Wróć do katalogu

Dolina Słońca

Apokryf z legendarnych czasów, gdy nasza Starożytność była dopiero mglistą przyszłością.

Mikael, opublikowano , 17 min czytania, 4,8 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Powiadają, że Dolina Słońca znajduje się równie blisko dla każdego, bez względu na to, w jakim zakątku świata żyje. Księgi ujmują to w odmienny sposób – z każdego miejsca na świecie prowadzi ku Dolinie taka sama droga. Nie zmienia to faktu, że słowa Ksiąg mówią to samo, co pieśni aojdów: czas wędrówki nie zależy od miejsca, z którego wyruszamy, lecz od naszej gotowości. Pamiętam jak szedłem brzegami leniwej rzeki, której wszystkich imion nie pomnę, gdyż ludzkie języki wielokroć nazywały ją na nowo przez stulecia eksploatacji jej łona. Było w tym nazywaniu jakieś szaleństwo poznania, jak w każdym ludzkim działaniu. Szaleństwo kruchych istot, uciekających przed własna śmiertelnością. Jednak nie przysięgnę, że ospałe wody rzeki były rzeczywiście ostatnią rzeczą, jaką widziałem przed Doliną. Tak samo nie mogę być pewny, że pierwszą rzeczą po, była Samotna Góra, wystawiająca swoje płaskie podbrzusze ku stalowemu niebu. Sny przemieszały się z jawą, prawda z oczekiwaniami, rzeczywistość z ideałami. Wędrowałem długo, odmierzyłem tysiące mil, a czas splątał się w moich wspomnieniach. Nie potrafię narysować mapy, tak jak nie zrobił tego nikt przede mną. Nie wskażę drogi. Być może dla każdego jest ona inna. Księgi mówią prawdę: Nikt nie może jej odnaleźć. To ona odnajduje Wybranych. Mądrości Ksiąg bywają irytujące dla tych, którzy pragną ujrzeć Dolinę i trawią swój czas w niespokojnych poszukiwaniach. Dla nich nie ma słów, które mogłyby wystarczyć. Są głodni kolejnych opowieści, opisów, wskazówek. Nie rozumieją. Przemierzałem więc łagodne brzegi owej śpiącej rzeki, której nurt nie pamiętał już na nizinach dawnej werwy górskich źródeł. Na wschód od jej mętnych wód czekały mnie dzikie stepy i pamiętam, że zanurzyłem się w nie w poszukiwaniu krzyku jastrzębia i pewnych pożytecznych ziół. Całe te ziemie nużyłem tak długo, aż straciłem zupełnie rachubę czasu i nawet nie wiem, gdzie najpierw postawiłem swoje kroki. Jednak gdzieś wśród wspomnień leniwej rzeki, wschodnich stepów i Samotnej Góry, której płaski szczyt zdobi Wieża Astrologów, tkwi ten szczególny moment, o który modlą się niemal wszyscy: stanąłem u wrót Doliny Słońca. Ujrzałem ją w całej okazałości, wraz z niebotyczną Wieżą Wspomnień i odkryłem, że Księgi i nieśmiertelne pienia aojdów są zwiewną mgłą urojeń, przesłaniającą prawdziwe kształty tego niepojętego miejsca. Zstąpiłem w łono doliny i z radością, nawet pewnym rozrzewnieniem, zbliżającym się do rozważnej ekstazy, kąpałem oczy w białym świetle Dnia, który musiał tam wiecznie panować. Z zachwytem i nie bez smutku odkryłem, że to, co zwykliśmy nazywać dniem, jest tylko bladym cieniem tego czystego światła Doliny. Słońce nie błąkało się tu po nieboskłonie, bo wszystko w Dolinie nim jest. Pała niezwykłym, samoistnym światłem, które blaskiem boskiej chwały okrywa wszystko wokół. I ja, pielgrzym, poczułem w sobie część tej świetlistej potęgi. Moje myśli stały się jasne i zapragnąłem najwyższego światła. Tego, które jaśniało przede mną, na szczycie Wieży Wspomnień. Tam znajdowała się Komnata Tysięcy Lat. Zagłębiając się w objęcia Doliny powtarzałem w myślach, niczym litanię, ustępy tak dobrze znane mi z lektury Ksiąg. Były one niejasne, jak wszystkie mądrości w nich zawarte. Niosąc w sobie nadal tę niesamowitą mieszankę spokoju i podekscytowania, zastanawiałem się nad tajemniczą naturą Komnaty. Księgi mówią, że w jakiś niepojęty sposób gromadzą się w niej ludzkie przeżycia. Niektóre ustępy sugerują nawet, że kumulują się tam doświadczenia wszelkich istot żywych. Całego boskiego stworzenia. Gdy zbliżyłem się wreszcie do wrót Wieży, a emocje grały w mej duszy koncert na najwyższych nutach, nurtował mnie jednak jeden tylko fragment z Ksiąg: Wszystko ma swoją kolej. [...] Jeśli nie zstąpiłeś w dolinę, nie zdobędziesz góry. Nie ujrzysz światła, jeśli nie zanurzyłeś się w ciemność . Położyłem dłoń na gładkiej powierzchni wrót, podziwiając ich strukturę złożoną z nieznanego mi materiału, któremu nie mogły równać się złoto ani srebro, ani też żadne najszlachetniejsze kamienie tego świata. Drżałem z nieznośnie napiętrzonych emocji, gdy owe cudowne wrota ustąpiły, otwierając przede mną wnętrze Wieży. Po wejściu do środka, widzi się przede wszystkim jasno rozświetlone ściany, które otaczając obserwatora doskonałym kołem, pną się ku górze w niebotycznej orgii świateł, zdających się połyskiwać raz złotem, raz srebrem, innym razem lśnić najczystszą bielą. Zadarłszy głowę, prześlizgując wzrokiem po cudownie kształtnych wycięciach okien, mogłem gdzieś w górze, w tej grze boskich świateł, poza zasięgiem niedoskonałego wzroku, odgadnąć Komnatę Tysiąca Lat. Nie prowadziła do niej jednak żadna droga. Po gładkich ścianach Wieży nie pięły się żadne schody, które mogłyby zaprowadzić wędrowca do upragnionego celu. Czułem pomieszanie. Zaskoczenie i rozczarowanie przysłoniły mi zupełnie wspaniałości, na które patrzyłem, a które powinienem był podziwiać z pełnym uniesienia wzruszeniem. I stałbym tak całą wieczność może, gdyby nie czarny ptak, który oznajmiwszy łopotem skrzydeł swoje przybycie, usiadł w jednym z okien. Wypełniając swoją szlachetną sylwetką niemal cały okienny łuk, zdawał się tworzyć żywy obraz, tak piękny, że mógłby wyjść chyba tylko spod boskiej ręki. Potężny i posągowy, dostojny i groźny zarazem, olśniewał majestatycznym urokiem. Nigdy jeszcze czerń nie wydała mi się tak piękna, jak w owej chwili, gdy odpowiadała subtelną grą refleksów na pieszczoty światła, wypełniającego Wieżę. To nagłe i niespodziewane zdarzenie wyrwało mnie z odrętwienia. Nie mogąc odkryć żadnego sposobu na dostanie się w najwyższe rejony Wieży, pogodziwszy się już z myślą, że nie ma prostej drogi ku górze, skierowałem wzrok pod swoje stopy. Na gładkiej błękitnej podłodze, ułożonej z nieznanej mi materii, która zdawała się przypominać szkło jakiejś szlachetniejszej odmiany, odbijała się cała ta cudowna iluminacja, którą mogłem podziwiać, kierując swe oczy ku niewidocznemu szczytowi Wieży. Mogłem też dostrzec w niej, niewyraźny wprawdzie, cień ptaka w postaci rozmazanej ciemniejszej plamy. Na środku pomieszczenia odkryłem natomiast okrągłą klapę, wykonaną z tej samej materii, co wrota Wieży. Pod nią zaś schody, których długości nie mogłem odgadnąć, gdyż, ku mojemu całkowitemu zaskoczeniu, ginęły one w nieprzeniknionej ciemności. Światło panujące w Wieży nie rzucało ani odrobiny ze swego blasku na to dziwne miejsce, pomimo że maksymalnie odchyliłem klapę, zasłaniającą wejście. Światło nagle i nieodwołalnie kończyło się przed pierwszym stopniem, jakby ucięte boskim Mieczem Stworzenia. Równie nagle, wraz z pierwszym stopniem, zaczynał się świat mroku, w którym mój wzrok mógł zanurzyć się ledwie na kilka kroków. Jak ściana, stała przede mną ciemność i nie było innej drogi. Niczym echo powróciły do mnie słowa Ksiąg, które nurtowały mnie, gdy stałem jeszcze przed wrotami Wieży. Zabrzmiał też w mej pamięci fragment pieśni o Grzesznym Pustelniku, którą wiele lat temu śpiewał na Wyspie Lunatyków pewien aojda: Lecz, Szlachetny Mężu, nie masz światła bez cienia,/Prócz aniołów, diabelskie znajdziesz w sobie pienia. Była w tym otucha, jaką może nieść tylko poddanie się mądrości tych, co byli przed nami. Jednocześnie jednak odczułem niepokój na myśl o zstąpieniu w tą ciemność, bez pewnej nadziei, że znów ujrzę światło. Księgi mówią, że mniej niż połowa z tych, którzy ujrzeli Dolinę, znalazła odwagę, aby dotrzeć do Komnaty Tysiąca Lat. Stojąc u szczytu schodów, prowadzących w nieznaną głębię, zrozumiałem wreszcie, co powstrzymało tak wielu. Przemożne pragnienie znalezienia się wśród wybrańców, bardziej niż odwaga, pchnęło mnie jednak w dalszą drogę. Z każdym kolejnym stopniem niepewność malała. Jednocześnie schody zdawały się odpływać gdzieś w dal i w nienaturalny sposób wyginać się w granatowej przestrzeni. Ten taniec schodów mógł być tylko złudzeniem zmysłów otępionych nieprzeniknioną nocą. Widziałem przed sobą tylko niewyraźne kształty kilku stopni i nic poza tym. Bez oparcia w przestrzeni, bez punktów orientacji, ciało i duch zdawały się unosić w nieokreślonej przestrzeni, w której nie istnieją żadne kierunki ani wymiary. Traciłem pewność, że w ogóle były jakieś schody, że wchodziłem do Wieży, a

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych