Wróć do katalogu

Dorkwood - Prolog

Aut amat, aut odit mulier, nil est tertium - Kobieta albo kocha, albo nienawidzi, nie ma nic trzeciego. (Publiliusz Syrus)

SamuelAleks, opublikowano , 12 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Dorkwood było pięknym królestwem. Jego stolica leżała wzdłuż fiordów. Na około zamku roztaczała się zielona, malownicza kraina. Tego dnia stary William, który władał Dorkwoodem i znajdującymi się na około niego wioskami czuł się słabiej niż zwykle. Ostatnimi czasy odniósł wiele ran na polowaniu. Rozrywka potrafi zabić – mogło się nasuwać. Jego jeden syn i dwie córki jednak trwali w nadziei, że ojciec wyzdrowieje. Wszakże stracili już matkę. – Vitali – rzekł do najstarszego syna. – Nigdy nie pogodziłem się, że chciałeś nas opuścić. – Ale teraz tu jestem – wyznał Vitali, postawny blondyn i usiadł na łóżku. Chwycił ojca za dłoń. – Nie możesz tutaj zostać. Rodzice Rose nie żyją. Przyobiecałeś im, że nie tylko weźmiesz ślub z ich córką, ale zadbasz o Pramond. Spełnij swoją obietnice. Zasiądź na tamtejszym tronie, jak przyrzekałeś. Rodzice Rose to honorowi ludzie, ty także wykaż się honorem. Jesteś to im winien. – Ale co z Dorkwoodem? – dopytywał Vitali. – Rebeka i Rosalia się jeszcze za młode na mężów, a Ivan to wojownik, jemu tylko rycerskie walki i turnieje w głowie. Zginie szybciej niż się narodził…

– Mów z szacunkiem o bracie. To on zasiądzie na tronie Dorkwoodu. – Jego nawet tu nie ma – rzekł przyciszonym głosem Vitali. – On wróci, o wróci – powtarzał William. – Twój brat zawsze wracał do domu. To była prawda. Ivan od najmłodszych lat, gdy tylko nauczył się jazdy konnej wyruszał na wyprawy. Z biegiem upływu lat wyprawy te trwały coraz dłużej, ale zawsze powracał. Ivan był rycerzem, wojownikiem, kochającym poklask młodym człowiekiem. Brał udział w turniejach, nie dla uznania przez królów wielu państw, chociaż je zyskał. Nie chodziło mu o wpatrzone w niego maślane oczy chłopców głoszących „gdy dorosnę będę jak on”. Ivan kochał odbierać nagrody. Nie miał na myśli tych pieniężnych, ani medali, ni nawet pucharów. Kochał przyjęcia wydawane na jego część w podrzędnych karczmach gdzie zabawiał się z gospodyniami, kucharkami, barmankami i innymi nieszanującymi się niewiastami. Robił to w zacisznych pokojach, ciemnych korytarzach, a jak się podpił to i na stole, na środku karczmy, ku zgorszeniu wszystkich obecnych. Tego dnia William posłał po syna. Został znaleziony i przywleczony do domu. Nie trzeba było wlec go siłą, skutecznie uczyniły to słowa „ojciec umiera”. Ivan i strażnicy jego ojca gnali ile sił do zamku Dork, ale byli zmuszeni zatrzymać się na obrzeżach, w jednej z wiosek. Właściciel tamtejszych włości zaproponował im ciepłą strawę i kąt, w którym mogli spokojnie przeczekać nocą burzę. – Greta przyniesie wam świeżą pościel – powiedział właściciel niewielkiej chatki. – Greta, służąca? – dopytywał Ivan, którego podniecenie dało o sobie znać na sam widok dziewczyny. – To moja córka – wyjaśnił mężczyzna. Greta spojrzała na mokrego od stóp do głowy Ivana, który bez krępacji przy niej jak i przy towarzyszach swojej podróży przystąpił do rozbierania się. – Zaczekaj, panie. Powiem ojcu, da jakieś świeże ubranie – wyjaśniła, kiedy młody, przystojny i postawny mężczyzna miał już na sobie same, obcisłe, ociekające wodą bryczesy. – Zaczekam, jaśnie pani. Ivan Somerhander, nazywam się… – chciał powtórzyć, ale mu przerwała. – Wiem, jesteś synem Króla. – Tak, jestem nim. – Obejmiesz tron, cała wioska o tym mówi. Wszystkie wioski o tym mówią. – A w ilu byłaś, pani? – zapytał z drwiną. Kobieta uśmiechnęła się, ale nie z zażenowania. Bardziej była to kpina z jego poczucia wyższości. Miała ładne błękitne oczy i jasne niczym pszenica włosy. – W wystarczająco wielu by o tym wiedzieć. Pójdę po pańskie ubranie. Przyniosę też coś dla panów – zwróciła się w stronę dwójki strażników. Kobieta wróciła niosąc z sobą czyste koszule i spodnie. – Nie wiem czy to państwa rozmiar, ale przynajmniej są suche. Strażnicy podziękowali. Ivan także. Nie mógł oderwać od niej wzroku. – Jesteś bardzo pewna siebie. Niezwykle zarozumiała. Powiedz kim jesteś? – dopytywał. – Dziedziczką z nieprawego łoża. Gretą Wesley… – rzekła i miała powiedzieć coś jeszcze, ale wkroczył jej ojciec, który od niedawna stał nieopodal. – Co ty pleciesz? Panie, nie słuchaj jej, w głowie jej się… – Mężczyzna podniósł dłoń i zamierzył się na dziewczynę. – Stój, gospodarzu! – krzyknął niespodziewanie Ivan i wkroczył między Gretę, a jej ojca. – Nie bij jej. Nie na moich oczach. Nie powiedziała niczego złego. Wiadomo nie od dnia dzisiejszego, że Królowie mają dzieci z nieprawych łóż. Ja sam nie wiem ilu bękartów spłodziłem podczas mego krótkiego życia. Wychowałeś nie swoje dziecko, to nie powód do wstydu. Uczyniłeś to pewnie dla kobiety, którą niezwykle kochałeś, to szczytna głupota, ale i powód do dumy. Niezmierzona jest bowiem siła miłości. Greta nie mogła uwierzyć w tak piękne słowa z ust słynnego na pewnie cały świat hulaka. Jednak jeszcze bardziej nie mogła uwierzyć w to, że została ocalona przed ręką mężczyzny i to przez innego mężczyznę. Zapanowała niezręczna cisza. Ivan spojrzał na dziewczynę. Nie wyglądała na przerażoną. Zerknął na strażników przyglądających się zaistniałej sytuacji, a następnie na mężczyznę. To spojrzenie zatrzymał na dłużej. Mężczyzna wydawał mu się młody, za młody jak na ojca Grety, ale uznał, że zapewne jej matka poznała go mając już dziecko w postaci bagażu. – Napijemy się? – zapytał. – Mam jeszcze w torbie kilka butelek nie najgorszej klasy wina – dodał. Spojrzał na mężczyznę już nie bacznie, a jak na przyjaciela. Ten uśmiechnął się do niego. – Mężczyźni, tylko jecie, pijecie i toczycie wojny – rzekła butnie kobieta. – W międzyczasie płodzimy dzieci

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych