Domowa wizyta w Piekle.
Między hejtem a krytyką krótka granica wiedzie.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Zewsząd otaczała go ciemność. Wokół unosiły się szepty nieumarłych, odór gnijących ciał drażnił mocno nos. Z początku się skrzywił - po tak długiej nieobecności w domu zdążył się odzwyczaić od tego smrodu. Widocznie żaden nie zauważył jeszcze jego niespodziewanej wizyty w Piekle, bo jakoś nikt nie pokwapił się pojawić. W ręce trzymał zwinięty kawałek materiału, który po krótkim zastanowieniu postanowił na siebie zarzucić. Była to czarna peleryna do kostek z dużym kapturem. Jego twarz została mechanicznie zasłonięta do połowy, ręce zniknęły w długich rękawach. Westchnął. -I weź tu odwiedzaj częściej tatusia. - prychnął, po czym ruszył dobrze znaną mu drogą. Po kilkunastu minutach szybkiego marszu przeszedł przez wielkie wrota, które przeraźliwie zaskrzypiały. Znalazł się w prostokątnym, oświetlonym korytarzu. Ktoś, kto trafiłby tu pierwszy raz miałby problem, żeby określić gdzie on się kończy, więc stwierdziłby, że ciągnie się on w nieskończoność. Po obu stronach znajdowały się szeregi drzwi. Uśmiechnął się cwaniacko. Kochany tatuś jak zwykle musiał coś zmienić. Z racji, że nie chciało mu się iść taki kawał drogi pstryknął palcami pojawiając się w odpowiednim miejscu. Pchnął mosiężną bramę wchodząc do ogromnej sali przypominającej jedną z tych, które pojawiały się niegdyś w średniowiecznych zamkach. Przechodząc przez sam środek jedynym odgłosem, jaki się unosił był trzepot jego peleryny powodowany podmuchami wiatru. Z każdym mijającym metrem jak za pomocą czarodziejskiej różdżki zapalały się świece płonąc szmaragdowym blaskiem. Skręcił nagle w korytarz zatrzymując się przed drzwiami, które bez wahania otworzył. Znalazł się niedużym kwadratowym pokoju, który od góry do dołu pokryty był wiśniowym drewnem. Oświetlony był kilkoma świecznikami, pod ścianami stały rzędy regałów, gdzie piętrzyły się stosy książek oprawionych grubą skórą. Naprzeciwko wejścia stał podłużny stół, za którym ustawione były trzy krzesła z czerwonym obiciem. Na samym środku siedziała starsza wersja Drake'a, dwa pozostałe były puste. Mężczyzna był pochłonięty pisaniem czegoś w dużej księdze z krwistoczerwonymi kartkami. -W ciągu dalszym jesteś tak samo bezczelny, synu. - powiedział nagle nawet nie zaszczycając go spojrzeniem. Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że coś bardzo namiętnie studiuje czytając jakieś tajemnicze słowa zapisane na rubinowym pergaminie. Drake patrzył na niego spode łba, czego nie było aż tak widać z racji, iż jego twarz była praktycznie zasłonięta. Nie mógł sobie spodziewać bardziej rodzinnego powitania. -Ja też się cieszę ojcze, że Cię widzę, choć nie ukrywam, że nie śpieszyło mi się z przybyciem tutaj. Załatwmy to wszystko od razu, mam jeszcze kilka konfliktów do rozwiązania ze śmiertelnikami. Siegel* z lekkim rozdrażnieniem przerwał swoje dotychczasowe zajęcia, po czym cmokając z zniesmaczeniem zetknął końce swoich palców wskazujących razem. Był zadziwiająco spokojny jak na Szatana, który miał zamiar zaraz ukarać swojego potomka. -Pozwól, że to ja zajmę się wyznaczeniem czasu, jaki tu spędzisz. Jak wiesz mamy sporo do omówienia chłopcze. -Ty tak sądzisz. Pośpiesz się, serio. Mam lepsze rzeczy do roboty niż wysłuchiwanie twojego biadolenia nad uchem tak jak to było przez ponad sześć miliardów lat. Daruj sobie te wychowawcze pogadanki. Zresztą nie wiem czy zauważyłeś, ale chyba na to już za późno. Zapadła cisza, którą przerwał starszy mężczyzna swoich głośnym śmiechem. Tyle szyderczości, nienawiści i cynizmu nawet Drake nie potrafił w sobie wskrzesić. Szatan wstał zza biurka podchodząc do niego. Złapał go za ramię i ściskając je wyprowadził go z pokoju prosto do sali, przez którą przechodził. Pchnął chłopaka na wysokie krzesło tak mocno, że ledwo złapał równowagę, kiedy na nim siadał. O dziwo,
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil engell
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…