Flakonik
Opowiadanie w konwencji fantasy o pewnym niedostępnym panu i pewnej zdesperowanej pani.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Zdyszany mężczyzna, którego twarz zakrywała brudna postrzępiona chusta, biegł między drzewami, rozglądając się nerwowo. Słyszał za sobą odgłosy łamiących się gałązek. Wiedział, że prawdopodobnie nie uda mu się uciec. W dłoni ściskał fiolkę z czerwonawym płynem. Przyspieszył, próbując wcisnąć ją pod płaszcz. Drogę zastąpiła mu młoda dziewczyna z jednoręcznym mieczem. Wzięła zamach. Ułamek sekundy wystarczył, żeby mężczyzna ocenił, że nie uda mu się zrobić uniku. W desperacji rzucił fiolkę wysoko do góry. Zadziałało. Dziewczyna przerażona podążyła wzrokiem za spadającą fiolką. Chwilę później leżała na trawie powalona przez uciekiniera. Zamiast rzucić się w pogoń, zaczęła rozglądać się za fiolką. Na szczęście była cała. Błyskawicznie się podniosła, nawet nie otrzepując ubrania z igieł, kiedy podbiegł inny mężczyzna. Nie więcej niż dwudziestopięcioletni wojownik dzierżący halabardę. Chwycił fiolkę i rzucił dziewczynie przelotne spojrzenie. - Facet myśli, że ucieknie, co? - syknął i pobiegł w stronę znikającej między drzewami sylwetki złodzieja. - Poczekaj! - krzyknęła za nim wojowniczka. - Daj mi chociaż tą fiolkę! Jeśli ją stłuczesz... Hej Alex...! Nie słuchał jej. Pognała za nim. Cholera, jak ma zamiar walczyć halabardą mając w jednej ręce eliksir? Przeklęła w myślach Gildię Magów i wszystkie ich niebezpieczne eksperymenty. Dlaczego ich fanaberie odbijają się ostatecznie na zwykłych najemnikach? Co jeśli Alexowi coś się stanie? Kiedy do nich dobiegła wiedziała już, że niepotrzebnie spanikowała. Ostatecznie facet był nieuzbrojony, a swoją ostatnią kartę przetargową (nieszczęsny eliksir, który zwinął magom sprzed nosa) wyrzucił przed chwilą. Teraz kulił się na ziemi i spoglądał nerwowo na ostrze wymierzonej w niego halabardy. - Nie musisz się już śpieszyć, Grace. Sprawa załatwiona - powiedział nawet się na nią nie oglądając. - Tak, widzę. Skrzywiła się lekko i podeszła do pechowego złodziejaszka, żeby związać mu ręce. - Dlaczego ze mną nie współpracowałeś? Mogłeś mi chociaż pozwolić potrzymać tą fiolkę. Thompson mówił, że jeśli się stłucze to może się skończyć eksplozją. - Jak widzisz twoja interwencja nie była potrzebna. - Wzruszył ramionami, wbił halabardę w ziemię i oparł się o nią. - Nie przyszłam tutaj z tobą dla ozdoby - uniosła się. - Przysłali nas dwoje, żeby jedno pilnowało eliksiru, a drugie ścigało złodzieja. - Już dobrze - uspokoił ją. - Pieniędzmi dzielimy się po połowie, tak jak było umówione. Ten stary mag powiedział, że eliksir jest dość cenny więc chciałem być pewny, że... No wiesz, że nic się z nim nie stanie. - Nic by się z nim przy mnie nie stało. Zaraz... A może myślisz, że mogłabym go sobie wziąć? Powinieneś bardziej mi ufać, Alex. - Mój dziadek mawiał, nigdy nie ufaj kobiecie. - odparł, wyciągając broń z ziemi. - Co? - Grace zamrugała zdezorientowana, kiedy uśmiechnął się tajemniczo i ruszył powoli przed siebie. - Odprowadź tego gościa na posterunek. Ja odniosę fiolkę do Gildii Magów. Zaczekam na ciebie z wypłatą nagrody - powiedział jeszcze na odchodne. Patrzyła za nim jak odchodzi. Wysoki mężczyzna, czarne, krótko ścięte włosy i niebieskie jak morska woda oczy. Popularny wśród kobiet i zupełnie nieczuły na ich wdzięki. W tym także na wątpliwy wdzięk Grace. Jestem zakochana w nieczułym palancie, pomyślała. Nigdy nie zwracał na nią większej uwagi gdy mijali się w Gildii Najemników, więc teraz kiedy Richard Thompson, zastępca przewodniczącego Gildii Magów poprosił ich wspólnie o przysługę, jako że obydwoje zdążyli się już przysłużyć magicznej społeczności, liczyła, że zdobędzie u niego kilka punktów. Niestety plan się nie powiódł i Alex zostawił ją w tyle. Dwa razy. Podstawowy punkt strategii podrywu kolegów z pracy (którą biednej, zupełnie zielonej w tych sprawach Grace była uprzejma wyłożyć przyjaciółka) brzmiał: pozwól mu zapomnieć, że jesteś wojowniczką i zobaczyć w tobie kobietę. Dla Grace to była czarna magia. Nie nosiła sukienek, nie malowała się, swoje jasne włosy ścinała na krótko, a jedyną kobietą, z którą się zadawała była jej współpracownica z Gildii Najemników. To właśnie Sarah zasypywała ją różnymi dziwnymi miłosnymi poradami, które wydawały jej się niedorzeczne. Zignorowała by je wszystkie bez wyjątku, gdyby nie to, że po raz pierwszy jej na kimś zależało. Nie miała pojęcia dlaczego właśnie Alex tak zawrócił jej w głowie. Któregoś dnia widziała go w trakcie walki. Zrobił na niej dobre wrażenie. Od tamtego dnia zaczęła go obserwować. Odnosił sporo sukcesów mimo młodego wieku. Był lubiany przez przełożonych. Wróżono mu wspaniałą przyszłość. Może właśnie dlatego nie tracił czasu na przyjaźnie i miłostki? Może ciężka praca sprawiła, że jest takim odludkiem? Grace też nie była duszą towarzystwa, mimo to starała się utrzymać pozostałymi najemnikami z gildii stosunkowo dobre kontakty. Nie koniecznie dlatego, że tak bardzo chciała żyć ze wszystkimi w zgodzie, raczej dlatego, że w jej branży liczyły się przede wszystkim znajomości. Alexa również próbowała zagadywać na wszelkie możliwe sposoby ale nigdy nie uzyskała nic więcej niż kilka zdawkowych odpowiedzi i pozdrowień. Oddałaby naprawdę wiele, żeby poznać go bliżej. I dlatego właśnie stosowała się do sugestii przyjaciółki. Po kilku nieudanych próbach wiązania i zapinania skomplikowanych gorsetów i innych "kobiecych" elementów odzieży, stwierdziła, że jednak nie będzie zmieniała swojego stylu. Zdecydowała się za to znaleźć sobie kobiece hobby. W taki właśnie sposób powstała "kolekcja słodkich i uroczych przedmiotów". Chwilowo zawierała w sobie spinkę z kotkiem, kapelusz ze sztucznymi kwiatami, dzwoneczki z kokardkami i jedną porcelanową lalkę w falbaniastej sukience. Mimo to Grace chwaliła się nią przed wszystkimi z Alexem włącznie. Bez efektów. Poza tym, że kilka osób uznało ją za dziwaczkę. No i jeszcze to "...nigdy nie ufaj kobiecie". Co to niby miało znaczyć? Mówił poważnie czy żartował? Pierwszą rzeczą jaką normalnie by odpowiedziała byłoby: "W tej chwili jestem najemnikiem na służbie, a nie kobietą". Ale to się kłóciło z jej strategią. Czy na prawdę nie może dla niego być jednocześnie kobietą i towarzyszką w pracy? Czy musi wybierać? Nie była nawet pewna czy droga którą wybrała jest właściwa. - Pora się zbierać - powiedziała do związanego złodzieja. - Wstawaj. Mężczyzna próbował wstać. Miał związane ręce więc nie mógł złapać równowagi i ostatecznie opadł na kolana. Grace westchnęła i pociągnęła go za płaszcz do góry. Kiedy stanął na własnych nogach popchnęła go do przodu. - Tylko nie próbuj uciekać. Jestem dzisiaj wkurzona - zagroziła. Zaczął padać śnieg. W końcu była prawie połowa lutego.
****
Zauważyła go z daleka. Opierał się o ścianę Gildii Magów. Kiedy podeszła podniósł głowę. - Pieniędzy nie będzie. Przynajmniej na razie - zaczął bezceremonialnie. - Stary Thompson mówi, że nie ma pozwolenia na wypłatę. - Jak to? - zdziwiła się. - Może wypłacić nagrodę z funduszu gildii tylko za zgodą przewodniczącego, a ten gdzieś wybył i pojawi się dopiero na dzisiejszym przyjęciu walentynkowym. - Niech nam wypłaci ze swoich pieniędzy - zbulwersowała się. - Ostatecznie to on zlecił nam zadanie, a nie przewodniczący. - Nic z tego. Rozmawiałem z nim. - No to co teraz? Odbieramy w naturze czy jak? - Weźmiemy dzisiaj zapłatę od przewodniczącego. Thompson dał nam zaproszenia. - Podał jej świstek papieru. - Eh... - westchnęła niezadowolona. Ostatnie na co miała ochotę to przebywanie w towarzystwie pijanych magów podszczypujących ją w tyłek. - Wiem. Strata czasu - powiedział jakby ze zrozumieniem dla Grace. - Ja wpadam na chwilę biorę pieniądze i się zwijam. Tobie też tak radzę. Inaczej nie wyrobisz się do rana. Magowie robią się gadatliwi na starość. - Uhm... No tak - przyznała jakby trochę zawiedziona. Popatrzyła na swoje zaproszenie. Na co liczyła? Że pójdą razem jako para? Że będą tańczyć i pić szampana? Przecież Alex nie jest takim typem osoby. - No to na razie. - Wyprostował plecy i kiwnął jej głową na pożegnanie. - Chwileczkę - przypomniało jej się. - Czy nie miałeś czasem zaczekać na mnie z odbiorem nagrody? Dlaczego poszedłeś od razu do Thompsona? - Za bardzo się grzebałaś z tamtym złodziejem. Nie znoszę bezczynności. Poza tym mam jeszcze kilka rzeczy do zrobienia. - Wizyta u kosmetyczki? - rzuciła złośliwie. Uśmiechnął się do niej kwaśno i odszedł. Co za facet! Nie zwraca uwagi na jej starania, nie pozwala jej się wykazać, nie reaguje nawet na zaczepki. Nie sprowokowałaby go nawet gdyby rzuciła mu pudełkiem walentynkowych czekoladek prosto w twarz. Rozejrzała się po okolicy. Śnieg, który napadał przed chwilą, prawie już stopniał. Zima tego roku była bardzo słaba. Nie było specjalnego mrozu. Grace skuliła się i potarła dłońmi ramiona. Było jej zimno.
****
Przyszła wcześnie. Chciała jak najszybciej odebrać pieniądze i wyjść. Papierowe serduszka i serpentyny wiszące w głównej sali gildii, nie dość, że wprowadzały ją w ponury nastrój to jeszcze wyglądały paskudnie. Ale nie to było przecież główną atrakcją. Magowie uwielbiali przyjęcia. Mocno zakrapiane przyjęcia. Wszystko jedno gdzie, wszystko jedno z kim byle nie na sucho. A potem gadali jak najęci. To było chyba najgorsze. Na Alexa natknęła się już w szatni. Nie zauważył jej. Powiesił swój płaszcz na haczyku. Po chwili wahania oparł o ścianę swoją halabardę. Nie po raz pierwszy Grace poczuła w nim pokrewną duszę. Ona też nie lubiła rozstawać się z bronią. Alex zniknął w głębi sali, a ona odwiesiła swój płaszcz i poszła jego śladami. Zaczęła rozglądać się za przewodniczącym. Na próżno. W tłumie magów trudno było wypatrzyć jedną konkretną osobę. Ktoś dotknął jej ramienia. Obejrzała się. - Cześć - powiedział młody mężczyzna. Rozpoznała w nim Jacoba, innego członka z jej gildii. Mruknęła kilka niewyraźnych słów powitania i odeszła. On najwyraźniej też postanowił dać jej spokój. A więc nie jesteśmy jedynymi najemnikami na tym bankiecie, pomyślała. Nagle jej wzrok przyciągnął błysk kolorowego szkiełka. Jej spojrzenie padło na dwa rządki jasnoróżowych buteleczek. Miały zatyczki w kształcie szklanych, różowych serduszek. Wszystkie stały na srebrnej tacy wiszącej na szyi starego maga. Anthony Brown - tak się nazywał. Grace wykonywała kiedyś dla niego jakieś drobne zadanie. Zawsze zachowywał się tak jak przeciętny mag po kilku głębszych. I lubił ją. Pomachał do niej ręką i przywołał ją gestem. - Grace! Jak dobrze cię widzieć - powitał ją wesoło. - Akurat mam coś dla ciebie. Wziął do ręki jeden z różowych flakoników i pomachał jej przed oczami. - Co to jest? - zaciekawiła się obserwując grę światła na ściankach buteleczki. - Eliksir miłości oczywiście - odparł entuzjastycznie. - Uwarzyłem go specjalnie na tę okazję. Mogę odstąpić ci jeden flakonik. Zupełnie za darmo. - Naprawdę? - Uśmiechnęła się do niego wyciągając rękę po eliksir. - Dodaj mężczyźnie do picia, a zakocha się w pierwszej osobie na jaką spojrzy - poinstruował Brown, ale ona już go nie słuchała. Wpatrywała się z uśmiechem kolorowe szkiełko trzymane teraz w dłoni. - No to idź i zrób z tego użytek - rzucił jeszcze kiedy odchodziła powoli z nieśmiałym "dziękuję" na ustach. A potem uszczypnął ją w tyłek... To był pewnie taki jego sposób powiedzenia "dasz radę dziewczyno". Zacisnęła zęby ze złości i przyspieszyła kroku. Właśnie dlatego nie znosiła magów. Schowała eliksir za ściskający jej talię, materiałowy pasek, żeby go nie zgubić. Wtedy zobaczyła kolejną znajomą osobę. Od kiedy to Gildie Najemników i Magów wspólnie imprezują? Przecisnęła się przez tłum do przyjaciółki. Sarah też ją zauważyła. Uśmiechnęły się do siebie. - Jak idzie z Alexem? - zagadnęła Sarah. - Beznadziejnie. Twoje rady są do kitu. - Grace stuknęła ją żartobliwie pięścią w ramię. - Wcale nie są beznadziejne. Tylko ty nie potrafisz się do nich stosować. - Ktoś w ogóle sprawdzał czy to działa? - zaciekawiła się Grace. - Ja sprawdzałam - zapewniła Sarah. - Kojarzysz tego Jacoba z naszej z gildii? Dostał zaproszenie od magów i wziął mnie ze sobą jako osobę towarzyszącą. Grace przypomniała sobie, że rzeczywiście przed chwilą witała się z Jackobem. - Ale z Alexem to nie to samo. On się nie da tak łatwo podejść. - Faktycznie, Alex to już cięższa sprawa. Powinnaś korzystać z okazji póki możesz. Jesteście teraz razem na tym bankiecie, prawda? - Nie, nie zupełnie. On już pewnie dawno znalazł przewodniczącego, zabrał pieniądze i wyszedł. - Och, o to nie musisz się martwić - uspokoiła ją Sarah. - Przewodniczącego jeszcze nie ma. Zatrzymały go sprawy służbowe. Przybędzie pod koniec przyjęcia. - No to Alex pewnie jest wściekły - zaśmiała się Grace. - Dlaczego się z nim nie napijesz - podrzuciła jej przyjaciółka. - Może rozwiążesz mu trochę język. Mamy w końcu Walentynki. - Napić się, mówisz? Podoba mi się ten pomysł. Mają tu coś bezalkoholowego. - Hmm... Chyba tylko sok żurawinowy. Wiesz, to magowie. - Może być.
****
Alex zaczynał tracić cierpliwość. Przyjęcie dopiero co się zaczęło, a niektórzy magowie już zdążyli sobie nieźle wypić. Co kilka sekund był potrącany przez podpitych staruszków usiłujących tańczyć. Niepokoił się. Gildia Magów zwykle wywiązywała się na czas ze swoich umów i Alex uważał ją zawsze za solidną organizację, ale teraz powoli czuł, że zmienia zdanie. Najemnicy pracowali dla pieniędzy. Alex wielokrotnie pomagał ludziom w potrzebie, nigdy jednak za darmo. W przypadkach skrajnej biedy obniżał cenę, ale od bogatych zawsze brał tyle ile się należało. Gildia Magów miała całkiem spory fundusz i dlatego nie zamierzał odpuszczać. Złościł się, że nikt nie szanuje najemników. Ludzie chcieliby bezinteresownych bohaterów w srebrnych zbrojach. Tacy ludzie nie istnieją bo też musieli by jeść, pić i gdzieś spać. Bezinteresowność jest niestety niejadalna. Najemnicy oferują przyzwoite ceny i są uczciwi. Gildia daje na to gwarancję. Dlatego Alex postanowił, że wyjdzie z tego głupiego przyjęcia ze swoimi pieniędzmi, choćby miał je własnoręcznie wydrzeć przewodniczącemu. Niestety przewodniczący jeszcze się nie pojawił... - Hej Alex! - usłyszał za plecami męski głos. Przyjrzał się zbliżającemu się chłopakowi z rudawobrązową grzywą prawie…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil LadyGiniro
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…