Duch z nekropolii
Duch z cmentarza starszy ludzi. Andy postanawia go zgłdzic
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Było ciepłe, jesienne popołudnie. W Yowobergu – malutkim miasteczku niedaleko Nowego Yorku – jak co dzień, nie działo się nic ciekawego. Przed garażem jednego z domów piętnastoletni Andy przystosowywał rower do zimy: wymienił linki hamulcowe, naoliwił łańcuch i zębatki oraz wymienił opony na zimowe. Robił to żeby móc korzystać zimą z roweru. Jazda na rowerze była jego miłością. Uprawiał tą dyscyplinę sportu zawodowo. Wiele razy brał udział w wyścigach kolarskich i innych tego typu imprezach. I odnosił w nich całkiem niezłe wyniki. Gdy miał dziesięć lat, zajął drugie miejsce w wyścigu z Nowego Yorku do Filadelfii. Był to na razie jedyny jego sukces w karierze kolarskiej. Brał też udział w kilku imprezach kolarskich w Europie: Tour de France, Tour de Pologne i Vuelta el Espana (wszystkie w kategoriach juniorskich)
Sam Andy był dość silnym, dobrze zbudowanym nastolatkiem. W szkole miał bardzo dobre stopnie, był lubiany, miał wielu przyjaciół. Był bardzo inteligentny, dużo czytał książek – zwłaszcza tych o kolarstwie. Kolekcjonował magazyny poświęcone kolarstwu.
Andy dawno temu postanowił rozkręcić biznes rowerowy – warsztat. Mieszkańcy miasteczka przychodzili do niego z zepsutymi rowerami, a on je naprawiał: rozkręcał, wymieniał bądź naprawiał uszkodzone elementy, smarował łańcuch, wymieniał linki hamulcowe, a po wszystkim składał rower w całość. Od czasu otwarcia warsztatu całkiem nieźle się wzbogacił.
– Ratunku! – nagle usłyszał krzyk. Odłożył klucz francuski na ziemię, podniósł się i rozejrzał. Ulicą biegła kobieta i krzyczała wniebogłosy.
– Ratunku! Ratunku!
Musiała mieć około czterdzieści lat. Ubrana była w szary płaszcz sięgający ziemi. Na noga miała czarne, lakierowane kozaki z wysoką cholewą. Przez ramię miała przewieszoną brązową torebkę, którą przytrzymywała, żeby jej nie spadła podczas biegu. Była przerażona i blada.
Z domu wybiegł tata Andy`ego – Steve. Był bardzo umięśnionym facetem – uprawiał kulturystykę, jak i podnoszenie ciężarów, ale to bez jakichkolwiek sukcesów.Wzrostu był niedużego. Łysina i duża broda nadawały mu wygląd rosyjskiego chłopa. Wyszedł na ulicę. Kobieta zatrzymała się przed nim. Dyszała za zmęczenia, aż w końcu padła mu w objęcia. – Spokojnie pani Fredriksson, spokojnie – powiedział Steve, trzymając kobietę za ramiona – Co się stało? Ducha pani zobaczyła czy co? – On... – próbowała coś mówić, ale nie mogła wydusić ani słowa. – On.. wrócił!... –Kto wrócił?
Kobieta cały czas oddychała ciężko.
– Grabarz.
Mężczyzna przeraził się, gdy to usłyszał. Czuł, że ze strachu osiwiał. Andy stał przy rowerze i nic nie rozumiał. „Jaki grabarz?”
– Jest pani pewna? – spytał Steve.
Kobieta opowiedziała całą historię.
– Szłam, proszę ciebie na cmentarz żeby odwiedzić grób świętej pamięci męża. W pewnym momencie zauważyłam, że z grobu grabarza zniknęła płyta. Podeszłam bliżej. Gdy się pochyliłam zobaczyłam dwumetrową dziurę w ziemi, na której dnie leżała otwarta trumna, a w niej leżały kości. Przeraziłam się i uciekłam.
Gdy kobieta przestała opowiadać, Steve poczuł jak włosy stają mu dęba.
Wieczorem Andy jadł kolację. Steve siedział przy stole, ale nie jadł. Cały czas myślał o grabarzu. Andy miał ochotę zapytać tatę o to, co opowiadała pani Fredriksson, ale się wahał. Miał świadomość tego, że to dość drażliwy temat, o którym tata na pewno nie chciał rozmawiać. Ale po chwili zdecydował się zapytać.
– O co chodzi z tym grabarzem?
Steve wyrwał się z namysłów i spojrzał z powagą na syna. Bał się mu o tym opowiadać, ale wiedział, że nie może trzymać syna w niewiedzy. Podrapał się z tyłu głowy i rzekł.
– Słuchaj uważnie. Dwadzieścia lat temu zmarł grabarz. A to nie był zwykły grabarz – to był istny fanatyk. Bardzo lubił swoją pracę, kochał wręcz. I od czasu pogrzebu każdego roku w okolicach pierwszego listopada jego duch wychodzi z grobu i krąży między nagrobkami szukając okazji do pochówku. Istne szaleństwo.
Andy`emu zachciało się wymiotować. Rzucił sztućce na talerz z jedzeniem i pobiegł do łazienki.
Noc. Andy leżał w łóżku ale ze strachu nie mógł zasnąć. Był przerażony opowieścią taty. Odwrócił się w stronę okna i spoglądał na czarne niebo. Po chwili przypomniało mu się, że jutro... pierwszego listopada! Nagle wpadł na pomysł. ”Pójdę na cmentarz i sprawdzę co to za jeden”. Wstał z łóżka, ubrał się i wyszedł po cichu z domu. Zamknął drzwi i rozejrzał się w około. Był środek nocy. Ciemność ogarniała całe osiedle. Idąc bał się, że zaraz ktoś go w tych egipskich ciemnościach zaatakuje. Cmentarz znajdował się na tej samej ulicy, na której mieszkał Andy, ale dzieliła go od niego odległość okołom trzech kilometrów.
Po dziesięciu minutach był na miejscu. Stanął przed wielką, dwuskrzydłową bramką wykonaną z żeliwa. Pchnął prawe skrzydło i wszedł do środka. Rozejrzał się w około. Ani śladu bestii. Szedł powoli główną alejką i rozglądał się. Ani śladu grabarza. Powoli zaczął wątpić w istnienie tajemniczego potwora.
Nagle usłyszał, że ktoś otwiera bramę. Spojrzał się w tamtą stronę i... zobaczył białą postać wchodzącą na cmentarz. Ubrana była w stare, postrzępione ubrania. W ręku trzymała łopatę. „To on!”. Andy schował się w krzakach i obserwował zjawę. Szła między nagrobkami, aż w końcu zniknęła. Andy poderwał się i ruszył powoli w tamtym kierunku. Gdy doszedł na miejsce zobaczył otwarty nagrobek, od którego płyta leżała obok. Wewnątrz grobu była dziura wielka na dwa metry. Andy podszedł bliżej i spojrzał w dół. Dostrzegł otwartą trumnę, w której leżały kości i czaszka. Spojrzał na płytę grobową leżącą obok pomnika. Widniał na niej napis:
Ś.P. Harrison Smith 1920 – 1996
Andy z impetem wskoczył na kaganek i wpadł do domu. Zamknął drzwi i oparł się o nie plecami. Ciężko oddychał. Odwrócił się i spojrzał przez wizjer w drzwiach. Nikogo nie było. Pobiegł po schodach do pokoju i wskoczył pod kołdrę. Zakrył się nią cały. Trząsł ze strachu.
Obudziły go promienie Słońca wpadające przez okno. Odwrócił się w przeciwna stronę. Na ścianie wisiał kalendarz, a na nim widniała data – 1 listopada. „O kurwa! To dziś!”. Zszedł do kuchni, skąd dochodził zapach świeżej kawy. Przy stole siedział Steve, odziany w biały szlafrok. Czytał gazetę.
– Cześć tato – powiedział Andy, wyciągając dłoń w jego stronę.
Steve nie odpowiedział, tylko uścisnął dłoń syna. Andy usiadł naprzeciwko niego. Nalał sobie kawy do kubka i zerknął na gazetę, którą trzymał w rękach Steve.
– Coś ciekawego? – spytał Andy.
Steve przewrócił gazetę na pierwszą stronę i podał ją Andy`emu.
– Piszą o grabarzu – powiedział i wziął głęboki łyk kawy. Steve kochał kawę. Potrafił wypić nawet dwa litry dziennie. Ale nałóg kofeinowy spowodował poważne problemy z sercem. Andy wziął gazetę i zaczął czytać.
Duch grabarza znowu atakuje!! Wczoraj w godzinach popołudniowych, w okolicach cmentarza miejskiego, widziany był duch, prawdopodobnie zmarłego przed kilku laty grabarza tutejszej parafii, który zmarł 20 lat temu. Policja już dokonała oględzin terenu. „Wszystko wyglądało na nienaruszone. Nie znaleziono także żadnych poszlak” – twierdzi komendant Andrew Ryan.
„Nienaruszone?” – zdziwił się. – „Przecież płyta leżała obok grobu!”
Steve wziął do ręki.
– Chciałem iść dziś do mamy, ale psy mnie pewnie nie wpuszczą.
Andy zaniemówił. „Mama”.
Kate – mama Andy`ego i żona Steve`a – zmarła trzy lata temu w wyniku komplikacji po operacji plastycznej powiększenia piersi. Chłopiec bardzo przeżył śmierć mamy, ale jeszcze bardziej przeżył ja Steve. Pół roku dochodził do siebie po śmierci ukochanej. Była jego pierwszą, wielką miłością, całym światem. Był na siebie wściekły, że dopuścił do tej operacji. Od samego początku był temu przeciwny, ale w końcu, po długich namowach żony, zgodził się. Od śmierci Kate Steve nie związał się z żadna kobietą. Wolał zając się wychowaniem syna. W końcu tylko on mu został. Wziął łyk kawy, po czym wstał od stołu i poszedł do pokoju. Ubrał się i wyszedł z domu. Szedł przez rynek Yowobergu wzdłuż starej kamienicy aż w końcu wszedł do środka. Pobiegł po schodach na drugie piętro i podszedł do drzwi, na których wisiała tabliczka:
BIBLIOTEKA MIEJSKA Dział komputerowy.
Wszedł do środka. Jego oczom ukazała się niewielkich rozmiarów sala z dwoma rzędami komputerów. Usiadł na pierwszym, lepszym stanowisku i zaczął szukać informacji. Po chwili znalazł stronę ze zdjęciami starych gazet. Jego uwagę przykuł nagłówek:
„Duchy na cmentarzu?” 2 Listopada 1999 Wczoraj na cmentarzu miejskim w Yowobergu znaleziono ciało młodego mężczyzny. Zgon nastąpił w wyniku uderzenia głową o kamień, a upadek ten spowodowany był prawdopodobnie zasłabnięciem. Policja przeczesała teren cmentarza. Podczas przeszukiwania funkcjonariusze natknęli się na zniszczony grobowiec.
Na zdjęciu widniała fotografia zdewastowanego nagrobka, na którym widniało imię i nazwisko grabarza.
Policja rozpoczęła poszukiwania osoby odpowiedzialnej za dewastację grobu.
Andy oglądał dalej, ale nie znalazł nic ciekawego więc wrócił do poprzedniego artykułu. Przeczytał go jeszcze raz. „Tyle lat tu mieszkam i dowiaduje się o tym dopiero teraz?” – pomyślał.
Gdy już kilka razy przeczytał artykuł, wstał i wyszedł z sali.
Wyszedł z biblioteki. Idąc słyszał jak ludzie opowiadali o duchu. „Oho – pomyślał. – Już wiedzą. Na pewno nie pójdą dziś wieczorem na cmentarz.”
Wszedł do domu. Zobaczył, że nie ma butów Steve`a, co miało znaczyć, że ojciec był w pracy. Pracował jako kelner w jedynej restauracji w mieście, mimo że z wykształcenia był magistrem logistyki. Ale Yowoberg to nie Nowy Jork – trzeba brać co jest. Tak więc został kelnerem.
Andy podszedł do drzwi znajdujących się naprzeciwko schodów prowadzących na piętro, otworzył je i znalazł się w garażu. W środku zaparkowany był ford mustang z 1966 roku. Andy przeszedł obok niego i przystanął przy stole roboczym, na którym znajdowały się śrubokręty, piła do drewna, imadło i poziomica. Nad stołem wisiał rząd szafek. Andy otwierał każdą po kolei, aż w końcu znalazł to, czego szukał – dwulitrowy słoik z przeźroczystą substancją. Na szkle przyklejona była karteczka z napisem kwas siarkowy (VI). Chłopak ostrożnie otworzył słoik i powąchał płyn, po czym szybko zamknął naczynie. Rozejrzał się wokoło i dostrzegł, że na oponach stojących pod ścianą leży pusta butelka po płynie do szyb. Andy wziął butelkę i zapełnił ja w połowie kwasem ze słoika. Zakręcił mocno i postawił ją na stole, a słoik schował z…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil siergiej379
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…