Ennorath cz.1
Opowiadanie o dziewczynie, która przewodziła buntownikami.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
- Panie? - Jak przebiegła dostawa złota z kopalni? – zapytał król. Ungwe przeskakiwał nerwowo z jednej nogi na drugą. - Prawie bez problemów... T- tylko że... Na drodze przy lesie... - Co? – słowa króla Aglara zabrzmiały bardziej wrogo - B- buntownicy... P- przeszkodzili im... I-i z-zabrali połowę złota... W ostatniej chwili umknął przed zielonym promieniem światła, chowając się za starą zbroją rycerza, stojącą przy ścianie. Władca miasta Ennorath opuścił swoją magiczną laskę i zaczął krążyć po komnacie. - Zawsze! - Powiedział ze złością - Zawsze ci ludzie stają mi na drodze! Te nędzne szumowiny okradają mnie, a później starają się jakoś pomóc mieszkańcom tego przeklętego miasta! Nie ważne jak drogie każę płacić podatki, oni zawsze otrzymują w prezencie złoto i jedzenie od niej! Tej przeklętej dziewczyny! Ale niedługo... Jeszcze nadejdzie dzień, w którym pokonam buntowników i Marien! * Rudowłosa dziewczyna siedziała na gałęzi wielkiego drzewa. Jej zielone oczy patrzyły w stronę gwiazd zafascynowane ich pięknem. Długie, rude włosy kolorem przypominające płomienie złośliwie targał wiatr, ale ona się tym nie przejmowała. Nigdy nie przywiązywała dużej wagi do swojego wyglądu. Zawsze, gdy patrzyła się w lustro, krzywiła się z niesmakiem. Można by powiedzieć, że nie znosiła na siebie patrzeć. Irytowały ją jej rude włosy, trzy piegi i nos zadarty do góry. Nie była jedną z tych dziewcząt, które oddałyby wszystko za niebiański wygląd i nie interesowało ją to, co powiedzą o niej chłopcy. Nie. Ona miała inny cel. Uczyła się walki wręcz odkąd tylko pamiętała. Jej matka zostawiła ją swojemu przyjacielowi Caladowi, gdy była jeszcze niemowlęciem, a ten wyszkolił ją najlepiej jak umiał. Właśnie dzięki niemu przeżyła tak długo i -a była tego pewna - dożyje jeszcze dnia, gdy miasto Ennorath będzie wolne. To było jej jedyne marzenie. Była jedną z tych, którzy nie mogą patrzeć na cudzą krzywdę. Zły król Aglar w ogóle nie przejmował się ludźmi, którzy mieszkali w jego królestwie. Traktował ich jak swoich niewolników: zmuszał do ciężkiej pracy i kazał płacić podatki, które powoli rujnowały kolejne rodziny. Przez to wielu ludzi umierało. Ona nie potrafiła tego znieść. Choć wychowała się w lesie w pobliżu miasta, czuła się w jakiś sposób z nim powiązana. Dlatego nie bez powodu została przywódcą buntowników. Chociaż była dziewczyną, jakoś żaden z jej przyjaciół (buntowników) nie zwracał na to uwagi. Zawsze traktowali ją jak chłopca, ale i tak się tym nie przejmowała, po części nawet jej to odpowiadało. W takim razie dlaczego akurat ona dowodziła ludźmi, którzy sprzeciwiali się otwarcie królowi Aglarowi? Może dlatego, że potrafiła „przypilnować”, by nigdy się nie kłócili i działali w zgodzie? Albo dlatego, że była dla nich jak rodzona siostra – a może raczej brat? A może tym powodem było to, że nikt nigdy nie pokonał jej w walce wręcz? Na te pytania nie znała odpowiedzi i nie była pewna, czy będzie chciała ją poznać. Ale wiedziała jedno: dopóki będzie mogła mówić o sobie, że pochodzi z wielkiego i szlachetnego rodu Are, pozostanie przywódcą buntowników. To właśnie jej przodek, wielki Annon jako jedyny zdołał uciec przed Aglarem, gdy ten przejął siłą koronę i zabił starego króla. Annon był dobrym przyjacielem króla i bardzo rozpaczał po jego śmierci. Po ucieczce z miasta postanowił wyleczyć rany w schronieniu, które zbudowano w pobliżu Ennorath specjalnie dla rodziny królewskiej w razie, gdyby miastu groziło niebezpieczeństwo. Annon zebrał ludzi i razem z nimi otwarcie sprzeciwiali się samozwańczemu królowi. Po śmierci Annona dowodzenie nad buntownikami przejął jego syn. I tak działo się przez kolejne sto lat, aż do tego dnia. Los chciał, by dwoje ostatnich potomków Annona było kobietami. Orione – matka rudowłosej dziewczyny była dobrym przywódcą, ale ze znanych tylko sobie powodów odeszła, zostawiając swoją małą córeczkę. Wielu uważało, że tak młoda osoba nie podoła temu wyzwaniu, ale córka Orione tak naprawdę doskonale sobie radziła. Było jej dobrze z buntownikami. Czuła się, jakby miała największą rodzinę na świecie, ponieważ buntowników było równo trzydziestu (nie licząc Calada), a każdy z nich był jej bratem. Calad był dla niej kimś pośrednim pomiędzy bratem a ojcem. Chociaż to on ją wychował, to on ją wszystkiego nauczył, nie potrafiła myśleć o nim jak o swoim tacie. Nie, on był kimś zupełnie innym, chociaż nie umiała sobie odpowiedzieć, kim dokładnie. Tylko jedno słowo nasuwało jej się na myśl – był Caladem. - Znowu tu siedzisz? O wilku mowa – pomyślała Marien i uśmiechnęła się szeroko. Zza krzaków u podnóża niewielkiego pagórka, na którym się znajdowała wynurzył się Calad. - Lubię to drzewo – odpowiedziała mu rudowłosa - Ty może tak, ale drzewo chyba ciebie nie. - Dlaczego tak myślisz? - Spójrz tylko na tę gałąź, na której siedzisz. Jest strasznie wygięta! Oboje się zaśmiali. - To nie moja wina, ona zawsze taka była! Jestem lekka jak piórko! - Akurat ci uwierzę! Marien wstała. Przykucnęła na chwilę, po czym skoczyła. Jak na siedemnastolatkę, umiała naprawdę bardzo daleko skakać. Kiedy miała dziesięć lat, Calad przywiązał jej niewielkie (choć ciężkie) kamienie do pleców, rąk i nóg i kazał jej przez trzy dni biegać po lesie, przy czym przez ten czas nie mogła (nawet podczas odpoczynku) ściągać tych kamieni. Później może i była cała obolała i wyczerpana, ale czuła się bardzo lekka. Powtarzała ten trening co parę tygodni i po dwóch latach Marien była w stanie bez trudu przeskakiwać z jednego drzewa na drugie jak wiewiórka. Taki skok od drzewa do Calada, który znajdował się już około trzy metry dalej był dla niej niczym. Wylądowała mu na ramionach i siła uderzenia powaliła zaskoczonego mężczyznę na ziemię. Pochyliła się nad nim wciąż się uśmiechając. - Mówiłeś coś? – zapytała. - Nie. – odrzekł z uśmiechem wstając. - Jaki jest powód, dla którego tu przyszedłeś? Calad zmierzył wzrokiem swoją wychowankę. - Za dobrze mnie znasz. – powiedział. - Po prostu wiem, że nie lubisz być przy mnie, kiedy rozmyślam. - Może i masz rację. Cóż... Oto powód, dla którego tu jestem: wrócił Ris. Oczy Marien rozbłysły. Ris mieszkał na dworze króla Ennorath – Aglara. Wprawdzie nie miał tak dobrego stanowiska jak Ungwe, który właściwie nie odstępował króla na krok, ale miał dostęp do większości informacji, na których zależało buntownikom. Czyli innymi słowy był szpiegiem. - Mówi – ciągnął Calad – że musi szubko wracać, ponieważ Aglar nie jest w dobrym humorze. Marien uśmiechnęła się jeszcze szerzej. - Ścigamy się? – zapytała i nie czekając na odpowiedź, puściła się biegiem w stronę lasu. Drzewo i pagórek, na którym siedziała prawie każdego wieczoru i kryjówka buntowników nie były dość oddalone od siebie, ale i tak przedarcie się przez gęsto rosnące drzewa i krzewy wokół ich kryjówki zajmowało trochę czasu. Oczywiście, żeby dostać się do jaskini wydrążonej w górze (tam była kryjówka), trzeba było najpierw odsunąć wielki głaz. Aby go ruszyć, potrzeba było co najmniej dwóch buntowników (a żaden z nich nie był mały i słaby). Dlatego zawsze Marien starała się, by nikt nie wychodził sam. Dla
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil lilikokos
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…