- A więc to ty jesteś ten nowy. Pozwól, że się przedstawię, jestem Artur Turner – powiedział młody mężczyzna zaledwie trochę niższy od Wima. Miał krótko ścięte blond włosy i zielone oczy. Łagodne rysy sprawiały, że od razu przyjemnie się z nim rozmawiało. - Wim Wenders, miło mi. - Nawet nie wiesz jak bardzo nam brakowało wykwalifikowanego lekarza. - Ja jeszcze studiuję – wyjaśnił Wim, aby nie wprowadzać nikogo w błąd. - Ja też studiuję – odparł Artur radośnie. - Pochodzisz z Holandii? – zapytał z nadzieją mężczyzna, kierowany myślą, że skoro porozumiewają się tym językiem pewnie pochodzą z tego samego kraju. - Nie, jestem z Francji. - Nie masz akcentu. Zresztą bardzo dobrze mówisz po holendersku. - To wszystko przez moc. Kiedy zaczynasz tu pracować musisz się wiele nauczyć. Między innymi musisz opanować przynajmniej ze 100 języków. To minimum. Czyli innymi słowy, języki ziemiańskie to podstawa – powiedział szybko. Ciężko było nadążyć nad jego słowami. W odróżnieniu od Gorgera, Artur nie przejmował się, że Wim jest nowicjuszem. - Ile ci to zajęło? – zapytał Wim planując już sobie zajęcia na przyszłość. - Nie więcej niż cztery godziny. Oczywiście za pomocą mocy. Ale ciebie też to czeka. Może pokonasz mój rekord. Najlepszym jednak był Vasse. - Kim on jest? - To mały chłopczyk. Ma zaledwie trzy latka. Jest naszym tłumaczem, ponieważ zna każdy język Wszechświatawymiarowego. Wim zbaraniał. Nie wiedział co myśleć o takim młodym podlotku, który zacząłby mu najpierw mówić po holendersku, a następnie każdy wyraz zmieniał w zależności od humoru. - To jakieś super dziecko! - Niezupełnie. To zwykłe dziecko. Nawet nie posiada odpowiedniej mocy. Urodził się tutaj w laboratorium. No wiesz jedna taka naprawdę piękna kobieta, laboratorantka miała romans z eksperymentem. No i wyszło takie dziwactwo. - Jak to z eksperymentem? - Poddajemy badaniom niektórych ludzi chętnych do współpracy z nami. Niektórzy nie przeżywają, ale temu człowiekowi się udało. Był jakimś kryminalistą. Za pomocą wszczepieniu mu genu pantery i ciemnej energii zrobił się naprawdę niebezpieczny. No ale wiesz jak to jest. Kobiety lgną do takich najbardziej. Do najbardziej mrocznych i skomplikowanych. Nie, Wim nie rozumiał. Miał coraz większy mętlik w głowie. - Chyba ci namieszałem, co? – zapytał z rozbawieniem, chociaż Wim wcale się nie bawił. Zakręciło mu się w głowie. Przypomniał sobie jednak, że nie warto było się opierać o ściany bo zdarłby sobie skórę. Wszędzie było biało, miał już dosyć tego widoku. Było mu niedobrze. - Wszystko w porządku? – zapytał Artur jakby nigdy nic. Zabrał Wima za rękę i mocno pociągnął w górę aby mógł się na nim podeprzeć. – Przepraszam jeśli opowiedziałem ci zbyt wiele. Tak naprawdę Gorger kazał mi milczeć i nic nie mówić, bo wiesz ja zawsze każdemu robię sieczkę z mózgu. Nowicjusze najgorzej przy tym reagują. No, ale weź się w garść. Zaraz pokażę ci twój gabinet. Wim nawet nie zauważył kiedy znalazł się w przepięknym salonie. Po bokach rozstawione były ROF-y. Doliczył się pięciu. Wiedział, że są bardzo drogie. Ale nadal nie rozumiał skąd biorą się pieniądze na te rzeczy. Nagle przypomniał sobie, dlaczego pracował dla Gorgera. Był zabójcą, nadal nim jest. Mordował ludzi, którzy przemycali pieniądze. Te pieniądze przechodziły na budżet Lobbera, tajnego laboratorium. W pokoju było nadzwyczaj czysto. Był raczej przyzwyczajony do nieporządku, ale widok idealnie poukładanego pokoju zrobił na nim pozytywne wrażenie. Pod oknem spoczywało jego biurko. Obok kanapa, a zaraz potem drzwi. Od Artura dowiedział się, że prowadzą one do łazienki. Po lewej stronie były kolejne drzwi. Za nimi znajdowało się prywatne laboratorium. Pokój był przestrzenny i stwierdził, że praca w nim byłaby przyjemnością. - Zostawię cię tutaj na chwilę. Przyjdę za chwilę, jak zobaczę co dzieje się z moim eksperymentem. Wim pomachał mu ręką żeby się nim nie przejmował. Musiał jakoś dojść do siebie. Przydałaby się mu zimna woda. Szklankę znalazł w swoim laboratorium, a w łazience wodę. Jakoś go nie dziwiło, że łazienka wykończona była po ostatni kąt z pewną wrodzoną perfekcją. Wszystkie ściany były białe. Nie zauważył nawet kropelki innego odcienia. Sufit wykonany był z przepięknej masy perłowej. Jednak nawet ona świeciła na śnieżny kolor. - Ciekawe kto zajmował się tutaj architekturą? Usiadł na kanapie aby rozprostować nogi. Chciał trochę ochłonąć. Zamknął oczy, aby nie patrzeć na białość pomieszczenia. Uśmiechnął się do siebie. Tutaj zaczynało się jego nowe życie.
- Lepiej się czujesz? – zapytał Artur z troską w głosie. Wim nie potrafił sprecyzować czy jest to prawdziwy strach o niego, czy też udawany. - Myślę, że tak. Gorger mówił, że mnie oprowadzisz po Lobberze. - Jasne, ruszamy jak tylko lepiej się poczujesz. - W takim razie idziemy – odparł zdecydowany podnosząc się z kanapy. Także białej, jak każdy inny przedmiot w laboratorium. - Na pewno nie chcesz jeszcze odetchnąć? To co zobaczysz może być wstrząsające, jak na pierwszy raz. - Skorzystam z tego, że jeszcze traktujesz mnie, jak nowicjusza, wolę iść teraz. Artur wzruszył ramionami jakby nie miał innego wyjścia. Wim dobrze go rozszyfrował. Kiedy już tylko wprowadzi kumpla we wszystkie szarady Lobbera, nie będzie już tak miło. - Chcesz najpierw zobaczyć prosektorium, stworzenia, zwierzęta lub ludzi podczas eksperymentu? - Myślę, że to drugie. - Też tak myślałem. Wyszli z pokoju kierując się cały czas w górę. Nie używali teraz wind, a zwykłe schody. Przechodzili przez różne pomieszczenia, w których odbywały się zwykłe badania chemiczne i pierwsze próby wykorzystania wynalazku. - To moja działka. Może kiedyś pokażę ci, czym dokładnie się zajmuję. Na razie nas interesuje tylko część gdzie przeprowadzane są mutacje. Nie odpowiedział Arturowi. Jakoś nie wierzył, że ludzie potrafią robić takie rzeczy. - Artur, czy Gorger jest człowiekiem? - Czemu pytasz? - Nie zachowuje się, jak ktoś z naszego gatunku. - A skąd pewność, że jestem człowiekiem? Pytanie to kompletnie rozbroiło Wima. - Nie rozumiem, a więc kim jesteście? - Ludźmi z mocą – odpowiedział mu Artur otwierając poprzez kombinację przycisków na panelu rozsuwane drzwi. Prowadziły do ogromnego pomieszczenia wypełnionego kablami, ludźmi, stworzeniami, mutantami, zwierzętami świecidełkami i innymi dziwnymi przyrządami przypominającymi kopuły wypełnione zielonym, fosforyzującym płynem. - Robi wrażenie, prawda? - A jakże – powiedział Wim przyglądając się zaraz systemowi pracy każdego członka wydziału mutantów. Spodziewał się, że będą ubrani w kombinezony, ale najwyraźniej ich nie potrzebowali. Jedna grupa zajmowała się badaniem tkanek, sprawdzaniem czy są pełne i czy mutacja danego stworzenia idzie zgodnie z planem. Kolejna przeprowadzała mutanty z jednego pomieszczenia do drugiego, zmieniała konsystencję płynu oraz była odpowiedzialna za dodawanie odpowiednich zawartości środków odżywczych danej bestii. Pośrodku stały butle z różnymi próbkami tkanek. Wim zauważył, że znajdują się tam także martwe zwierzęta lub też słoiki z niebezpiecznymi owadami. Nie potrafił odczytać podpisów pod danym mutantem, ani też dowiedzieć się jak ma na imię dany pracownik. Wszystko zapisane było jakimiś niezrozumiałymi runami. - Co to za język, Artur? – zapytał wskazując na dokładny proces przemiany człowieka w ptaka. - Innowymiarowy, nie patrz tak na mnie. To potoczna nazwa. To najprostszy język stworzony jeszcze kilkanaście miliardów lat temu. Miał się on posłużyć temu, aby wszystkie stworzenia, nawet te najgłupsze mogły rozmawiać z tymi najmądrzejszymi. - Ah tak – mruknął przeglądając zdjęcia mężczyzny pozbawionego przednich kończyn, natomiast z rozstawionymi łopatkami na długość dwudziestu centymetrów. – Oni się na to zgadzają? - Sami tego chcą, a my im to ofiarujemy. - Nie chcą być ludźmi. - Dokładnie. Ludzie to mięso, które wystarczy rzucić zwierzętom na pożarcie. To bezużyteczne, nieaktywne
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Fenris
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…