dzienniki
dzienniki I KURWA ZNOWU MINIMALNY ROZMIAR OPISU 10 !
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
2011-04-18 Film przenosi mnie do innego świata, gdzie wszystko jest wyrazistsze, ostrzejsze, gdzie kolory są żywe, rzeczywistość płynie, nic nie dzieje się bezcelowo. Wyłączam go i zostaje szara rzeczywistość, sąsiad na górze się tłucze, silniki samochodów szemrzą, krople deszczu uderzają o parapet, cicho tyka zegar. I tak się tułam od rzeczywistości, do marzeń, już zapominając, co jest naprawdę, a co tylko w mojej głowie, czy jestem Zuzą, której śni się, że nią nie jest, czy kimś innym, kto śni, że jest Zuzą. Za każdym razem odnoszę wydarzenia w filmie do niego. Umiera Katarzyna Linton, ukochana Heathcliffa - ja zastanawiam się, czy przeżyłabym jego śmierć. Łzy same cisną się na oczy, gdy wyobrażam sobie świat bez niego. Jest moim jedynym punktem zaczepienia - jedną nogą w świecie marzeń, drugą - w rzeczywistości. Jest dla mnie jak pomost, do którego przypływam wracając z wyobraźni. Istnieje i jednocześnie go nie ma. Jest i nie ma. Było i nie było, jak to ujął Kosiński ustami Levantera w "randce w ciemno". "Palę papierosa i patrzę w jego oczy, myśląc, że to piekło w mojej głowie nigdy się nie skończy". Mogłabym o nim mówić jeszcze tak długo i długo. Nie jest powalająco przystojny dla świata. Wystarczy, że w moich oczach jest piękny jak grecki posąg. Brązowe, ciepłe oczy, szeroki uśmiech. Uśmiech, który za każdym razem sprawia wrażenie bezgranicznie szczerego. Sporych rozmiarów nos, pasujący jednak do całej twarzy. Gęsta grzywa sztywnych włosów opadających na czoło. Duże, opalone ciemno dłonie, o jasnych i kształtnych paznokciach. Chryste, te dłonie spędzają mi sen z powiek ilekroć o nich pomyślę, leżąc wśród ciepłej pościeli. Raczej szczupły, ale dobrze zbudowany. Dobrze - to w moim mniemaniu tak, abym przytuliwszy się do niego mogła zagłębić się w jego cieple. Wysoki, o kroku sprężystym i pewnym, umięśnionych łydkach i udach. Cały jest mocny i pewny, męski - a jednocześnie chłopięcy. Głos ma niski, aksamitny, często przerywany westchnieniami. Głos jak ciepły karmel, mruczenie kota i płonące w kominku, suche, dębowe polana, podczas najgorszej listopadowej burzy. Głos jak rękawiczki i szaliki, głos jak termofor, jak rozgrzana nim pościel. Głos jak wanna pełna ciepłej wody i miękkiej piany. Gdy jest zły...ah, piękny nawet gdy jest zły. Twarz zastygła w zimnej furii, karmelowy głos zmieniony w kamienne żarna, potem milczenie o sile orkanu w mojej własnej skali beauforta...Bestia wymagająca ugłaskania, zajrzenia jej do gardła, ciepłych słów szeptanych na ucho, wyciągnięcia z łapy kolca zbyt małego, by sama mogła go dostrzec. Absurdalna mieszanka ławki pod czarnym mostem, pokoju w gajewskim pensjonacie, krakowskiej stacji podziemnej kolejki - moje własne, małe Madison County. Chociaż znam zakończenie, ciągnę tę historię wcale nie wbrew swojej woli. Nie chcę przestawać, choćby dla tych kilku sekund piękna, wartych tego bólu odczuwanego później. Bo to boli, gdy mówi o tamtych. Zazdroszczę im, nie płacą żadnej ceny za słuchanie jego śmiechu, jego karmelowego głosu, spoglądanie w te pluszowe oczy. Mogą wyciągnąć rękę i napotkają jego ciało, jego opalone ramiona. Ja wyciągam rękę i natrafiam na szklany ekran. Wiązkę światła, grupę pikseli układających się w jego wizerunek. Próbuję pisać o swojej miłości do niego - nie mogę. Każde skreślone słowo wydaje się być za słabe, za wątłe by unieść ładunek uczuć jaki chciałabym narzucić na barki liter. W przybliżeniu, jest to moc, którą odczuwałoby się stojąc w oku cyklonu, obserwując ucieleśnione powietrze, porywające domy i zwierzęta, i widzieć to wszystko wirujące razem w tańcu śmierci, w tańcu szalonym i pełnym pasji. Jestem tylko królikiem w blasku twoich przednich świateł, przyłapanym na przebieganiu przez ulicę o zmierzchu. Twoje krwawe dłonie na kierownicy. Każda kobieta kocha faszystę, mówi Sylvia Plath. O, mój nieświadomy faszysto! Rządzisz małym totalitarnym państewkiem o moim imieniu, które przelałoby dla Ciebie całą swoją krew, oślepione tobą, mój dyktatorze! Idące na oślep twoim śladem, zlizujące z ziemi drogocenny ślad Twojego buta! Niteczka z twojej koszuli, twój włos, cokolwiek dotknąłeś, urasta w oczach podległego Ci narodu ( czyli mnie ) do rangi najwyższego sacrum, przenajświętszej religii, obiektu czci i kultu! W czym objawia się cały irracjonalizm miłości, cały jej prymitywny i mięsny charakter. Miłość nie ma nic wspólnego z kwiatami, ptasim puchem i słodkimi tortami weselnymi. Miłość jest skrwawioną samicą zwierzęcia, o spienionych od szału i biegu bokach i wielkich, białych i wilgotnych zębach, o suchym i szorstkim ozorze, miotającą się w pułapce sieci. Im bardziej się miota, tym głębiej wrzynają się parciane sznury w jej ciało, tym więcej surowego mięsa odkrywa, tym ciaśniej zaciska się pętla na szyi bestii. Jednak bestia nie umiera, bo śmierć jest jedynie wyzwoleniem. Bestia biegnie dalej w przestworzach naszych umysłów, wolna jak ptak, mocna i silna, jest wtedy czymś w rodzaju energii potencjalnej miłości. Prędzej czy później wpada jednak znów w sieci pożądania, zastawiane przez nasze własne geny, nasze własne ciała i umysły, wracając wtedy do postaci miłości. Zdarza się, że bestia przestaje się w nich miotać - i mamy wtedy do czynienia z małżeństwem. Nie naciągane sieci słabną i ostatecznie flaczeją, stają się jedynie narzutą muskającą ciało bestii.
2011-05-31 Sen. Najdziwniejszy z tych, które mam szczęście pamiętać. Pamiętam jasną, kamienną podłogą, smukłe kolumny rzucające cienie na mnie i na mężczyznę bez twarzy. To dziwne, że nie pamiętam właśnie jego twarzy, nie pamiętam nic z jego wyglądu. Oprócz jednego zdania, które wypowiedział, nic. A teraz będziemy się kochać. tak, to właśnie powiedział. Potem widzę soczystą pomarańczę, dużą i bardzo pomarańczową. I wilgotną. Mężczyzna wyciąga bardzo duże nożyczki i powoli tnie ją wzdłuż ( Pomarańczę. Nożyczkami. Jak piłeczkę z gąbki). Ja wzdycham, ja jęczę. Bez wątpienia te dźwięki dochodzą z mojej krtani, chociaż spoglądam na siebie z góry, jakby moje ciało było na dole, przy ziemi, a moja zawieszona pod sufitem dusza posiadala drugą parę oczu, oglądającą wszystko z tej górnej perspektywy. A teraz w poprzek - mówi pan Incognito. Miąższ krwawi gęstym, słodkim i zapewne lepkim sokiem, a mnie to doprowadza na skraj ekstazy. Każdy ruch nożyczek jest jak spazm rozkoszy, każda kropla soku jest jak kropla mnie. Wszystko w spowolnionym tempie. Potem drewniany domek. Ja, mój ojciec i moi bracia. Chowamy się w nim, bo ludzie na zewnątrz chcą nas zastrzelić. Ojciec strzela do nich przez okno, karabiny, granaty. Budzi mnie ryk koparki pracującej przy budowie domu naprzeciwko. Nie umiem znaleźć słowa opisującego ten sen. Dziwny - wydaje się zbyt słabe, nie, po prostu nie pasuje. Pamiętam, że przed snem zastanawiałam się nad swoją fantazją erotyczną i doszłam do wniosku, że jej nie mam, ale to chyba dlatego, że byłam dosyć śpiąca. Wyobrażam sobie przystojnego, smukłego mężczyznę w dopasowanym garniturze, nie czarnym. W jakimś niespotykanym, ciemnym i stonowanym kolorze. Czekoladowy, połyskujący brąz, a jeszcze lepiej stalowa szarość. Zapięty pod samą szyję, z wąskim krawatem. Włosy krótko przystrzyżone, albo spadające luźno, półdługie, w obojętnie jakim kolorze. Oczy duże i zielone, okolone gęstymi rzęsami. Damskimi rzęsami.
Pyta mnie co dam mu na urodziny, a ja uśmiecham się złowieszczo i całuję go jak nikt jeszcze nigdy. Boże, boże, czy ja jestem jeszcze człowiekiem? Czy ja jestem zła, dlatego, że pragnę kochać? Czy ja jestem zła, pragnąc zaspokojenia tego co we mnie tkwi? Nie wiem skąd wzięła się ta bestia, ale szaleje we mnie, pazurami orze mnie od wewnątrz, orze miękkie czerwone tkanki, orze moją duszę. Moja dusza wyje - kochaj mnie, zrobię wszystko, co zechcesz, zabiorę Cię do nieba, jeśli pozwolisz mi zostać. Jeśli pozwolisz mi usnąć w twoich ramionach, jeśli pozwolisz mi gładzić cię po twarzy. Czy jestem już skrzywiona psychicznie? Czy jestem wypaczona z moralności? Ale czym jest moralność? Moje pragnienia nie odbierają głodnym chleba, nie odbierają bezdomnym dachu. Nie rozbijają samolotów, nie zabijają ludzi. Chociaż, aby pozostać w ścisłości z faktami, zabijają mnie. Codziennie czuję, że jest coraz mniej mnie, coraz więcej bestii. ha ha ha ha ha. Pusty śmiech rozlega się w mojej głowie. Chciałabym mieć szybki samochód, zachód słońca, papierosa w dłoni i szeroką, pustą autostradę. Kocham być zwieszona w niebycie podróży, gdzie nie musi mnie obchodzić absolutnie nic, tylko uciekający moim oczom krajobraz za szybą. Uspokaja mnie szum silnika, kół sunących po asfalcie, stukotanie pociągu. Uspokaja mnie wiatr pieszczący moją twarz, słońce za oknem. Nic nie muszę robić, o nic się nie martwić. Pojazd wie, on dowiezie mnie tam, gdzie należy. Mówią, że nie liczy się cel, tylko podróż. Gdybym mogła, całe życie spędziłabym w autobusie, jadąc, jadąc, jadąc. Rzeczy zdobyte nie podniecają. Podnieca zdobywanie. To trochę męskie myślenie, znaczy, męskie w aspekcie wiedzy wpajanej ze szklanego ekranu, z romansideł z zakurzonej biblioteki. Może dlatego tak kocham muzykę? Każda piosenka jest jak krótka podróż, rytm jak stukot kół po torach, słowa jak wietrzyk, melodia jak uciekający oczom krajobraz. Intensywna. Jestem intensywna. Intensywna. Tyle się we mnie mieści. Szaleństwa, gniewu, miłości, śpiewu. Czułości. Brutalności. Czasem czuję się zwierzęciem tak bardzo, że chcę tylko biec, biec przed siebie, nie czuć, nie myśleć, biec, jakby bieg był celem samym w sobie. A czasem czuję się człowiekiem tak mocno, że chcę tylko kochać. Ale kim jest człowiek jeśli nie zwierzęciem? To co ludzkie, każe nam kochać, to co zwierzęce każe nam przekuwać miłość w namiętność. Bez wątpienia przejawiam objawy grafomanii. Freud mówił, że literówki i pomyłki w tekście są tworzone przez podświadomość - cóż, właśnie zaczynałam pisać 'nimfomanii' zamiast 'grafomanii', ciekawe co ten obłąkany na punkcie fallusa doktor powiedziałby mi na ten temat). Pragnę wszystkiego, pragnę świata, szybkich samochodów, wielkich miast, odległych przestrzeni, niezbadanych krain, fascynujących smaków, nieprzeniknionych głębin. Pragnę by rzeczywistość tworzyła mnie, i odwrotnie. Czasami czuję, że narodziłam się w nieodpowiednich czasach. Czasach zbyt spokojnych, zbyt poukładanych między przepisami, zbyt zamkniętych w prawie. Broń boże, nie jestem anarchistką, lubię ten porządek, lubię fakt, że jeśli ktoś mnie okradnie, mogę liczyć na to, że (zakładając, że zostanie złapany) zostanie ukarany. Ale tak chciałabym tworzyć historię, obalać królów, zwyciężać wojny, prowadzić lud na barykady, jak Wolność z obrazu Delacroix. A w rzeczywistości? Jestem samotną duszą, która z każdym dniem potrzebuje czegoś mocniejszego by zagłuszyć samotność. Nie wystarczą już noce z samą sobą. Nie wystarczą…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Homociberneticus
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…