Wróć do katalogu

EROstation vol. 2

"tu może stać się coś strasznego"

bomba, opublikowano , 10 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Więc to jest święto, ale tak poza tym jednym jakże epokowym odkryciem nikt tak naprawdę nie wie, o co chodzi. Tak zwana czarna magia zakropiona sztucznością i owiana niezrozumieniem i wbita dodatkowo w czterościenną formę. Dobra to chyba ja ich tutaj przywiodłam po rocznych negocjacjach i ubezpieczeniu mojego siedliska przed nagłymi wypadkami. Mam mój dom pełen ludzi, pierwsze to zaskoczenie. Zwykle tu pusto. Ci ludzie mają jakieś cyrkowe maski i oczy jakże dzikie i stroje tak bardzo w ogóle niestosowne, takie jednakowe fabrycznie montowane. Oni nie wiedzą, że to wszystko to doświadczenie, oni są święcie przekonani, że nic im się tutaj nie stanie. Ale… niewątpliwie coś stać się musi, oni sami prowokują zdarzenia. Tutaj impreza rządzi się prawami powszechnymi, niemalże zwierzęcymi, uśmiech za uśmiech i szkło rozbija się o głowy, a głowy o ściany, a zwłoki wkłada się w czarne ubrania i zakopuje się w ogródku. Takie zaszczyty przysługują przybyłym tutaj osobistością. My się przecież dobrze znamy i bawimy. Jakieś takie dziwne przeświadczenie wyczuwalne jest w słowach i ruchach. Wszyscy sprawiają wrażenie jakby byli zewsząd obserwowani, małymi kroczkami kierują się do toalety, tam sobie czynią relaksację i przemawiają, że wszystko będzie dobrze, że nastąpi rozluźnienie stawów, cały organizm rozłoży się na części pierwsze i tak prowizorycznie na luzie przetrwa całe to posiedzenie. Ale nic się nie dzieje gdy tak kroczą jak na wybiegu do swoich szanownych miejsc mają tylko niezwykły uśmiech potoaletowy przyklejony na ślinę do twarzy. Potem siedzą sztywno w fotelach w oczekiwaniu na jakieś niezrozumiane dla nich z pewnością widowisko, które wyświetli się niebawem. Otwierają swoje oczka i uchylają w zachwycie usta, by włożyć do nich jedną porcję padliny lub pigułkę o nazwie zatracenie. Ja niby tutaj jestem głównodowodzącą, kieruję ruchem, mówię, ty tutaj pójdziesz z nim, ty z tym tam, ogólnie rzecz biorąc słuchają się mnie jak nigdy. Ale ja się nabrać nie dam. Wiem, że pozory to ich specjalność. Potem wejdą we wszystkie zakamarki i będą bezczelnie wyczytywać moje wiadomości tekstowe. Po co oni w ogóle tu przyszli? Żeby dać się wytresować? Nie, nie, nie… oni chcą się objawić wśród potu, śmiechu, jęku, dymu i resztek jedzenia walającego się po podłodze. Jest fifti fifti. Tylko ja nie do pary tak jakoś normalnie się z tym czuję. Oni po chwili, kiedy tak zasiedzą się w fotelach poczynają się rozglądać na około, tak niedyskretnie, i coś bezwzględnie obgadują całe pomieszczenie. Modlą się w duszy, żeby się gdzieś uchować mogli przed spojrzeniami, i wynajdują najdziwniejsze kąty w moim dobytku. Na 5 minut ukazują się ich oczom jakieś niezwykłe plastikowe pokarmy, które giną w ich trzewiach. Pakują do środka, niemalże wszystko. To taki darmowy supermarket. I tak wiem, że wszystko skończy się seksem po jakichś różnych zakątkach mojej pustelni. Seks determinuje wszystko. Tak sobie rozprawiam i idę do kuchni po jakiś afrodyzjak pod postacią paluszków i chipsów. Wiem, że za jakiś czas niczym bomba zegarowa rozpęknie się po pokoju orgia, bez zobowiązań, taka azjatycka sztuka miłości między stołami a krzesłami i jedzeniem. Dobra dostarczam im pod nos niczym jakieś śmieci te afrodyzjaki. Rzucają się bestie na stół i wręcz żrą, udaję, że nie widzę, ale jakoś pozbawiam się szacunku do nich i ich zwierzęcych zwyczai. Przestaję ich wszystkich lubić, za to wszystko, co zaraz tu zrobią, i czego nie są jeszcze świadomi. Teraz jeszcze są jakoś dziwnie posłuszni i grzeczni, to żartują to zagadują do siebie, co tam w pracy, szkole w telewizji, na ulicy, ogólnie rzecz biorąc świetnie dają sobie radę w prześlizgiwaniu się od tematu do tematu, ci ludzie posiadają zwierzęcą naturę i nic tego nie wyeliminuje. Ja niby tak krążę od stolika do stolika, ale wiem doskonale, co się dzieje, znam ich rozmowy banalne i myśli jednostajne. Udaję nieświadomość i oblizuję wargi, a nóż coś do nich przylgnie. W trakcie, jakieś dźwięki politowania godne, czyli tak zwane komercyjne melodie pełne folku rozbrzmiewają po w wszystkich czterościennych pomieszczeniach. Tu w głębi stołu, tak jakoś bliżej wyjścia na taras rozgrywa się butelkowa walka na zawartość. Patrzę z politowaniem, sama popijając gazowaną, naturalną z małą ilością sodu. Gdyby jeszcze do takich trunków inteligencję sproszkowaną dodawali… Jeszcze się schodzą ci, którym nudo w domu, i ci, co najwidoczniej potrafią i lubią grać w gry towarzyskie. Nikt nie wychodzi, wszyscy tkwią na swoich przydzielonych siedzeniach. Rozglądam się i już widzę, że ci najsprytniejsi znaleźli słuchaczy,…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych