Erdon
.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
{b}T{/b}o było do przewidzenia, dla wszystkich, lecz nie dla mnie. Powoli, spokojnie pogrążyłem się w bagnie, z którego nie ma drogi powrotnej. Nie teraz, już jest za późno, zdecydowanie za późno. Leże w kałuży krwi, która z każda chwila staje się większa, w brzuchu mam dziurę wielkości zaciśniętej pieści, potworny ból odbiera mi zmysły. Mam coraz mniej sił, moje oczy ciągle próbują się zamknąć, w uszach wiruje dźwięk syren. Mam nadzieje ze dotrą na czas....
{b}B{/b}ył chłodny listopadowy wieczór, nad światem rozciągała się, wszech obecna i wszech panująca mgła. Latarnie świeciły swoim jednostajnym światłem, oprócz jednej, która wbrew innym migotała w sobie tylko znanym rytmie. Pub był pełny ludzi, gwarnych, wesołych lekko podpitych istot, które tak bardzo nie chciały być tego wieczora samotne. Byłem tam i ja, lecz ja nie szukałem towarzystwa, siedziałem sam przy bardzo nie popularnej części baru, spokojnie popijając trunek, jaki wypełniał moje szkło. Byłem obserwatorem. Nieopodal, w środkowej części lokalu, przy stoliku siedziała niezwykle piękna kobieta. Piła drinka i paliła papierosa, w każdym jej ruchu każdym geście, krył się erotyzm, powietrze wokół niej drżało. Wydawała się być boginią, taka dumna, majestatyczna niczym posag rzeźbiony w marmurze, przyciągała spojrzenia mężczyzn, wiedziała o tym. Miałem dziwne przeczucie, że szuka sponsora na kilka przyszłych miesięcy. Moje spojrzenie przykuł ktoś inny, mały szary człowieczek z butelka piwa siedzący, metr ode mnie. Był bardzo zdenerwowany, trząsł się i często oglądał za siebie. Rozpoznałem go od razu. Wypiłem zawartość mojego szkła, na blat rzuciłem wartościowy papier, ubrałem płaszcz i wyszedłem. Nie czekałem zbyt długo, mały szary człowieczek wyskoczył z baru i szybkim, zdecydowanym krokiem ruszył przed siebie. Szedłem za nim, wystarczająco daleko aby mnie nie zauważył, jednak wystarczająco blisko abym go nie zgubił. Minęło kilka minut zanim dotarł do swojego celu, stara kamienica w jednej z bardziej niebezpiecznych części miasta, musiałem być ostrożny, coraz częściej rozglądał się dookoła, a ja swym wyglądem nie przypominałem tubylca. Kiedy wszedł do środka odczekałem chwile i ruszyłem za nim. Wybór piętra nie stanowił problemu, to zawsze było trzecie piętro. Szybko wbiegłem po starych zniszczonych i chyba nigdy nieremontowanych schodach. Miałem niesamowite szczęście, nie sądziłem ze pójdzie tak łatwo. Za drzwiami prowadzącymi na piętro, zobaczyłem szarego człowieczka stojącego przed wejściem do pokoju. On mnie nie widział, czekał aż ktoś z wnętrza pomieszczenia wpuści go do środka, ja też na to czekałem. Klamka drgnęła, to był sygnał, beretta wyskoczyła z kabury i w mgnieniu oka syknęła, tłumik, zgłuszył wszelki dźwięk, człowiek otwierający drzwi spodziewał się zobaczyć coś innego niż ja nad zwłokami jego martwego kompana, lecz nie zdążył podzielić się z nikim tym zaskakującym wydarzeniem. Upadł z dziurą po kuli w czole, kilka kolejnych strzałów, kilka kolejnych niczego niespodziewających się trupów. Poszło mi łatwo, za łatwo, dokładnie sprawdziłem każdy pokój, nie mogłem nikogo przeoczyć. Tak jak myślałem, dlaczego oni zawsze ukrywają się w łazienkach? Naprawdę, ciekawa rzecz. Była tam skulona blondynka, zapewne widziała, co się wydarzyło i postanowiła się tu ukryć, ale dlaczego właśnie w łazience? Dlaczego zawsze w łazience? Nigdy tego nie zgadnę, co kieruje ludźmi, aby właśnie tam szukali ocalenia. Stanąłem nad nią, wycelowałem w głowę, to była swoista forma dobroci z mojej strony zawsze strzelałem tak, aby od razu zabić, spojrzała na mnie, głośno przełknęła ślinę i wymamrotała - Proszę... Nie... Nie rób tego... - patrzyła na mnie wielkimi brązowymi oczami, zachodzącymi łzami, była nawet ładna. Beretta syknęła kolejny raz, a dziewczę bezwładnie opadło na podłogę. Tylko, dlaczego łazienka?! Intrygujące.
{b}P{/b}adało, już trzeci dzień z nieba leciały łzy, pamiętam jak w dzieciństwie babcia opowiadała mi, że gdy pada to aniołowie w niebie płaczą, w dalszym ciągu uważam to za głupie, lecz stara babuszka dalej powtarza swoje mądrości, a ja nie zamierzam jej tego zabraniać. Ulice pokryte były warstwa wody, z która studzienki kanalizacyjne nie dawały sobie rady, szybka jazda samochodem mogła być śmieszna z perspektywy kogoś w samochodzie, lecz już człowiek na chodniku miał inne odczucia, a ja?! Ja nie mogłem się wychylać, jechałem spokojnie głównymi ulicami, wprost do centrum handlowego, w radiu jakiś miły głos opowiadał o masakrze w jednym z mieszkań w kamienicy na Nadrzecznej. Ciekawe, miedzy tym osiedlem a rzeka był kawał drogi, nigdy nie pojmę administracji w tym kraju. Parkingi były zatłoczone, nic dziwnego, w końcu sobota. Zostawiłem mojego starego Forda na jednym ze „strzeżonych” parkingów. W głowie krążyło mi pytanie, {i}„dlaczego tu?”{/i} Przecież jest tyle lepszych miejsc, pewnie się boi, dlatego chce być w tłumie. Ruszyłem w umówione miejsce. Kilka pięter kilka stoisk i byłem. Sklep należący do jednej z sieci księgarń, ruszyłem pod stoisko z Thrillerami. Wśród znanych nazwisk znalazłem bardzo dziwna pozycje, nie było podanego autora, był tylko tytuł „Erdon”. Przeglądałem książkę, w środku znajdowała się mała ręcznie pisana karteczka, {i}„... RSPi poniedziałek od 11 do 12...”{/i}. Ktoś postanowił się ze mną zabawić, miałem przed sobą trudna decyzje, szukać tego kogoś po wskazówkach jakie mi zostawia czy zignorować, nie, nie mogłem sobie na to pozwolić, kimkolwiek jest wie o mnie dużo, za dużo. Muszę go znaleźć. Schowałem książkę do kieszeni płaszcza i wyszedłem, tak jak przeczuwałem czujniki nie zareagowały, ktoś ja tu zostawił specjalnie dla mnie. Musiałem nad tym pomyśleć, najlepiej przy whisky. Samochód stał dokładnie tam gdzie go zostawiłem, ale opiekuna nie było, co dziwne, bo obiecałem mu dychę po powrocie, coś było nie tak. Otoczyło mnie sześciu kolesi w dresach, typowe bandziory, jeden z nich chyba mózg grupy stanął naprzeciw mnie. - Słyszałem ze w mieście jest nowy kiler. – żuł gumę i głupio się uśmiechał. – Słyszałem ze to ty! - wskazał na mnie palcem – Nie lubimy tu jak ktoś nam robotę odbiera, i będziemy musieli się z tobą na ten temat rozmówić. - Nie wiem, o czym mówisz. - odpowiedziałem bez żadnych emocji, w głowie układałem plan działania. - Mówię o tym, że za pracę na naszym terenie, nasz szef liczy sobie czterdzieści procent. - A dla kogo pracujesz? – sprawa zaczynała się komplikować, było o mnie głośno a nie wykonałem jeszcze zadania. - Pracuje dla Iwana, znajdziesz go w zachodniej części miasta w magazynach, do poniedziałku do szesnastej czeka na kasę, potem to my do ciebie przyjdziemy. Ciekawi mnie czy jesteś taki jak mówią. - Nie martw się, będziesz miał okazje się o tym przekonać. - ruszyłem do przodu, ustąpił mi drogę, wsiadłem do Forda i ruszyłem do baru. Długo przeklinałem, wszystko zaczęło nabierać nieprzyjemnego kształtu. Tajemniczy „Erdon” i ów Iwan wiedzieli o mnie, miałem czas do poniedziałku, musiałem się przygotować, Iwan chciał pieniędzy, wątpię żeby dużo o mnie wiedział, mogłem go bez problemu sprzątnąć, ale Erdon bawił się ze mną w chowanego, a nie robisz tak, kiedy chcesz tylko pieniędzy, robisz tak, kiedy chcesz zbliżyć się do przeciwnika, powiedzieć mu coś i mieć nad nim kontrole. Musiałem się poddać tej grze. RSPi, co to znaczy, musiałem się dowiedzieć i wiedziałem kogo pytać. {b}B{/b}ar był prawie pusty, na środku przy stoliku siedziała piękna kobieta, chyba ta sama, która widziałem ostatnio, barman wycierał kufel białą szmata i patrzył na mnie. Szedłem wprost na niego. - Witaj – skinął głową - Cześć – odpowiedziałem niby obojętnie. - Daj mi whisky - Się robi – postawił dwa kieliszki przede mną, otworzył butelkę i nalał mi i sobie – widzę, po minie ze coś jest nie tak, długo robię w tym zawodzie i mam już spore doświadczenie, dziewczyna? - spojrzałem na niego a na moje twarzy rozszerzał się uśmiech. - Poniekąd,- wypiłem zawartość kieliszka i kiwnąłem na niego głową, on uzupełnił brak – potrzebuje informacji, szukam pewnego miejsca - Znam te miasto jak własna kieszeń, mieszkam tu cale życie. Pomogę, jeśli będzie mnie na to stać. – uśmiechnął się głupio, zrozumiałem aluzje, sięgnąłem do kieszeni i wyjąłem portfel. - Szukam RSPi... wiesz coś na ten temat? - na ladzie położyłem pięćdziesiątkę - Ty mój drogi, szukasz osoby a nie miejsca, – jego słowa były jak uderzenia tępego młota prosto w moje skronie – a raczej kilku osób. - Tak mówisz? - kolejny banknot legł na ladzie - Tak, szukasz trzech osób, dwie z nich nie żyją a trzecia siedzi tam,- wskazał piękną kobietę siedząca na środku pomieszczenia, chwyciłem szkło i poszedłem w jej kierunku, stanąłem naprzeciw niej, patrzyła na mnie swoimi wielkimi zielonymi oczami, przez chwile mierzyliśmy się wzrokiem, na jej twarzy wybuch przepiękny uśmiech. - Może usiądziesz – szepnęła, jej głos był jak uderzenie gorącej pary, niska, namiętna barwa hipnotyzowała kazała posłusznie wykonywać rozkazy, lecz ja stałem. - Jak masz na imię? - zapytała - Wiktor – skłamałem - Może jednak usiądziesz – szepnęła, usłuchałem. - ładne masz imię, Wiktor, ja jestem Sara – zieleń jej oczu nie odrywał się ode mnie. - Potrzebuje informacji – powiedziałem dosyć chłodno, dziwne napięcie w powietrzu jakby straciło na swej mocy ranione tonem mego głosu. - Na jaki temat? - jej głos dalej elektryzował - RSPi – odpowiedziałem niewzruszony. - Podobno wiesz coś na ten temat. - Pierwsze słyszę - odpowiedziała szybko, jej głos zadrżał - Jakoś ci nie wierze, a bardzo potrzebuje tych informacji. Mogę zapłacić. Dużo, jeśli trzeba będzie. - w jej oczach mały płomyk przerażenia wybuch wielkim płomieniem, w ułamku sekundy wybiegła z baru ruszyłem za nią. Czekała przy wyjściu - Kto cię przysłał? - warknęła - Nikt – mierzyłem ja wzrokiem, cała drżała. Z torebki wyjęła paczkę papierosów, stamtąd jednego, którego włożyła do ust i odpaliła - Nie kłam Wiktorze, dobrze wiem kto, Hral. To on? Przyznaj się – mówiła bardzo szybko słowa więzły jej w gardle, znałem tego człowieka, Ernest Michał Hral. Przeklęta bestia. - Nikt mnie nie przysłał – powiedziałem spokojnie - Chyba spłaciłam swój długo? Czego on ode mnie znowu chce? - Nie wiem i nie obchodzi mnie to, nie jestem od niego, potrzebuje tylko informacji. - Ok, ale nie tutaj, zdecydowanie nie tu – odpowiedziała dziwnie spokojnie – chodźmy do mnie. - wyrzuciła resztkę papierosa na chodnik. - Dobrze. - odpowiedziałem
{b}M{/b}iała małe mieszkanko, całkiem przyzwoicie urządzone, widać było ze nie brakuje jej funduszy. Była samotna, nie widziałem niczego, co mogłoby świadczyć inaczej, nie było jakiejkolwiek fotografii z kimś oprócz rodziców. - Napijesz się czegoś? – zapytała - Nie, dziękuje – odparłem spokojnie – Możemy przejść do rzeczy? - Za chwilkę, zrobię sobie drinka. - poszła do kuchni, ja rozejrzałem się po mieszkaniu, na kominku było zdjęcie, którego wcześniej nie zauważyłem, ona z dwoma innymi kobietami. - Oto RSPi - rzekła stojąc w drzwiach – Rebeka, Sara i Pina - Dlaczego boisz się Hrala? - zagadnąłem - Nie wiesz? - Nie – patrzyłem na nią czujnie, ona uśmiechnęła się - Stuknęłyśmy go na sto kawałków, uwierz mi nie był zachwycony, a on umie się mścić. - Wiem coś o tym – szepnąłem prawie bezgłośnie. - Byłyśmy głupie, a on zbyt wpływowy, przegrane na starcie, – podeszła do mnie – a ty? Jaka jest twoja historia, czego szukasz? - Staram się to ustalić – wykrzywiłem twarz w dziwnym grymasie – ktoś próbuje mi coś powiedzieć, a mnie coraz bardziej ciekawi co. - Dziwne, nie słyszałeś nigdy wcześniej o nas? - stała tuż przy mnie, patrząc mi w oczy - Nie – odparłem - W takim razie bardzo mi przykro, - spojrzałem na nią zdziwiony – że muszę to zrobić. - Poczułem ukłucie, wbiła mi strzykawkę w brzuch, dałem się podejść. Świat zaczął wirować, upadłem bezwładnie na podłogę.
{b}O{/b}budziłem się siedząc na jakimś krześle, bolało mnie wszystko to, co tylko mogło boleć, ręce związane miałem za plecami, dosyć mocno. W oczach wirował mi cały pokój, naprzeciw mnie stała ona, zielonooka brunetka, patrzyła na mnie czujnie, dziwnie uśmiechając się. - Przyszedłeś mnie zabić? - w ręku trzymała moja berette – Wiktorze, powiedz mi łaskawie, kto cie przysłał. Twoje położenie jest marne, bardzo marne. - Patrzyłem na nią otępiałym wzrokiem, koktajl, jaki mi podała w zastrzyku jeszcze działa, nie rozumiałem części słów jakie do mnie mówiła, tonąłem w głębinach jej zielonych oczu, chyba była bardzo zdenerwowana, uderzyła mnie, chyba mocno, nie czułem nic, po twarzy pociekła mi strużka krwi, kolejny cios, tym razem mocniejszy, chyba straciłem przytomność. Byłem w stanie, w którym niczego nie można być pewnym. Znalazłem się w miejscu, które znałem już tylko ze wspomnień, ściany miały ciemno zielony kolor i kołysały się w dziwnym rytmie, wszystko działo się jakby w spowolnionym tępię, biegłem, lecz miałem wrażenie ze stoję, chciałem się zatrzymać, lecz nie mogłem. Znikąd wyrosły przede mną wielkie czarne drzwi, mimo woli wbiegłem w nie. Byłem w jakieś hali dookoła stali ludzie w czarnych garniturach i okularach, na podłodze leżała kobieta, miała wiele ran postrzałowych, czerwona krew wsiąkała w biała bawełniana bluzkę. Klęczałem nad nią, w ręku trzymałem, broń. Włożyłem ją do ust i pociągnąłem za spust. Nagle siedziałem na znajomym mi krześle a zielonooka bestia patrzyła na mnie z okrutnym uśmiechem. Koktajl przestawał działać, głowa bolała niewyobrażalnym tępym bólem. - Nie chciałem cię zabić - wycedziłem powoli – ale teraz obiecuje ci ze to zrobię. - Nie wątpię, że zrobiłbyś to gdybyś mógł – zaśmiała się - ale tak się składa ze to ja trzymam cię na muszce. – popatrzyłem na nią pogardliwie – Powiedz mi, kto cię przysłał!! - Iwan, – rzuciłem bezmyślnie – to on chce twojej głowy – na moje twarzy zagościł parszywy uśmiech – i wiesz co, mam nadzieje ze ją dostanie. - Rosyjska mafia? Co oni ode mnie chcą? - w jej oczach płonęła nienawiści przeplatana z przerażeniem. - RSPi!!! - krzyknąłem tak niespodziewanie, że aż podskoczyła – opowiedz mi wszystko a ja powiem Ci o ruskich. - popatrzyła na mnie dziwnie. Zapewne czuła, że nie ma nic do stracenia, przecież i tak miała mnie zabić. - RSPi, RSPi ciągle te RSPi, przecież powiedziałam ci ze stuknęłyśmy Hrala na ładna sumkę, a potem on... - jej głos zadrżał - dał nam wybór, albo z trzech zostanie jedna i zatrzyma połowę kasy albo zgina wszystkie a wcześniej ich rodziny, zostałam ja, koniec historii - Zabiłaś je!!! - krzyknąłem - Nie miałam wyjścia, broniłam swojej rodziny – warknęła przystawiając mi broń do głowy - Nie, ty chciałaś tych pieniędzy – powiedziałem najchłodniej jak tylko umiałem. - Nawet jeśli, to co? - zaśmiała się – Silniejszy zabija słabszego taki jest układ, nic z tym nie zrobisz, praw natury nie zmienisz. - jej głos był pełen drwiny, stała bardzo blisko mnie, popełniła błąd, nie związała mi nóg. Przechyliłem się do tyłu mocno kopiąc ja w brzuch, sam upadłem na podłogę, usłyszałem jej jęk. Dobrze wiedziałem, że mam tylko kilka chwil nim zacznie strzelać, potoczyłem się razem z krzesłem za tapczan, próbowałem je połamać, lecz było strasznie twarde. Usłyszałem jak klnie i strzela w moim kierunku, miałem tylko jedną szanse musiałem ja wykorzystać, spokojnie liczyłem strzały, czekałem aż magazynek będzie pusty. Doczekałem się, wyskoczyłem za mebla w dziwnej pozycji próbując ją staranować, miałem niesamowitego pecha w reku trzymała nie moja broń i jak słusznie zakładałem magazynek nie był pusty, usłyszałem strzał, olbrzymi ból rozdarł mi ramie, upadłem na ziemie. Powoli podeszła do mnie, była zdenerwowana, szybkie oddech trząsł jej ciałem, kopnęła mnie, raz, potem drugi i kolejny, kopała tak długo aż straciłem przytomność. Znalazłem się w parku, spokojnie przechadzałem się alejkami wśród drzew, obok mnie szła ona, moje najpiękniejsze wspomnienie, opowiadała coś, śmiała się, gestykulowała, ja przytakiwałem, podziwiałem każdy jej ruch, każdy włos rozwiewany przez wiatr, każde spojrzenie, najmniejszy uśmiech. Była moja, cała moja. W pewnej chwili poczułem zimny dreszcz, otoczyli nas ludzie w czarnych garniturach i przyciemnianych okularach, próbowałem ją obronić, lecz byłem zbyt słaby a ich było zbyt wielu. Poczułem dziwny zapach, siedziałem na „moim” krześle jednak upadek uszkodził je, kołysało się i trzeszczało. Coś było nie tak. Miałem prawie niezwiązane ręce i opatrzone ramie, uwolnienie się z tych pętli zajęło mi tylko kilka chwil. Zastanawiałem się, co mogło stać się z brunetką, moja ciekawość szybko została zaspokojona, leżała w kałuży krwi, twarzą do ziemi. Delikatnie przekręciłem jej ciało. Nie miałem pewności ze to ona, skóra z twarzy była kompletnie zdjęta, wyrwane wszystkie żeby i obcięte palce u obu rąk. Ktoś zadbał o to, aby jej identyfikacja była naprawdę trudna. Musiałem uciekać, na stole leża książka, której wcześniej nie było, jej tytuł był mi znany, „Erdon”. Uśmiechnąłem się sam do siebie, chwyciłem ją, z wieszaka zabrałem płaszcz i opuściłem spokojnie mieszkanie chowając twarz w kołnierzu.
{b}W{/b}szystko nabierało dziwnego obrotu, nie wiedziałem w jakim celu ktoś zmusił mnie do poznania historii RSPi, miałem już dwa egzemplarze Erdon'a i przestrzelone ramie a nie byłem nawet w połowie tego, co zamierzałem zrobić. Spokojnie szedłem pustym chodnikiem, było dosyć późno i padał deszcz, miałem dziwne wrażenie ze ten dzień się jeszcze nie skończył. Przed wejściem do hotelu stał zziębnięty odźwierny, skiną mi głową i otworzył drzwi, hol pełen był ludzi, elegancko ubranych i wstawionych, każda noc wyglądała tu tak samo. - Panie
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Pawel1989
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…