Droga do El Paso cz.I Deadwood
Stary rewolwerowiec kończy z dotychczasowym życiem. Przemierza słynne miasta Dzikiego Zachodu. Pierwszym przystankiem jest Deadwood.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Deadwood.
Słońce chyliło się ku zachodowi, gdy William Harper zatrzymał na chwilę czarnego rumaka. Wiał lekki wiatr, który przesuwał biegaczami stepowymi i unosił piasek. Rewolwerowiec spojrzał na tablicę z napisem "Witamy w Deadwood". Przed nim długa droga do El Paso, gdzie miał skończyć ze swym dotychczasowym życiem. Deadwood było pierwszym przystankiem. Gdy jechał główną drogą ludzie patrzyli na niego z niepokojem. Kobiety wołały dzieci do domów. Tacy obcy przybysze zawsze zwiastowali coś złego. Rewolwerowiec oddał konia pod opiekę starszego człowieka w miejscowej stadninie i zapłacił z góry za trzy dni i trzy noce. Stajenny widząc hojnego przybysza poczuł się nieco pewniej. - Po drugiej stronie ulicy może pan odpocząć i przenocować, ale jedzenie nie jest tam najlepsze - powiedział, szczerząc szeroko zęby. Przybysz bez słowa rzucił mu monetę i wyszedł ze stajni. Przechodząc przez ulicę czuł na sobie spojrzenia miejscowych ludzi. Niektórzy dobrze go znali i już szeptali, że oto Will Harper znów jest w Deadwood. Rewolwerowiec miał na sobie płaszcz, ale wszyscy dobrze wiedzieli, że pod nim kryje się coś jeszcze. A były to dwa rewolwery Smith & Wesson Schofield. Przy wejściu do knajpy uwagę przybysza przykuły ogłoszenia, a szczególnie jedno z nich. "William Harper. Poszukiwany żywy lub martwy." I rekordowa suma wyznaczona za jego głowę. Pięćdziesiąt tysięcy dolarów. Pchnął drzwi, a jego oczom ukazał się dobrze znany widok. Speluna, taka jak w każdym większym mieście. Przesiadywało tu kilku miejscowych pijaczków i facetów, którzy zapewne uważali się za twardzieli. Przy pasach mieli rewolwery i na każdego złowrogo patrzyli. Jednak ci, którzy znali Harpera natychmiast odwracali wzrok. Każdy czuł respekt i przynajmniej odrobinę strachu. Harper podszedł do baru. - Whisky - powiedział, a barman od razu wyciągnął butelkę i nalał do kieliszka. Kilka dziwek uśmiechało się zalotnie do nowego gościa, ten jednak z kamienną twarzą był skupiony wyłącznie na butelce. Wypijając kieliszek za kieliszkiem rewolwerowiec przypomniał sobie pewien letni dzień 1877 roku...
Było to upalne lato, Deadwood rozwijało się w niezwykłym tempie. Było siedzibą bandytów, graczy, oszustów i dziwek. Wtedy Will Harper już dawno nie był widziany z Jesse Jamesem ani nikim z jego bandy. Wtedy mówiono na niego Samotny Will i budził większy strach niż u boku Jesse Jamesa. Samotny Will wszedł do saloonu, od razu wzbudzając ogromne poruszenie. Nikt nie śmiał spojrzeć mu w oczy. Gdy podszedł do baru, wszyscy się odsunęli. Zażądał Whisky. Gdy wypił pół butelki ktoś podszedł do niego. Wysoki, elegancki mężczyzna, widać, że bogaty. Zaproponował grę w karty. Przedstawił się jako Thomas Edrington. Po chwili siedzieli przy stoliku wraz z jego dwoma znajomymi. Każdy rzucił na stół po pięć dolarów i gra się zaczęła. - Wiesz, że rok temu właśnie tutaj zabito Wild Bill'a Hickok'a? - zapytał Edrington dobierając kartę. - Niewiele mnie to obchodzi - odparł Harper. - Kiedy ostatnio widziałeś się z Jesse Jamesem? - Nie twoja sprawa. Co się tak wypytujesz? Graj! - Spokojnie - zaczął Edrington - zaprosiłem cię do gry, bo piszę książkę o największych rewolwerowcach i bandytach naszych czasów. Uważam cię za jednego z nich. Harper uśmiechnął się. Pisarz ubrany jak bankier, grający w pokera na wysokie stawki? Will zauważył, że dwóch grających znajomych elegancika wcale nie skupia się na grze. U jednego z nich zauważył kaburę z Remingtonem. Dwóch facetów przy sąsiednim stoliku co chwilę na niego zerkało. Siedzieli z butelką Tequili, ale żaden nie pił. Jeden pod stołem miał karabin Spencera, a drugi bez przerwy trzymał rękę w pobliżu swojego Colta Single Action. - Dwa tygodnie temu spotkałem się w Pueblo z Matt'em Morrisonem - ciągnął Edrington - zebrałem ciekawy materiał. Will słyszał, że jakiś łowca nagród zabił w Pueblo Morrisona. Sprawa była teraz wyjaśniona. Co najmniej pięciu przeciw jednemu. Dwanaście naboi w dwóch Schofieldach. Nagle Harper wybuchł śmiechem, lecz nie był to zwykły śmiech... W jego oczach było szaleństwo, a twarz była wykrzywiona w potwornym grymasie. Oczy wszystkich obecnych były zwrócone ku niemu. Wszyscy byli przerażeni. Mawiano później, że to był śmiech samego diabła, siedzącego w ciele człowieka. Gracze niespokojnie spojrzeli na Edringtona, lecz ten, choć zaskoczony, wydawał się być opanowany. Głośny śmiech został przerwany, ale spojrzenie nie zmieniło się. - Musisz mieć świetne karty - powiedział Edrington. Szatańskie spojrzenie utknęło na nim. Grymas uśmiechu nadal malował się na twarzy Harpera, gdy wstał, rzucając swoje karty. Od razu, błyskawicznym ruchem wyciągnął z kabur oba rewolwery. Odciągnął kurki i strzelił z bliska w głowy dwóch graczy po bokach. Mężczyzna ze stolika obok zdążył już wyciągnąć Spencera nad stół, a drugi już wyciągał Colta z kabury. Lecz Will już ponownie odciągnął kurki. Facet ze Spencerem dostał prosto w czoło, a ten z Coltem w szyję. Edrington siedział w bezruchu, jakby przywiązany do krzesła. Szaleńczy uśmiech wciąż tkwił na twarzy rewolwerowca. Wystrzelił z obydwu Schofieldów w głowę łowcy nagród. Rozejrzał się spokojnie. Kątem oka zauważył, że po lewej, przy drzwiach saloonu ktoś mierzył do niego Winchesterem. Will oddał strzał rewolwerem z prawej dłoni. Trafił, a strzelba przeciwnika wystrzeliła w sufit. Stał, wciąż uśmiechając się jak wariat, mierząc do wszystkich dookoła. Wszyscy drżeli ze strachu. Cała scena nie trwała dłużej niż kilka sekund. Każdy ruch rewolwerowca był szybki i precyzyjny. Zebrani wtedy w saloonie opowiadali, że szatan musiał wstąpić w Harpera. Nigdy nie widzieli nikogo tak szybkiego i przerażającego. Tak zyskał sobie jeden z wielu swoich przydomków - Diabeł z Deadwood. Kiedy Will wrócił do baru, by dokończyć Whisky, jeden z pijaczków poszedł sprawdzić jego karty. Nigdy nie widział tak gównianego rozdania...
Z zamyślenia wyrwało go wejście trzech mężczyzn. Dwóch było młodych i trzymało w ręku strzelby. Między nimi szedł ubrany na czarno, około czterdziestoletni człowiek. Po lewej stronie kamizelki miał przypiętą odznakę. Jego wąsy zaczynały już siwieć, kapelusz zasłaniał oczy. Szedł pewnym krokiem, a pod jego ciężkimi butami trzeszczały deski i piasek. Podniósł głowę patrząc na Willa. Miał zimne spojrzenie, całkowicie pozbawione strachu. Dwaj młodzi byli zdenerwowani i stanęli trochę za szeryfem. Will patrzył na niego obojętnie. Widział go pierwszy raz w życiu. - Diabeł z Deadwood ponownie u nas zawitał - zaczął stróż prawa - Czemu zawdzięczamy ten zaszczyt? Jego głos był spokojny i zdecydowany. Patrzył na siedzącego rewolwerowca, nawet nie mrugając. - Nazywam się Ted Willson - powiedział siadając obok - jestem tu szeryfem od dwóch lat. Nie będę przedłużał rozmowy. Masz natychmiast opuścić Deadwood. Staram się…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Gokusennin
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…