Wróć do katalogu

Fantastyczna Przygoda

Jest to opowiadanie o chłopaku, który całe życie marzył o własnej przygodzie. Jest to moje pierwsze opowiadanie, proszę o szczere komentarze i czy warto je kontynuować.

RumcajS159, opublikowano , 8 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

-Sam! Sam! No gdzie ten chłopak. Jak potrzeba to nigdy go nie ma –woła rozpaczliwie ojciec - Już idę tato! Wybacz, ale znowu zapatrzyłem się w nasze piękne góry i odpłynąłem w marzeniach. Kiedyś na pewno tam pójdę i przeżyję swoją prawdziwą przygodę. Będę wielkim wędrowcem tak jak ty tato. - Już dobrze, dobrze. Na razie jesteś tutaj i masz swoje obowiązki. - A tam tato ty jak zwykle nic nie rozumiesz - Rozumiem i to lepiej niż myślisz. No a teraz uciekaj robota sama się nie zrobi. Sam posłuchał ojca i zmierza w kierunku obory. Ojciec Sama pan Smith Raven na pierwszy rzut oka jest zwykłym prostym chłopem trudzącym się hodowlą bydła. Jednak w przeszłości był on wielkim podróżnikiem i nie jedno w swoim długim życiu już zobaczył. Na stare lata osiedlił się u podnóża gór Tasmanii. Tutaj poznał kobietę swojego życia: Margaret Thomson. Pobrali się i niedługo po tym urodził im się syn. Wszystko układało się wspaniale, dzieciak rósł, a gospodarstwo przynosiło zyski. Jednak trzy lata po urodzeniu Sama pani Raven zachorowała w wyniku, czego zmarła. To był wielki cios dla ojca chłopaka i długo nie mógł pozbierać się po życiowej stracie. Zrozumiał jednak, że syn, którego mu dała jest jego jedyną nadzieją i musi wychować go najlepiej jak potrafi. Sam rósł i z czasem miał coraz więcej obowiązków, ale i coraz więcej rozumiał. Ojciec nie chciał mieć przed nim żadnych tajemnic i wszystko mu opowiedział o jego matce i o tym jak się tu znaleźli. Ta opowieść na zawsze zmieniła chłopaka, który teraz marzył o wielkiej wyprawie w góry. - Ach ciężkie te wiadra. Ciągle tylko to samo, praca, praca i praca. Co ja jednak mogę na to poradzić? Muszę pomagać tacie, bo beze mnie nie da sobie rady. Jednak bardzo chciałbym przeżyć swoją prawdziwą przygodę. Nie dla mnie jest karmienie bydła, na mnie czeka przygoda, lasy, nieodkryte krainy. Rozumiesz to mućka? - Muuuu - Ech zero oparcia w tobie. Zresztą jesteś tylko krową. - Sam! Chodź jedziemy do miasta. - Już idę tato! Wsiedli na wóz i ruszyli w kierunku miasta. Jest to stara indiańska osada, która przez wiele lata przekształciła się w centrum handlu dla całej okolicy. Pierwotna nazwa brzmiała Sahuelo jednak z czasem nazwa się zmieniła na Sarjello, która była łatwiejsza do zapamiętania. To tutaj Sam i jego ojciec sprzedawali mięso, skóry i mleko by kupić za zarobione pieniądze potrzebne im produkty. - Synu rozładuj proszę wóz, a ja pójdę uzgodnić cenę z panem Bradley'em, później pojedziemy do Johna po herbatę, przyprawy i mąkę. - Dobrze tato – powiedział Sam i zabrał się do pracy. Załadunek u pana Johna skończyli w południe. Pan Smith udał się w stronę baru, a Sam postanowił przejść się po mieście. Zawsze rozglądał się uważnie. Podziwiał i napawał swoje oczy widokiem miasta na tle ogromnych gór. Za każdym razem odwiedzał sklep dla traperów. Tamtejszy sprzedawca pan Bartley's znał go już tak dobrze, że każda wizyta młodego człowieka była dla niego miło spędzonym czasem. Chłopak lubił pomagać i chętnie słuchał każdej opowieści o wspaniałych wyprawach w nieznane. Pan Bartley's płacił Samowi za jego pomoc jednak nie to było dla chłopaka najważniejsze. Obiecał sobie, że wszystkie zarobione pieniądze przeznaczy na swoją pierwszą wielką wyprawę. Gdy słońce zmierzało już ku zachodowi Sam poszedł do baru po ojca. Ten jak zwykle grał z miejscowymi w karty i prawie zawsze wygrywał. Miejscowi zawadiacy nie zbyt przepadali z tego powodu za panem Smithem, przez co miał on już nie raz problemy. Jednak dzięki swojej tężyźnie fizycznej i sprytowi zawsze wychodził z tego cało. Gdy Sam tylko wszedł do baru od razu ujrzał go ojciec, po czym zabrał swoją wygraną i wyszedł z synem. Przeważnie droga powrotna mijała w milczeniu jednak tym razem ojciec zaczął z chłopakiem rozmowę. Gdy już byli w domu ojciec powiedział do niego: - Bo widzisz synu, życie to jest taka wielka gra, w której

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych