Wróć do katalogu

Dragonplanet - Planeta smoków

Rok 2008. Tomasz Wąs, zwyczajny mieszkaniec Dziwnowa i drobny złodziejaszek idzie na pobliską plażę. Znajduje się tam tylko pewna blondynka. Podchodzi do niej, nie wiedząc, że to spotkanie odmieni jego życie...

Rave, opublikowano , 2 godz. czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

{b}Od Autora:{/b} {i}Aktualnie pracuję nad kolejną częścią, zachęcony pozytywnym odbiorem. Rozszerzę w niej informacje na temat smoków, ludzi i Gaarbów, a w wersji PDF znajdzie się również kilka "smaczków" (czytaj komentarze dla szczegółów)

Wersja PDF (skopiować link i wkleić do paska adresu): http://www.przeklej.pl/plik/planeta-smokow-pdf-0002ul1ru6jo{/i} *** 1 Tomasz biegł ścieżką uciekając przed smokiem. Cały czas starał się być poza zasięgiem jego ognia. Był przynętą. „Jeszcze tylko dwadzieścia metrów i chłopaki go załatwią” – pomyślał. Załatwili. Odczekał minutę, aż jego serce się uspokoi po czym uznał że najwyższy czas wyłączyć Tibię i powrócić do rzeczywistości. Pomyślał, że dawno nie rzucał lotkami i przeszedł do drugiego pokoju w swoim osiemdziesięciodwumetrowym mieszkaniu, wyłączając wcześniej KDE, oraz, rzecz jasna Linuksa. W pokoju były dwie tarcze powieszone naprzeciwko siebie. Na jednej wisiało zdjęcie Billa Gatesa, na drugiej – Lecha Kaczyńskiego, albo jego brata. Nigdy ich nie rozróżniał. Postanowił porzucać w Kaczyńskiego. Pierwsze dwie lotki trafiły w oczy, a trzecia wylądowała na jego nosie. W tym momencie przypomniał sobie, dlaczego nie grał w rzutki. Zawsze trafiał dokładnie tam, gdzie chciał i to go nudziło. Postanowił wyjść na miasto. „Tak... – pomyślał – Dziwnów jest piękny”. Postanowił pójść na plażę. W marcu nie ma na niej dużego ruchu, ale zawsze spacerują tam jakieś zakochane pary. Zszedł po schodkach prowadzących nad morze. W tym momencie zobaczył piękną, młodą dziewczynę. Była to długowłosa blondynka ubrana w sweter pokryty białymi i czerwonymi, poziomymi pasami. Na nogach miała dżinsy. Jak na marzec było dosyć ciepło – 18 stopni Celsjusza jest dosyć wysoką temperaturą o tej porze roku. Dziewczyna zapatrzona była w morze. Tomasz podszedł do niej i poklepał ją po tyłku. Nie obchodziło go to, że został natychmiast uderzony otwartą dłonią w policzek. To nie było ważne – jej pieniądze z tylnej kieszeni dżinsów były już w kieszeni jego czarnych spodni Adidasa. Był kieszonkowcem, chociaż robił to bardziej dla sportu, niż pieniędzy. Miał bowiem wypożyczalnię gokartów oraz sklep z rowerami, z których czerpał całkiem pokaźne zyski. - Przepraszam, nie chciałem pani urazić – powiedział do Blondynki. - Phi! – odpowiedziała i udała się w kierunku miasta. W tym samym czasie na planecie oddalonej zaledwie o 20,5 lat świetlnych od Ziemi przy owalnym stole rozmawiało kilka postaci. Było ciemno, człowiek nie zobaczyłby nawet ich zarysów bez pomocy noktowizora. Postacie jednak widziały wszystko doskonale. - Endrish myślisz, że Ziemianie są już gotowi? – jedna z postaci, siedząca u szczytu stołu rzuciła pytanie. -Myślę, że tak. – powiedziała postać siedząca po prawicy przedmówcy – Nawet jednak gdyby nie byli musimy zaryzykować ujawnienie. Gaarbowie zamierzają ich zaatakować. Ta mała planeta nie poradzi sobie bez pomocy z zewnątrz. - Jednak na Ziemi jest bardzo nieprzyjemny obraz „kosmitów”, jak nazywają formy życia pozaziemskiego. Pewnie będą się nas na początku bać. Nasi agenci rozmieszczeni na Ziemi dzięki urządzeniom umożliwiającym zmianę rozmiaru oraz wyglądu wskutek czego nie wyróżniają się oni od zwykłych mieszkańców tej planety, donoszą, że większość ludzi (tak nazywają oni swój gatunek) mogłoby na nasz widok chwycić za broń i próbować nas zabić. -Wiesz, że żadna ziemska broń, nawet rakiety, nie są w stanie nas zabić – mamy zbyt twarde łuski – ale faktycznie, gdyby zaczęli strzelać mogliby zginąć przez przypadek jacyś ludzie. - Powinniśmy ich przygotować – powiedziała postać pytająca wcześniej o gotowość Ziemian. – Nie zapominajmy, że ludzie myślą, iż jak jakiś osobnik z kosmosu jest gadem – tak nazywają grupę ziemskich zwierząt do których jesteśmy najbardziej podobni – to musi być zły. Powinniśmy pokazać im, iż jest inaczej. -Myślę, że wiem jak przygotować ludzi do spotkania z nami – powiedziała postać mówiąca wcześniej o postrzeganiu kosmitów przez ludzi. – Mamy pewną ilość agentów w NASA, oraz innych ziemskich obserwatoriach – to ziemska agencja zajmująca się badaniem wszechświata – Niech „odkryją” naszą planetę – wiedzą gdzie szukać – a nie, jak dotąd starannie ukrywają jej lokalizację. - Dobry pomysł, Androng – powiedziała postać siedząca u szczytu stołu. – Wydaj odpowiednie dyspozycje swoim agentom na Ziemi. Aha... Myślę, że ta baza w Chile będzie najwłaściwsza. - Tak jest, panie przewodniczący. 2 Obserwatorium astronomiczne La Silla, Chile. - Panie profesorze, panie profesorze – krzyknął młody asystent podniecony odczytami monitorów. – Nie jestem pewien, ale chyba odkryłem planetę typu Ziemia w systemie Gliese 581 - Proszę pokazać, Josh – powiedział starszy mężczyzna w białym uniformie będący najprawdopodobniej profesorem ~3~ - Oczywiście – odpowiedział – Czy mogę udać się do toalety? – zapytał profesora pamiętając, że nie wolno zostawiać stanowiska obserwacyjnego bez opieki - Tak, Josh, możesz załatwić swoją potrzebę. Analiza tych danych trochę mi zajmie, więc spokojnie zdążysz się odlać. Josh podziękował i udał się na drugi koniec hali należącej niegdyś do fabryki papieru toaletowego. Wszedł przez granatowe drzwi z białą tabliczką opisaną jako WC a następnie sprawdził, czy nie ma nikogo w żadnej z kabin. Nie było. Wyjął z kieszeni uniformu coś, co na pozór wyglądało na zwykłą komórkę. Było to jednak coś o wiele ważniejszego. Był to komunikator międzyplanetarny. - Zadanie wykonane – powiedział beznamiętnie przytrzymując jednocześnie przycisk wyglądający na przycisk przerwanie rozmowy. - Doskonale, Andrinh – powiedział głos po drugiej stronie linii. – Wracaj do zwykłych zajęć. I pamiętaj: ziemskie media powinny dowiedzieć się jak najszybciej o tym „odkryciu”. - Zrozumiałem. Bez odbioru. Josh schował „komórkę” do kieszeni i wyszedł z toalety. Natychmiast udał się na swoje stanowisko. Profesor siedział przed monitorem. Jego twarz wyrażała bezgraniczne zdziwienie. - Tyle razy przeszukiwaliśmy ten układ i nic – mówił powoli – a tu teraz jak diabeł z pudełka takie odkrycie! - Może to dlatego, że tydzień temu wymieniano anteny nadawczo-odbiorcze? – zapytał Josh. Cokolwiek by się stało nie może dopuścić, aby ktokolwiek się domyślił. Jeszcze nie teraz. - Tak... Tamte były o wiele słabsze. Być może nie docierały do nas jakieś informacje i... No w każdym razie tamte anteny były przestarzałe. Zamontowano je tutaj jeszcze w osiemdziesiątym piątym. – powiedział profesor. - Trzeba natychmiast powiadomić prasę – powiedział stanowczo Josh. – To ważne odkrycie i świat powinien dowiedzieć się o tym jak najszybciej. - Chyba masz rację... Jutro skontaktuję się z Associated Press. Teraz jest już za późno. O północy nikt nie będzie chciał ze mną rozmawiać, choćbym odkrył życie pozaziemskie. Josh uśmiechnął się w duchu. Profesor nawet nie wiedział jak blisko jest prawdy. 3 Tomasz siedział w swoim mieszkaniu i oglądał Fakty w TVN. W pewnym momencie prezenter zapowiedział materiał o nowo odkrytej planecie. „Hmm... Ciekawe...” – pomyślał i zrobił głośniej. W układzie Gliese 581, niecałe 20,5 lat świetlnych od Ziemi odkryto przedwczoraj planetę typu ziemskiego. Jak podaje Associated Press planeta prawdopodobnie nadaje się do życia i, być może, istnieje na niej życie. – Kto wie, może tam jest nawet INTELIGENTNE życie – mówi Josh Backs, odkrywca planety. Planeta otrzymała oznaczenie Gliese 581 C. Na tym materiał się skończył. Przez cały czas trwania pokazywana była animacja przedstawiająca domniemaną planetę oraz gwiazdę wokół której krążyła. *** Nargia, na Ziemi znana jako Anna Drąg szła ulicą Sopotu w kierunku Opery Leśnej rozmyślając czemu nie zauważyła gdy ten facet który łapał ją za tyłek wyciągnął jej dwieście złotych polskich z tylnej kieszeni jej spodni. „Szkoda, że nie wyłączyłam kamuflażu, gdy mnie tak bezczelnie obmacywał, myślała. Na pewno przestraszyłby się mojej prawdziwej postaci. W pobliżu nie było nikogo innego – nikt by nie uwierzył w jego opowieść”. Natychmiast sobie jednak przypomniała, że większość ludzi jest w gruncie rzeczy dobra i z rzadka zdarzają się osoby „złe do szpiku kości” jak to ludzie mówili. I dlatego chociażby jej rasa chciała mieszkańców Ziemi uchronić przed grożącym im niebezpieczeństwem. „Dobrze, że na jej prośbę Wywiad Międzyplanetarny jej planety sprawdził tego człowieka. Tomasz Wąs – adres zamieszkania: Brunatna 3/8, Dziwnów. Ma sklep z rowerami oraz wypożyczalnię gokartów. Często gra w Tibię, właściwie jest jej fanatykiem. Może powinna go poznać? W końcu będzie musiał z nią porozmawiać, nawet jeśli początkowo będzie myślał, że chce się zemścić za kasę. Tak postara się z nim zaprzyjaźnić. Nie była pewna dlaczego, ale czuła, że ten człowiek domyśli się szybko prawdy. Oraz tego, że jej cywilizacja chce pomóc Ziemi. A Nargii przeczucia zwykle nie zawodziły. ~4~ 4 Tomasz siedział w nadmorskiej, międzywodzkiej kawiarence. Już był czerwiec, a on ciągle nie mógł zapomnieć o tamtej blondynce, którą odciążył z dwustu złotych jeszcze w marcu. Dziwne. Zwykle zapominał o swoich ofiarach w przeciągu tygodnia. A o niej nie mógł. I czuł, że powinien oddać jej te dwieście złotych, gdyż ona jest kimś ważnym i że to może być dla niego w jakiś nieokreślony sposób użyteczne. „Cholerne wyrzuty sumienia, pomyślał. Jaka ona tam będzie użyteczna? Nie wyglądała na znaną osobę. Ot, zwyczajna dziewczyna z przedmieścia. Czyżby miłość?” Pomyślał. Czuł kiedyś miłość. Był zakochany w jednej młodej brunetce. Nie, to nie były ani wyrzuty sumienia, ani miłość. Wypił do końca butelkę coca-coli, którą kupił kilkanaście minut wcześniej, właśnie w tej kawiarence, po czym wsiadł do zaparkowanego niedaleko samochodu i pojechał w stronę Dziwnowa. Był już czerwiec, a Nargia wciąż nie zdecydowała się na odwiedzenie tego kieszonkowca. „Może dzisiaj? Tylko powinnam mu od razu pokazać, że nie żywię urazy z powodu tamtych pieniędzy, myślała. Szkoda, że on jest słabszy ode mnie pod względem fizycznym. Ludzi od nas różnią między innymi rozmiary. Gdyby nie urządzenia do zmiany rozmiaru, to ludzie by się od razu zorientowali. Osiemnastometrowy gad to nie jest coś, co się na Ziemi często spotyka” – pomyślała. Tak, czy inaczej zamierzała pójść do niego następnego dnia. 5 Tomasz siedział w domu. W sklepie tego dnia dyżur miał kolega, którego zatrudnił. W wypożyczalni natomiast pracowała matka tegoż kolegi. Nie za bardzo miał co robić, więc z nudów podszedł do okna. Z nudów odsunął zasłonę i z nudów zobaczył tę kobietę, którą wiosną odciążył z pieniędzy. Postanowił udawać, że go nie ma. Jeśli ona rzeczywiście szła tu do niego, to lepiej, aby go w tym czasie nie było w domu. Ponieważ na ucieczkę było za późno, więc stwierdził, że najlepiej będzie ignorować ewentualny dzwonek do drzwi. W tej właśnie chwili dzwonek zadzwonił. - Otwieraj – usłyszał zza drzwi. – Wiem, że tam jesteś, widziałam ruch zasłony. Ja się naprawdę nie gniewam o te dwieście złotych. - Ale ja nie mogę otworzyć – odparł Tomasz. - A to niby dlaczego?! - Bo mnie nie ma. - Jak nie ma, jak jesteś. Otwieraj, tchórzu! Tego było Tomaszowi za wiele. Jak go ktoś mógł tak poniżyć? Jak mógł go tak obrazić?! Żeby go tchórzem nazywać? 6 Nargia, zaraz po przyjeździe do Dziwnowa, poszła do sklepu rowerowego należącego do Tomasza. Za ladą jednak był jakiś mężczyzna. Inny mężczyzna. Postanowiła z nim porozmawiać. - Dzień dobry – powiedziała. - Witam – odpowiedział mężczyzna. – W czym mogę pomóc? - Ja do właściciela. - Przykro mi, ale Tomka nie ma – powiedział mężczyzna. Prawdopodobnie jest u siebie w domu. - Dziękuję – powiedziała Nargia i wyszła ze sklepu. Udała się natychmiast do mieszkania Tomasza. Przed wejściem do bramy spojrzała się w okna. Zauważyła ruch zasłony. Tomasz ją spostrzegł. Wchodząc na schody odnotowała obecność kilku pijaczków pijących „wino marki wino”. Zadzwoniła. Drugi raz. Trzeci. Tomasz wyraźnie ją ignorował, bo co do tego, że był w domu była pewna. Powiedziała mu, że się nie gniewa o te dwieście złotych, które od niej „pożyczył” oraz że widziała ruch zasłony, na co on bezczelnie odpowiedział, iż nie może otworzyć, gdyż... nie ma go w domu. Postanowiła wjechać więc mu na ambicję. Wiedziała, że wielu ludzi jest na tym punkcie przeczulona. Trafiła w sedno. ~5~ - Co?! Co, jak co, ale tchórzem nie jestem!!! – wrzasnął. – Dobra, dobra – powiedział już łagodniejszym, choć niezbyt zadowolonym tonem. – O co chodzi – powiedział otwierając drzwi. - Może tutaj nie jest najlepsze miejsce na rozmowę. Spotkajmy się jutro na plaży. Tam gdzie wtedy – powiedziała i skierowała się w stronę schodów. - Zaczekaj! – krzyknął Tomasz, ale Nargia go już nie słyszała. 7 Od tej rozmowy Tomasz był rozkojarzony. Nawet na Tibii nie mógł się skupić. „Co ona miała na myśli? Co mi chce powiedzieć? Już to, że pamiętałem o niej po przeszło dwóch miesiącach jest dziwne. A jeśli dołożyć to dziwne przeczucie, że ta znajomość może być użyteczna, to sprawa robi się bardzo tajemnicza” – myślał. W końcu uznał, że położy się wcześniej spać. Na szczęście, mimo całego rozkojarzenia, szybko zasnął. Dragonplanet a.k.a Gliese 581 C, 20,5 lat świetlnych od Ziemi - Panie przewodniczący, jedna z naszych agentek, Nargia doniosła, że nawiązała kontakt z człowiekiem o ponadprzeciętnych, jej zdaniem zdolnościach. - A cóż ten człowiek takiego zrobił, że Nargia uznała go za wyjątkowego, Androng? - Zabrał jej dwieście złotych, co przy smoczej czujności jest nie lada wyczynem. Zwłaszcza jeśli to nie jest zwykły smok, tylko agent Wywiadu Międzyplanetarnego. - Równie dobrze mogła się zamyślić – powiedziała postać z drugiego końca stołu. - Możliwe, Endrish, ale zauważ, że smoki mają niezwykłą podzielność uwagi w stosunku do ludzi, a Nargia ma ponadprzeciętną podzielność uwagi, nawet jak na smoka. Właśnie dlatego ją zwerbowaliśmy i przydzieliliśmy do sekcji ziemskiej. Dlatego to co zrobił ten człowiek jest nie lada wyczynem. Przyda się nam. A skoro już jesteśmy przy Ziemi... Ludzie poszukują pozaziemskich cywilizacji. Projekt ten nazywa się SETI. Monitorują tzw. szum kosmiczny. Myślę, że powinniśmy się z nimi skontaktować. Już czas. Endrish, ty odpowiadasz za sprawy techniczne. Czy nadajniki są już przygotowania do nadania komunikatów na Ziemię? - Tak, Androng. Wystarczy tylko odpowiednio zgrać wszystko w czasie. Anteny SETI powinny być skierowane w stronę naszego układu. Inaczej do ludzi transmisja nie dojdzie. Ludzie myślą, że nie da się osiągnąć nawet prędkości światła. Nam się to udało. Dzięki odpowiedniemu skalibrowaniu nadajników transmisja pomknie z kilkudziesięciokrotną prędkością światła. Dzięki temu na Ziemi znajdzie się kilka minut po nadaniu. - To kiedy nadajniki mogą nadać sygnał? - Nawet teraz. - Dobrze. Na ziemi doba trwa 24 godziny. U nas trwa ich 28. Jutro o 14:00 czasu ziemskiego obowiązującego w siedzibie SETI moi agenci spowodują skierowanie anten na nasz układ. Nadajniki mają być do tego czasu ustawione w kierunku Ziemi, aby maksymalnie ułatwić transmisję sygnału – powiedział przewodniczący. - Dobrze, panie przewodniczący. Sygnał jest już nagrany? - Tak. Ludzie będą mogli odebrać go na zwykłym radioodbiorniku. Oczywiście częstotliwość będzie tak dobrana, aby usłyszeli go tylko ci z SETI. I, rzecz jasna nie mieli wątpliwości, że jest to sygnał nadany z „nieco” dalszego obiektu niż satelita obsługujący ziemską telewizję – potwierdził przewodniczący. 8 Tomasz obudził się wcześnie. Uznał, że ta dziewczyna jeszcze się nie obudziła i po zjedzeniu śniadania włączył komputer, zalogował się do systemu i, po uruchomieniu KDE, kliknął menu „K”, wybrał podmenu Gry i po krótkim namyśle wybrał pozycję Frozen Bubble. Nie chciało się mu dzisiaj grać w Tibię. Postanowił pobawić się w strącanie kolejnych kolorowych bąbli. Przegrał na 28 poziomie. Wyłączył grę i ze zdziwieniem zauważył, że jest już 9:30. Kiedy siadał do komputera była 6:00. Pomyślał, że ona już czeka i wyszedł z domu zamykając za sobą drzwi na klucz. Zwykle tego nie robił. Czyżby zmieniał się w ~6~ paranoika? Nie, to zwykła ostrożność – w końcu tutaj jest tylu złodziei, zwłaszcza w sezonie. Dzisiaj również nie musiał iść do pracy. Znowu pracowali jego kolega i mama tegoż kolegi. Z tą różnicą, że kolega był w wypożyczalni, a jego mama w sklepie. Gdy doszedł do zejścia na plażę ogarnął go dziwny strach. „Najpierw ją okradłem. Potem nie mogłem o niej zapomnieć, chociaż co do tego, że nie jestem zakochany mam absolutną pewność. Żadnej potrawy ostatnio nie przesoliłem. Teraz ona do mnie przychodzi. I jeszcze to dziwne przeczucie... Coś tu jest nie tak” – myślał. Po chwili doszedł jednak do wniosku, że i tak już za głęboko w to wszedł, żeby się wycofać oraz że później by żałował, że z nią nie rozmawiał. Szedł powoli, jakby chciał odwlec to, co nieuniknione. Gdy podszedł do niej usłyszał: - Witaj, jak się nazywasz? 9 Nargia obudziła się o 7:30. Przekazała zwierzchnikom, że dzisiaj będzie rozmawiać z tym człowiekiem. Po kąpieli i sprawdzeniu czy na stronie ukrytej pod adresem IP, nie posiadającej domeny, jakiś inny agent nie zostawił dla niej żadnych wiadomości. Nie zostawił. Poszła więc na plażę, dokładnie w to samo miejsce co wtedy, kiedy Tomasz „zniknął” jej dwieście złotych. Rozejrzała się. Wokół nie było nikogo. Wysoka skarpa pokryta gąszczem sosen i krzaków, których nie rozpoznawała zasłaniała wszelki widok zarówno z jaki na ulicę znajdującą się powyżej. Mogła się spokojnie zmienić. Nikt postronny by jej nie zauważył. Nie chciała się jednak mścić o marne dwieście złotych, które dostała z dowództwa. Jeśli zgłosiłaby taką potrzebę, to daliby jej nawet ćwierć miliona funtów brytyjskich, a w przeliczeniu na złotówki... Miała już iść, kiedy w pobliżu wyczuła Tomasza. Nie odwracając się zapytała się go o imię, chociaż już je znała. Nie chciała, żeby później się dziwił skąd je znała. - Nazywam się Tomasz – powiedział. - A ja jestem Anna – Nargia podała mu swoje ziemskie imię. Nie chciała wzbudzać jego podejrzeń. Oczywiście mogłaby mu wmówić, że to obce imię, ale to i tak mogło obudzić jego czujność. Po za tym wszyscy na Ziemi, no może po za innymi agentami znali ją jako Annę Drąg, a jak wiadomo dobre kłamstwo to spójne kłamstwo. - Pewnie chcesz z powrotem swoje dwieście złotych? – zapytał. – Masz. - Właściwie to chciałabym się dowiedzieć, jak to zrobiłeś. Zwykle jestem bardzo czujna – powiedziała. Musiała tak nakierować rozmowę, aby miał szansę na opowiedzenie o sobie. I swoich umiejętnościach – jeśli posiadał jeszcze jakieś inne, to mogły się one również przydać. Tak samo jak umiejętności doliniarskie. - Wiesz, dobry kieszonkowiec nie zdradza swojego warsztatu. To jest pierwsza zasada kieszonkowców. - A druga? - Bezwzględnie słuchać się pierwszej. Chociaż... jest jeden wyjątek. - Jaki? - Musiałabyś zostać moją uczennicą. Nargia nie miała wyjścia. Została uczennicą Tomasza. Oznaczało to między innymi zamieszkanie razem. „To dobry sposób, żeby wychwycić jego inne umiejętności. Dowództwo będzie zadowolone, jeśli wychwycę możliwie jak najwięcej jego dodatkowych talentów. Tylko muszę uważać, żeby się nie domyślił. Jeśli jednak to zrobi, trzeba będzie mu wszystko wyjaśnić. W końcu my chcemy pomóc ludziom, a nie ich skrzywdzić. Zapewnienie pewnie nie wystarczy, więc trzeba będzie mu pokazać naszą planetę. Tylko żeby nie zrobił głupstwa...” – myślała. 10 Siedziba SETI, gdzieś w stanie Nevada, USA. Sanroug, znany wszystkim jako Andrew Smith siedział przed monitorem, nudząc się. Nagle zadzwoniła jego komórka, a przynajmniej wszyscy myśleli, że to komórka. Odebrał. - Od 1:52 PM do 3:35PM anteny mają być skierowane w stronę ojczyzny. - Rozumiem, że zamierzacie nadać dla nas komunikat, tak? - Owszem. Zamierzamy. Ludzie są już gotowi. Na początku nadamy komunikat obliczony wyłącznie pod SETI. Potem zamierzamy nadać transmisję dla ludzi. Aha, zapomniałbym – będzie to transmisja radiowa, częstotliwość 444,5 MHz. ~7~ - Do widzenia. Wyłączył komunikator międzyplanetarny. Był jednym z ludzi, a przynajmniej innym się wydawało, że jest człowiekiem, odpowiedzialnym za ustalenie badanego układu oraz częstotliwości na której prowadzony był nasłuch. Dlatego skontaktowano się właśnie z nim. Spojrzał na zegarek. Była 11:34 AM. Ponieważ kalibracja anteny zajmuje trochę czasu, postanowił wydać odpowiednie zarządzenia. Gdy już naukowcy zostali poinformowani o ponownym przeszukaniu układu Gliese 581 na częstotliwości 444,5 MHz zaplanowanym na godzinę 1:52 PM i kiedy upewnił się, iż rozpoczęli kalibrację urządzeń (kilku naukowców gderało, że znowu przeszukiwać będą układ w którym najprawdopodobniej życia nie ma, gdyż gdyby było już dawno dało by o sobie znać – w końcu zaglądali już tam po raz któryś z kolei) udał się do gabinetu na małą drzemkę. Ziemski klimat, przynajmniej w tym miejscu nie działał na niego najlepiej. Obudziła go jakaś kobieta. Gdy dotarło do niego, że to kierowniczka pionu badawczego oraz że mówiła o odkryciu jakiejś transmisji – natychmiast się obudził. - Miał pan nosa – powiedziała. – Odkryliśmy jakąś transmisję. Wszystko nagraliśmy. Mam nadzieję, że to nie jest kolejny żart. Dane wskazują, że jest to nagranie audio. Nagraliśmy więc to na kasetę i zaraz zostanie odtworzone w sali badawczej – dokończyła. Salą badawczą nazywano pomieszczenie, gdzie przed kilkudziesięcioma monitorami siedzieli ludzie (i nie tylko – ale o tym wiedział jedynie Sanroug) i analizowali dane. Gdy weszli do sali badawczej sprzęt audio właśnie był podłączany do dwóch półtorametrowych kolumn. Jeden technik włożył do wieży kasetę. Sanroug usiadł na średnio wygodnym krześle w kolorze płyty gramofonowej. Zarządził odtworzenie nagrania. Przyjaciele z Ziemi! – dobyło się z głośników – Chcieliśmy się z wami od dawna skontaktować, lecz nie wiedzieliśmy, czy jesteście gotowi. Jesteśmy bowiem rasą inteligentnych gadów. Dosyć dużych gadów, jeśli wiecie co mam na myśli – Sanroug wiedział. – Wiemy jednak, że wy, ludzie myślicie, iż jeśli istnieją w kosmosie inteligentne gady, to nie są zbyt przyjaźnie nastawione do ludzi. Chcemy wam uświadomić, że jest inaczej. Posiadamy bardzo rozwiniętą technologię. Zamierzamy was nauczyć wielu nowych dla was rzeczy. Niedługo w telewizorach zobaczycie transmisję z naszej planety. Wszystko już jest przygotowane. Nasza technologia pozwala między innymi transmisję, jak wy to nazywacie „na żywo” na odległości sięgające tysięcy lat świetlnych. Aha jeszcze muszę wam powiedzieć trzy rzeczy na koniec. Pierwsza – przewodniczę rządowi naszej planety. Druga – naszą planetę nazywamy Dragonplanet – niedługo domyślicie dlaczego – Sanroug już wiedział – I na koniec trzecia – najważniejsza: na Ziemi mamy pełno agentów nie odróżniających się niczym od typowych ludzi. Nie zdziwcie się więc, kiedy po transmisji telewizyjnej jeden z waszych kumpli, którego znacie od lat przyzna się wam że jest naszym tajniakiem. Nagranie skończyło się. Ktoś zapytał się, czy puścić jeszcze raz. Sanroug odparł, iż nie trzeba. Wiedział, że niedługo będzie mógł się ujawnić. Miał już serdecznie dość tego ciągłego ukrywania i kłamstw, żeby tylko nie zostać wykrytym. Powiedział później naukowcom oraz innym osobom słuchającym tego nagrania, że za nic w świecie nie mogą nikomu powiedzieć o tym co usłyszeli. Znał ludzi i wiedział, że ktoś na pewno puści parę. Na wszelki wypadek opowiedział wszystko swojej sekretarce o której wiedział, że jest straszną plotkarą. A także to, iż zakaz mówienia o tym co jej powiedział tylko jeszcze bardziej zachęci ją do plotkowania. Gdy wychodziła zapytał się, czy na pewno nikomu nie powie. Przysięgła na grób swojej matki. Sanroug wiedział jednak, że matka jego sekretarki żyje i ma się dobrze. To był dobry znak. Po kilku godzinach przybiegł do niego jeden z naukowców. Najgorszy, jeśli chodzi o wiedzę, ale straszny lizus i donosiciel. Stwierdził, że jeden z naukowców zwołał konferencję prasową i opowiada co było w nagraniu. Sanroug włączył telewizor. Włączył kanał 4 i śledził przebieg konferencji. Wkrótce ktoś podrzuci kilku dziennikarzom kopie nagrania. Znajdą je w swoich skrzynkach na listy. Na każdej kasecie będzie napisane WAŻNE, KONIECZNE PRZESŁUCHAĆ. W pobliżu będzie krążył niebieski ford escort... 11 Nargia zaczęła się uczyć, jak to Tomasz określił „zdobywania potrzebnych przedmiotów”. Najpierw musiała męczyć się z teorią, ale jakoś przez to przebrnęła. Przyszedł czas na praktykę. Tomasz włączył jakiś program. - Usiądź przed ekranem – powiedział. - Dobrze, co dalej? - Teraz... strzałkami się poruszasz, prawy Ctrl – wysuwasz prawą rękę do kieszeni. Lewym – lewą. To chyba proste. Pamiętaj: ofiara nie może cię zauważyć. Tak jak w życiu. A zresztą wszystko masz w pomocy. Masz ją pod F1. Teraz poćwicz. Jak pewnie pamiętasz najłatwiejszymi celami są ludzie wyglądający na zamyślonych. Albo ci, którzy trzymają przedmioty w wierzchnich kieszeniach – powiedział Tomasz i wyszedł. Nargia wcisnęła F1. Pokazała się plansza pomocy, na której było napisane to samo, co przed chwilą powiedział jej Tomasz. Pod spodem zauważyła napis pisany „maczkiem” spojrzała się. Napis brzmiał: Top Thief Trainer. Copyright ©2003 To- ~8~ masz Wąs. „A więc ten program napisał Tomasz. Czyli do jego umiejętności należy dopisać programowanie. Skoro on napisał ten program, to gdzieś tutaj powinny być kody źródłowe. Wyciągnięciem hasła zajmę się później, myślała. Na szczęście nasza rasa potrafi czytać w myślach. Nie tylko ludziom. Niedługo pewnie nauczą ludzi blokować niektóre myśli, ale na razie skorzystam ze sposobności i odczytam hasło”. Wróciła do treningu. W tym momencie zadzwonił jej komunikator. - Co się dzieje – zapytał Tomasz. - A... nic, komórka mi dzwoni. - A, to rzeczywiście nic. Odebrała. Dowiedziała się, że ma się spotkać z jednym agentem w pobliskim lesie dzisiaj o 22:30. Postanowiła przerwać trening i położyła się wcześniej spać. Tomasz na szczęście nic nie powiedział i zrozumiał, że taka młoda dziewczyna może być zmęczona natłokiem informacji. Nargia nastawiła budzik na godzinę 22:00. 12 Tomasz położył się o godzinie dwudziestej. Obudził go dźwięk budzika. Dochodził z pokoju Anny. Po chwili usłyszał dźwięk otwieranych drzwi wejściowych, a następnie szczęk kluczy w zamku. „Gdzie ona może wychodzić o tej porze” – pomyślał. Podszedł do okna. Anna szła w kierunku pobliskiego lasu. Postanowił iść za nią. Wyszedł z mieszkania, następnie ukrywając się za samochodami oraz innymi rzeczami śledził ją. Weszła do lasu. Co ona wyprawia? Ponieważ już znajdował się pod osłoną krzewów, drzew oraz głębokiego, jak to nocą bywa, cienia, szedł niemal równo z Anną. Weszła na jakąś polanę. Tomasz został w ciemności. Na polanie stał jakiś mężczyzna. Brunet, na oko metr osiemdziesiąt, ubrany w brązową skórzaną kurtkę oraz biały podkoszulek. Na nogach miał dżinsy. Tomasz podkradł się bliżej, gdyż zauważył, jedno z drzew stojące na tyle blisko pary, że mógł wszystko słyszeć. - Nikt cię nie śledził? – zapytał się mężczyzna. - Na szczęście nie – odpowiedziała Anna. – Ale przez moment wydawało mi się, że ten człowiek u którego mieszkam jest niepokojąco blisko. - Mam nadzieję, że jednak nie, Nargia. Rozumiesz chyba, że chociaż ludzie i tak się nie długo dowiedzą mogą się nas bać? Przynajmniej w naszej prawdziwej postaci. - W każdym razie ludziom nie może nic się stać. Są słabsi od nas. Przynajmniej fizycznie. Potrafię wczuć się w ich sytuację. Wielkie gady przychodzą do małych słabych istot, które mogą zrobić trzy rzeczy 1 – walczyć, niezbyt rozsądne, wszak nas nawet rakiety nie mogą skrzywdzić, 2) uciec, średnio rozsądne, 3) spróbować się zaprzyjaźnić. - Myślę, że po transmisji wybiorą trzecią opcję, zwłaszcza, że chcemy ich uratować. - Tak... Ale chyba nie przyszliśmy tu na pogaduszki. – powiedziała Anna, a raczej Nargia. - Tak. Umieść ten nadajnik jak najwyżej. To wzmocni transmisję i pozwoli na przesłanie planów urządzeń transportowych – powiedział mężczyzna. - Czy myślisz, że ludzie wytrzymają atak Gaarbów? - Tak. Z naszą pomocą. Teraz idź i sprawdź, czy Tomasz śpi. Jeśli tak, to znaczy, że ci się tylko wydawało. Tomasz pobiegł na skróty do domu. Tą drogę odkrył jeszcze będąc dzieckiem. Dobiegł wyraźnie przed nią. Położył się do łóżka i udawał sen. Usłyszał szczęk zamka. „W samą porę” – pomyślał i zasnął. Był zbyt zmęczony wydarzeniami ostatniego dnia. Nargia, zaraz po spotkaniu wróciła tą samą drogą do mieszkania Tomasza. Natychmiast weszła do jego pokoju. „Uff, pomyślała, śpi. Na szczęście nic nie wie. Lepiej się też położę. Jeśli się obudzi, może się zdziwić, czemu jestem na nogach”. Położyła się spać, oczywiście w swoim pokoju. ~9~ 13 Tomasz obudził się wcześnie. „Nargia, tak? A mnie przedstawiła się jako Anna... Lepiej nie będę poruszał tych spraw przy śniadaniu. Ale później... No, nieważne. W każdym razie prawdopodobnie zapyta się mnie, gdzie jest najwyższy punkt w mieście” – pomyślał. Zauważył, że Anna vel Nargia, albo odwrotnie, obudziła się. - Cześć, Ania – powiedział. – To co jemy na śniadanie? - Może kanapki z serem... - Już się robią – powiedział Tomasz i udał się do kuchni. Po dwudziestu minutach śniadanie było gotowe. Zjedli je w ciszy nie odzywając się ani jednym słowem. - Wiesz co? Chciałabym później pójść na miasto. Wiesz gdzie jest najwyższy punkt w mieście? – powiedziała Nargia. - Ależ oczywiście, że wiem gdzie jest. To ten nowy wieżowiec, ten co w marcu był jeszcze w budowie. Zdaje się, że jest hotelem – powiedział. – Ale chyba nie chcesz podziwiać widoków, prawda... Nargia? – dodał po chwili wahania. - Skąd znasz moje prawdziwe imię? - Powiedzmy, że mam swoje sposoby – odrzekł Tomasz. - Byłeś tam!!! – krzyknęła. - No... Dobrze ci się wydawało. - Ale jak zdążyłeś dojść do mieszkania przede mną? - Znam skrót. - To wszystko wyjaśnia... – powiedziała Nargia. – W każdym razie będziemy musieli później porozmawiać. Muszę ci wszystko opowiedzieć. - Dobrze... Ale najpierw idź zamontować ten nadajnik... czy co tam masz. Nie znam się za bardzo na elektronice... - No dobrze. W każdym razie słyszałeś wszystko? - Tak. Inaczej nie musiałbym ze skrótu korzystać. A i tak musiałem biec. Siedziba główna CIA, Langley, piątek, 23.07 Dyrektor CIA siedział zamyślony. Ta konferencja prasowa, później to nagranie, które ukazało się jednocześnie w kilkunastu gazetach. Albo to był bardzo przemyślany dowcip, albo to był prawdziwy przekaz... Nie, Anthon Jones miał na to za małą głowę. Czy, zakładając, że to nie był dowcip, mają dobre zamiary w stosunku do ludzi? Z nagrania wynikało, że tak. Jednak przecież w swojej długoletniej karierze sam posługiwał się kłamstwem, aby zdobyć określone informacje lub dobra. Rozmyślenia przerwał dzwonek interkomu. - Tak? - Pewien mężczyzna chce z panem rozmawiać. Nie pracuje dla nas, ale twierdzi, że posiada informacje mogące się przydać Agencji. - Proszę go wpuścić – odpowiedział Anthon. Byłby głupcem, gdyby nie wysłuchał potencjalnie użytecznych informacji. Po atakach na WTC to się nie może powtórzyć. Wszedł młody mężczyzna, brunet, na oko metr osiemdziesiąt. Na sobie miał brązową kurtkę, pod spodem miał biały podkoszulek. Był to ten sam mężczyzna, który rozmawiał z Nargią. ~10~ - Witam, panie dyrektorze – powiedział. - Dzień dobry. Co to za informacje? - Wszystko ma pan w tej walizce. Kod zamka 932. Po obu stronach. Walizka była czarna, z zamkiem szyfrowym. Oba zamki były ustawione na 000. Kiedy Jones zajął się otwieraniem walizki mężczyzna po prostu zniknął. Gdyby pomieszczenie było monitorowane, ochrona zauważyła by, że mężczyzna zniknął w jednej chwili. 14 Tomasz siedział przy stole pijąc herbatę. Czekał na powrót Nargii. Mimo, że minęło już pół godziny, jeszcze nie wracała. Gdy już miał iść jej szukać, usłyszał szczęk klucza w zamku. „No nareszcie, pomyślał. Teraz mi wszystko wytłumaczy. Mam nadzieję, że choć trochę zrozumiem. Ona należy do bardziej zaawansowanej cywilizacji, niż ja. Lepiej nie będę się jej narażał. Ten nadajnik był wielkości karty SIM...”. - Miałam drobne problemy z montażem. Nie mogłam znaleźć miejsca, gdzie nadajnik nie spadłby. Na szczęście się udało. Po za tym musiałam zameldować w dowództwie, że wiesz. - Aha... Ale chyba nie będę miał w najbliższym czasie jakiegoś „wypadku”, co? - Nie, my nie z takich – Nargia uśmiechnęła się. – W każdym razie i tak byś się niedługo wszystkiego dowiedział. Więc po co czekać? - Dobra, to opowiadaj... - Kiedyś już próbowaliśmy z wami się zaprzyjaźnić, ale na waszą planetę wybraliśmy się w naszych prawdziwych postaciach – wielkich gadów. I to był nasz błąd. Zdaje się, że ten okres nazywacie średniowieczem. W każdym razie ludzie nas się bali i ze strachu atakowali. Oczywiście żadna broń wyprodukowana dotąd przez człowieka nas się nie ima, nawet rakiety, więc kiedy ktoś miał dosyć udawał trupa. Gdy ludzie sobie poszli upewniwszy się, że nie żyje podnosił się i kontaktował się z dowództwem, aby go zabrali. W końcu żaden z nas nie został na Ziemi. Postanowiliśmy jednak ponowić próbę za jakiś czas. Opracowanie technologii zmniejszania i zmiany postaci zajęło nam trochę czasu. Gdy już stworzyliśmy i przetestowaliśmy wszystkie urządzenia postanowiliśmy wrócić na Ziemię. Tyle, że jako ludzie. Z lekkim zdziwieniem zaobserwowaliśmy, że ludzie uważają nasze istnienie za bajki. - Ale powiedzcie jakimi stworzeniami z naszych mitów jesteście – powiedział Tomasz, chociaż już wiedział co usłyszy. Chciał się jednak upewnić. Określenie „wielkie gady” w końcu pasowało do niewielu mitycznych bestii... - Smokami, Tomku, smokami. Wracajmy jednak do naszej opowieści. Tak, jak już ci powiedziałam, chcieliśmy się z ludźmi zaprzyjaźnić jednak pierwsza próba nie udała się. Gdy osiągnęliście już jako-taki poziom techniczny postanowiliśmy rozmieścić naszych agentów we wszystkich ważniejszych ludzkich instytucjach zajmujących się badaniem kosmosu. Także tych ufologicznych. Dopóki nie uznaliśmy, że jesteście gotowi, musieliśmy ukryć przed wami naszą planetę. Moglibyście źle zrozumieć nasze intencje, jeśli byście przypadkiem odkryli naszą planetę. - Tak... Co do przypadkowego odkrycia waszej planety i zrozumienia waszych intencji, to masz rację. Ale powiedz mi jedną rzecz. Skoro jesteście smokami i żadna ludzka broń was się nie ima, to co powiesz o opowieściach, w których jakiś rycerzyk obcina smokom głowę? - Zwyczajne bujdy. Tomasz nie mógł uwierzyć w to co słyszał. Jednak opowieść Nargii wyjaśniała wszystko. Nigdy nie odnaleziono szkieletu smoka, bo wszystkie się z Ziemi powynosiły. Te bajki o ściętych smokach rzeczywiście mogły być przechwałkami rycerzy, którzy chcieli być sławnymi. - No dobra. Czy umiesz się przemieniać? - Czy potrafię przybrać swoją prawdziwą postać? Tak. - No więc udowodnij mi to. Chodźmy na tę plażę. Jest tak osłonięta, że nikt z miasta tego nie zauważy, w końcu osłania ją dwudziestometrowa skarpa pokryta gęsto sosnami i innymi krzakami. Dodatkowo tam nikt nie chodzi. Może to przez te śmieci które się wszędzie walają. Ta plaża od lat służy za dzikie wysypisko. ~11~ - Dobrze, pokażę ci, tylko żebyś się nie przestraszył. - Oczywiście. 15 Anthon Jones siedział w swoim domu, robiącym kiedyś za skrytkę CIA. Wciąż nie mógł się pozbierać po tym, co przeczytał. W walizce były dokumenty wskazujące na to, że obca cywilizacja, którą rządzi odpowiednik Hitlera, tyle, że w międzyplanetarnym wydaniu, zamierza zaatakować Ziemię. Być może tamta rasa chce nas właśnie uratować przed nimi. Gaarbowie, bo tak w dokumentacji była nazywana ta cywilizacja, chcą zniewolić ludzi. „Bez pomocy sobie nie poradzimy, myślał. Ich statki są o wiele doskonalsze od naszych wahadłowców. Nawet gdy zainstalować tam najnowocześniejszą broń, nie mielibyśmy z nimi szans. Dobrze, chyba się położę. Nie mogę myśleć o tych sukinsynach z kosmosu”. W tym samym czasie odbywało się kolejne zebranie rządu Dragonplanet dotyczące Ziemi. Tym razem sala była jasno oświetlona. - Endrish, czy wszystko jest już przygotowane do transmisji? - Tak, panie przewodniczący. Tylko ludzie mogą się zdziwić, kiedy ich ulubiony program zostanie zastąpiony transmisją z naszej planety. - Mogą się dziwić. Byle się nie przestraszyli – powiedział Androng. - W każdym razie twoi agenci rozmieścili nadajniki wzmacniające, prawda? - Tak, panie przewodniczący. - No to chyba możemy to zakończyć. Tomasz szedł plażą obok Nargii. Wiedział, że wpakował się w coś niezwykłego oraz że raczej trudno będzie mu się z tego wyplątać. - Nikogo nie ma, skarpa świetnie zasłania widok z miasta, chyba możesz się przemienić – powiedział. - Dobra, tylko się odsuń. W swojej prawdziwej postaci jestem dosyć duża. - Rozumiem. Gdzie mam się odsunąć? - Myślę, że pod tamtą metalową siatkę wystarczy. Tomasz odsunął się. Nargia najpierw zmieniła się w smoka ludzkich rozmiarów, potem zaczęła się powiększać. Jej łuski, na czubku głowy zielone, stopniowo przechodziły w błękitne przy jej stopach. Na oko miała osiemnaście metrów wysokości. - U-aaa... Gdybym nie wiedział, że nie zrobisz mi krzywdy, natychmiast bym uciekł – rzekł Tomasz. - Widzisz, Tomasz – powiedziała Nargia o wiele grubszym głosem niż zwykle. – Ludzie przestraszyliby się nas, gdybyśmy ot tak wyszli na ulice miast. Dlatego właśnie zmieniamy się w ludzi – powiedziała Nargia zmieniając się z powrotem w człowieka. - Chyba masz rację. Powiedz mi, czy potraficie czytać ludziom w myślach? Nargia zastanowiła się przez chwilę. Gdyby powiedziała mu o tym prawdopodobnie chciałby nauczyć się blokowania umysłu. „A niech tam, pomyślała. I tak niedługo się dowie, jak nie ode mnie, to od kogo innego”. Postanowiła powiedzieć mu prawdę. - Tak, potrafimy. I nie tylko ludziom – sformułowała odpowiedź. – Ale bez pozwolenia nie zagłębiamy się w czyjeś myśli. Dlatego byłam zaskoczona, kiedy wypowiedziałaś moje prawdziwe imię. - Czyli, gdybyś chciała mogłabyś zobaczyć wszystkie moje wspomnienia? ~12~ - Tak. Ale nie chcę. 16 Tomasz siedział na łóżku rozmyślając nad ostatnimi, niezbyt prawdopodobnymi zdarzeniami. Nargia pojechała załatwiać jakieś swoje sprawy. Oczywiście Tomasz, jeśli był w towarzystwie innych ludzi, nazywał ją Anną. Wiedział, że na razie nikt nie może się o niczym dowiedzieć. Jego rozmyślania przerwał dźwięk komórki. Wyciągnął swoją Nokię 6030, wyglądającą dokładnie jak komunikator międzyplanetarny i wcisnął przycisk odebrania połączenia. - Halo? - Tomek, włącz telewizor. Obojętne na jakim kanale, ale włącz – powiedział jego kolega pracujący tego dnia w jego sklepie. - Franek, a co się stało? - Nie gadaj tylko włącz. A tak przy okazji... Mógłbyś wziąć za mnie wziąć jutro dyżur w wypożyczalni? Muszę załatwić kilka spraw. - Jasne – powiedział Tomasz i się rozłączył. Na ekranie włączonego w międzyczasie telewizora zobaczył czerwonego smoka. Wiedział co to oznaczało. Rodacy Nargii postanowili się skontaktować z ludźmi. Tak, drodzy przyjaciele. Już kiedyś próbowaliśmy się z wami skontaktować. Pod naszymi prawdziwymi postaciami. Niestety baliście się nas. Musieliśmy się wycofać. Na Ziemi rozmieściliśmy naszych agentów, zmienionych dzięki naszej technologii w ludzi. – Na ekranie pokazała się maszyna ze specjalną kapsułą w środku. – Za pomocą tej maszyny możemy wszczepić specjalne implanty, także ludziom, dzięki którym potrafimy za pomocą myśli przybrać postać człowieka. Implanty te dają również szereg innych umiejętności, ale o tym przekonacie się kiedy indziej. Wracajmy jednak do przemiany. Później równie łatwo możemy przybrać naszą prawdziwą postać. Niektórzy z was pewnie to widzieli – to zdanie zdawało się być kierowane do Tomasza. – W każdym razie nie musicie się nas bać. Nic wam nie zrobimy. Niedługo prześlemy wam schematy silnika, który pozwoli na podróż na odległości rzędu setek lat świetlnych w ciągu kilku minut. Prześlemy je poprzez naszych agentów. Do schematów dołączone będą instrukcje montażu oraz użytkowania. Jeszcze chciałbym was poprosić o jedną rzecz. Jeśli domyślicie się, że ktoś z waszych znajomych jest naszym agentem, nie bójcie się mu o tym powiedzieć. Nie wykonujcie też jego próśb „ze strachu”, gdyż naprawdę nie chcemy, abyście się nas bali. Teraz wyłączymy nasze nadajniki. Za trzy sekundy telewizja powróci do normalności. Trzy... Dwa... Jeden... Włączył się normalny program telewizyjny. Okazało się, że był nim Discovery Channel na którym właśnie leciał program o UFO. „Co za ironia...” – pomyślał Tomasz i wyłączył telewizor. Komentarze w prasie, radiu, telewizji oraz internecie były różne. Od opinii mówiących, że smoki nie zrobią ludziom najmniejszej krzywdy, do komentarzy mówiących o tym, że jest to bardzo sprytnie rozplanowana inwazja. Któregoś dnia Tomasz zamierzał sprawdzić pocztę. Wpisał w przeglądarkę adres www.o2.pl. Zobaczył „Wiadomość dnia” serwisu o2.pl i aż go zamurowało. Otóż premier Kaczyński wypowiadał się na temat smoków. Kliknął na hiperłącze. „Zobaczymy, co ten kre... znaczy się człowiek myśli na ich temat, pomyślał. Pewnie obwinia o wszystko Układ i Szarą Sieć”. Artykuł załadował się. Ostatnie dni były pełne emocji. Okazało się, że nie jesteśmy sami we wszechświecie. Na odkrytej niedawno planecie Gliese 581 C, zwanej również Dragonplanet odkryto inteligentne życie. Nie były to jednak zwykłe „szaraki”, czyli zdaniem ufologów najpopularniejsza rasa Obcych. Były to inteligentne gady, postacie z naszych mitów, a mianowicie smoki. Są jednak ludzie, którzy mimo wszystkich dowodów uważają, że to zwyczajny dowcip. Sprytny, ale dowcip. Jednym z tych ludzi jest premier Jarosław Kaczyński. Jak twierdzi jest to kolejny spisek Układu Okrągłostołowego. Wobec tego stanu rzeczy Donald Tusk, lider Platformy Obywatelskiej zastanawia się czy nie złożyć wotum nieufności wobec rządu. – Czekam teraz tylko na opinię psychiatrów analizujących obecnie wypowiedzi premiera z ostatnich trzech miesięcy. Mają oni stwierdzić, czy pan premier jest w pełni władz umysłowych – mówi. Pytanie o to, czy premier nie przeżywa załamania nerwowego nie jest bezzasadne. O smokach dowiedzieli się najpierw Amerykanie. Układ, nawet jeśli istnieje, nie mógłby mieć z tym nic wspólnego – dotyczy wszak tylko naszego kraju. Tekst był okraszony fotografiami. Jedno zdjęcie szczególnie zainteresowało Tomasza. Przedstawiało ono bowiem Nargię tego dnia, kiedy pokazała mu swoją prawdziwą postać. „Kurde, jakiś paparazzi zrobił zdjęcie. Raczej przypadkowo, gdyż wtedy świat jeszcze nie wiedział o Dragonplanet, ale lepiej pokażę to Nargii. Ona będzie wiedziała co z tym zrobić”. W tej chwili usłyszał dźwięk zamka. Do pokoju weszła Nargia. - Co robisz? – zapytała. ~13~ - Nic... Zobacz znalazłem w internecie artykuł o twoim gatunku. Treść jest średnio ciekawa, ale zobacz na to zdjęcie – odrzekł Tomasz pokazując to zdjęcie wykonane na plaży. - Ktoś przypadkiem zrobił zdjęcie tuż po mojej przemianie. - Szkoda tylko, że raczej nie jest możliwe, abym zamieszkał na twojej planecie – Tomasz nagle zmienił temat. - Czemu nie? – odpowiedziała Nargia. – Dowództwo pewnie się zgodzi, ale będziesz przez pierwsze kilka tygodni bardzo uważać, dopóki inni się nie przyzwyczają, że należy patrzeć, gdzie się idzie - mówiła. – No chyba, że chcesz być rozdeptany... Wtedy nie musisz uważać. - Nie, raczej nie chcę być rozdeptany – powiedział Tomasz uśmiechając się w duchu. Udało mu się nakłonić Nargię do przetransportowania go na Dragonplanet. Przez następne kilka dni Nargia opowiadała mu o życiu na jej planecie. Opowiedziała mu o elektrowniach przesyłających prąd bezprzewodowo oraz o innych rzeczach, albo niespotykanych na Ziemi, albo będących jeszcze w fazie testów, wskutek czego bardzo drogich. W końcu któregoś dnia Nargia powiedziała, żeby przyszedł o godzinie dwudziestej na tą samą polanę, gdzie ona rozmawiała z tym agentem. Powiedziała, że będzie tam czekał na niego tunel czasoprzestrzenny, który przeniesie go na Dragonplanet. - Tunele czasoprzestrzenne utrzymują się zwykle przez około trzy minuty. Jak dotąd nie udało się utrzymać tunelu dłużej, niż przez właśnie trzy minuty. W razie, gdybyś nie przeszedł otworzą tunel jeszcze trzy razy w odstępach pięciominutowych. Postaraj się jednak być punktualny. - Dobrze, dobrze. To mam być tam o dwudziestej, tak? - Dokładnie. Tomasz spojrzał się na kalendarz. Był 5 sierpnia. Dragonplanet, 20,5 lat świetlnych od Ziemi. 23 lipca czasu ziemskiego. - Panie przewodniczący, Nargia zameldowała, że ten człowiek, którego poznała chce się przenieść na naszą planetę. - Oczywiście zgodziłeś się, Androng? - Tak, panie przewodniczący. - Doskonale – odrzekł przewodniczący. – Endrish, czy mógłbyś przygotować dom numer 21 na ulicy Głównej do potrzeb ludzkich? Wiesz, małe windy, częściowo zmienione schody, jeśli ten człowiek preferuje spacery. Należy też przygotować urządzenia przenoszące, aby móc go przewieść na Dragonplanet. Jaka metoda byłaby najlepsza do tego celu? - Co do przygotowań, to zaraz po wyjściu z posiedzenia zlecę odpowiednie prace. Co do metody transportu polecam tunel czasoprzestrzenny. Jest najbezpieczniejszą metodą z dotychczas poznanych, a chyba nie chcemy, aby ucięło naszemu przyjacielowi z Ziemi rękę, nogę, albo co gorsza głowę. Jest to również najszybsza metoda działająca na taką odległość. Jedynym mankamentem jest konieczność przestawienia zegarka o kilka do kilkunastu minut. Dla osób po za tunelem czas płynie normalnie, ale dla każdego, kto przebywa w tunelu czas jest zatrzymany, wskutek czego wskazówki zegarka stoją. A zresztą i tak na naszej planecie doba trwa 28 godzin, co wiąże się z koniecznością wymiany czasomierza. - Dobrze. Zajmijmy się teraz pozostałymi sprawami. Tomasz stał na polanie, na której miał się otworzyć tunel. Spojrzał na zegarek. Była godzina 19:58. Jeszcze dwie minuty. Postanowił wykorzystać ten czas na dokończenie spraw na Ziemi. Zadzwonił do swojego kolegi. Postanowił przekazać mu sklep oraz wypożyczalnię do czasu jego powrotu. - Cześć, Franek – odpowiedział na zdawkowe „Halo?”. – Słuchaj, wypłynęły ważne sprawy i muszę wyjechać. Możesz zająć się wypożyczalnią oraz sklepem? - W jaki sposób? ~14~ - Po prostu przez jakiś czas będziesz robił za właściciela. - Dobra, a nie wiesz, kiedy będziesz mógł wrócić? - Niestety, nie. Możesz zatrudniać kogo chcesz. Tylko postaraj się, żeby sklep nie splajtował. Muszę mieć jakieś źródło utrzymania po powrocie – zakończył Tomasz i przerwał połączenie. Ostatnia uwaga była niepotrzebna. Menedżerskie talenty Franka czasami przewyższały jego własne. Fakt, że Franek ukończył kierunek Zarządzanie i marketing na Uniwersytecie Jagiellońskim najprawdopodobniej nie był bez znaczenia. Otworzył się tunel. Miał on postać błękitnego koła, które wciągało wszystko dookoła. Jeśli wierzyć Nargii miał trzy minuty. Umieścił palec wskazujący wewnątrz portalu. Musiał się upewnić, czy nie ulegnie rozpadowi w trakcie przejścia. Wkładając palec poczuł chłód. Wyjąwszy go stwierdził, że wszystko jest z nim w porządku. Wszedł. 17 Anthon Jones po raz kolejny przeglądał dokumenty dostarczone mu przez kogoś z Dragonplanet. Co do tego nie miał najmniejszych wątpliwości. Po pierwsze: sposób odejścia agenta wskazywał jednoznacznie na teleportację. Nawet najlepiej wyszkolony agent nie wyszedłby stamtąd niezauważony PRZEZ NIKOGO. Co najmniej jedna osoba musiałaby go widzieć. Po drugie, nawet, gdyby przyjąć, że jakiś ziemski wywiad opracował technikę teleportacji, to pozostaje jeszcze kwestia informacji zawartych w papierach. Skąd by mieli takie dane? Co do prawdziwości dokumentów, nie było wątpliwości. Przesłał kopie fotografii przedstawiające rzekome statki Gaarbów do analizy. Nie wykazała ona najmniejszych śladów retuszu, czy fotomontażu. Po za tym na aktach widniał napis Wywiad Międzyplanetarny. Kolejny dowód na to, że to nie jest sprawka nikogo z Ziemi. „Powinienem skontaktować się z kimś z tamtego wywiadu. Pozostaje tylko kwestia jak to zrobić. W każdym razie, jeśli są to smoki, to na pewno są silniejsze pod względem fizycznym, niż ludzie. Powinienem więc uważać, co mówię jeśli już dojdzie do rozmowy z nimi” – pomyślał. Postanowił wyjść na spacer. Niestety, a może i stety nie zauważył czarnego mercedesa zaparkowanego niedaleko jego domu. - Czy powinniśmy z nim porozmawiać? – powiedział mężczyzna siedzący na fotelu pasażera w tymże mercedesie. Ubrany był w czarny garnitur, do którego nie za bardzo pasował podkoszulek z napisem „baseball” oraz wytarte do białości dżinsy. - Myślę, że tak. Gaarbowie już są prawie gotowi. Jeśli nie zadziałamy teraz, może być już za późno – powiedział mężczyzna siedzący obok, na fotelu kierowcy. Był ubrany „klasycznie”, czyli czarny garnitur, krawat, spodnie oraz buty. Jedynym elementem w innym kolorze była biała koszula. – A tak przy okazji... Masz fatalny gust. Tomasz wylądował w kompletnych ciemnościach. Może to nie był najlepszy pomysł z tą przeprowadzką na Dragonplanet? „Weź się w garść, pomyślał. Miałeś taki, a nie inny pomysł, więc, jeśli nie możesz być odważny, to chociaż bądź konsekwentny. - Witaj – usłyszał z lewej strony – człowieku. - Eee... Dzień dobry – wybąkał w odpowiedzi. – Może ktoś zapalić światło – powiedział zbierając resztki odwagi. - Wybacz, zapomniałem, że wy nie widzicie w ciemności – powiedział ten sam głęboki, potężny głos. Dobiegał jednak z innej strony. Po chwili zapaliło się światło. – Tak lepiej? - Może być – powiedział Tomasz uznając, że ten początkowy brak odwagi był skutkiem szoku wywołanego podróżą. W pomieszczeniu, w którym się znajdował były oprócz niego trzy smoki. Każdy miał inny kolor. Ten który do niego mówił był cały czarny. Oprócz niego był jeszcze smok czerwony i żółto-zielony. Nie złotozielony, tylko właśnie żółto-zielony. Po chwili zauważył jakieś urządzenie stojące obok niego. „Pewnie służyło do wywołania tunelu” – pomyślał. Ściany sali były żółtopomarańczowe. Tomasz znajdował się na wielkim, owalnym stole, którego faktura przypominała granit. „No cóż, gdyby wywołali tunel na podłodze, mogliby mnie, nawet przez przypadek, zmiażdżyć. Tylko jak ja teraz z tego stołu zejdę?” – zapytał siebie w myślach. - Muszę ci wyjaśnić kilka rzeczy. Nargia pewnie ci o większości spraw powiedziała, ale nie o wszystkich. Po pierwsze: musisz założyć specjalne urządzenie, aby móc się z nami porozumieć. My przed otworzeniem tunelu założyliśmy sobie „tłumacza”, bo tak pospolicie zwie się to urządzenie, ale słowa innych smoków będą ci przypominać serie niezrozumiałych pisków. Podejdź do tamtej niebieskiej konsolety – powiedział czerwony smok. - I co teraz? – zapytał Tomasz po dojściu do urządzeniu. - Widzisz ten czerwono-czarny przycisk? Naciśnij go – usłyszał w odpowiedzi. ~15~ Tomasz nacisnął. Wysunęła się mała szufladka. - Co mam z tym zrobić? – zapytał. - Naklej sobie tą okrągłą dziurkowaną folię na szyję. - A ten czarny kwadrat? - Przyklej to sobie w okolicy ucha. Obojętne którego. - I jak tym się posługiwać? - Po prostu do tej folii na szyi należy po cichu mówić, najlepiej szeptem, to, co chce się powiedzieć. Smoki usłyszą dokładnie to, co masz do powiedzenia. Przez ten kwadrat, który sobie przy uchu przykleiłeś będziesz słyszał słowa innych osób. Aha, nie przejmuj się, że nie będziesz słyszał słów w naszym języku – w większości piski te są poza zakresem ludzkiego słuchu. - A gdybym chciał się, powiedzmy wykąpać? - Urządzenie jest całkowicie wodoodporne. Nie odklei się też podczas kąpieli. - No, dobrze, ale chyba o czymś zapomnieliśmy. - O czym? - O przedstawieniu się. Nazywam się Tomasz. - Ja jestem Endrish – powiedział czerwony smok. – Odpowiadam za sprawy techniczne w Radzie Dragonplanet. Ten zółto-zielony smok to Androng, szef Wywiadu międzyplanetarnego – Androng powiedział „Miło mi” – a ten czarny smok jest przewodniczącym Rady – Przewodniczący powiedział, że postara się, aby nic nie stało się Tomaszowi, ani żadnemu innemu człowiekowi. - W tej chwili wszystkie budynki nieprzygotowane do ludzkich potrzeb są przebudowywane. Jest ich naprawdę mało, gdyż jakieś pięćset lat temu zaczęliśmy budować budynki tak, aby później, kiedy już ludzie przybędą na naszą planetę, nie mieli problemu z poruszaniem się po całym globie. Zależy nam bowiem, aby ludzie nie czuli się dyskryminowani pod żadnym względem. Idź teraz do windy. Znajdziesz ją po wyjściu z tego pomieszczenia na końcu korytarza. Uważaj, aby nikt cię nie rozdeptał. Na parterze przy windzie będzie czekał na ciebie kierowca, który zawiezie cię do twojego nowego domu. Chętnie sam bym cię tam zaniósł, ale niestety mamy do omówienia mnóstwo spraw nie związanych bezpośrednio z ludźmi – powiedział przewodniczący. – Aha... Winda jest dostosowana od naszych wymiarów, ale z prawej strony jest zamontowany mały panel, którym ją przywołasz. Wewnątrz są też przyciski dostosowane do ludzkich wymiarów, więc nie będziesz miał problemu z użyciem windy – dokończył przewodniczący, po czym chwycił Tomasza i postawił go na podłodze. Następnie otworzył drzwi. Tomasz wyszedł i udał się korytarzem w kierunku windy. Na korytarzu nikogo nie było. 18 Szef CIA siedział przy swoim biurku. Zastanawiał się, jak to możliwe, że kosmiczne smoki są przyjaźnie nastawione do ludzi. Jego rozmyślania nad tym problemem przerwał dźwięk interkomu. - Panie dyrektorze, przybył ten sam mężczyzna, co ostatnio. Wpuścić? – usłyszał głos sekretarki. - Tak – odpowiedział Anthon. Otworzyły się drzwi. Do pokoju wszedł ten sam mężczyzna, który przekazał Jonesowi teczkę. - Witam, panie dyrektorze. Zainteresowały pana informacje? - Tak. - Należy chyba zmobilizować wojsko do obrony Ziemi, prawda? - Ale, jeśli te dane są prawdziwe, to nie mamy najmniejszych szans. ~16~ - Ma pan rację. Pomyśleliśmy jednak i o tym. W tej chwili dwieście tysięcy kilometrów od Księżyca rozmieszczana jest flota naszych Kosmicznych Niszczycieli. Nasi żołnierze powstrzymają pierwszą falę statków Gaarbów. Do tego czasu zdążycie zbudować i zamontować w waszych wahadłowcach silniki o dużej mocy, zużywające jednak mniej paliwa od waszych jednostek napędowych oraz działa antymaterii. Antymateria jest bowiem jedyną bronią, której osłony Gaarbów nie mogą powstrzymać. Plany ma pan w tej walizce kod 286 lewy i 486 prawy. Wie pan co z nimi zrobić, prawda? - Tak, ale to wymagałoby ujawnienia prawdy. To może wywołać panikę. - O to też zadbaliśmy. Wszyscy cywile, którzy będą chcieli się ewakuować zostaną przetransportowani na naszą planetę. Gaarbowie jak dotąd nie ośmielili się nas zaatakować. - Ale jak zostaną przetransportowani? Przecież to ogromna odległość... - O to proszę się też nie martwić. Wszystko zostanie wyjaśnione ludziom w kolejnej „transmisji”. Zaprezentujemy fakty w sposób, który nie wzbudzi niepotrzebnej paniki. - Dobrze... Tylko mam jedno pytanie na koniec. Czy komponenty tych urządzeń są dostępne na Ziemi? - Większość tak. Co do niedostępnych podaliśmy zamienniki układów i materiałów. W niektórych wypadkach zamienniki są nawet lepsze niż najczęściej używane materiały. Ta reguła dot. zamienników sprawdza się również w oprogramowaniu. - Może sprawdza się, może nie. Ja się na komputerach nie znam. Ale faktem jest, że tańsze nie znaczy gorsze. - No to do widzenia – powiedział mężczyzna i zniknął. Anthon Jones stwierdził, iż sztuczka z teleportacją byłaby użyteczna. 19 Gdy Tomasz szedł w kierunku windy zdał sobie sprawę, iż grawitacja jest na tej planecie większa, niż na Ziemi. Przycisk wezwania rzeczywiście był na wysokości klatki piersiowej przeciętnego człowieka. Był też odpowiedni pod względem rozmiarów. Tomasz spojrzał się w górę. Na wysokości jakichś jedenastu metrów znajdował się identyczny przycisk. Był jednak o wiele większy. Tomasz wcisnął przycisk wezwania. Winda nadjechała szybko. Była ona nowoczesna. Wszedł do niej i nacisnął przycisk z cyfrą zero. Następnie poczekał, aż wskaźnik windy zjedzie do zera, po czym podszedł do drzwi, czekając aż się rozsuną. Wychodząc zobaczył smoka koloru turkusowego, takiego koloru, który często widać w folderach reklamujących wycieczki do śródziemnomorskich kurortów na zdjęciach tamtejszych basenów. Oczywiście, jak u wszystkich smoków, łuski na jego brzuchu oraz po wewnętrznej stronie skrzydeł były jaśniejsze. Jednak i tak ich kolor był turkusowy. Tomasz pomyślał, że jest to ten smok o którym mówił mu przewodniczący Rady Dragonplanet. Wyglądał na zamyślonego. Tomasz, nie bez pewnego strachu spowodowanego przebywaniem na obcej mu planecie którą zamieszkiwał obcy gatunek, znany mu tylko z bajek, w których był przedstawiany w, delikatnie mówiąc, niekorzystnym świetle, podszedł do tego smoka. Postanowił wyrwać go z zamyślenia. - Hej! – krzyknął na cały głos, gdyż nie był pewien, czy dwudziestometrowy gad go usłyszy. - E... – smok był lekko rozkojarzony. Obrócił się powoli, żeby przypadkiem nie zrobić krzywdy przybyszowi, głos z dołu wskazywał bowiem, że krzyczał do niego jakiś człowiek. Pochylił się nad nim, tak, aby nie wzbudzić u niego nadmiernego przerażenia, choć wiedział, że i tak on się jego boi i rzekł: - To ty jesteś tym człowiekiem, którego mam zawieść na ulicę Główną 21, tak? - Tak sądzę... To jakim „cudem techniki” pojedziemy? - Tamtym samochodem, który jest napędzany energią przesyłaną bezprzewodowo – powiedział smok wskazując na samochód unoszący się, jakieś pięć metrów nad ziemią. Był to poduszkowiec. - A czy używacie samochodów ze zwykłymi kołami? - Nie. Uznaliśmy przejście na poduszkowce za najtańszą i najlepszą metodą na zabezpieczenie się przed przypadkowym rozjechaniem jakiegoś człowieka. To mam cię zanieść, czy sam pójdziesz? ~17~ Tomasz ocenił odległość. Jako, że nie miał nigdy z tym żadnych kłopotów i chyba tylko na biegunie północnym, a i to w kompletnej głuszy, gdzie nie ma żadnych punktów orientacyjnych bliższych niż dwieście metrów, nie mógłby jej poprawnie ocenić. Było tego jakieś sześćset metrów. - Chyba pozwolę się zanieść – powiedział po krótkim namyśle. - No to chodźmy – powiedział smok biorąc delikatne Tomasza w rękę tak, żeby przez przypadek go nie upuścić, ale żeby było mu wygodnie. 20 Nargia wróciła do swojego mieszkania w Sopocie. Trochę tęskniła za tym mężczyzną ubierającym się zwykle w ciemne ubrania, kolor włosów: ciemny blond, brwi zgolone „na łyso”. Tęskniła za Tomaszem. „Nargia, zakochałaś się w tym człowieku, czy co?” – strofowała siebie w myślach – „Przecież i tak nie stworzysz z nim »normalnego« związku. A jeśli nawet można by coś takiego zrobić, to Tomasz traktuje mnie raczej jak przyjaciółkę. Krótko mówiąc: miłość platoniczna, jak ludzie to nazywają”. Postanowiła jednak, chociażby jako przyjaciółka wrócić na Dragonplanet. Przeczuwała bowiem, że sam sobie nie poradzi. Wyjęła komunikator. Połączyła się z Dowództwem Wywiadu Międzyplanetarnego. - Halo? – usłyszała głos z słuchawki. - Musimy porozmawiać... – zaczęła Nargia. - Dobrze, ale nie przez komunikator – przerwał jej rozmówca – Mamy pewne podejrzenia, że Gaarbowie przejmują rozmowy. - Rozumiem. To gdzie się spotkamy? - Myślę, że punkt 223 w strefie 28 będzie odpowiedni. - Oczywiście. O której mam tam być? - Za pięć godzin. Nargia wyjęła mapę Polski z szuflady w szafce nocnej. Strefa 28 obejmowała Szczecin i okolice, a punkt 223 umieszczony był przy Pomniku Czynu Polaków, popularnie zwanego Orłami. Wyszła z budynku w którym mieszkała, otworzyła drzwi swojego samochodu, uruchomiła silnik i ruszyła w kierunku Szczecina. Tomasz został umieszczony przez smoka, który miał go zawieźć do jego domu na tylnim siedzeniu, a następnie przypięty kilkoma pasami. Wiedział, że to dla jego bezpieczeństwa, ale w tych pasach było mu niewygodnie. W końcu, aby nie myśleć o tym postanowił porozmawiać ze swoim towarzyszem podróży. - Macie skrzydła, czemu po prostu nie polecimy? - Może dlatego, że lot w terenie zabudowanym jest zabroniony? - Jak to? - Zwyczajnie. Kiedyś był dozwolony, jednak zdarzało się, że uszkadzaliśmy niechcący różne elementy budynków: anteny, piorunochrony, rynny. W końcu władze zakazały lotów w terenie zabudowanym. Jednak w lasach oraz innych terenach wyraźnie niezabudowanych można spokojnie latać. - Rozumiem. Słyszałem też, że potraficie czytać w ludzkich i nie tylko, myślach. To prawda? - Tak – odpowiedział smok. - Jaką więc mogę mieć pewność, że w tym momencie nie czytasz mi w myślach? – odrzekł Tomasz myśląc jednocześnie o niewygodnych pasach. - Po prostu staramy się nie czytać w czyichś myślach bez pozwolenia tej osoby. Jednak czasami, zwłaszcza podczas rozmów o tych sprawach, coś przypadkiem przeczytamy. Na przykład to, że ci…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych