Wróć do katalogu

Gdzie ta Portugalia?

Nieoczekiwane spotkanie w słonecznej Portugalii wywołuje w bohaterze autorefleksję na temat polskiego postrzegania świata.

mz510opublikowano 7 lipca 202412 min czytaniajeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Wszystkie prawa do tekstu zastrzeżone. Copyright © 2023 by Mariusz Zimoński. All rights reserved.

Opowiadanie zostało opublikowane w kwartalniku literackim MIGOTANIA nr 1/2024, więc tym bardziej zapraszam czytelniczki i czytelników portalu opowiadania.pl do lektury mojego tekstu.

Mariusz Zimoński „Gdzie ta Portugalia?”

Jakiś czas temu zadzwoniłem do koleżanki, aby złożyć jej życzenia urodzinowe. Zaskoczyła mnie tym, że właśnie spędzała kilka dni w słonecznej Portugalii. Natychmiast przypomniałem sobie swój pobyt w tym pięknym kraju kilkanaście lat temu, krótko po wejściu Polski do Unii Europejskiej. Wspaniale spędzone chwile przeleciały przed moimi oczami jak clip. Wśród tych obrazów wróciło do mnie pewne wspomnienie, które zawsze ze mną pozostanie.

Wybrałem się wtedy do Coimbry, na zaproszenie mojej innej polskiej koleżanki, która była tam na wymianie studenckiej. Okazją były ichniejsze „juwenalia” na Universidade de Coimbra. To zbiegło się z moim powrotem z U.K., gdzie przez pół roku pracowałem w restauracji hotelowej, jako pomocnik kucharza. Potrzebowałem oddechu, więc z Anglii do Polski poleciałem okrężną drogą przez Portugalię i to był jedyny raz, kiedy odwiedziłem ten kraj na zachodnim krańcu Europy. Portugalia, mentalnie zasłonięta przez Hiszpanie, była dla mnie wcześniej tylko nieokreśloną egzotyką, zwłaszcza że wielu z moich znajomych często spędzało wakacje tylko na hiszpańskich plażach, a ja, oprócz tego, lubiłem hiszpańskie kino oraz pamiętałem z historii to, że Polacy walczyli w Hiszpanii za czasów Napoleona, zdobywali tam też medale na Mistrzostwach Świata w piłce nożnej w 1982 r. i na Olimpiadzie w Barcelonie w 1992 r.

Gdzie ta Portugalia? Gdzie ta Coimbra? – pytałem ironicznie sam siebie, planując wyjazd, wymieniając ciężko zarobione funty na euro. Wtedy Cristiano Ronaldo nie był jeszcze aż taką gwiazdą, a z książek o podróżnikach, którymi zaczytywałem się w okresie szkolnym, zapamiętałem głównie to, że Portugalia była kiedyś romantyczną potęgą kolonialną i miała znanych odkrywców np. pod postacią Vasco Da Gamy, który odkrył drogę do Indii. Ale kiedy to było? W XV, XVI wieku? Potem mało kto pamiętał o Portugalii, popadła w nędzę i słuch o niej zaginął; nawet w Drugiej Wojnie Światowej nie brała udziału.

Zostawiając moje ówczesne historyczne wyobrażenia o tym kraju, ale pamiętając też to, że portugalscy piłkarze pokonali Polaków 4:0 na Mistrzostwach Świata w piłce nożnej w 2002 r., wylądowałem samolotem w Porto, a potem pociągiem dotarłem do Coimbry. Nie było aż tak z górki, gdyż miałem problem w komunikacji z tubylcami spotkanymi na lotnisku i na dworcu w Porto. Oni nie znali podstawowego angielskiego, a ja portugalskiego ani hiszpańskiego. Przyznaję, mój angielski nie był wysokich lotów, ale w najprostszych sprawach potrafiłem nim sprawnie operować, więc denerwowało mnie to, że trudno lub w ogóle nie można było się tutaj porozumieć w tym języku. Również dostęp do miejskiego Internetu na dworcu w Porto był bardzo ograniczony i nie mogłem skontaktować się z koleżanką, do której jechałem. Aby dodać sobie otuchy, w tym całkowicie obcym dla mnie kraju, powtarzałem sobie pytanie: Ja nie dam rady? Dałem i w nocy dotarłem do celu, choć jeszcze wcześniej musiałem męczyć się z taksówkarzem w Coimbrze, który znał tylko parę słów po niemiecku, do tego naciągnął mnie na kilka euro za kurs. Więc gdzie ja byłem?

Po tym niefortunnym pierwszym etapie i nie wdając się w szczegóły pobytu, oczywiście dość szybko się zaaklimatyzowałem. W trakcie tych kilku dni Portugalia i Coimbra – zabytkowe akademickie miasto, w którym znajduje się najstarszy portugalski uniwersytet – bardzo mnie urzekły. Klimat, architektura, wino – to robiło wrażenie, zwłaszcza że był to czas studenckiego święta. Codziennie odbywały się imprezy w centrum miasta, w okolicach uniwersytetu lub ogrodu botanicznego. Było głośno, pięknie i stosunkowo tanio; wino lało się strumieniami. Jeden wielki luz, który podkręcali swoim sposobem bycia Portugalki i Portugalczycy, których poznałem przy różnych okazjach. Pełnia południowego stylu życia.

Któregoś dnia po całonocnej hulance wracaliśmy z moją polską koleżanką o wczesnym poranku wąskimi i pustymi ulicami Coimbry: wschód słońca, rześkie powietrze, fajna architektura. Szliśmy zamuleni po rzece wypitego wina; humor nam dopisywał. Wtedy na jednym ze skwerów zaczepił nas niespodziewanie Portugalczyk. Był to młody człowiek w wieku studenckim z wydatnym irokezem na głowie. Jego cały ubiór podkreślał subkulturę punk. Siedział samotnie na murku i chyba też był po jakiejś imprezie. Nie wiem dlaczego, ale ten punkowiec zaskoczył mnie samym faktem, że był portugalskim punkiem. Tego jeszcze na tym krańcu Europy nie widziałem. Pomyślałem w tamtej chwili, że portugalski punkowiec jest równie egzotyczny dla mnie – Polaka, który pamięta jeszcze czasy Jarocina, jak czeski punkowiec w sandałach, którego dość licznie można było spotkać za naszą południową granicą; przecież prawdziwy punk „musiał” nosić glany, nawet podczas upałów. Nie pamiętam, jakie konkretnie miał obuwie portugalski punkowiec, ale to nie było chyba tak istotne w tamtym zamulonym momencie, ważne że miał koszulkę z napisem „Punk’s Not Dead”, co uzupełniało symboliką wydatnego irokeza. Yeah! – uśmiechnąłem się, po czym dogadaliśmy się in English, że chodziło mu o papierosa. Koleżanka wyciągnęła paczkę i go poczęstowała. Zapalił i zapytał, skąd jesteśmy.

– Poland, Polonia! – rzuciłem spontanicznie i dumnie.

Byłem przygotowany na to, że punkowiec spyta nas jeszcze o coś w związku z Polską, bo na imprezach zdarzały się pytania, ale on nie był zainteresowany tematem naszego kraju. Pamiętam, że byłem odrobinę zawiedziony tym faktem. Tymczasem punkowiec zaciągnął się papierosem, chwilę

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych