Ennorath cz.2
Opowiadanie o dziewczynie, która przewodziła buntownikami cd.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
- To jest jedyny wieczór, kiedy Aglar odkłada swoja laskę. – mówił Ris – To może być nasza jedyna szansa... W tej chwili do pieczary wkroczyli Lom, Alak i Tathar. - Co się stało? – zapytał ten pierwszy. - Ris opowiada nam o największym wydarzeniu w Ennorath – wyjaśniła Marien. Za dwa dni ma się odbyć bal i na przyjęcie przybędą goście z innych miast. - Podobno tylko wtedy nasz król nie ma przy sobie magicznej laski. – powiedział Calad – chcemy jakoś się wprosić na to przyjęcie i spróbować ukraść mu ją. - Masz jakiś pomysł? Marien uśmiechnęła się jeszcze szerzej, co wszyscy uznali za odpowiedź twierdzącą. Calad stał na środku pieczary, przebrany w szatę wieczorową (która śmiesznie kontrastowała z jego orzechowymi włosami), mężnie znosząc drwiny reszty buntowników. Marien też się śmiała, zresztą jak zawsze. -Teraz twoja kolej – powiedział do dziewczyny. Marien na początku wydawała się trochę zdziwiona, ale po chwili uśmiech spełzł jej z twarzy. - O nie – powiedziała, kręcąc głową – nie zrobicie mi tego. - A jak inaczej pójdziesz na bal? - A-ale… nie mogłabym... po prostu... udawać chłopaka? - Zazwyczaj na takie przyjęcia chodzi się z partnerką. - A-a… – dziewczyna starała się gorączkowo cos wymyślić – A Fea... Albo Aina? Calad pokręcił głową - Wszystkie są dzisiaj zajęte i dobrze o tym wiesz. Zresztą, jakby były jakieś kłopoty, sam nie mógłbym ich obronić. Bądź dobrą dziewczynką. Marien skrzywiła się. Nieufnie spojrzała na paczkę owiniętą w szary papier, którą trzymała Tirith. W końcu z westchnieniem odwróciła się, odgarnęła chusty zakrywające przejście do mniejszej pieczary, która była czymś w rodzaju jej pokoju i weszła tam za Tirith. Kiedy po jakimś czasie stamtąd wyszły, w pieczarze na moment zapanowało milczenie. Chwilę później niektórzy tam obecni kręcili głowami z aprobatą, a cała reszta ryknęła śmiechem. Sanga i Laim zagwizdali głośno. - Ani słowa – warknęła Marien. Miała na sobie błękitną suknię balową. Była ona tak misternie uszyta, że w ogóle nie było widać szaty, w której dziewczyna chodziła na co dzień. Suknia podczas walki byłaby bardzo niewygodna, więc w razie jakiś komplikacji wystarczyłoby ją tylko ściągnąć. Na rękach miała rękawiczki do łokci. Siatka założona na kok upięty na czubku głowy była tak bogata w ozdoby, że nie było widać rudych włosów dziewczyny, a koronkowy welon opadał jej na twarz i sięgał ramion. Nie miała jedynie butów na obcasach. Tak było jej wygodniej i mogła swobodnie chodzić bez obawy, że się przewróci. - Nie przejmuj się nimi – szepnęła Tirith. - Musimy iść – powiedział Calad przekrzykując hałas. Pierwszy raz ma na sobie sukienkę – pomyślał Calad – Może jednak powinienem poprosić Tirith o pomoc, kiedy Orione mi ją zostawiła? Pokręcił głową po czym ruszył w kierunku wielkiego głazu. Thaur, Anar, Nath, Morn, Kemen, Neldor i Wing wciąż rechocząc wyszli z kryjówki za Marien, Tirith i Caladem. Reszta buntowników miała otoczyć tajne wyjścia z miasta. W pieczarze zostali tylko Quar, Harn i Bragol. Kiedy dotarli do Ennorath, Riel otworzyła im bramę. Obok ujrzeli żołnierza, wokół którego porozrzucane były puste butelki. Nath i Kemen zostali przy bramie razem z Tirith i Riel. Aby nikt ich nie rozpoznał, zarzucili na siebie czarne płaszcze i udawali żebraków. Reszta podkradła się pod Zamek Królewski. Nie było łatwo się tam dostać, ponieważ zamek znajdował się w samym sercu miasta, a dzisiaj ochrona była dwa razy większa, niż zazwyczaj. Podeszli pod mury i za pomocą liny, na której końcu był zawieszony hak, znaleźli się w Królewskim Ogrodzie. Marien i Calad ostrożnie wmieszali się w tłum gości, a pozostali (Anar, Thaur, Neldor, Wing i Morn) schowali się pod osłoną drzew. Calad cofnął się, przepuszczając parę kobiet ubranych w długie, powłóczyste suknie, tymczasem Marien pochwyciła wzrok jednego z żołnierzy, stojących u wrót sali balowej. Był to Amurth. Dostrzegła w jego oczach nieme pytanie, ale tylko się uśmiechnęła i mrugnęła do niego. Calad, gdy weszli do sali, w której już było około setki gości, uniósł jedną brew. - Nie zdradzi nas – szepnęła dziewczyna. Calad westchnął cicho. Zbyt dobrze wiedział o zaufaniu, jakim Marien obdarzała niemal każdego, kogo spotkała. Mógł mieć tylko nadzieję, że nie była na tyle naiwna, by oddawać w czyjeś brudne ręce swojego życia. Gdyby teraz zginęła, opór buntowników stopniowo by malał. Ta pełna życia dziewczyna była niczym lód na oparzenie, była ich nadzieją i drogą ku wolności. Bez jej śmiechu i sprytu nie zdołaliby w trzydzieści osób obalić rządy Aglara. Gdyby zginęła, ich jedyną nadzieją byłoby odszukać jej matkę, jednak nikt nie wiedział, gdzie ona teraz jest. Jej poszukiwania mogłyby zająć lata, a czasu tak naprawdę było niewiele. Zresztą, nikt tak naprawdę nie wiedział, czy Orione nadal żyje. Marien i Calad powoli zbliżali się do niewielkich drzwi, które zgodnie z opisem Risa, prowadziły do małego korytarza. Na jego końcu znajdowały się osobiste komnaty króla, do których tylko on miał dostęp. Te drzwi były naprzeciwko wejścia od ogrodu, a trochę dalej w bok znajdowały się nieco większe drzwi, prowadzące do sali tronowej. - Przepraszam, wydaje mi się, czy pana znam? – rozległ się nagle za ich plecami kobiecy głos. Marien i Calad szybko się odwrócili. Przed nimi sta kobieta z blond włosami uplecionymi w misterny kok. Miała na sobie piękną suknię i szal w kolorze bzu. Obok niej stał mężczyzna w granatowej szacie i związanymi z tyłu włosami w kucyk. Obydwoje uśmiechali się uprzejmie. - Wątpię, szanowna pani. Ja i moja partnerka pochodzimy z bardzo daleka. - A skąd dokładnie, jeżeli można spytać? – zapytał nieznajomy szlachcic. - Z… - Calad zawahał się dosłownie na chwilę – Atar. - To rzeczywiście daleko. Zadaliście sobie wiele trudu, przyjeżdżając tutaj. - Hm… Moja towarzyszka Laure jest bardzo ciekawa świata. Kobieta skłoniła się - Miło mi was poznać. Jestem Oiolare a to mój mąż Faroth – teraz zwróciła się do Marien – Laure… prawda? Powiedz, dlaczego skrywasz twarz? Widzę, że jesteś bardzo młoda i na pewno nie grzeszysz urodą. - Niestety, jest dokładnie na odwrót, pani. Natura poskąpiła mi wdzięków. - odparła - Och! Aż trudno uwierzyć w twoje słowa! Potrafię ostrzec przez welon twój czarujący uśmiech. Ale na pewno nie może być tak źle, jak mówisz. Na szczęście właśnie w tej chwili Faroth, nieprzyjęty rozmową swojej żony, spojrzał gdzieś ponad ich głowami. Calad podążył za jego wzrokiem. - Czy coś się stało, panie? – zapytał. - Nie widziałem dziś jeszcze króla Aglara, a przecież jako gospodarz, chyba powinien tu być. - Nie pokazał się jeszcze tego wieczoru? Mężczyzna pokręcił głową. Calad napotkał wzrok Marien, która niezauważalnie kiwnęła głową, po czym zmrużyła oczy i dotknęła ręką swoje czoło. - Wybaczcie, ale ja chyba wyjdę… Zachwiała się, a Calad złapał ją w chwili, gdy wydawało się, że upadnie. - Słabo mi – szepnęła słabym głosem. - Przepraszamy was. To na pewno przez te wrażenia – powiedział Calad z zatroskana miną. - Może pójdziemy z wami? – zapytała Oiolare - Nie, nie chcemy wam psuć wieczoru. Ruszyli z
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil lilikokos
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…