Wróć do katalogu

Droga usiana białymi kwiatami.

Zrozumienie przychodzi z czasem. Piękny młodzieniec zrozumiał to.

JacksayLove, opublikowano , 8 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Nie było osoby, która by się nie uśmiechneła, gdy minął ją ten radosny, szczęśliwy młodzieniec. On promieniował radością, entuzjazmem, a także wytwornością. Był ubrany w czarne spodnie, białą koszulę nie zapiętą do końca, swobodnie (ale było to również na swój sposób eleganckie) zarzucił marynarkę na ramię trzymając ją jednym, może dwoma palcami. Na szyji miał zawieszony aparat. Uśmiechał się do każdego, wymieniał porozumiewawcze spojrzenia z mężczyznami, kłaniał się kobietom i młodym dziewczętom, które na ten widok chichotały i zalotnie zerkały. On był królem tego dobiegającego końca dnia, w pomarańczowym świetle zachodzącego słońca wyglądał olśniewająco. Jego twarz wyglądało młodo, ale przybrała tego wieczoru dorosły wyraz. Zauważył stragan z kwiatami i starszego pana, który na jego widok również uśmiechnął się znacząco. -Kobieta? - zapytał. -Wyjątkowo śliczna - odpowiedział z uśmiechem. -Dla wyjątkowo ślicznej dziewczyny cenę zniżymy - powiedział sprzedawca. -Dziękuje bardzo. Co by mi pan polecił? -Te lilie są piękne - odparł i wzkazał na białe kwiaty. -Zmierzam polną drogą usianą Niebieskimi Liliami i odchodzę - powiedział, tym razem bez uśmiechu młodzieniec i po chwili dodał: Białe róże..Ma pan białe róże? -Tylko jedną, zawsze mam zapasową jedną białą różę, którą dam panu za darmo. Nie pytaj dlaczego - zachichotał sprzedawca. -Jest pan bardzo uprzejmy - odpowiedział i wziął różę, po czym ruszył dalej. Oczy zabłyszczały mu, gdy minął pewnego młodego człowieka ubranego w czarny garnitur, również trzymającego białą różę. Popatrzeli na siebie, po czym ten drugi uśmiechnął się dziwnie i wyciągnął rękę do góry, jakby miał mu pomachać. Ale on ją tylko podniósł i po chwili upuścił i minął króla tego dnia. Nasz królewicz również uśmiechnął się, zerknął na wiatr łagodnie unoszący liście, które z drzew już zaczęły spadać. Nadciągała jesień. On uwielbiał jesień. To była pora roku, w której można było zobaczyć w pięknej okazałości wiatr. A wiatr..wiatr jest sprzymierzeńcem myśli. Ruszył dalej, aż w końcu skierował się w boczną uliczkę, która prowadziła do bloku w którym mieszkała jego dziewczyna. Jego piękna Mary, jedyna, wyjątkowa Mary. Jej cudowny uśmiech onieśmielał go, a także wprawiał go w stan uniesienia.W okolicach brzucha motyle kiwając głową z unaniem latały. Pamiętał dzień, w którym pierwszy raz doszło do zbliżenia między nimi. To był cudowny dzień, mimo spontaniczej decyzji o kochaniu się. Ona zdecydowana, on lekko wystraszony ale i podekscytowany, podniecony. Teraz tu było cicho, nikt go nie mijał. Wszedł do klatki, a potem ruszył powoli na drugie piętro, gdzie mieszkała. Odgłos jego kroków odbijał się spokojnie od ścian, a lekka warstwa kurzu, piasku pod jego butami trzeszczała gdy podnosił stopę. Było cicho, tak było cicho mimo iż noc dopiero miała nastać. Dotarł do drzwi wybranki i zapukał. Puk, puk. Stuk, stuk. Puk, puk. Zmarszył brwi. Wiedział, że jest w domu. Musiała być w domu. Przecież zaplanował ten wypad. Dotknął dłonią klamki i nacisnął. Drzwi były otwarte. Wszedł do środka i zamknął drzwi. -Mary, tu Jack - powiedział głośno. Cisza. Zbyt sztuczna cisza. Jakaś taka..plastyczna. -Mary? - zapytał Jack i szedł powoli dalej. W kuchni jej nie było, nie unosił się zapach jajecznicy z pomidorami i bekonem. Było tu czysto, schludnie, nie było nawet brudnej szklanki czekającej ze zniecierpliwiem, aż się ją umyje. Uniósł brwi i ruszył do salonu. Drzwi były zamknięte. -Mary? - szepnął Jack i otworzył drzwi. Słabnące promienie zachodzącego słońca akurat wślizneły się do pokoju, w którym na sznurze zwisającym z sufitu wisiała Mary. Jack znieruchomiał. Popatrzył się na rozświetlony pokój. Wyciągnął aparat i zrobił zdjęcie. Bądź co bądź, to było piękne. Czysty, wysprzątany pokój, a w centrum sznur zwisający z lampy na suficie. Na końcu sznura mała pętelka, w której…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych