Wróć do katalogu

Dzieci Agaty

Ukryty w gęstwinie leszczyny dom...

Voyageropublikowano 28 sierpnia 20258 min czytaniajeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Ukryty w gęstwinie leszczyny dom z przestronnym przeszklonym gankiem stał na północnych krańcach wioski, w połowie pnącego się stromizną ku kościołowi zbocza. Biegnącą zoboczem góry, wiodącą do niego polną drogę zdobiły na przedwiośniu aksamitne kotki wierzbowych bazi, a wiosną rozświetlały kandelabry biało kwitnących kasztanów i dlatego ludzie nazywali ten przysiółek, Kasztanki. Pogodną wiosenną porą Agata zabierała o poranku najmłodszą córeczkę i wędrowała z nią przez góry i doliny kilkanaście kilometrów w odwiedziny do krewnych. Zapatrzona w przeszłość, przystawała na ostatnim wzniesieniu przed kresem wędrówki i ciężko wzdychając, spoglądała ku rubieżom widnokręgu, gdzie w oddali wznosiły się na kraju wsi zabudowania okazałego dworu. - Czemu tak wzdychacie? - pytała córeczka. - A co ci tam, dziecko, będę opowiadać - zbywała i ruszała zasmucona z córeczką w dalszą drogę do mieszkającej w wiosce rodziny. Im bliżej było do celu, tym wyraźniej dawał się słyszeć stuk młotka ze stojącej w pobliżu dworu kuźni. Kiedyś jej trudniący się kowalstwem ojciec mieszkał w tym dworze, jako syn dziedzica, ale jego ojciec rozparcelował majątek pomiędzy czterech synów, Trzech braci sprzedało swoje działy nowemu właścicielowi, a czwarty, jej ojciec o imieniu Andrzej, powiedział, że ojcowizny nie sprzeda i zaczął zarabiać na życie kowalstwem, postawiwszy na swojej ziemi kuźnię. Nie popuścił nowy właściciel dworu Andrzejowi, ojcu Agaty, tak go ciągle namolnie nachodził w kuźni, że w końcu nagabywany przez niego Andrzej mu pokazał mu zapis, testament ojca. - A po co ci Andrzej ten zapis? - mruknął nowy dziedzic, rzucając testament w płonący na kuźni ogień i zasłaniając Andrzejowi do paleniska drogę. - Ty, tu będziesz miał u mnie dobrze! - bajerował. -Kuźnię będziesz sobie dalej prowadził, a ja za dzierżawę nie będę brał pieniędzy i jeszcze będę ci trochę płacił za robotę. Niedługo potem Andrzej ze zgryzoty pomarł, a Agata poszła kilka wiosek dalej do bogatej rodziny na służbę i po jakimś czasie wyszła za syna gospodarza. I dopiero wtedy, po wielu latach, dowiedziała się przypadkowo całej prawdy o dziadku, Andrzeju, i zrozumiała, czemu mama tak wzdychała, patrząc na rozciągające się w oddali dworskie pola.

Mijały lata, Agacie i jej pracującemu w pobliskim browarze mężowi rodziły się kolejne dzieci i z biegiem lat, ukryta w gęstwinie leszczyny chata zaczęła rozbrzmiewać dziecięcym gwarem siedmioosobowej gromadki. Mający jakieś trzy, cztery latka chłopczyk był najmłodszy spośród biegającej po podwórku piątki dzieciaków i starsza o kilka lat siostrzyczka miała go pilnować, ale jak małe dziecko może upilnować jeszcze mniejsze dziecko? Dzieciaków wprawdzie było siedmioro, ale dwóch najstarszych braci już na siebie zarabiało, pomagając w utrzymaniu rodziny. Siedemnastolatek terminował w pobliskim miasteczku u majstra, a czternastolatek z pomocą młodszego rodzeństwa dźwigał co tydzień kilka kilometrów do stacji kolejowej koszyk jajek i jechał je sprzedać na bazarze w odległym o pięćdziesiąt kilometrów Krakowie. A najmłodszy chłopczyk biegał sobie z rodzeństwem po podwórku, bodbiegając do płotu i chwaląc Boga do przechodzących drogą ludzi. A taki był nad wiek rozgarnięty, że znał na pamięć z kalendarza wszystkie kościelne święta i chociaż sam jeszcze nie chodził do szkoły, to uczył starsze rodzeństwo tabliczki mnożenia. - Agato, ten chłopok jest za mądry, on się wom nie będzie chowoł! - prorokowały złowieszczo przychodzące do Agaty w odwiedziny sąsiadki Samonakręcająca się przepowiednia? Wywoływanie

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych