Wróć do katalogu

Dzień szarego luda

Krótkie opowiadanie o przeciętnym człowieku podobne do Dnia świra, choć powstało zanim jeszcze obejrzałem ten film.

ksenus, opublikowano , 27 min czytania, 4,3 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Wsiadłem do autobusu. Co miałem zrobić. Do pracy trzeba dojechać a samochodu nie mam. To znaczy mam ale się zepsuł. Zasrany maluch. Wsiadasz rano zapalasz i chuj. Zatrzęsło zacharczało i się zesrało. Kasuję bilet... i co ? Kurwa, kasownik nie działa ! Co to jest piątek 13-go czy co ? Nie. Poniedziałek, normalny jak każdy zasrany poniedziałek. Początek zajebiście zasranego tygodnia. Co się będę męczył idę od razu do innego. Działa. Zajebiście. Siadam z tyłu, żeby widzieć innych jak na dłoni. Wchodzi jakiś palant. Od razu widać, że podstawówkę ledwo skończył ale pod krawatem i w garniaczku. Chłopie od razu widać, że z jakiegoś tandetnego supermarketu. Mnie nie wyrolujesz. Stary wyga jestem. Facet wsadza bilet do niedziałającego kasownika i chuj nie działa. Ja to wiem ale on nie ma zielonego pojęcia. Chciałem powiedzieć, żeby poszedł do drugiego ale co mnie to interesuje. Niech stoi i zmaga się z kasownikiem. Wkłada bilet i wyciąga, wkłada i wyciąga. Rżniesz dziwkę czy kasujesz bilet ? Ledwo pomyślałem o dziwce a facet poszedł do drugiej. Ta go obsłuży. Kasownik. Wkładasz papierek po to, żeby maszyna coś na nim wydrukowała i jedno cholerne drzewo mniej. Szlak człowieka trafia. O proszę następna mądra pinda. Co prawda widziała jak facet marnuje połowę swojego życia na zastanawianie się czemu ten kasownik nie działa ale to nie powód, żeby nie marnować własnego. Lalunia musi wsadzić bilet i sprawdzić czy na pewno nie działa. Feministka cholerna. Myśli, że faceci to idioci. Może ten pajac w workowym garniaku rzeczywiście jest idotą ale ja nie jestem idiotą. Raz nie starcza. Musi sprawdzić jeszcze raz. Wredna suka. Chciałem coś powiedzieć ale co mnie to obchodzi. Wolę popatrzeć przez okno niż oglądać twarze ludzi. Po co mam się denerwować. Autobus ruszył wolno wlokąc się ulicą i stając co 15 sekund na cholernych światłach. Oczy mi się kleją z nudów. Szybciej ofiaro losu. Kierowca niedzielny, kurwa jego mać. To nie wycieczka po Londynie. Ludzie do pracy się spieszą. Już miałem coś powiedzieć temu ślamazarnemu kierowcy ale co mnie to obchodzi. Nawet jak się spóźnię to gówno mi zrobią. Zawsze mogę odejść i co zrobią bez genialnego inżyniera ciepłownictwa. Nic. Tylko ja znam ten porąbany system. Milion przełączników lampek i wajch. Stare bo stare ale jare a na nowe pieniędzy nie ma. Ja też nie jestem młody. Pamiętam czasy kiedy ... A co ja kurwa będę wspominał. Co to koncert życzeń ? Czasem warto powspominać ale nie w autobusie. Kiedyś się zamyśliłem i dojechałem aż do zajezdni. Straciłem 40 minut zanim trafiłem do roboty. Ale byłem wkurwiony. W pracy też byli wkurwieni ale nic mi nie zrobili. Dyrektor tylko wezwał mnie do siebie i powiedział, że często się spóźniam i że on to toleruje ale dzisiaj to przesadziłem. Powiedziałem, że autobus się zepsuł i musiałem czekać na inny. Popatrzył na mnie spod okularów i powiedział żebym wrócił do swoich zajęć. Dobra. Koniec wspomnień, bo znowu się zagapię. A właściwie to gdzie ja jestem. O kurwa znowu minąłem mój przystanek. Szlag by trafił. No trudno wysiądę na najbliższym. W końcu to tylko 5 minut dłużej. Nie myśleć, nie myśleć. Przystanek, wysiadam teraz. Wysiadłem. Trzeba podejść kawałek, ale co tam ruch to zdrowie. Taki stary nie jestem. Mam jeszcze pałera. W końcu dwadzieścia lat na siłowni to coś. Swojego malucha daję radę podnieść. Chodzi o samochód. Chociaż wacka też. Sam się podnosi jak zobaczy jakąś lalę. Nie chodzi o gumową Zośkę tylko o panienki. Ile ja panienek w życiu zaliczyłem. O w mordę. I były słodkie głupie blondyneczki i mądre konserwatywne intelektualistki, jędze też nie raz się zdarzały ale w łóżku były najlepsze. Z jedną jędzą się ożeniłem, bo lubię seks ale ile się człowiek z nią w życiu naużerał. Ciągle gdera. A to łóżko nie pościelone a to deska w kiblu nie opuszczona a to naszczane koło kibla. Kurwa kobieto ja nic nie zauważyłem. Chociaż może i coś tam kapnęło. Kiedyś na przykład oszczałem sobie spodnie a że były jasne to było widać. Ja oczywiście nie zauważyłem ale pół miasta miało powód do śmiechu. Palanty. Z początku myślałem, że mi włosy stoją dęba albo, że ptak mi narobił na beret ale sprawdziłem. Dopiero w domu zauważyłem. Co prawda zdążyło już podeschnąć ale plamy zostały. Jestem na miejscu. Idę do siebie, żeby obserwować lampki i przełączać przełączniki. Klik, klik, pstryk pstryk i osiem godzin odwalone. Prawie nie spotykam kolegów z pracy. Trudno. Kiedyś pracowałem z innymi ale przesunęli mnie. Wiek przedemerytalny. Chuj z tym. Mógłbym pójść na wcześniejszą emeryturę ale cały dzień z tą jędzą, moją żoną to ponad moje siły. Człowiek wraca z pracy a ta trajkotka zaczyna odtwarzanie swojej starej zdartej płyty. A Kazia to Ewa tamto a jej mąż kupił jej płaszcz a jej mąż jest taki zaradny. A ja to co ? Do kurwy nędzy nawet nie pracujesz jędzo. Kiedyś mi to nie przeszkadzało. Miałem swoją firmę i trzepałem kaskę aż miło, ale jakiś palant z urzędu skarbowego przyszedł na kontrolę i powiedział, że nie mam prawa do wynagrodzenia, bo nie jestem zatrudniony w swojej firmie. To moja forma skurwielu. Mam prawo do zarabiania pieniędzy. Dopierdolił mi taką grzywnę, że mało nie zesrałem się w spodnie. Kumpel powiedział spoko. Odwołaj się od decyzji. A ja co ? Dobra. Jak zapłacę to będę musiał zmniejszyć firmę, zwolnić ludzi i odrabiać straty. Nie ma mowy. Odwołałem się. Dwa lata później poszedłem z torbami. Pierdolone przepisy. Jeden zasrany urzędas i dorobek 12 lat poszedł w siną dal. A co z ludźmi ? Co mnie to obchodzi. Nie chcę o tym myśleć. Mam swoje przyciski i lampki. Tego mi ten jebany w dupę urzędas nie odbierze. Szkoda, że nie można zastawić żony. Ciekawe ile by dali. Można z niej jeszcze coś wycisnąć. Stara dupa ale jeszcze potrafi, jak wypije. Wtedy jest nawet miła. Nawet zbyt miła. Upierdliwie miła. Nie, nie sądzę żeby można było coś z niej wycisnąć. Chyba ani grosza. Kto by kupił taką upierdliwą babę. Chociaż fajnie by było się jej pozbyć i wybrać się na jakieś młode laski jak za dawnych lat. Co impreza to panienka. Chociaż to wszystko przez taką imprezę. Człowiek zalewa się w trupa, żeby zapomnieć o kłopotach, budzi się i co kurwa jeszcze więcej kłopotów. Z jednym nawet musiałem się ożenić. Wszystko w porządku, urządzenia działają, więc można zjeść śniadanie. Ciekawe co ta jędza mi przygotowała. Odwijam śniadanie z papierka i buch do śmieci. Oczywiście papier. I znowu jakieś drzewo szlag trafi. Pieprzona cywilizacja. Co my tu mamy. Bułka z serem, żółtym. Zajebiście i pewnie znowu jakaś margaryna. Mówiłem ci tyle razy babo. Masło, jem tylko masło. Nie nawidzę margaryny. Ale gadaj z nią. Naczyta się durnowatych gazet dla bab i nic się nie da zrobić. Bo pisali, że margaryna jest zdrowsza a do tego tańsza. Biorę bułkę w łapę, zamykam oczy i wcinam jak chłop buraki. Głodny jestem. Zjadłbym coś lepszego ale stara naciągnęła mnie na jakiś paskudnie zielony płaszcz. Bo Ewa ma. Druga jędza. Oj Edek, Edek całkiem dobrze cię rozumiem. Edek, to mój sąsiad. Czasem pijemy razem jak stere idą na zakupy. Spotykamy się wszyscy jak rodzina na imieninach ale wtedy słychać tylko rejkot bab. Gdyby nie alkohol kiepsko by było. Mówiłem, że stara mi się rozkręca jak się napije. Edka stara też niezła w te klocki. Raz mu chciała przy wszystkich zrobić loda ale jej nie pozwolił. Przez pięć minut trzymała się zamka w rozporku krzycząć : „Ewa chce lodzia”. Dobrze, że chociaż mężowi dogodzi. Moja stara nigdy nie próbowała. Nie miałbym nic przeciwko, pod warunkiem, że umyłaby zęby. Kiedyś miała białe. Teraz lepiej nie mówić. Skąd się ten pieprzony kamień bierze. Mówią, że od picia wody. Ja piję 3 litry dziennie i co kamienia nie mam. Zęby co prawda nie są białe ale chuj z tym. Ważne, że zdrowe. Tylko raz byłem u dentysty. W dzieciństwie. Wyrwać pół mleczaka. Pierwszą część wyrwałem sam domowym sposobem. Druga za chuja nie chciała się wyrwać. Zmęczyłem bułę choć myślałem przy ostatnim kęsie, żeby wspomóc się kubłem na śmieci. Szklana wody, kibel i z powrotem na stanowisko. Do mojego centrum dowodzenia. Tu kapitan. Proszę ustawić kurs na cieśninę, cieśninę ... Kurde jakie są cieśniny nie licząc tego co moja żona ma między nogami. Nie wiem. Nie znam geografii aż tak dobrze. Lampki, przyciski, wajchy. Patrzę na zegarek. Dochodzi dwunasta. Jeszcze 4 godziny. Lampki, przyciski, wajchy. Życie to nuda. Dom, praca, praca, dom. Lampki, przyciski, wajchy. Nic się nie dzieje. Mógłbym teraz umrzeć i nikt by nie zauważył. Może tylko moja żona po stanie rachunku, choć nie wiem sam. Lampki, przyciski, wajchy. Dalej dwunasta tyle że pięć po. Co się dzieje z tym czasem. Kiedyś płynął tak beztrosko, dopóki jakiś palant wszystkiego nie zepsuł. Mógłbym teraz siedzieć wygodnie na fotelu prezesa i zwalniać jakiegoś dupka za niekompetencję albo dawać jakiemuś lizusowi podwyżkę. A tu co ? Lampki, przyciski, wajchy. Nie ma krzesła prezesa jest plastikowe krzesło obrotowe, drewniane biurko i czerwony telefon z tarczą. Acha, zapomniałbym : lampki, przyciski, wajchy. Zasrany świat. Dzwoni telefon. Ciekawe kto do cholery dzwoni ? Pewnie stara, żeby się pochwalić jak ładnie roztrwania moje pieniądze. Niech zgadnę buty, pewnie żółte jak ten ser w bułce co mi torturuje żołądek. Później będę miał żółtą kupę. I niech zgadnę podetrę się żółtym papierem. Mam dość żółtego koloru. Kurwa nawet w pokoju mamy żółtą tapetę. Ja chciałem jasno błękitną ale zrobiła taki rajban, że musiałem wyjść z domu. Poszliśmy z Edkiem na piwo, no na pięć piw. Jak wróciłem do domu to na przedpokoju leżały już tapety – żółte,. A jak. I klej. Szkoda, że tylko do tapet. Zakleiłbym ci ryja suko a później wytapetowałbym pokój na jasny błękit. Co miałem zrobić poszedłem spać. W nocy to mnie zbudziła i marudziła, żebym te tapety położył na ścianę. No to musiałem urlop wziąć, żeby to zrobić bo by mi nie dała spokoju. Jędza jedna. Tydzień czasu na tapetowanie a mógłbym pojechać do rodziny nad morze. Najlepiej bez tej rury. Ją to do sanatorium bym wysłał czy gdzieś. A sam u mojego brata. Ten to ma rodzinę. Młodszy o piętnaście lat, żonka niczego sobie choć trochę za szczupła. Ja lubię jak baba ma trochę kości. Położysz się na takiej to nie złamie się w pół. A żona mojego brata, prawie anarektyczka czy jak tam je teraz zwą. Dzieci ma dwójkę. Fajne bachory. Jak wujek przyjedzie to i ucałują i szacunek do starszego mają. Nie to co dzisiejsza młodzież. Oboje i chłopak i dziewczyna studia zaraz kończą. Mówią na nich bliźniaki. A jakie z nich tam bliźniaki jak jedno ma wacka a drugie nie, chyba, że wklęsłego. Pierdolona żółta tapeta. Zmarnowałem tydzień. Kiedyś kładłem tapetę jak jeszcze byłem kawalerem to zajmowało mi to góra trzy dni. Ale żadna jędza mi nie gderała nad łepetyną. Człowiekowi żółć się wylewa z tego żółtego koloru. A no i kibel. Sedes, szczotki, kubki, mydelniczki, wieszaki i papier toaletowy o zapachu cytrynowym. Kurwa szkoda gadać. Ale zaraz przecież dzwonił telefon. Znowu się zamyśliłem. Zadzwoni jeszcze raz. Jędza nie przepuści. Piętnaście minut ględzenia o pierdołach. Dzwoń. Niech mam to z głowy. No dzwoń do cholery. Podniosłem słuchawkę, żeby sprawdzić czy się telefon nie zepsuł. Sygnał jest. Odłożyłem i czekam. Nikt nie dzwoni. Minuta, dwie a nawet pięć i cisza. Może ktoś inny dzwonił. Ale kto ? Dyrektor ? Nie. On nigdy nie dzwoni. Jedyną osobą, która może dzwonić to żona. Ale nigdy nie odpuszczała. Dzwoni do skutku. Później muszę płacić jej rachunki. Pół dnia przy telefonie. I blablabla i blebleble. A impulsy lecą. Jak można tak gadać. Ja prawie nic nie mówię. Może trochę przy alkoholu z Edkiem ale i tak nie pamiętam zazwyczaj o czym gadamy. Zaczyna się od naszych żon ale nie pamiętam na czym się kończy. Edek jest równy gość choć ten to ma gorzej, bo już na emeryturze. Jakieś trzy lata wysłuchuje dzień w dzień jak mu baba ględzi. Nie chcę nawet myśleć co mnie czeka za te czternaście miesięcy. Ja pierdolę. Chyba się przekręcę. A może ona się przekręci. Ale były by jaja. Spokój i cisza. Chata wolna jak w młodości, kiedy rodzice wyjeżdżali w góry. Imprezki. To były czasy chlało się na umór i zazwyczaj lądowało z jakąś cizią w łóżku. Raz wylądowałem z grubą Zośką ale nie chcę o tym pamiętać. Wszystko przez Edka. Przyniósł spirytus z jakiejś meliny. Edka to znam od dziecka. Równy chłop ale kurwa baby nas zmieniły. Mówiłem, że nie trzeba się było żenić. Wszystko przycichło, uspokoiło się i zgasło, jakby ktoś pierdolnął człowieka cegłówką w łepetynę. Jebut i światło zgasło. Budzisz się i zastanawiasz co się stało z kolorami. Wyblakły. Jakby ktoś włożył cię do pralki i sypnął tendetnego proszku do prania. Jednego z tych co to reklamują. „Skoro nie widać różnicy to po co przepłacać ?”. Kurwa widać różnice. Ja widzę. Kiedyś świat miał swoje kolory a teraz to szare gówno. Dzwoni telefon. Podnoszę słuchawkę przygotowując się na litanię do mojego portfela. Dyrektor ? Prosi mnie do gabinetu. Kurde ciekawe o co chodzi ? Patrzę na lampki. Wszystko w porządku. Przeglądam pamięć. Może zrobiłem coś za co mi się oberwie. Nie. Nie licząc spóźnień jestem w porządku. Czysty jak łza, uczciwy i pracowity. Więc co ? Może chce mnie wysłać na emeryturę ? Nie. Wiedziałbym. Przewidziałbym. To chyba nie to. A może nagroda za wzorową pracę lub z racji wieku ? Nie, odpada. Cóż robić. Wstaję i idę do gabinetu. Pukam. Z grzeczności, chociaż kiedyś nie pukałem. Kiedyś pukali do mojego gabinetu. Byłem kimś. Ale jakiś dupek zdegradował

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych