Wróć do katalogu

Duch z Dworca

Jestem tu nowy, więc liczę na wyrozumiałość z Waszej strony. Natomiast poniższe opowiadanie jest po prostu moim pierwszym ukończonym. Powstało około pół roku temu. Prócz tego ukończyłem jeszcze jedno. Obydwa spotkały się z dość pozytywną oceną, niemn

MirasMRS, opublikowano , 21 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Siedziałem w tej obskurnej, ponurej dworcowej poczekalni od dobrych dwóch godzin. Przyglądając się ospale ścianie układałem wydarzenia dzisiejszego dnia. Wszystko zaczęło się od telefonu z domu, w którym matka poinformowała mnie, że muszę przedwcześnie wracać na weekend, ponieważ ona jedzie do szpitala. Wczoraj jeden z jej braci miał wypadek i wylądował na OIOM-IE- ktoś musiał tam, więc czuwać. Krótko mówiąc ja miałem przyjechać i zająć się domem pod jej nieobecność. Z początku to mnie nawet ucieszyło, miałem dość szkoły, nieustannych sprawdzianów i odpytywania. Zwolniłem się po pierwszej lekcji i poszedłem na dworzec kolejowy. Wsiadając do pociągu numer 3 linii Szczecin-Gdańsk nie spodziewałem się jeszcze tego, co może mnie spotkać. Znalazłem sobie wolny przedział i zająłem jak zawsze miejsce tyłem do kierunku jazdy, z braku lepszego zajęcia po prostu zapadłem w drzemkę.

* * *

Obudził mnie dopiero konduktor informując, że mam opuścić przedział, że jesteśmy na jakiejś stacji na zadupiu, i że pociąg się zepsuł. Zanim zszokowany zdołałem wydusić jakieś pytanie, ten pobiegł dalej pouczając innych. Nadal zdezorientowany wraz z innymi opuściłem wagon i wmieszałem się w grupkę ludzi na peronie. Rozejrzałem się dookoła. Znajdowaliśmy się na małej stacyjce, posiadającej ledwie dwie pary torów. W ciemności dostrzegłem migający nad schodami do poczekalni czerwony neon: „STACJA DRĘŻNO”. Zszedłem stromymi schodami do poczekalni. Unosił się w niej zapach kurzu, starych mebli i sprzedawanych w wbudowanym w ścianę sklepiku drożdżówek. Zająłem miejsce pod oknem obok ubranej całkowicie na czarno dziewczyny i prawie nieświadomie napisałem do matki. Zapewne teraz i tak nie przeczyta, ale przynajmniej nie będzie się martwić- pomyślałem. Według komunikatu pociąg zastępczy zostanie podstawiony jak tylko obsługa dworca zdoła zrobić coś z tym zepsutym, który na dodatek blokował ruch innych linii. Zacząłem się zastanawiać nad stanem wujka. Zdołałem się tylko dowiedzieć, że na drodze był jakiś straszny karambol i w zamieszaniu wjechał w niego jeden z samochodów. Jego stan jest podobno ciężki, ale stabilny. Więcej dowiem się dopiero po powrocie… Po dobrych dwóch godzinach czekania nadal żadnej konkretnej informacji. Z głośników popłynęły jedynie kilkakrotne przeprosiny za wszelkie niedogodności i zapewnienia ,iż robione jest wszystko by usunąć awarię na torze. Starsi ludzie bezustannie narzekali, część poszła sobie by poszukać innego transportu. Ja wolałem pozostać w poczekalni. Byłem senny, choć zegar nad drzwiami wskazywał dopiero 17:30. Na dworze było już ciemno, a termometr zawieszony przy oknie pokazywał -14°c, czyli przeciętną jak na styczeń temperaturę. Moim największym w tamtej chwili marzeniem było wygodne oparcie się o gorący grzejnik i pogrążenie w drzemce. Zbyt dużo wrażeń jak na jeden dzień, ale jednak byłem w obcym miejscu i wolałem nie ryzykować. Zamiast tego zacząłem rozglądać się po siedzących dookoła twarzach. Większość to młodzi ludzie niczym niewyróżniający się z tłumu. Trafiły się jednak wśród nich ciekawe osobliwości. Na przykład starszy, siwy mężczyzna, który zagadywał wszystkich dookoła, wymyślając wszystkim pracownikom kolei za zaistniałą sytuację. Moją uwagę zwróciła również młoda para, kobieta rozmawiająca ze swoimi dwoma rudymi kociakami a w końcu siedząca obok, milcząca dziewczyna. Po chwili namysłu doszedłem do wniosku, że nie mogła ona jechać tym samym pociągiem ,co ja, ponieważ siedziała tu już odkąd zszedłem, a zszedłem jako pierwszy. Wtedy nawet przez głowę mi nie przeszło, że to trochę dziwne, że siedzi tu ,co najmniej od dwóch i pół godziny. Zamiast tego przysunąłem się bliżej: - Cześć. Zwróciła na mnie (dotychczas utkwione w butach) spojrzenie a ja poczułem się dziwnie. Spojrzałem w jej ogromne brązowe oczy i aż mnie na moment zatkało. Zdążyłem jeszcze tylko pomyśleć, że może głupio zrobiłem zaczepiając nieznajomą, gdy usłyszałem jej słodki głos: - Cześć- odparła ostrożnie. - Ja pomyślałem…no wiesz… ,że ty też…jestem Marek!- Jąkając się, speszony jej spojrzeniem wyciągnąłem dłoń. - Tatiana- odparła bez najmniejszego skrępowania odwzajemniając uścisk- A więc tak znudziło cię obserwowanie ściany, że postanowiłeś zagadać?- Była dość bezpośrednia. - Można to tak nazwać… może się zdziwisz, ale nawet tak piękna ściana może się w końcu znudzić- pozwoliłem sobie na blady uśmiech. - Dzień pełen wrażeń?- Widząc moje zaskoczenie wskazała skinieniem głośnik, z którego głoś informatora co jakiś czas opisywał zajście i przepraszał za kłopoty. - Coś w tym rodzaju, prawdę mówiąc mam już dość tej bezczynności- odparłem wzruszając ramionami. - Z daleka przyjechałeś?- zapytała życzliwie. - Ze Szczecina. - To trochę jazdy. A co skłoniło cię do takiej… wycieczki?- Z uwagą dobierała słowa. - Wracałem, wracam do domu. Do Gdańska- dodałem w odpowiedzi na jej pytające spojrzenie- W Szczecinie chodzę do szkoły. Podczas tego krótkiego dialogu zdążyłem już całkiem zapomnieć o początkowej niepewności. Zdołałem się wręcz rozluźnić po towarzyszącym mi od rana napięciu. - A więc studiujesz w Szczecinie? - Chodzę do liceum, do drugiej klasy. - I opłaca ci się nauka w liceum tak daleko od domu- zadała to pytanie w sposób w jaki mówi się o pogodzie, bez większych emocji. Każdy inny na jej miejscu co najmniej wyraził by jakąś niewiarygodnie mądrą uwagę o stracie czasu, z czym wielokrotnie już się spotkałem. - Myślę, że tak. Mieszkam sobie w internacie, do domu przyjeżdżam średnio co dwa tygodnie. Na miejscu mam sporo rodziny, więc nie narzekam na samotność. Ogólnie jest mi dobrze. Podczas ciszy, która zapadła po mojej wypowiedzi zastanowiłem się dokładniej nad postacią Tatiany. Wspominałem już chyba, że była ona ubrana zupełnie na czarno? Czarne dżinsowe spodnie, skórzana kurtka i długie niemal po kolana glany. Dopełnieniem tego wszystkiego były jej czarne włosy o istnym hebanowym odcieniu. Wyglądała tajemniczo… a może raczej intrygująco? W każdym razie bardzo poważnie. Roztaczała wokół siebie prawdziwą aurę spokoju. To może zabrzmieć dziwnie, ale pomimo, że wcale jej nie znałem a rozmawialiśmy raptem od kilku minut czułem się dobrze w jej towarzystwie. Zawsze byłem dość oporny w kontaktach z ładnymi dziewczynami. Przy Tatianie mimo jej niekłamanej urody prawie od początku czułem się całkiem swobodnie. - Co powiesz na kawę?- zapytałem patrząc na cennik nad okienkiem sklepu. - Nie piję kawy, dziękuję- odparła uprzejmie. - Więc czego się napijesz? - Zawsze proponujesz coś do picia dziewczynie, którą znasz od pięciu minut?- odparła zadziornie. - Tylko tym, z którymi dobrze mi się rozmawia- nie powstrzymałem szerokiego uśmiechu. - Dziękuję. Chwilę później, gdy trzymałem już swój papierowy kubek i co chwilę siorbałem słodki napój poprosiłem: - Opowiedz mi coś o sobie. -. Hmmm… A co chciał byś wiedzieć? - Wszystko, oczywiście! Zaśmiała się- To raczej zajmie sporo czasu… - Biorąc pod uwagę tempo zapewnienia nam nowego transportu myślę, że mam go pod dostatkiem- Kolejny piękny uśmiech. - Chodziłam… chodzę do liceum, do pierwszej klasy, tutaj w mieście. Nie jest złe, chociaż zdecydowałam się na nie ze względu na matkę. W zasadzie to ona zdecydowała za mnie- sprostowała- ja, że tak powiem nigdy nie cierpiałam na nadmierny przerost ambicji, dlatego wystarczyło by mi jakieś technikum. Matka się uparła, wiesz jak to jest… Skinąłem głową. - Co dalej… Nie lubię przesiadywać w domu! Za to bardzo lubię pociągi, więc często przychodzę tu je pooglądać, lub chociaż posiedzieć w poczekalni. - Co takiego urzekającego jest w tych pociągach? Dla mnie to tylko wielkie blaszane puszki, które na dodatek się psują… - Spójrz na to tak: każda jak to powiedziałeś blaszana „puszka” przyjechała iż innego końca kraju, podobnie jak siedzący w przedziałach ludzie. A pomyśl jeszcze, ile kilometrów torów mógł już przebyć dany pociąg by w końcu zajechać akurat na tę stację? Gdzie był poprzednio, ile ma lat i jacy ważni ludzie nim jechali? To przecież ciekawe. Poza tym to taka moja mała odskocznia od codziennej rutyny, miejsce gdzie przychodzę się wyciszyć i zebrać myśli. Każdy lubi co innego, mi patrzenie na pociągi przynosiło niewiele więcej rozrywki niż fanom MMA oglądanie pojedynków szachowych!- pomyślałem – Ale… to zabawne, ale też kiedyś miałem takie miejsce w Szczecinie. Nie! Nie stację!- Miejsce, w którym mogłem się wyciszyć… - Ja swoje zacisze znalazłem na strychu budynku naszego internatu. Zawsze kiedy było mi źle, lub potrzebowałem pobyć sam ze swoimi myślami właśnie tam czułem się najlepiej- Opowiedziałem Tatianie o mojej odskoczni. ***

Któregoś jesiennego dnia, jeszcze w pierwszej klasie chodziłem strasznie przytłoczony. Był to dzień zerwania z Alicją- moją dziewczyną. Mówiąc precyzyjnie: to ona zostawiła mnie, i na dodatek dla mojego przyjaciela z gimnazjum. Zrozpaczony i samotny jak jeszcze nigdy błąkałem się po pustych korytarzach. Nie chciałem iść do swojego pokoju. Mieszkało ze mną jeszcze trzech chłopaków, więc o prywatności nie było mowy, a ja nie chciałem by ktokolwiek się nade mną użalał. Krążąc tak między piętrami nagle znalazłem się na samym szczycie czteropiętrowego budynku. Na malutkim korytarzu znajdowały się tylko dwie pary drzwi. Pierwsze z nich była zamknięte na cztery spusty, natomiast drugie… Naciskając klamkę wszedłem do środka. Znalazłem się na ogromnym zagraconym poddaszu. Czego tam nie było! Wszędzie piętrzyły się niezliczone stosy starych szkolnych krzeseł, i ławek, a wśród istnej kolekcji szaf brakowało chyba tylko tej od Narnii. Pomiędzy walały się jeszcze masy innych nieużywanych rupieci. Ramy na obrazy, stosy książek, elementy garderoby, uschnięty kaktus zapewne pamiętający czasy niemieckiej okupacji… Zapomniawszy na moment o bożym świecie ruszyłem przed siebie lustrując wzrokiem piramidy przedmiotów. Ostatecznie usiadłem na stojącym przy oknie, starym, rozwalającym się fotelu. Widok za oknem był wspaniały. Chodź znajdowałem się zaledwie na czwartym piętrze widziałem dokładnie rynek w centrum miasta i wszystkie odchodzące od niego uliczki, a także niezliczone masy ludzi przecinających plac ze wszystkich stron. Siedziałem tak wlepiając wzrok w tę brudną taflę szkła, aż nie powróciło bolesne wspomnienie. Przełykając gorzkie łzy oparłem się na tyle wygodnie na ile pozwalał stan tego mebla i tak zasnąłem. Gdy obudziłem się rano, byłem już całkiem spokojny, jakbym przez sen ostatecznie…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych