Wróć do katalogu

End story

Czy sami możemy wybrać zakończenie, a następnie wpłynąć na początek?

heroldopublikowano 27 marca 201219 min czytania 3,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Wygląda na to, że jesteśmy teraz w kropce, prawda? Nie patrz tak na mnie, to była twoja decyzja i tylko i wyłącznie ty, za nią odpowiadasz. Ty, nikt inny! Pytasz mnie dlaczego to zrobiłeś? A skąd ja mam to wiedzieć?! Mówisz, że to krótkie cięcie, że musiałeś. Powiem ci coś, ale wiesz tak w sekrecie, rozumiesz? Widzisz, TY naprawdę musiałeś to zrobić. Skąd wiem? Wiedziałem że musisz.

{b}Pierwsza pieśń stojących na deszczu{/b}

Stali tak przez chwilę w pięciu. Później doszedł jeszcze jeden, więc stali w sześciu. Zbierało się na deszcz, powietrze naelektryzowane, jeszcze chwila i niebo strzeli iskrami. Jednemu z nich to przeszkadzało, reszta nie zwracała uwagi. Stali każdy w innej pozycji. Powyginani, skuleni, w rozkroku, zawadiacko, nonszalancko, niezdarnie, na baczność, kretyńsko. Łączyło ich jedynie stanie, i to, że jak jeden mąż czekali. Ot, taka funkcja standby’a. Lunęło z nieba wodnymi igłami. Niewinnie się zaczęło, nieśmiało. Ale teraz leje. Długo trzymało to i mocno poleje. Oni dalej czekają. Dwóch zaczyna się wiercić. Zmokną to pewne. Nie ma się gdzie schować, nie ma dokąd uciec przed deszczem, ale nawet jakby było i tak żaden z nich by nie skorzystał, bo nie mógłby tego zrobić. No i się zaczęło. Pada pierwszy, ten co stał na baczność. Potem drugi i trzeci. Niby kolejno, ale gdzie tu kolejka. Po kilku minutach ostał się tylko jeden. Ten nie pada, nadal stoi. W końcu deszcz odpuszcza. Pięciu leży. Tak jak stali, tak teraz wszyscy leżą. Żaden się nie rusza, bo niby jakim prawem. Ten co pozostał, ocalony, nadal stoi. Widać czeka na kolejną burzę. Wytrwały jest.

W tym była jakaś dziwna nieuchronność. Coś takiego, od czego nie można uciekać w nieskończoność. No i to coś, w końcu nadeszło. Mogliśmy wprawdzie na to czekać z założonymi rękoma, nic nie robiąc, ale mogliśmy też coś zrobić. Przygotować się, omówić możliwe warianty, dopuszczalne zakończenia. I robiliśmy to. Koniec końców wszystko to skończyło się, nie tak jak planowaliśmy. Skoro narodziny były zwyczajne, dlaczego upadek miałby być spektakularny? To nieuchronnie musiało się skończyć.

A jeśli każdy koniec to początek? Czy mamy wtedy prawo do zakończenia wszystkiego tylko po to, by doświadczać nowego? Jeśli wraz z zakończeniem, rodzi się nowe, to doświadczamy czegoś, co możemy nazwać błędnym kołem. Perpetum mobile istoty relacji. Kończę coś jeść, by zacząć jeść coś innego. Spirala rzeczy, która sama się nakręca. Ale jeśli pewne rzeczy kończąc się, nikną bezpowrotnie? I nie ma nadziei na nowe otwarcie? A co gdy zamyka się coś dobrego, a rozpoczyna coś znacznie gorszego? Mamy na to jakiś wpływ? Czy sami możemy wybrać zakończenie, a następnie wpłynąć na początek? Ale tu napotykamy na granice. Bo one są i zawsze były, tyle tylko że niektórym wydaje się, że mogą je przekraczać. Ale oni się mylą. W istocie nie przekroczyli niczego, czego nie można było przekroczyć. To taka nieszkodliwa ułuda.

****

Calager szedł wąską ścieżyną, wydeptaną w leśnym runie. Po prawej i po lewej ściana lasu. Za plecami ścieżka ginącą wśród drzew, przed nim taka sama sceneria. Czerwony kapturek musiał być na jakiś prochach, że to wytrzymywał, no chyba że to był inny las i inna bajka. Chłopak nie chciał tu być, ale nie miał wyboru. Skończył czytać, ale zapomniał że tamto zakończenie rozpocznie dla niego nową historię, na dodatek z jego udziałem. No i znalazł się Calager w tym smutnym i monotonnym, jak jesienna plucha lesie.

{i}Drzewa, drzewa i ścieżyna, gdzieś ona biegnie i gdzieś się zaczyna{/i}

Usłyszał je wyraźnie. Usłyszał te słowa w swojej głowie. Przystanął i rozglądnął się dookoła. Rozsądek domagał się tego, więc Calager rzucił, jak zwyczaj nakazuje, standardowe „Jest tu ktoś?”. Rzecz jasna nikt nie odpowiedział, ale to chłopak mógł przewidzieć. Postał i podumał chwilę, po czym ruszył ścieżyną dalej przed siebie. Idąc, obiecywał sobie że na przyszłość będzie bardziej uważał na to co czyta i jak się to kończy. Myślał schematami, bo tak został nauczony, więc spodziewał się i chatki i futrzaka. Babuszki i dziewuszki też się spodziewał, ale przeliczył się sromotnie. Nic z tych rzeczy. No może nie do końca, bo jednak dziewuszka była. Fakt, była kobietą i mianem dziewuszki zwać jej nie wypadało, ale jednak płeć przeciwna i to akurat się zgadzało. Siedziała skulona na skraju ścieżyny z głową spuszczoną, niemal zwisającą. Długie, czarne jak węgiel włosy, związane miała w dwa symetryczne warkoczyki, dyndające bezładnie. Twarzy Calager nie widział. Sylwetkę Nibydziewuszki określił zaś jako szczupłą. Skórę miała bladą jak papier, lub trup, jak kto woli. Mamrotała coś pod nosem, ale Calager stał za daleko żeby cokolwiek zrozumieć. Ponieważ wiedział że nie może stać tam całe wieki, w końcu przełamał się i podszedł bliżej. Nibydziewuszka mamrotała teraz jakby wyraźniej, ale Calager nadal nie mógł z jej bełkotu wyłowić jakiegokolwiek znanego mu słowa. Chwycił ją delikatnie za podbródek i uniósł lekko głowę. Oczy Nibydziewuszki były przekrwione, rozbiegane i najogólniej mówiąc nieobecne. Z ust sączyła się niewielka strużka śliny. Naćpana jak fiks – pomyślał Calager zabierając rękę. Opowieść musi trwać dalej, dlatego Calager porozmawia z Nibydziewuszką, może mu nawet odpowie:

- Ej, ty? Słyszysz mnie? No dalej, włącz myślenie. Którędy do domku babci? - ... - Kontaktujesz coś w ogóle?! Pytałem, czy wiesz jak dojść do domku babci? - ... - No to wiesz gdzie mieszka ta stara jędza, czy nie?! - ... - Ehh. Dzięki za pomoc. Nie wiem co bym bez ciebie zrobił.

Gdy Calager skończył najbardziej wciągającą konwersację życia, postanowił zostawić Nibydziewuszkę i sam ruszył ścieżyną przed siebie. Ta rudera musi przecież gdzieś ty być! – stwierdził. Idąc nie spotkał nikogo, żadnej żywej duszy. Otoczenie nie zmieniało się wcale. Las był nadal tak samo bajkowy i tak samo nudny jak przedtem. Pewnie szedłby tak bez końca, gdyby jej nie zobaczył. Dziewczyna o hebanowych włosach, smukłej figurze i porcelanowej skórze. Calager dawno nie widział tak pięknej kobiety i wszystko byłoby jak z bajki, gdyby nie fakt, że dziewczyna właśnie zasypywała dół, w którym leżał mały, brodaty człowieczek. Wyglądał zupełnie tak, jak krasnoludki z klasycznych disneyowskich bajek. Czarnowłosa piękność uwijała się przy łopacie jak poparzona. Calager wiedział że popełnia duży błąd, jednak postanowił przerwać jej pracę i zadać kilka pytań:

- Wybacz że przeszkadzam, ale nie wiesz może jak doj... - A ty co za jeden?! – czarnowłosa dziewczyna przerwała mu nim zdołał dokończyć. – Mniejsza z tym. Bierz się za łopatę i do roboty! Na co się tak gapisz chłoptasiu? Ogłuchłeś czy co? Przecież mówię wyraźnie. Weź sztych i zacznij kopać o tam – mówiąc to wskazała palcem udeptaną trawę nieopodal drzewa.

Calager nic nie odpowiedział. Wziął sztychówkę i ruszył w stronę miejsca wskazanego przez dziewczynę. Ziemia była wilgotna i miękka więc kopanie szło mu całkiem sprawnie. Już po chwili Calager miał przed sobą całkiem spory dołek. Zadowolony z wykonanej roboty, postanowił oznajmić dziewczynie, że właśnie skończył:

- Jaja sobie robisz chłopczyku?! Chcesz mi powiedzieć, że ta dziurka na orzeszki jest według ciebie odpowiednia? Powiedz mi, jak mam tu zmieścić krasnala, skoro nawet wiewiórkę ledwo dało by się tu upchnąć. Wracaj do roboty i pośpiesz się, nie mam całego dnia żeby tu siedzieć! Rozumiesz?

Dziwiąc się samemu sobie, Calager wrócił do kopania. Kiedy kończył, słońce chyliło się już ku zachodowi, a w lesie poczęło robić się ciemniej i zimniej. Od trzymania łopaty na dłoniach porobiły mu się odciski. W tym samym czasie kiedy Calager męczył się z jednym dołem, czarnowłosa dziewczyna zdołała wykopać trzy inne, w każdym z nich leżał jeden krasnoludek. Wszystkie krasnale były do siebie podobne, broda, nos w kształcie kartofla, niewielki wzrost. Łączyło je coś jeszcze. Otóż każdy, bez wyjątku, był martwy. Gdy dziewczyna i Calager zasypali wszystkie siedem grobów, w lesie było już całkiem ciemno. Ostatnie dwa doły zasypywali przy słabym świetle latarni. Kiedy skończyli, dziewczyna zwróciła się do Calagera:

- Dzięki za pomoc chłoptasiu. Okazałeś się bardzo użyteczny. Może i mogłoby coś miedzy nami zaiskrzyć, ale jesteś dla mnie za młody. Wybacz. – mówiąc to odwróciła się plecami i ruszyła przed siebie. Nie uszła nawet kilku kroków, gdy odwróciła się dodając. – A tak, racja, pytałeś mnie czy wiem jak dojść do domku babci. Tak się składa, że wiem gdzie ta stara pruchwa mieszka. Widzisz tą ścieżkę? Dobrze. Zatem idź nią do końca, a trafisz do domku babki. To chyba wszystko, uważaj na siebie chłoptasiu.

Po chwili, dziewczyna znikła w otaczającym las mroku, a pierwsze znikły jej kruczoczarne włosy. Calager stał przez chwilę wpatrując się w ścianę drzew, które zewsząd otaczała głęboka ciemności. Podniósł latarnię i oświetlając nią ścieżkę, ruszył powoli przed siebie.

{b}Druga pieśń stojących na deszczu{/b}

Ocalony nieśmiało otworzył oczy. Powoli bez zbędnego pośpiechu. Widzi więc żyje, żyje bo widzi. Rodzą się pytania, tak bardzo nieuniknione jak niechciane. Widzi ciała, jedno, drugie, trzecie, wszyscy poza nim padli, ale on pozostał. Wstał, strząsnął z siebie nadmiar wody, chciał strząsnąć także strach, ale nie udało się. Przemoczony do szpiku kości, zziębnięty, samotny, ale żywy. JA…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych