Wróć do katalogu

GDY WIATR WIEJE W OCZY

Opowiadanie przedstawia problemy młodego małżeństwa.

benokam, opublikowano , 43 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Do świtu pozostało jeszcze kilkadziesiąt minut. Gdzieniegdzie słychać zgrzyt tramwaju budzącego dozorców do porannych prac wokół swoich domostw. Ledwo widoczna poświata wschodzącego słońca dawała zapowiedź pogodnego dnia. Wśród liści drzew ptaki otrzepywały sen ze skrzydeł. Na trawnikach kosy szukały pierwszych robaków. Niby normalny dzień, a jednak to co się miało w najbliższym czasie wydarzyć było nikomu nie znaną tajemnicą. Mateusz tego ranka obudził się dziwnie zalękniony. W jego głowie kłębiły się myśli, które od kilku dni nie dawały mu spokoju. Problem gonił problem. Za który by się nie wziąć, każdy był ponad jego siły. Nie był przekonany, czy faktycznie sprawy, które się wokół niego toczą, są tylko jego, czy też problemem innych. Na wszelki wypadek traktował je jak własne. Od kilku miesięcy zdarzenia prześcigały się w swojej ważności. Trudno było ocenić, które były ważniejsze, a które mniej. Zbliżająca się rozprawa rozwodowa, a z nią związane rozmowy z adwokatem powodowały defetyzm w stosunku do całego przedsięwzięcia. Myśli od bardzo radykalnych do skrajnie ugodowych prześcigały się jedna za drugą. Z jednej strony szkoda zainwestowanych w sprawę pieniędzy, z drugiej zaś świadomość życia w poczuciu bycia oszukiwanym, bycia na swoim i nie na swoim, na długo nie rokowały dobrego samopoczucia, a do tego Mateuszowi najbardziej brakowało. W pracy miał poczucie nie do końca akceptowanego. Mimo wielu twórczych wysiłków i pełnego zaangażowania, on o konstrukcji gołębia musi zmierzać się z jastrzębiami. W tym starciu na samym wzlocie jest na pozycji przegranej. Mimo czterdziestki jaką ukończył w ubiegłym miesiącu, studiach ukończonych z drugą lokatą, wszechstronnym zainteresowaniu, od humanistycznych po ścisłe, przez te problemy często czuje się zagubiony w najprostszych sytuacjach. Zamieszkuje u starej wdowy jako sublokator. Chociaż ma swój własny pokój, to jest on jednak nie zamykany. Starsza pani często zaprasza go do siebie, by pomógł jej w różnych czynnościach z którymi sobie ona nie daje rady. Najczęściej jednak wspólnie się modlą. Starsza pani ma problemy z poruszaniem się. Jest on dla niej jak bardzo bliska osoba. Często jest powiernikiem w różnych sprawach. Wspólny kontakt opiera się na wzajemnej relacji. Wydaje się czasami, że ona zna go lepiej niż on sam siebie. Z wieloma jednak problemami sam się zmaga, co czasami przerasta zarówno jego wiedzę o życiu, jak i doświadczenie, szczególnie te w małżeństwie. On prostolinijny, nie zakłamany, bardzo przeżywa zjawiska i zdarzenia sprzeczne z jego wiedzą o życiu. Głęboka wiara w Boga sprawia, że każdą wolną chwilę poświęca modlitwie i czytaniu literatury w tematyce religijnej. Często strofuje siebie o to, że pewnie za mało się modli, skoro Bóg doświadcza go takimi problemami. W jednej chwili, jakby za machnięciem czarodziejską różdżką poderwał się z tapczanu, wykonał kilka skłonów w tył i na boki, wziął kilka głębokich oddechów i był już gotów nawiązać rozmowę z Bogiem. Odmówił wtedy pacierz i jak gdyby nic stanął do kolejnej potyczki z wydarzeniami nadchodzącego dnia. Często mówił sobie, że dzisiaj musi być lepsze od wczoraj. Ta myśl dzisiejszego ranka zdominowała jednak jego nastawienie zarówno do spraw jakie tego dnia przyjdzie mu załatwiać, jak też i do ludzi, z którymi przyjdzie mu się spotkać. Przed lustrem sprawdził stan uzębienia, strojąc miny do swego odbicia, jakby porównywał tych dwóch facetów stojących po obu stronach, który lepszy. Stwierdziwszy, że obaj są tacy sami, zabrał tego z lustra, schował go do wewnątrz, ubrał się i był gotów do walki. Do pracy dojeżdżał kilka przystanków do pobliskiego miasteczka autobusem. Potem kilka ulic pieszo i już mógł zasiąść za biurkiem, z którym był związany od pięciu lat. Biurko to było niemym świadkiem jego wzlotów i niepowodzeń. Wzlotów było chyba więcej i dlatego były dni kiedy z radością za nim zasiadał. Jako jedyny, który w pracy potrafił rozmawiać po niemiecku wielokrotnie załatwiał ważne sprawy dla firmy. Wtedy czuł się w swoim żywiole i wiedział, że to co robi ma sens, który można przeliczyć na złotówki, czy euro. Lubi mieć pieniądze, choć nie zabiega za nimi jak jego koledzy w firmie Mimo wielu spektakularnych sukcesów szef sprawiał wrażenie zawsze niezadowolonego. Mateusz pocieszał się, że nie odnosiło się to tylko do jego osoby. Marne to jednak pocieszenie, gdyż była to faktyczna natura szefa. Często zastanawiał się, czy nie rzucić tej pracy. Strach, obawy przed nie znalezieniem nowej, paraliżowały każdy racjonalny w takich przypadkach ruch. On, który w swoim świecie nie miał miejsca dla fałszu, złośliwości, osaczony bzdurnymi uwagami, bez możliwości, wyrzucenia z siebie tego co myśli, coraz bardziej zamykał się w sobie. Zamykając się, tworzył swój hermetyczny świat, do którego dostęp miał tylko on i czasami starsza pani. Jest nieufny, aż do przesady i ostrożny w formułowaniu własnych sądów. W takiej atmosferze mijały tygodnie, miesiące, lata. Mimo czterdziestu lat nie wygląda na tyle. Pogodna twarz, łagodne spojrzenie, czasami kilkudniowy zarost sprawiał jednak wrażenie, że ma o wiele więcej lat. Znalazł wolne miejsce, usiadł, biletu nie musiał kasować bo miał miesięczny, przymknąwszy oczy oddał się łagodnemu szumowi jadącego autobusu. Prowadzone rozmowy przez współpasażerów, monotonia jazdy przeniosła go w błogość niebytu. Oddalił się od rzeczywistości tak daleko, że nie zorientował się, że zbliża się pora wysiadania. Jakby przez sen usłyszał głos kobiety upominający go o konieczności wysiadania. Powrót do rzeczywistości był natychmiastowy. Nie zwracając uwagi na dobroczyńcę, nie dziękując wyskoczył w ostatniej chwili z autobusu. Będąc już na chodniku, odwrócił się chcąc podziękować, ale nie dostrzegł tej osoby. Idąc chodnikiem dziękował Bogu, że anioł w osobie tej kobiety czuwał nad nim. Przebierając palcami paciorki różańca, który zawsze miał w kieszeni skupiał się na modlitwie. W takim nastroju wszedł do firmy. Od progu radosnym uśmiechem pozdrowił krzątających się współtowarzyszy pracy. Jedni robili kawę, koleżanki poprawiły makijaż kokieteryjnie spoglądając na wchodzących. Szefa miało dzisiaj nie być w pracy, więc zapowiadał się spokojny dzień. W biurze panowało ogólne rozluźnienie. Panie wymieniały opinie na temat wczorajszego filmu na polsacie, oraz na temat wyprzedaży w supermarketach, a koledzy oceniali ligę piłkarską. Gdy wszystko się uspokoiło, wyczerpały się tematy, nastała atmosfera pracy. Zamilkły śmiechy, każdy skupiał się nad swoimi sprawami. Mateusz odebrał kilka ważnych telefonów, umówił dwa spotkania z kontrahentami wysłał sprawozdanie do centrali, przygotował materiał do prezentacji. Tak minął dzień pracy. Była za parę minut osiemnasta. Czas zbierać się do domu. Jeszcze tylko dziesiątka różańca i w drogę do autobusu. Dzień jeszcze się nie zakończył. Wieczorem, gdy emocje dnia codziennego powoli opadły, Mateusz rozpamiętywał poranną przygodę. Zastanawiał się co to była za kobieta, skąd go zna, od kiedy go zna, w jakich okolicznościach go poznała, czy kiedykolwiek on wcześniej ją spotkał i czy znowu ją spotka. Myślenie o tym nie dawało mu spokoju. Nie potrafił skupić się na wcześniej zaplanowanych pracach. A miał ich jak na złość dużo. Stukając bezwiednie w klawiaturę komputera, wyszukiwał coraz to inne programy. Nie mogąc znaleźć odpowiedzi na stawiane sobie pytania postanowił przeczekać do rana. Liczył, że być może, gdy znów będzie jechał jego wzrok wyłowi z jadących pasażerów tą, która sprawiła, ze nie przespał przystanku. Postanowił już nic nie robić, usiadł przed telewizorem, wziął pilota do ręki i po chwili ekran, zamienił się w kalejdoskop różnych obrazów, barw, dźwięków, problemów. Świat przyrody mieszał się z walkami na Bliskim Wschodzie, by znów przenieś się do odległych krajów o których istnieniu nie miał żadnego pojęcia. Nudził się okropnie. Przyrządził sobie kolację i udał się do pokoju starszej pani. Wymienił kilka grzecznościowych uwag na temat mijającego dnia. Miał ochotę zwierzyć się, ale miał wątpliwości, czy powinien. Starsza pani żyje w innym świecie i jego problemy mogłyby być przez nią niezrozumiałe. Życie ich toczy się dwoma różnymi etapami. Mimo burzliwych zdarzeń dnia poprzedniego, rano obudził się rześki. Noc przespał kołysany przyjemnymi snami. Poranną toaletę ograniczył do niezbędnych czynności. W biegu połknął śniadanie, sprawdził za oknem jaka jest pogoda, nacisnął czapkę na głowę i wybiegł z domu. Nie mógł doczekać się autobusu. Nareszcie jest. Od samego wejścia bacznym okiem przygląda się mijanym pasażerom. Nie było siedzących miejsc więc stanął obok poręczy z kasownikiem, chusteczką przetarł zaparowane okulary i oddał się monotonii jazdy. Gdy myśląc, że już nic się nie może wydarzyć, zauważył, że tuż za jego plecami, bokiem stoi kobieta, której sylwetka przypomina tą, która wzrokiem szukał wczoraj rano stojąc na chodniku. Mam cię pomyślał, ale nie był pewny. Postanowił dokładnie przyjrzeć się jej, by wykluczyć pomyłkę. Obserwował jej reakcje na jego wzrok utkwiony w jej oczach. Intuicyjnie czuł, że to ona. Autobus minął kolejny przystanek. Mateusz szykował się do wyjścia. Jazda nie przyniosła jednoznacznej odpowiedzi na stawiane sobie pytania, ale poczuł, że coś między nimi zaiskrzyło. Wczesno-poranny chłód przenikał cienką kurtkę Mateusza. Żałował, że nie wziął swetra. Idąc obok kiosku kupił "Dziennik Zachodni". Była to jego ulubiona gazeta, gdyż dużo w niej ofert pracy. Szukał pracy odpowiadającej jego kwalifikacjom. Obecną uważał za mało ambitną. Nie mógł się w pełni wykazać, ograniczała jego konstruktywne myślenie. W biurze dużo rozmyślał nad celowością poznania tej kobiety i nad tym co ona by mogła wnieść w jego dotychczasowe życie. Przecież z Martą sprawa się jeszcze nie wyjaśniła i niewiadomo kiedy i jak się wyjaśni. Następne spotkanie u adwokata będzie miał dopiero za kilkanaście dni. Nie był pewny czy rozstanie z Martą zmieni jego życie. Choć była roztrzepana, to jednak miała też wiele tajemniczego uroku. Lubiła często zmieniać swój image. Kopciła jednego za drugim papierosy, co bardzo mu przeszkadzało. Na tym tle często dochodziło do kłótni. Często lubiła sobie zakląć co nie było mile widziane w towarzystwie, w którym wspólnie czasami przebywali. Z tego też powodu nie mieli wspólnych znajomych. Przebywając w różnych towarzystwach coraz mniej się rozumieli. Często dochodziło u nich do coraz to gwałtowniejszych awantur. Nie szczędzili sobie wielu przykrych słów i wyzwisk. Mateusz nie rozumiał dlaczego Marta furią reaguje na każde wspomnienie o dziecku. Małżeństwo bez dziecka, to jak studnia bez wody, niby jest, a nie ma. Ile wieczorów i nocy, z powodu tego tematu, było stracone dla miłosnych westchnień. Nie tak wyobrażał sobie własne ognisko, kominek bez ognia, choć drwa leżą obok. Nie tak to miało wyglądać. Przecież nie zarabiał tak mało, by nie można było wychować dziecka. Jej wciąż było mało pieniędzy, wciąż były ważniejsze sprawy, wydatki, inna hierarchia potrzeb. A może chodziło o to, że musiała by zrezygnować z papierosów, przyjaciółek, swobodnych wychodzeń, że to co do tej pory nazywa wolnością prysło by jak bańka mydlana. Nie rozumiał jej. Mając tak często wzajemnie siebie dość pewnego niedzielnego popołudnia doszli do wniosku by się rozejść. Nie była to decyzja łatwa. Chociaż nie mieli dzieci, to jednak przeżyte z sobą sześć lat wywarło na nich wzajemne piętno. Wśród tych różnych sprzeczności mieli też wiele wzajemnych wspomnień, romantycznych uniesień, bajecznych planów, które jak to z wieloma planami bywa pozostają tylko w marzeniach. Może gdyby teściowie tak często nie starali się na siłę wskazywać im drogę jaką oni mają kroczyć, udałoby się Mateuszowi przyciągnąć ją do swoich marzeń. A świat jego był zupełnie inny. Wszystko się w nim różniło od świata teściów i jej. Analizował straty i zyski, wady i zalety jego związku, co będzie robił jak to się już stanie, co będzie robił jak pojawią się nieprzewidziane komplikacje. Nie mógł się skupić na pracy. Nic mu nie wychodziło. Przyłapał się na tym, że myślami odbiegł daleko, że nie słyszał wołania szefa. Nazajutrz ma wyjechać do Lublina na prezentację nowego urządzenia filtrującego różne ciecze. Było to urządzenie prototypowe, więc sam również był tym bardzo zainteresowany. Długo zabiegali by znaleźć firmę zajmującą się tymi zagadnieniami. Pobrał zaliczkę, delegację, spakował urządzenie wraz z instrukcją obsługi i pojechał na dworzec kupić bilet. Nie chciał jechać samochodem, bo pogoda była coraz gorsza, a synoptycy zapowiadali obfite opady śniegu, mżawki marznącej, z deszczem. W swoim nie miał jeszcze zmienionych opon na zimowe, bo jeszcze nie pora. Wiedział, że w tamtym rejonie każde opady wcześniejszego śniegu dla niego mogą być niebezpieczne. Wolał jechać pociągiem, tym bardziej, że miał pociąg bezpośredni nazajutrz o 7.45 z Kolatowic. Wstąpił do domu, kupił potrzebną na drogę wędlinę i pieczywo, słoik gołąbków w sosie pomidorowym na dzisiaj i najbliższym autobusem pojechał do domu. Noc była niespokojna. Długo nie potrafił zasnąć. W myśli powtarzał zasady funkcjonowania urządzenia i sposób prezentacji. Pociąg odjechał punktualnie. Mateusz zajął miejsce przy oknie. Powiesił kurtkę na wieszaku. Oparł głowę o jedną połowę, a drugą zakrył twarz. Podróż w obie strony upłynęła bez zakłóceń. Półdrzemiąc, półczuwając poczuł się zrelaksowany. Po powrocie do domu mógł z zadowoleniem uznać ten dzień za udany. Był głodny jak rzadko kiedy. Rozleniwiony podróżą, ostatkiem sił wyciągnął z zamrażarki pizzę, włożył do mikrofali czekając wertował pozostawioną na stole gazetę. Ostatnie wydarzenia w rejonie nie miały dla niego żadnego znaczenia. Wszedł na chwilę do starszej pani, by podzielić się z ostatnimi wydarzeniami. Był wyraźnie zadowolony z siebie. Wspólną modlitwą ze starszą panią zakończył ten jakże ekscytujący dzień. Rodzice Mateusza mieszkali w sąsiedniej miejscowości Wilkowo oddalonej zaledwie kilkanaście kilometrów od Myszanki w której teraz mieszkał. Wilkowo nie było dużym miastem, liczyło zaledwie parę tysięcy ludzi. Mimo swej małości miało dobrze rozwiniętą komunikacje autobusową i kolejową. Wiodło żywot spokojny, dając mieszkańcom poczucie bezpieczeństwa. Mimo niewielkiej odległości rzadko przyjeżdżał do domu. Często rodzice mieli do niego żal. Dusił się w atmosferze częstych uwag ojca na różne tematy, a matka prócz utyskiwań na obecną rzeczywistość nie potrafiła w pełni zaspokoić jego ambicji intelektualnych. Po wymienieniu kilku zdań na tematy ogólne udawał się do swojego pokoju, który był nadal jego. Pod oknem stało stare biurko na którym stał również stary komputer, lampka biurowa, kilka książek, kubek z powtykanymi różnokolorowymi pisakami, luźne zapisane kartki i gazeta sprzed dziesięciu dni. Nikt do jego pokoju nie wchodził bo nie było po co. Kwiaty które tam były usychały, a niektóre zaniósł do pokoju mamy. Często siadywał przy komputerze, który lata świetności dawno miał za sobą. Wyciągał stare gry i w ten sposób zamykał się w swoim małym światku. Matka kilkanaście lat temu uległa wypadkowi samochodowemu. Od tego czasu ma poważne trudności z poruszaniem się. Najczęściej porusza się na wózku i tylko wtedy gdy, jest ciepło na dworze i w mieszkaniu. Musiał mieć poważne problemy by zwierzyć się mamie. Z ojcem unikał rozmów na jakiekolwiek sprawy, uznając, że on go nie rozumie, stara się bagatelizować, to znów wyolbrzymiać sprawy dla niego tak ważne. Ich wzajemne stosunki były ciągle narażone na konfrontacje z diametralnie różnymi wnioskami końcowymi. Burza zawsze wisiała w powietrzu, a z niej często dochodziło do wyładowań. Nie lubili tego oboje, więc unikali wzajemnie spięć. Tak było bezpieczniej. Od kiedy w sądzie miał sprawę rozwodową często łapał się na zamyśleniu, a nawet zasępieniu. Nie wiedział jak dalej to wszystko się potoczy, co zrobi jak Marta, nie zgodzi się na uzgodnione wcześniej warunku. Według wcześniejszych uzgodnień miało być bez orzekania o winie. Tak miało być najlepiej dla obu. A jak się coś odmieni? A jak ktoś nią pokieruje tak, że sprawy mogą się potoczyć nie po jego myśli, ile to będzie kosztowało, jak długo to jeszcze potrwa? Rodzice wiedzieli że chodzi zamyślony, znali przyczynę, więc skoro nie chce rozmowy na ten temat, to sami go do takiej rozmowy nie prowokowali. Co uważał za temat do rozmowy, sam najczęściej z mamą o tym rozmawiał. Pewnie przypuszczał, że ojciec i tak za to co się stało będzie częściowo obarczał jego. On wiedział, że też sam nie był całkiem w porządku, co ojciec czasami dawał mu do zrozumienia. Nie chciał po raz kolejny tego słuchać. Jeszcze kilka tygodni, pełnych niepokoju, niepewności i daj Boże sprawa będzie zakończona. Oby. Rodzice wiedzieli, że jak tylko problemy się nawarstwią to na pewno sam będzie chciał z nimi o nich porozmawiać. Wiedział, że w ostateczności na nich może liczyć bez względu co by nie było. Ale ta obecna sytuacja wprowadza go w stany depresji z którą coraz trudniej przychodzi mu się zmagać. Mijały kolejne dni. Na dworze coraz chłodniej, na noc zapowiadane są przymrozki. Na drzewach coraz mniej liści. Pozostały tylko te, które szalejąca przez ostatnie dwa dni wichura nie zerwała. Dzień był coraz krótszy. Dzisiaj dzwoniła pani adwokat by umówić się z Mateuszem za cztery dni, by wspólnie sprecyzować ewentualną taktykę natarcia, jeżeli zajdzie taka potrzeba. On niezwykły atakować, na sam dźwięk tego wyrazu popadał w zadumę, co to może w języku prawnika oznaczać. Na co ma być przygotowany? Co ma powiedzieć a czego nie, jaki skutek może spowodować to co powie? Odżyły stare wątpliwości i obawy. Coraz częściej ogarnia go strach przed nadchodzącymi wydarzeniami. Żeby to wszystko mieć już za sobą, - myślał. Zaczyna się zastanawiać czy dobrze zrobił wnosząc pozew o rozwód. Ale przecież nie można już było dalej ciągnąć tego związku. Zamiast pozytywów coraz więcej było niepewności i zmartwień. Boże, daj przetrwać te kilka nadchodzących tygodni - coraz goręcej oddawał się modlitwie. Coraz bardziej stawał się drażliwy, zamyślony, jakby nieobecny. Wiedział, że podjęta decyzja była słuszną i ostateczną, cokolwiek by się miało stać. Należało tylko czekać. A czekać w jego przypadku, to pogłębiać się w stresie. Często mówił do siebie – Bóg nie da mnie skrzywdzić, ta myśl na jakiś czas pozwoliła oddalić wszelkie obawy. Zauważył, że utracił apetyt, pewność siebie, w pracy tak nieodzowną pozytywną zadziorność. Stał się drażliwy, a czasami w najmniej odpowiednich momentach opryskliwy. Pocieszał się jednak tym, że przyczynę, ma zdiagnozowaną i wie, że lekarstwem jest tylko spokój i czas. Ale przecież ten czas działa w obie strony, koi i doskwiera. Tak rozmyślając był zadowolony, że ten weekend może poświęcić dla domu. Chociaż często rozmyślał dlaczego stosunki z ojcem tak mu się układają, nie miał jednak odwagi zgłębiać tego tematu. Wiedział, że ojciec na pewno będzie powracał do tematu zbyt szybkiej jego zdaniem decyzji o ożenku i o tym, czy akurat musiała to być Marta. Nie miał nic konkretnego przeciwko niej, ale sam fakt, że znali się zbyt krótko wystarczył ojcu na wyciągnięcie niemiłych dla Mateusza wniosków. Ojciec był zdania, że ludzie którzy chcą być razem muszą nie tylko się znać, ale i poznać. Sama wiadomość o tym, że chcą się pobrać spadła na rodziców jak grom z jasnego nieba. Znali Martę tylko z kilku krótkich pobytów u nich w domu, z jej opowiadań o miłości do psów, o pielgrzymkach do Częstochowy w czasie której rzekomo wykazywała się duża pobożnością. Nie wiedzieli jakie mają wspólne plany, nigdy w domu nie słyszeli by Mateusz i Marta sprzeczali się o cokolwiek. Najczęściej po przywitaniu, krótkich zdawkowych formułkach przechodzili do pokoju Mateusza. Zamykali za sobą drzwi i tyle czasu rodzice mieli na poznanie przyszłej synowej. Ojciec nie tak wyobrażał sobie przyszłe relacje rodzinnie, więc traktował tą znajomość jak każdą inną. Być może matka wiedziała więcej o planach Mateusza, ale niewiele na ten temat mówiła ojcu. Marta chętniej też przebywała w kuchni, gdyż tam była popielniczka i można było zapalić. Ojciec siadywał przy niej, zapalał też papierosa próbując rozszyfrować osobowość ukrytą głęboko pod starannym makijażem i miedzianymi włosami. Przyznać trzeba, że dbała o to co ludzie nazywają przyjemną powierzchownością, stylem bycia. Zawsze miała dużo do powiedzenia o innych, a szczególnie o ich przywarach. Była zgrabną, filigranowo zbudowaną panienką. Mogła się podobać mężczyznom. Cała tajemnica tkwiła w jej charakterze, którego nijak nie można było rozszyfrować. Nic tak człowieka nie otwiera jak wzajemne pokonywanie codziennych trudności. Więc pozostała nie otwarta. Rodzice nie byli pewni, czy jakakolwiek uwaga mogłaby podważyć powziętą przez Mateusza decyzję. Nigdy nie pytał ich o zdanie, jak im się ona podoba i co oni jako rodzice na jej temat mogą powiedzieć. Pewnie myśleli, że kiedyś to nastąpi. Tak się jednak nigdy nie stało. O wszystkim sam zadecydował. I chyba o to ma teraz żal do siebie. Mateusz był jednak skrytym człowiekiem, sądził zapewne, że druga lokata na uczelni otwiera mu książkę pod tytułem ŻYCIE. Gdy jednak otwierając okładkę…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych