Dzielnica Samobójców cz. V
poranek w mieszkaniu zyjących w Dzielnicy ludzi...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Z ciemności zaczęła wyłaniać się gruba, brudna igła. Gdzieś nad nią kołysała się słaba żarówka, malując na igle cienie, to z lewej, to z prawej strony. Poczuł się jak na morzu. Od kołysania zrobiło mu się niedobrze. Wiedział, że nie jest w stanie utrzymać w żołądku osobliwej mieszaniny, którą musiała stanowić teraz jego zawartość. Jednak zaczerpnął powietrza, głęboko i powoli, chcąc oddalić nieprzyjemny moment torsji. Ból rozchylanych ust był nie do zniesienia. Zrozumiał, że jego twarz przypominać musi teraz wszystko to, co dotychczas widział tylko na filmach. Seria obrazów przebiła się przez ścianę bólu, docierając do oczu jego wyobraźni. „Wściekły byk”, Muhamad Ali w Kinszasie... mecze oglądane najpierw z ojcem, potem z kumplami... dzieciństwo w Ósmej Dzielnicy... wspomnienia rodziców z Czasów Kolorów. Tak matka nazywała lata przed Mutacją. „Skarbie, jakie to wszystko było kolorowe”. Słyszał to zdanie setki razy. Wlewała w niego swoją nostalgię, sentyment - i zgorzkniałość. Poczucie, że życie się kończy z każdym dniem, że nigdy już nie będzie lepiej. Uczucie, z którym zmagała się cała populacja Miasta. Społeczność Miasta-państwa, cholernej Arki Noego, myślał często, arki, z której trzy procent społeczeństwa ucieka, strzelając sobie w łeb. W ciągu ostatnich lat popularność zyskały jednak skoki z budynków. Coś heroicznego zdawało się być w otaczającej cię kałuży krwi i zdumionym wzroku przechodniów. Bo przecież tak niewiele mogło ich jeszcze zaskoczyć. Szerokie siatki i alarmy na dachach najwyższych budynków. Stróże i policjanci pilnujący nie tylko wejść do budynków, ale także tarasów widokowych. Plakaty w kościołach wołające „Wola życia –obowiązek Dzieci Bożych”. „Jesteście średnimi synami historii”, usłyszał w głowie zdanie z jakiegoś starego filmu. Wzrok wbity miał w nieruchomą igłę. Światło żarówki zdawało się być już wszędzie. Wirowało nad nim, nabierało prędkości, potem znów zwalniało. W końcu zrozumiał, że nieruchoma igła tkwi w czaszce i rozsadza ją na pół pulsującym bólem. Żołądek nie wytrzymał. Fala wywołana świetlanym monsunem żarówki popłynęła w górę układu pokarmowego i rozlała się po ranach, pokrywających twarz. Nie miał sił i odwagi ruszyć głową, więc krew zmieszana z pożywieniem spłynęła po policzkach, rozlewając się wokół głowy. Część zalegającą jeszcze w ustach zmuszony był połknąć. Nie był pewien, czy nie tkwi w jakimś koszmarze. Spróbował jeszcze raz poruszyć ustami. Ból rozdarł wargi. Tak jak wtedy, gdy w dziewiątej klasie bił się z chłopakiem, znanym jako „Sztokholm”. Poszło o dziewczynę. Dorian odbił mu ją bez większych starań na swojej imprezie urodzinowej. Miała na imię Mika. A może wcale nie... To była jego pierwsza bójka, najcięższa. Miał złamany nos i wybitego zęba. Ale Sztokholm stracił obie górne jedynki i ze złamanym obojczykiem wylądował w szpitalu. Dorian znów zobaczył tę potyczkę, a ból powodowany tkwiącą w głowie igłą pozwalał mu niemal fizycznie odczuć tamte pamiętne ciosy. Kilka pierwszych należało do rywala, potem jednak Dorian powoli, ale metodycznie zaczął zyskiwać przewagę. Po kilku pierwszych kontruderzeniach bił już tylko on. Ciosy były regularne, mniej więcej jedno co sekundę. Potem zwolnił, widząc, że przeciwnik już nie wstanie. Ale nie przestawał. Wizyta u psychologa nie pomogła. Zawieszenie w prawach ucznia też nie. Lubił się bić, rozładowując przy tym narastającą, młodzieńczą frustrację. Wcale się z tym nie krył. Mika przez pół roku spotykała się tylko z nim. Potem już ze wszystkimi. Ale nigdy nie miał o to pretensji. Niewielu ludzi miało wtedy stałych partnerów, tak samo jak niewielu miało w życiu cel. Czuli się usprawiedliwieni tym, co działo się na zewnątrz Miasta. „Jeszcze nigdy w historii ludzkości wartości nie były tak względne”, powtarzał któryś ze znanych socjologów. Ale nikt nie znał odpowiedzi na pytanie „Co dalej?”. Jedynie władze robiły co mogły. Propaganda rozpanoszyła się do granicy absurdu, telewizja była kolorowa jak nigdy, artyści dostawali dotacje, by głosić w swych dziełach pochwałę życia i heroizm człowieka, siłę jednostki, walczącej dla dobra nowego społeczeństwa. Wizje świetlanej przyszłości przytłaczały z ogromnych bilbordów w centrum miasta. Sadzono tyle drzew, ile nigdy wcześniej. Jednak nie było nawet odpowiedzi na natrętną propagandę, cenzurę, pełnię władzy Partii Nadziei. Nie było rewolty studenckiej, żadne mury nie padały, czołgi nie musiały jeździć tam i z powrotem po placach tak, jak w przeszłości. Sceptycyzm był indywidualny, każdy zabijał się powoli w swojej własnej głowie. Depresja stała się gruźlicą XXI wieku. I w przeciwieństwie do gruźlicy chorym obojętne było, czy będą żyli czy nie. Igła zaczęła się obracać. Odruch wymiotny wrócił, jednak w ciele chłopaka nie zostało już nic, co można by jeszcze z niego wylać. „Wtedy wszystko było takie kolorowe. Pamiętam jak z twoim ojcem jeździliśmy za miasto, do lasu i na plaże.” „Na chuj mi to mówisz?! Zamknij się wreszcie, mamo”. Krzyczał przez łzy w swoje osiemnaste urodziny. Potem pojechał z chłopakami na polowanie. Dopiero, gdy przez kilka godzin strzelał do trupów, zrobiło mu się lepiej. Mieli na to społeczne przyzwolenie. Ludzi interesowali tylko oni sami – Nowi byli tym, czym wróg w czasie wojny, ich życie warte było tyle, co życie owada na kuchennym stole. Pod zaciśniętymi powiekami Doriana ukazywały się kolejne obrazy z przeszłości. Bez wniosków, bez myśli. Tylko unieruchomione, jakby martwe już postaci i chwile, wszystko zatrzymane w jego głowie jak czarna skrzynka spadającego samolotu. Czy już nie żyję? To pytanie wbiło się w jego głowę kolejną igłą bólu. Gdy się z nią oswoił spróbował znów poruszyć ustami. Czuł się tak, jakby prąd przepływał mu przez wargi. Ułożyły się w wyraz, jednak nie mógł wydać z siebie żadnego dźwięku. Podjął kolejną próbę. Sam nie wiedział po co, lecz świadomość tego, że nadal tkwi w psychicznej pustce między życiem a śmiercią dawała mu poczucie wyboru. Świadomie przeprowadzanego eksperymentu. Chciał zobaczyć, co stanie się dalej. Tymczasem igły nadal konsekwentnie wwiercały się w jego mózg, żarówka wirowała gdzieś nad nimi. „D... do....” Przez szum bólu usłyszał swój głos. Był słaby, ale z każdą próbą nabierał mocy. „Do... ra....”. Własny głos uspokajał go. Uświadamiał, że nadal żyje. Podejmował kolejne próby, słysząc coraz wyraźniejsze efekty. „Dorh...” Igła zniknęła. Żarówka zgasła. „Dorhian....” Pozostał tylko ból.
„Boże, gdyby nie było fajek, strzeliłabym sobie w głowę, jak wszyscy.” Uśmiechnęła się do siebie. Rozbawiła ją ta myśl. Leżała na prawym boku na materacu przy ścianie, a wpadające przez brudne okno czerwonawe promienie wschodzącego słońca wprawiały ją w spokojny, lekko melancholijny nastrój. Mogła pozwolić sobie na ten stan tylko, gdy była sama. Poranki w Dzielnicy wyglądały czasem zupełnie normalnie. Czerwień wpełzła na jej udo krótko przez piątą. Był to jedyny delikatny, unikatowy odcień tego koloru, dostępny w ich świecie. Lubiła budzić się wcześniej niż inni. Jej śniada skóra pogłębiła barwę promieni, jakby te zapadły się głęboko w ciało. Leżała nieruchomo przez kolejne minuty, obserwując jak światło pozwala sobie na coraz więcej, wspina się po niej aż do linii niebieskich, luźnych spodenek. Przesunęła papierosem po udzie. Toczyła go chwilę w górę i w dół, patrząc przez okno w skupieniu. W końcu przysunęła czubek fajki do miejsca, w którym kończyła się linia pokrywających ją promieni. Uśmiechnęła się ponownie, zastanawiając, czy mogłaby nimi zapalić papierosa. Powolnym ruchem włożyła go do ust i zapaliła zapałkę. Odwróciła się na plecy. Dym nabierał pomarańczowej barwy w ciepłym świetle poranka. To była dobra noc. Spała spokojnie mimo tego, że któryś z chłopaków znów odwiedzić Magentę. Zdawało jej się, że Caligari. Robili to nie od dziś. Cóż, trzeba pójść na pewne kompromisy. Zwłaszcza, jeśli ona to lubi. Żyli razem, jako grupa, bardziej jednak przypominając współosadzonych w jednym, ogromnym więzieniu. Zaciągnęła się głęboko, czując jak dym wypełnia jej płuca, płynie przez wszystkie komórki ciała i rozlewa po nim melancholijną statyczność poranka. Ich życie przypominało rodzaj układu. Nie poradziłyby sobie bez mężczyzn. Jedzenie, broń, poczucie bezpieczeństwa, w końcu nawet papierosy - same nie zdobyłyby tego wszystkiego. Jednocześnie nie stanowiły dla nich ciężaru. Równie sprawne i twarde jak oni, przy tym równie zagubione i bezsilne. Strzepnęła popiół do przepełnionej popielniczki, leżącej przy materacu. Jej wzrok objął leżącą w przeciwległym rogu pokoju Magentę.…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil dominik
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…