Empetrójka
Opowiadanie o podwożeniu
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Późnym, sobotnim wieczorem wracałem autem do domu i byłem już blisko celu. Dla bezpieczeństwa włączyłem długie światła i wtedy zobaczyłem człowieka idącego środkiem szosy. Zataczał się mocno i było pewne, że nie uda mi się go ominąć bez kolizji. Zatrzymałem się i on też stanął ze dwa metry od maski samochodu. Przyjrzałem mu się i poznałem pana Władka. Pan Władek pracował w tutejszym markecie budowlanym „Stokrotka”. Znali i lubili go wszyscy, bo każdemu chętnie i dobrze doradzał przy zakupach. W dni robocze był w sklepie od rana do nocy, a w soboty po pracy zapijał pałę. Nie pił w krzakach nad rzeką ani na cmentarzu jak miejscowi opoje. Chodził do baru na rynku. Tam pił wódkę do późna, a potem zawiany wędrował piechotą do pobliskiej wsi, gdzie mieszkał. Właśnie w trakcie takiego powrotu pana Władka do domu nasze drogi się spotkały. Miałem nadzieję, że mój vis-à-vis mnie ominie i czekałem na jego ruch. Możliwe, że on też czekał na to samo, bo stał jak słup i nawet się nie chwiał. Rozbielony przez światło reflektorów, wyglądał jak duch zabłąkany na drodze w zaświaty. Gdy już tak dłuższą chwilę patrzyliśmy na siebie, naszła mnie chęć zrobienia dobrego uczynku. Wysiadłem z auta i zaproponowałem mu podwiezienie do domu. – A będzie za darmo? – wybełkotał. – Oczywiście. Niech pan wsiada – utwierdziłem go w moich dobrych zamiarach. Pan Władek prześlizgnął się z gracją po błotniku auta i opadł na fotel obok mnie. Zawróciłem i po chwili dojechaliśmy do jego rodzinnej wsi. – Który to pański dom? – zapytałem. – Zaraz drugi po prawej – odpowiedział, zionąc oparami alkoholu. Trafiłem bez problemu i podjechałem pod sam ganek. W domu nie spano jeszcze, więc na odgłos samochodu otwarły się drzwi i przez nie wysypało się troje dzieci w piżamkach, żona w szlafroku i papilotach, oraz brzuchaty facet w podkoszulce i dresowych spodniach. Dzieci, widząc ojca wytaczającego się z auta, podbiegły z okrzykami radości, chwyciły go za ręce i – wspomagane przez matkę – zaprowadziły do domu. Wyglądało na to, że wszyscy byli szczęśliwi z powrotu ojca i męża. Ze mną został tylko brzuchacz, który powiedział: – Jestem Janek, brat Władka. Mieszkamy tu razem. Wejdź pan. – Dziękuję. Pojadę już – odmówiłem. – Nie ma gadania. Przywiozłeś pan brata, to musisz pan przynajmniej wejść na kawę – nalegał. – Prosimy, prosimy – powiedziała gospodyni, która znowu pojawiła się ganku. – Dopiero co upiekłam ciasto na jutro, to pana poczęstuję. A…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Marian
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…