Dzisiaj to zrobie
Krótka historia o miłości z dreszczykiem
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Dzisiaj to zrobię, dzisiaj się jej zapytam, znamy się już wystarczająco długo, prawie pół roku, jestem gotowy, nie mogę już dłużej czekać, muszę to dzisiaj zrobić. Dzisiaj albo nigdy – pomyślał Dawid. Autobus skręcił na zajezdnie dworcową, była godzina 7:45, a zajęcia miały się zacząć o ósmej. Pani profesor Przeworska, nie lubi spóźnialskich, za każdym razem podkreślała – „lepiej nie przychodźcie w ogóle, jeśli macie się spóźniać”. Z dworca na uczelnie było około 20 minut drogi autobusem miejskim nr 46, idąc pieszo, a raczej biegnąc trzeba było dwa razy tyle czasu. Autobus stanął, ludzie w większości jadący do pracy, w jednym momencie jak w tańcu synchronicznym zaczęli wstawać ze swoich miejsc, i jeden za drugim przeciskać się stopa za stopą ku przednim drzwiom wyjściowym. Była godzina 7:49, kiedy Dawidowi udało się wyjść z autobusu. Wychodząc zauważył jak z przystanka Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego, odjeżdża autobus linii nr 46. Cholera jasna – zaklął po nosem, - teraz to już na pewno nie zdążę. Trudno, ćwiczenia z wiedźmą Przeworską kończą się o 9:15, potem jest piętnaście minut przerwy, a potem wykłady z filozofii. Wykłady z filozofii prowadził profesor Zawadzki, starszy mężczyzna z czupryną na głowie przypominającą Wodeckiego tyle, że Wodecki nie miał tyle siwych włosów, co Zawadzki. Tak czy inaczej do kolejnych zajęć mam jakieś półtora godziny czasu, więc pójdę pieszo, po drodze może zjem hamburgera, z czerwonej budki z kanapkami, na skrzyżowaniu Lubartowskiej z Krakowskim przedmieściem – pomyślał. Czerwona budka jak ją nazywał Dawid, w rzeczywistości była małą przyczepą kampingową, pomalowaną na czerwono, z wielkim napisem po obu stronach – „hod-dogi i hamburgery z kurczakiem – tylko 3,50zł”. Sprzedawała tam starsza miła kobieta o imieniu Teresa, chyba od samego początku, odkąd postawili tą budę na ośmiu betonowych pustakach, po cztery z każdej strony. Większością klientów, byli studenci, z pobliskiego Uniwersytetu Pedagogiki i Psychologii imieniem M.C. Skłodowskiej. Mimo że bliżej niż „czerwona budka”, był znany na całym świecie Mc Donald, hamburgery z kurczaka, jakie przygotowywała pani Teresa, biły na łeb na szyję, nawet najbardziej wypasiony zestaw z Mc Donalda. Dochodziła godzina 8:20, kiedy Dawid doszedł na krzyżowanie Lubartowskiej z Krakowskim Przedmieściem. Budka niestety była zamknięta, nad prowizoryczną ladą wykonaną z sosnowej deski, wisiała kartka „Dzisiaj czynne od godziny 10:00”. Ech, to się najadłem – pomyślał – nie był aż tak głodny zjadł, co prawda dwie kanapki z kiełbasą krakowską i pomidorem, przed wyjściem z domu. Z rana nie miał jakiegoś wielkiego apetytu, ale hamburger z kurczakiem pani Teresy, z dużą ilością sosu czosnkowego, na to zawsze miejsce się znajdzie. O godzinie 8:43 doszedł na uczelnie, w środku korytarze były puste, nie licząc dwóch dziewczyn siedzących pod ścianą, z oczami wbitymi w stek kartek z daleka wyglądającymi jak ksero jakiejś książki, czy bardzo obszerny zbiór notatek. – He he, zbliża się sesja – wyszeptał pod nosem. Dawid jakoś specjalnie się tym nie przejmował. Może, dlatego że od początku semestru starał się brać udział we wszystkich zajęciach, i prowadzić dokładne notatki, co by przed egzaminami mieć z głowy latanie, po bibliotekach, czy znajomych z roku, niecierpliwie próbując nadrobić pół roku lenistwa. Większość studentów tak właśnie żyje, zaczynają, co kolwiek myśleć jak przychodzi sesja. Dawid taki nie był. Wszedł na pierwsze piętro, tam właśnie na końcu korytarza znajdowała się aula, gdzie miały się odbyć wykłady z filozofii. Pod wielkimi dwu skrzydłowymi drzwiami, otwierającymi się na zewnątrz, siedział Arek, podobnie jak te dwie dziewczyny spotkane na dole, skupiony był zapewne na ze kserowanymi jakimiś notatkami. - Siemanko Arek, nad czym tak ślęczysz. - Cześć. Tak przeglądam notatki z psychologii. Dostałem je od Marty. Jak chcesz mogę Ci je pożyczyć to sobie też z kserujesz. Mam jej oddać jutro, także spokojnie zdążysz. - Nie dzięki, nie potrzebuje, mam trochę swoich. – od razu odparł Dawid. - Jak chcesz. A w ogóle, co Ty tu robisz? Nie poszedłeś na ćwiczenia z Przeworską? Stary wiesz o tym, że będziemy mieli przesrane. - Wiem, ale co miałem zrobić, uciekł mi miejski z przed nosa, a z dworca potrzeba 40 minut żeby tu dojść. Może jak jeden raz mnie nie będzie na zajęciach tej wiedźmy, to ze skóry mnie nie obedrze. Tak czy inaczej wyjątkiem nie jestem, Andrzej z Przemasem regularnie, opuszczają jej zajęcia i nie tylko jej, a i tak pewnie zaliczą sesje. Wystarczy, że na egzaminie siądą za którąś z dziewczyn. - Chyba, że będą ustne egzaminy – wtrącił Arek. - No chyba, że tak. – odparł Dawid, chodź wiedział, że to i tak bez znaczenia. Takim ludziom jak oni zawsze się jakoś udaje – pomyślał. Doszła godzina 9:15 i nagle korytarze zapełniły się mnóstwem ludzi. W przerwie między zajęciami zawsze panował harmider i wrzawa. Kolejki do automatów z kawą, które stały po drugiej stronie korytarza, zaraz przy wejściu do dziekanatu, w mgnieniu oka zostały oblężone przez studentów. Nie mniej osób stało przy drzwiach do toalet, które to mieściły się jakieś 10 metrów od auli. Dla Dawida, multum osób krzątających się bez celu tu i tam, jakby nie istniał. Wiedział, że zaraz pojawi się ona, i tylko jej wyglądał. „Dzisiaj to zrobię, dzisiaj się jej zapytam…” przypominał sobie poranne postanowienia podczas jazdy autobusem. Przecież to nic takiego, codziennie mówimy sobie „Cześć, co słychać” albo coś w tym stylu, lecz narastające z każdym dniem coraz mocniejsze, uczucie chyba miłości lub bardzo mocnego zauroczenia, wytwarzało z każdym dniem coraz mocniejsze leki, przed tym, co zrobię jak dostanę kosza. Nie wyobrażał sobie, że może do tego dojść. Myśli urwały się automatycznie w momencie, gdy jego oczom w oddali ukazała się jej sylwetka. Jednocześnie, gdy umysł na chwile przestał pracować, zaczęło mocniej pracować serce, łopocząc w klatce piersiowej tak mocno, że prawie zauważalnie. Wzrok Dawida ani na chwilę nie spuścił jej z oka. Szła korytarzem w kierunku auli, ubrana w dżinsowe obcisłe spodnie koloru jasny błękit, oraz białej bluzce długim rękawem i sztywnym kołnierzykiem. Towarzyszyła jej Anka, można by powiedzieć najlepsza przyjaciółka, chodź znały się od pół roku, i spotykały się ze sobą tylko na uczelni, gdyż Anka mieszkała w Nałęczowie, i dojeżdżała codziennie na zajęcia autobusem PKS. Tak czy inaczej na uczelni były one prawie jak papużki nierozłączki. - Cześć Dawid, nie było Cię dzisiaj na ćwiczeniach. Zaspałeś czy jak? – powitalnie spytała Anka, dodając do tego dziwny uśmiech jakby chciała wyrazić przez to, że pani profesor Przeworska mu tego nie popuści płazem. - Cześć dziewczyny, uciekł mi miejski, dlatego nie byłem na pierwszych zajęciach, po prostu nie zdążyłem. - Tak się zdarza czasami, ale na resztę zajęć idziesz? – tym razem spytała Olka, choć dobrze wiedziała, że Dawid nie należy do tych ludzi, co opuszczali by jakiekolwiek zajęcia bez poważnego powodu. - Owszem. - We wtorek postaraj się zdążyć, bo Przeworska zapowiedziała kolokwium zaliczające semestr, a wiesz chyba, że z poprawkami u niej ciężko. - Wiem, słyszałem od ludzi z drugiego roku. W tej chwili profesor Zawadzki właśnie otworzył drzwi do auli, poczym wszedł do środka, a za nim chmara studentów z trzech różnych kierunków pierwszego roku. Za nimi podążyli także Dawid, Olka i Anka. Wykłady z filozofii trwały dokładnie dwie godziny, Zawadzki opowiadał coś o teorii Marksa, ale Dawid tak naprawdę nie słuchał, o czym mówi Zawadzki (chyba po raz pierwszy w tym półroczu). Wpatrywał się ciągle w kierunku Olki, przez cały czas myśląc o postanowieniach z porannej jazdy autobusem, oraz jak i kiedy to załatwić. Cholerna Anka – pomyślał – zawsze kręci się przy Olce jakby nie miała nic innego do roboty. Mogłaby, choć na chwile zostawić ją samą, może pójść do ubikacji czy zrobić ksero, lub napić się pieprzonej kawy z mlekiem z automatów, stojących obok dziekanatu. Ale nie ona zawsze musi być krok obok, jak jakiś pieprzony robot, bez własnych potrzeb. - Panie Dawidzie, dobrze się pan czuje? – z zamyślenia wyrwał go dopiero profesor Zawadzki zauważywszy, że jako jedyny nie opuścił auli po skończeniu prowadzonych przez niego wykładów. - Wszystko w porządku? Wszyscy już wyszli, pan się nie śpieszy, na kolejne zajęcia? Proszę wybaczyć ,ale nie może pan tu zostać, muszę zamknąć sale i oddać klucz do dziekanatu. - Tak, tak już wychodzę, trochę się zamyśliłem, przepraszam. – odrzekł trochę zmieszany, poczym w pośpiechu opuścił salę wykładowczą. Na korytarzu czekały już kolejne grupy studentów, na tylko im wiadomy wykład z jakiegoś przedmiotu. Ani śladu Olki, ani tej przyzwoitki Anki. Było już dziesięć po dwunastej, czyli czas na półtoragodzinną przerwę, a potem jeszcze ćwiczenia z angielskiego i wykład z etyki. Na wykłady z etyki nie chodziło dużo osób, gdyż nie był on obowiązkowy i nie kończył się zaliczeniem jak większość przedmiotów. Taki dodatek, podobnie jak religia w szkole podstawowej i średniej, dla kujonów, co nie mają co ze sobą zrobić w domu. Olka przeważnie po angielskim szła do domu, chyba tylko raz została na zajęcia z etyki i to na samym początku, kiedy nie było wiadomo, że obecność nie jest tu obowiązkowa. Wtedy zresztą przyszli wszyscy. Na ćwiczenia z angielskiego chodziły razem trzy kierunki, łącznie ponad dziewięćdziesiąt osób, podzielone na sześć grup według stopnia zaawansowania. Jedna grupa dla zaawansowanych, do której zaliczała się Olka, dwie grupy dla średnio zaawansowanych, w których był Dawid i Anka (niestety razem w jednej grupie) oraz trzy grupy dla początkujących. Przynależność do grup ustalono na pierwszych zajęciach, poprzez test zawierający pięćdziesiąt pytań, które w połowie były w języku angielskim, a w połowie po polsku. Jedyny moment, w którym mógłbym porozmawiać z Olką, bez tej przyzwoitki Anki, a muszę siedzieć w jednej grupie właśnie z nią – pomyślał Dawid. Godzina i pięćdziesiąt minut, tyle trwały zajęcia z angielskiego. Minęły szybko, gdyż niespodziewanie pani magister Gawda, zrobiła nam takie mini kolokwium, co niby miało na celu sprawdzenie naszego poziomu przed zbliżającym się zaliczeniem semestralnym. Teraz jak najszybciej do szatni gdzie Olka na pewno zostawiła płaszcz lub czarną pikowaną kurtkę marki adidas, w której chodziła przeważnie w dni, kiedy nie padało. Z szatni korzystały w większości same dziewczyny, bo większość chłopaków odzież wierzchnią nosiła na sobie lub przy sobie. Tak też było, w momencie, gdy Dawid dobiegł na schody wyjściowe z uczelni, obok których była szatnia, obsługiwana przez starszą kobietę o imieniu Hanna, Olka właśnie odebrała swoją czarną pikowaną kurtkę marki adidas, po czym kierując się ku drzwiom wyjściowych, zgrabnie założyła ją na siebie i zapięła do samego końca. Choć była dopiero wczesna jesień, popołudniami robiło się dość chłodno, a tego roku nawet padało dość często, dzisiaj chyba wyjątkowo jeszcze nie zaczęło. Tłum studentów zebrany
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil marczukos
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…