Wróć do katalogu

DZIEDZICTWO ARCHANIOŁÓW CZ.1

Archaniołowie przybierają ludzką postać by przypomnieć ludziom o swoim istnieniu. Wzamian zakochują się w ludzkich kobietach . W dniu narodzin ich synów powstaje Dziedzictwo Archaniołów.

Julia200025, opublikowano , 42 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Dziedzictwo Archaniołów

,, Gdy na Ziemi zapanował chaos, a świat spowiła ciemność zgromadzenie Anielskie zebrało się w ogrodzie Diokleckim.

- Nasz brat dąży do zguby ludzkości! - Wrzasnął Gabriel. - Zatracił się w swych żądzach i pragnieniach! Ludzkość jest zbyt słaba, by stawić mu czoła samodzielnie. Potrzebują głosu rozwagi, zrozumienia i uleczenia! Tylko tak zdołają przezwyciężyć moce Lucyfera! Tylko dzięki wzmocnieniu stawią mu opór. - Wyjawił, swoje myśli spacerując, między braćmi.

Kilku pokiwało głowami, inni zachmurzyli się na te słowa.

- Człowiek otrzymał rozum i wolną wolę. Mają wszystko, co konieczne, by podejmować własne decyzje umożliwiające im naukę, rozwój i przygotowanie do dalszej wędrówki! - Sprzeciwił się Metatron. - Tego przecież pragnęli! Wolności i Prawa wyboru! Ich marzenie zostało spełnione. Nie widzę powodu, by zakłócać ich świat, który tworzą według własnego uznania!

Gabriel roześmiał się pogodnie, podszedł, do brata zarzucając, swoje ramię na jego. - Czy nie przemawia przez Ciebie złość, mój bracie? - Zapytał niewinnie.

- To nie złość! Nie łamię swego słowa! Chcieli wolności, otrzymali ją. Znali nasze obawy! Odrzucili naszą pomoc! Twierdzili, że poradzą sobie sami. Więc cóż nam pozostało? - Zapytał Metatron.

- Minęły pokolenia od tego dnia! - Zauważył Gabriel. - Na ziemi już nie ma tych, którzy opuścili bramy Anielskie! Niektórzy powrócili, inni ...

- Inni wybrali pałace Lucyfera! I cóż nam do tego? Ich życie, ich droga, ich marzenia i ich decyzje! Tego pragnęli, wolnej woli! - Zauważył Metatron.

- A jednak Lucyfer krąży po ich terenie ... To Ci nie przeszkadza? Przedstawia im fałszywy obraz prawdziwego szczęścia, to Cię nie gorszy? - Zapytał podchwytliwie.

- Mają zdolności do wzrastania w mądrości. Jeśli nie potrafią zrozumieć prawdziwej drogi ku światłości ... Jeśli są tak płytcy, słabi, leniwi ...

- Gabriel ma rację, Metatronie. - Przerwał mu Rafael. - Lucyfer przez swą złość na nas i własną żądzę władzy niszczy ich ... Minęły wieki w ich pojmowaniu, od kiedy człowiek opuścił nasz dom. A w tym czasie my. Szanowaliśmy ich wybór. Jednak czy to właściwe podejście? Być może, zamiast zasłaniać się tym argumentem, powinniśmy ich wesprzeć w tym wyborze.

Metatron wykrzywił swe usta w złośliwym uśmiechu. Rozejrzał się po zgromadzonych Aniołach i Archaniołach. - Kto podziela zdanie Rafaela? Aniołowie? - Zapytał.

Ogród zafalował, od delikatnego ruchu ciał anielskich. W końcu w górę poszybowało setki dłoni, Aniołów pierwszego, drugiego i trzeciego chóru.

- I jak chcielibyście ich wspierać? Szanując ich wybór, ich potrzebę bycia samodzielnymi istotami? Nie chcą być podwładnymi, nie chcą kierownictwa, ani dobrych rad! W takim razie jak chcecie im pomagać. - Zapytał Metatron.

Zapanowała cisza i niepewne spojrzenia. Rafael wystąpił na przód, jednak Metatron uniósł swą dłoń.

- Daj wypowiedzieć się Aniołom, Rafaelu. - Poprosił Metatron, na co Rafaela przewrócił oczami.

- Będziemy ich strzec! - Z tłumu wydobył się głos.

- Jeśli o to poproszą. Dla siebie lub swych dzieci. Staniemy przy ich boku. Jeśli nas odrzucą ... Odejdziemy. Ich wybór. Ich wolna wola. Ich decyzja.

Anielskie głowy pokiwały w geście zgody na te słowa.

Metatron zmrużył swe oczy, ale kiwnął głową w geście zgody. - Brzmi jak plan godzien aprobaty! - Okrzyknął. - Tylko ... Zapominamy o jednym ważnym aspekcie.

- Niby jakim! - Zadrwił Gabriel.

- Człowiek nie widzi Aniołów! - Wyjaśnił Metatron. - Jak chcecie, złożyć im propozycję pomocy skoro nie macie, możliwości ujawnienia im się. Jak słusznie zauważono, minęły wieki! Kolejne pokolenia naszych przyjaciół zatraciło umiejętność rozmowy z Aniołami.

- Nie zatracili! Zapomnieli ... - Zauważył Rafael.

- Więc jak chcecie im przypomnieć tę zdolność? - Zapytał Metatron.

- Archaniołowie mogą przyjmować ludzką postać! - krzyknął Anioł z drugiego chóru Anielskiego. - Możecie. Przyjąć ludzkie ciało i ... Przypomnieć im o nas! A wówczas ci, którzy uwierzą, w nas ponownie odzyskają, zdolność rozmowy z Aniołami!

- Do czasu kiedy ponownie nie zapomną! - Zauważył Metatron. - Zapominacie, że my Archaniołowie, także mamy swe ograniczenia! Przyjęcie ludzkiego ciała jest możliwe, owszem, ale osłabia nasze moce! Osłabia Nas. Ten, który zaryzykuje, tak wiele raz nie zdoła, tego zrobić ponownie! Bez mocy Archaniołów dom Anielski upadnie! Chcecie zaryzykować tak wiele. Odebrać szansę wiecznego szczęścia tym, którzy słuchają swojego sumienia? Aniołów jest tysiące. Nas Archaniołów zaledwie dziesięciu! - Żauważył, rozglądając, się po braciach.

- Razielu, Zafkielu, Zadkielu, Chamaelu, Rafaelu, Hanielu, Michaelu, Gabrielu i Sandalfonie! Jesteście gotowi podjąć, tak wielkie ryzyko? Pamięć ludzka jest ulotna, gubią się w swych decyzjach, wierze, a przyjęcie ludzkiego ciała trwa tak długo, jak ich ludzkie życie! Ile pokoleń zapamięta Wasze nauki? Jedno? Dwa? Przy odrobinie szczęścia Trzy! Trzy ludzkie pokolenia! To ułamek naszego życia! W mojej ocenie osłabienie fundamentów Ziemi Anielskiej dla trzech ludzkich pokoleń nie jest warte! To moje zdanie.

- Nie róbmy nic! I w dalszym ciągu pozwalajmy traktować dusze ludzkie jak zabawki rozkapryszonego Lucyfera! - Wrzasnął Anioł z czwartego chóru.

- Musimy coś zrobić!- Poparły go inne Anioły.

- Ja pójdę ... - Powiedział Archanioł Gabriel.

Metatron uniósł swe brwi, po czym wybuch śmiechem. - Od początku to planowałeś Gabrielu, prawda? Odkąd Lucyfer opuścił, ziemię Anielskie jesteś, znudzony! Nie masz z kim toczyć swych bitewek, prawda? Strzeżenie granic Anielskich Ziem to dla ciebie za mało? -Zapytał. - Szukasz powodu do wojny! - Wrzasnął ganiącym tonem. - Lucyfer i Gabriel na ludzkiej Ziemi! Zastanówmy, się czym to się skończy! - Zadał drwiące pytanie Aniołom.

- Nie obrażaj mnie!! - Przerwał tyradę Metatrona Gabriel.

- Nie obrażam Cię, bracie! Jednak wszyscy znamy twój charakter! Twój dar i to do czego zostałeś stworzony! Nudzisz się! Jesteś znudzony od dnia, gdy Lucyfer przeszedł przez bramy Anielskie! Jesteś znudzony od dnia, gdy Adam ze swymi dziećmi opuścił swój dom! Jesteś Znudzony! To jest powodem twojej troski o ludzkość! - Zauważył Metatron.

- Pójdę z nim. - Stwierdził Rafael.

Metatron roześmiał się na tę propozycję! - Jest ratunek! Tych, których nie zabije Lucyfer i Gabriel, Ty uleczysz! Plan idealny. - Zadrwił Metatron.

Przed szereg Archaniołów wystąpił milczący do tej pory Michael. - Wyruszę z nimi. - Powiedział zrezygnowanym tonem. - Przypilnuje, by nie narobili, głupot. - Zapewnił."

Rozdział 1 ~Christopher ~ - Bóg stworzył wszystkich Aniołów w swoim czasie i z nicości. Istoty stworzone, rozumne, wolne, duchowe oraz osobowe, są to pełne osoby wyższego rodzaju, dużo doskonalsze od człowieka. Nie są to byty materialne. Teologia ujmuje je funkcjonalnie i uczy, że Aniołowie nie wpływają na dzieje doczesne, ale tylko na dzieje zbawienia, tzn. są pewnymi znakami Boskiej realizacji historii zbawienia!

Christopher ziewnął potężnie. Ganiące spojrzenie Matki spowodowało, że zamaskował ten odruch swojego znudzonego ciała, dłonią. Aleksander przysypiał, Chris rozpoznawał to nieobecne spojrzenie informujące, że jego brat był w tym miejscu, w tym czasie, jedynie ciałem. Dusza zapewne ulotniła się do krainy Aniołów i wiecznego perfekcyjnego szczęścia. Nastolatek spojrzał na balkon po drugiej stronie kaplicy.

Rodzina Raf.

Franciszek Raf, siedział na swoim krześle wsłuchany w wygłaszane słowa, prezentując sobą cały majestat i dostojeństwo głowy rodu. Ksawery Raf z zamyśleniem wpatrywał się w posąg Archaniołów. Jego małżonka Catherine, piękna niczym postać z baśni tuliła do piersi śpiącą Marię. W tym momencie Chris żałował, że sam nie ma już czterech lat. Obok matki siedziała Anna. Posągowa piękność, idealna mieszanka ojca i matki. Jej wyprostowane jak struna ciało powodowało, że chłopak poczuł kolejny raz potrzebę poruszenia się. Za co oberwał nieprzychylne spojrzenie, tym razem od dziadka. Przewrócił oczami na surowość spojrzenia i powrócił do swojego jedynego ciekawego zajęcia. Obserwacji. Jego wzrok trafił na ciemne spojrzenie przyjaciela i uśmiechnął się.

Pierwszy raz od godziny, jaką był zmuszony spędzić w tym miejscu. Tymoteusz odwzajemnił uśmiech i ziewnął. Na co Chris zaśmiał się zdecydowanie o kilka tonów za głośno. Kolejne ganiące spojrzenia. Zwiesił głowę, by obserwować swoje pantofle. Jednak obuwie nie prezentowało sobą nic ciekawego, dlatego uniósł głowę, a jego wzrok padł na kolejny balkon. I spochmurniał.

Dziadek Maksymilian.

Siedział sam. Jak zawsze, od kiedy Christopher tylko pamiętał. Czyli całe jego czternastoletnie życie. Podobno nie zawsze tak było. Były czasy, kiedy nikt z nich nie musiał się ukrywać. Podobno jego ojciec, wuj Ksawery, a nawet syn dziadka Maksymiliana, którego imienia nikt nie wypowiadał, spędzali nabożeństwa na dole. Razem z innymi miejscowymi dziećmi Monte Sant Angelo.

Jednak Christopher nigdy nie zaznał uroku tego miasteczka, ani dobroci mieszkańców w sposób, w jaki wspominali to miejsce jego bliscy. Monte Sant Angelo kojarzyło mu się tylko z ponurym obowiązkiem przybycia tu na obrzędy związane ze Świętem Archaniołów, Gabriela, Rafaela i Michaela, który jest znany jako jeden z głównych bohaterów Anielskich i obrońca przed ciemnością zimowych nocy.

Tradycyjnie uważano, że siły Lucyfera są silniejsze w dniach zimowej ciemności, stąd wszystkie zwyczaje i obrzędy związane z tą porą roku. I tak każdego roku 29 września przyjeżdżali tu do Monte Sant Angelo, aby powierzyć opiece swoje rodziny Archaniołom.

Zwyczaj ten był przestrzegany każdego roku, bez wyjątku, bez względu na jakiekolwiek plany czy wydarzenia losowe. Chłopak, wiele razy zastanawiał się, co by było, gdyby rozchorował się, akurat tego jednego dnia. Jednak parszywy los jakoś zawsze sprawiał, że choćby jak się starał, to nigdy nie mógł, złapać tego dnia, nawet najmniejszego kataru! A jeśli Archaniołowie istnieją to wiedzą doskonale, że był bardzo twórczy w swoich próbach.

Dzień Świętych Archaniołów zawsze spędzali w Monte Sant Angelo. Na nudnym nabożeństwie i jeszcze nudniejszym udawaniu, że wcale ich tu nie ma.

Ojciec Christophera wiele razy wspominał, że jako dziecko, wyczekiwał tego dnia bardziej niż gwiazdki. Wspominał zabawy z miejscowymi dzieciakami, paradę trzech Archaniołów, kolorowe stroje, wesołe pieśni. A gdy niebo okrywało, się ciemnością następował, punkt kulminacyjny świętowania. Puszczanie lampionów. Podobno nic piękniejszego zobaczyć nie można. Podobno ... Im nie pozwalano brać udziału w paradzie. Tym bardziej w nocnym puszczaniu lampionów. Przyjeżdżali na Nabożeństwo i wychodzili chwilę po jego zakończeniu. Podziemnym przejściem, prosto do auta, skąd jechali na lotnisko, a piękno Włoskich miejscowości mogli podziwiać co najwyżej na pocztówkach pamiątkowych, jakie można było zakupić na lotnisku i to pod warunkiem, że czmychnęli niepostrzeżenie spod czujnego spojrzenia opiekunów.

W czmychaniu i wymykaniu się zarówno on, jak i Tymoteusz osiągnęli mistrzostwo. Tak twierdzi ochrona, a kiedy to stwierdzenie dotarło, do rodziców skończyli, z rzemykami z zawieszonym GPS-em.

Żyli w zamknięciu, chronieni na każdym kroku, a wszystko przez Archaniołów i przez to, co wydarzyło się na kilka godzin przed ich urodzeniem. Tu w Monte Sante Angelo.

Miało być ich trzech. Jak zawsze, według dziwacznej tradycji ich rodów. Pierworodni zawsze rodzili się tego samego roku. Choć w historii byli chyba jedynymi, którzy urodzili się tego samego dnia. Podobno to przychylność, Aniołów odpowiadała za te niespotykane zrządzenie losu.

Tymoteusz twierdził, że to żadna Boska siła, a jedynie dowód na to, że z ich przodkami, dziadkami i ojcami było, coś mocno nie tak jak być powinno, pod względem psychicznym, a Chris podzielał to zdanie. Jednak fakt był taki, że miało być ich trzech. On, Christopher syn Tomasa Gabrielsa, Tymoteusz, syn Ksawerego Rafa i trzeci bezimienny wnuk Dziadka Maksymiliana. Urodził się martwy, po tym, jak chora psychicznie kobieta wbiła dwudziestocentymetrowy nóż w brzuch jego matki. Zmarli w drodze do szpitala. To wtedy czternaście lat temu, ród Maksymiliana Michella upadł.

Jego syn podobno popadł, w stan skrajnej rozpaczy po śmierci żony i syna. Odszedł. Zmienił, nazwisko i ślad po nim zaginął. Był jedynym żywym członkiem ich klanu, który ignorował święto Archaniołów. W tym momencie Chris bardzo żałował, że nie może pójść jego śladem.

- Christopher! - Cichy szept matki przywrócił go do świata żywych. Rozejrzał się, by stwierdzić, że następuje koniec jego męczarni. Odchrząknął, nim wypowiedział, słowa wtłaczane w jego umysł od najmłodszych lat.

- Angele Dei, qui custos es mei, me,

tibi commissum pietate superna,

illumina, custodi, rege et guberna.

Amen.

Rozdział 2 ~Tymoteusz~

Na świecie jest wiele religii, wiele wierzeń. Moja rodzina, nie wierzy, tak naprawdę w żadną z nich. Wychowałem się na powieściach i słowach, że to, gdzie teraz jesteśmy, jest, tylko przystankiem. Czasem określonym, służącym do przygotowania się, do dalszej drogi. Wychowano mnie, też w poczuciu, że nie jesteśmy sami. Gdzieś tam w innym świecie są istoty, które chcą i mają zdolności w pomaganiu nam. Wystarczy poprosić i wsłuchać się w wewnętrzny głos, który pokieruje mnie, gdy ścieżki mojego życia, zrobią się zbyt skomplikowane, zbyt trudne do zrozumienia. I uczono mnie, od najwcześniejszych lat, jak rozmawiać z Aniołami. I od zawsze zastanawiałem się, co robię nie tak, że one mi nie odpowiadają. Wychowałem się także na legendzie. Pięknej i przerażającej zarazem. Legendzie o Archaniołach, którzy wstąpili z niebios tu na Ziemię, by w najciemniejszych czasach ludzkości przypomnieć, o prawie rządzącym wszechświatem. Legendzie o Trzech Archaniołach, Gabrielu, Michaelu i Rafaelu. Którzy przyjęli ludzkie formy, z misją, by przywrócić w sercach ludzkich nadzieję. Zamiast przynieść światłość, sami pogubili się w krętych losach życia. Stoczyli wiele bitew z siłami ciemności. Popełnili wiele błędów, nim przypomnieli sobie, po co przybyli. Jednak nim rozsądek im powrócił, poczeli tu na Ziemi z ludzkimi kobietami, własne dzieci. Nie były ani Archaniołami jak ich ojcowie, ani ludźmi jak ich matki. Nie były też Aniołami. Nikt nie umiał nadać nazwy, tym nowo powstałym istotom. Według baśni były piękne jak nic innego na Ziemi, roztaczały wokół siebie dobro i poczucie szczęścia, tylko miały defekt, zdradzający kim są ich ojcowie. Miały skrzydła. Skrzydła wychodzące z łopatek, nienaturalne, dziwaczne, niedające im szansy na normalne życie tu na ziemskiej ziemi. Archaniołowie przelękli się, gdy to ujrzeli. Wznieśli swe modły i błaganie do pozostałych Archaniołów. W nadziei, że Ci pomogą im, w ocaleniu nowo narodzonych dzieci. Na Ziemię przybył Metatron. Najstarszy, najmądrzejszy i najrozsądniejszy z całego zgromadzenia Archaniołów. Posiadał dar widzenia przyszłości, ale także jej rozumienia. - Więc znaleźliście, sposób by ludzkość o nas pamiętała! - Zadrwił, obserwując, noworodki wtulone w piersi swych matek. - Przybyliście tu, by wesprzeć ludzi. W zamian poddaliście się ludzkim uciechom. Poddaliście się mocy Lucyfera, który zmącił wasze umysły i te słabe cielesne ciała. Wielka trójca! Tylko mi się wydaje czy, ty Michaelu zobowiązałeś się pilnować swych braci? Byłeś tak pewny swej siły moralnej, swej mocy duchowej. A skusiła cię ludzka piękność, nasłana przez naszego brata Lucyfera. Oh, jaką ma teraz uciechę! Chętnie bym zobaczył, jak wznosi swój kielich w geście triumfu. - Bracie! - Przerwał mu Michael. - Błagamy o twoją pomoc, nie nauki. Wiemy, co uczyniliśmy, wiemy, jak wielki błąd popełniliśmy, jednak to nie ich wina. To nasze grzechy. Oni są czyści i niewinni. To dzieci ... - Ni to dziecię ludzkie ani dziecię Anielskie. To mutanci, bracie. - Zauważył Metatron. - Nie odnajdą spokoju tu na ziemskiej ziemi. Mają ciała słabsze nawet od ludzkich noworodków. - Zauważył Metatron dotykając policzka jednego z noworodków. - Mają też nasze Anielskie skrzydła i poświatę Anielską. Nie mogą zostać tu. Zabierzcie ich do domu, do Ziem Anielskich. Dorosną wśród nas i zobaczymy, co z nich wyrośnie. - Ich matki. - Zaczął Gabriel. Metatron spojrzał na kobiety, marszcząc swe czoło. - Są ludźmi. Ich światło życia jest mocne. Dożyją zacnego wieku. Ich zabrać nie możecie. - Zauważył. -Tak, nasz Ojciec stworzył człowieka. Dopóki światło życia świeci, mają, być tu. Na ziemi. Wszelkie próby zgaszenia go, jedynie zasilą szeregi Lucyfera. Jednak po cóż Wam to tłumaczę? Wiecie o tym, prawda? Gdyby to nie one Was hamowały, zabralibyście, dzieci, wykorzystali swe moce i wrócili do domu Ojca po pomoc. A jednak wezwaliście mnie ... Rozczaruje Was, ogromnie. Nie widzę innego rozwiązania. Archanielskie bękarty nie znajdą spokoju na Ziemi. - Nie! - Zawołała, Hiacynta przyciągając, noworodka do piersi. - Gabrielu błagam! - Wyszlochała. - Nie przeżyje, jeśli mi go zabierzesz. - Przeżyjesz. - Stwierdził Metatron. - Błagam bracie ... Gabriel padł na kolana przed najstarszym i najrozsądniejszym bratem. Szukając, ratunku i pomocy. Metatron podszedł, do niego podniósł, jego ziemskie ciało. - Nie klękaj przede mną, bracie. Bo twój błąd, nie cieszy mnie i nie bawi! Mówię prawdę. Dzieci nie mogą tu zostać. - Jeśli pozbędziemy się skrzydeł. - Zaczął Rafael. - Będą zdawać się bardziej ludzkie ... - Zauważył. - Owszem ... Tu na Ziemi. I zrobisz z nich kaleki na żywot wieczny, w naszym świecie? Potomkowie Archaniołów z obciętymi skrzydłami! Nasz Ojciec nawet Lucyfera, skrzydeł nie pozbawił, a Ty swego Syna tak chcesz okaleczyć? Na jedno ziemskie życie? - To, co mamy robić? - Zapytał Rafael. - Powiedziałem, co macie zrobić. Zabrać je do Ziem Anielskich, Ojciec ich przyjmie pomimo ich światła życia, i pilnować ich wzrastania! Tyle zrobić możemy. - Ich matki ... – Gabriel spojrzał na Hiacyntę z rozpaczą. - Ziemskie życie jest krótkie. Dołączą do nich w okamgnieniu! -Zauważył Metatron. - Dla Ciebie to ułamek czasu! Dla nich to wieczność! - Zauważył Gabriel. - Zgryzota i rozpacz zniszczą ich dusze. - To trzeba było o tym wcześniej pomyśleć! - Wrzasnął Metatron. Noworodki zapłakały od brzmienia jego głosu. Umilkły, gdy tylko dotknęły matczynej skóry. - Sam widzisz. - Wyszeptał Michael. - Są nasze ... Ale też ich ... Potrzebują bliskości matki. Metatron zamknął swe oczy, próbując ujrzeć przyszłość tych dzieci tu na Ziemi. - Zgotujecie im trudny los. - Wyznał. - Będziemy tu! - Zastrzegł Gabriel. - Nasz Czas jeszcze się nie kończy. - Ale się skończy bracie! Dotrwacie w tych ciałach do ich dorosłości! A później ... - A później sobie poradzą, nauczmy ich jak się bronić. - A wnuki? Prawnuki? Ich jak nauczycie? - Nie będą ... - Będą Gabrielu! Jeśli Oni tu zostaną, pojawią się, kolejne pokolenia! Bezbronne! Osamotnione! Na ziemi, na której krąży Lucyfer mający za nic prawo Naszego Ojca! Będzie dążył do ich zguby! Lub nawet zabicia ich! Nie ochronicie dalszych pokoleń! Będziecie, patrzeć jak cierpią, nie mogąc zrobić nic! Bo swą szansę już wykorzystaliście! - Wrzasnął. - Zabierzcie ich do domu Ojca! Dobrze Wam radzę. Matki przetrzymają swe cierpienie! To jedno ludzkie życie! Nie całe pokolenia! Hiacynta zapłakała, wtulając, mocniej dziecię do piersi, Rozalia spojrzała na Metatrona z rozpaczą. Jedynie Sława uniosła się ze swojego siedziska. Wcisnęła zawiniątko w dłonie Michaela. - Zabierz go! - Wyszeptała. Odwróciła się, wychodząc, z komnaty, zamykając wrota, dopiero wówczas do ich uszu dotarł jej płacz, dziecko rozwrzeszczało się na dobre. Michael pogłaskał blady policzek noworodka, patrząc na Metatrona z bólem. - Nie mogę. - Wyszeptał. Według legendy Metatron uległ prośbom braci. Jednak nie odciął skrzydeł ich dzieci. Ukrył je za pomocą swoich mocy. By dzieci wydawały się bardziej ludzkie, bardziej normalne. Trzech Archaniołów zostało na Ziemi tak długo, jak mogli, doczekali czasu, gdy ich synowie dorośli. Zgodnie z przewidywaniem Metatrona doczekali, także wnuków. Jednak Oni już nie mieli skrzydeł. Wydawali się normalni. Trzech Archaniołów opuściło ziemię w przekonaniu, że ich moce i zdolności znikną z Ziemi ludzkich, gdy Światło Życia ich synów zgaśnie. Podobno tak nie było. Podobno ich moce w dalszym ciągu krążą w żyłach ich potomków. Ujawniając się, w co trzecim pokoleniu. Tak głosi legenda. A legendy mają to do siebie, że okruszyna prawdy zawsze w nich drzemie. - Tymoteuszu ... - Ojciec, wytrąca mnie z zamyślenia. Modlitwy się skończyły. Spojrzałem na obraz Trzech Archaniołów. Cały mój problem polegał na tym, że to ja jestem kolejnym, trzecim pokolenie w linii naszej rodziny. To podobno, dlatego zamordowano nienarodzonego dziedzica rodu Michell. To dlatego mi i Christopherowi odbierają wolność i każą żyć w ukryciu. Podobno jesteśmy trzecim pokoleniem. Trzydziestym trzecim od dnia, gdy Aniołowie wstąpili na Ziemię. Jednak nie mamy skrzydeł, nie ma w nas nic nadzwyczajnego. Nic co by nie wyróżniało nas na tle innych. Christopher wyśmiewa moje zapatrzenie w rodzinną historię. Twierdzi, że to puste i idiotyczne historyjki. On chcę wolności, swobody i normalnego…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych