Wróć do katalogu

GŁOSy

To jest przykład mojego schizofrenicznego, pokręconegu umysłu, tak jakbym się nie umiał zakochać i odkochać normalnie

Lord Razielopublikowano 30 sierpnia 200329 min czytania 4,4 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Bla, bla, bla. W głowie wciąż słyszę ten przeklęty głos. Niby każdy ma w sobie coś takiego, ale ten mój jest dziwny. Mam dziwne wrażenie, że ten głos nie należy do jednej istoty. Kiedyś zapytałem się go wprost: "Kim jesteś?". Odpowiedział mi niezrozumiały potok słów. Potem, przez kilka nocy, przez które nie zmrużyłem oka, zastanawiałem się nad znaczeniem tych głosów. Wpatrując się w bezkresny obraz kosmosu, zrozumiałem, czym są te głosy. Bóg i coś, co jest anty-bogiem. Człowiek i bestia. Dobro i zło? Wiele o tym myślałem. To jednak nie jest tak. Nie ma twardego podziału na dobro i zło. Wiele religii dobro przyporządkowuje Bogu(Bogom) a zło jakiejś wyższej(niższej) formie istnienia, Bóg i Szatan, Bogowie i Giganci itd.. Po głębszym zastanowieniu doszedłem też do wniosku, że to nie jest takie proste. Co by było, gdyby nie było na przykład Szatana? Czy Bóg byłby dalej bogiem? Dobrem wszechmocnym? Nie. Został mi tylko człowiek i bestia, lecz taki podział na początku wydawał mi się śmieszy. Zmieniłem go na. Później dzieliłem to na instynkt i logikę. Gdy zrozumiałem, o co chodzi z tym moim wewnętrznym głosem, coś mi ulżyło. Poczułem się tak, jakbym zrzucił kamień z serca. Niestety. Każda odpowiedź na pytanie o istotę człowieka tworzy dwie następne zagadki. Te nowe pytania wydały się jeszcze trudniejsze. Który głos akurat mówi i którego mam się słuchać? Nie znam odpowiedzi. Czasami tylko udaje mi się odgadnąć i dobrze wybrać. Dziwne jest to, iż głosy te są nierozróżnialne w większości problemów, jedynie, gdy chodzi o problemy natury uczuciowej, to widać wyraźną granicę. Wyraźną i bolesną granicę, lecz mimo to wciąż nie wiem, którego głosu mam się słuchać.

--

Dzień odnalazł swój początek w poranku, takim jak tysiące innych, które miałem okazję przeżyć. Nie wyróżniał się niczym szczególnym. Zaczął się normalnie. Odprawiłem standardowy rytuał, który robiłem zawsze przed wyjściem do szkoły. Mycie, ubieranie się, jedzenie, wyjście(choć nie zawsze w tej kolejności). Na drodze do szkoły też nic interesującego się nie stało. Wszystko przeciętnie normalnie. Jak zwykle zamyślony, nie zauważyłem nawet jak siedziałem już w szkolnej ławce na kolejnej przeciętnej lekcji na której nauczyciel mówił o przeciętnych i po części znajomych mi sprawach. Nawet nie pamiętam, co to był za przedmiot. Nie jestem nawet w stanie sobie przypomnieć, co to był za dzień tygodnia. Wszystko toczyło się tak jak każdego innego dnia. Jedyną rzeczą, jaka odróżniała ten dzień od poprzednich było to, iż rozmowy toczyły się na temat matury i studiów. Poza tym to cała reszta była przeciętna. Nawet to, o czym myślałem było zupełnie przeciętne. Jak zwykle wymyślałem kolejny scenariusz, przygodę w jakimś fantastycznym świecie, o której zapomnę już następnego dnia. Podobnie też się zachowywałem, nie zwracałem uwagi ani na otoczenie ani na ludzi, z którymi rozmawiam. Wolałem być w moim świecie, z bohaterami, których stworzyłem. Wszystko tam mogłem przewidzieć i zmienić tak jak chciałbym, aby było. Jednego tylko nigdy nie zmieniałem. Gdy wzorowałem postać na kimś rzeczywistym to zawsze starałem się, by zachowywała się ona tak samo jak jej realny odpowiednik. Wiem, że to jest trochę dziwne, ale jeśli już chciałem kogoś przenieść w mój świat to robiłem to z jakiegoś konkretnego powodu. Charakter zawsze odgrywał dużą rolę w moich historiach, chciałem by postacie żyły, a to wychodzi łatwiej, gdy taka postać ma określony stosunek do życia. Wszystko było skrajnie przeciętnie. Nawet lekcje skończyły się w taki sposób. Nagle stało się coś, co zmieniło na chwilę przeciętność tego dnia. Przypomniałem sobie, iż muszę wypożyczyć jakąś książkę z biblioteki. Gdy wszedłem ponownie do szkoły minąłem całą szarą masę ludzi, którzy nie wyróżniali się niczym specjalnym w tej jednej chwili. Nie przyglądałem się im zbytnio. Szybko uwinąłem się w bibliotece. Nigdy nie śmiałem nawet przypuszczać, iż tak mały drobiazg może zmienić człowiekowi sposób patrzenia na życie. Wychodząc z biblioteki, natknąłem się na widok, od którego zdążyłem się już odzwyczaić. Po rocznej przerwie znowu zobaczyłem pierwszoklasistów. Odruchowo zmierzyłem wszystkie postacie stojące po drugiej stronie korytarza. Wodziłem tak wzrokiem od jednej postaci do drugiej, nie znajdując żadnych nieprzeciętnych cech, które wywarłyby na mnie jakieś wrażenie. Do czasu. Dzwony są takie fajne, prawda? Zauważyłem pośród całej tej masy dziewczynę w dzwonach, co dziwnie przyciągnęło moją uwagę. Nie wiem, dlaczego akurat tak się stało. Dzieci Kwiaty. Ty też trochę do nich należysz. Stałem niedaleko od niej, lecz dystans między nami wydawał się ogromny, taka przepaść bez dna. Dobry reżyser filmowy oddałby tą scenę w dość ciekawy sposób. Najpierw kamera przybliża się by oddać szczegóły postaci. Ujęcie tych dzwonów, które przyciągnęły moją uwagę, potem powoli, lecz zdecydowanie do góry, aż do lśniących włosów. Potem ujęcie postaci w całym kadrze. Zrobione w taki sposób, by pokazać harmoniczność całej cudownej konstrukcji. Ostatnie ujęcie byłoby najważniejszym. Kamera z wolna cofa się do tyłu, światło, dotychczas rzucone na wszystkie osoby znajdujące się w okolicy, zamiera i pozostaje tylko tak, że oświetla tylko ją, jedyną. Między obiektywem jest kawałek nieprzeniknionej ciemności. Ukazujący nieduży dystans, lecz taki, który jest nie do przebycia. Błysk we włosach, lekko falujących na wietrze kończyłby scenę. Krótkie zaciemnienie i wszystko wróciłoby do normy. Po takim krótkim olśnieniu, rozkojarzony wróciłem do domu. Dzień ten nie był taki przeciętny, na jaki się zapowiadał.

Wszystko mijało spokojnie, zawirowania w ocenach, typowe życie ucznia. Wspomnienie wydarzenia pod biblioteką przechodziło ewolucję w mojej pamięci. Najpierw było miłym łaskotaniem w umyśle, potem stało się kolorowym obrazem z przeszłości, by skończyć wśród całego stosu marzeń sennych, równie nieprawdopodobne, co one. Dni przychodziły i odchodziły nie zostawiając nawet listu z pożegnaniem. Czasami, gdy wracałem myślami do świata bez magii, smoków, orków i elfów, spostrzegałem, co dzieje się wokół mnie. Zdarzało się też, że w tłumie ludzi dostrzegałem dziewczynę, która mnie olśniła. Miałem wtedy jakieś mieszane uczucia. Czegoś mi brakowało, jakiegoś takiego małego szczegółu, który sprawiał, iż jej postać przyciągała mój wzrok. Dzwony są faaajne. Są też nierealne. Fragment całości mi umknął. Myślałem nad tym za każdym razem, gdy tylko moje oczy natrafiały na jej osobę. Za dużo myślisz, ale przynajmniej wiesz więcej. Zdarzyło się parę razy, iż nasz wzrok spotkał. Oczy wpatrzone w siebie. Prąd płynący przez umysł. Ogłupiający umysł, blokujący myślenie, ale taki miły i uzależniający. Jakoś nigdy nie potrafiłem wpatrywać się w jej wzrok zbyt długo. Onieśmielał mnie. Ludzie nazywają to nieśmiałością. Miałem wrażenie, iż coś mnie blokuje, coś od środka, zupełnie jakby chciało mnie powstrzymać. Ty sam. Ale, przed czym? Nie wiem? Wpatrywałem się w nią ukradkiem, robiłem to tak by nie być przez nią zauważonym, aczkolwiek szczerze wątpię, iż ona niczego nie zauważyła. Starałem się odnaleźć ten brakujący fragment układanki. Coś, z czym bym mógł na nią spojrzeć i robić to z wewnętrznym spokojem. Próbowałem metodą skojarzeń dobrać otoczenie dla niej, w którym odnalazłbym brakujący pierwiastek. Sam się zdziwiłem. Najbardziej pasowała mi w stroju królowej. Królowej, mmm. Dlaczego królowej? Dostojność, uroda, siła. Wszystko jest zależne od punktu widzenia. Ale mi odpowiada. Nie rozumiem. Nie zawsze trzeba wszystko rozumieć. Gdy nie ma zrozumienia to brakuje też logiki. Nie ważne? Gdy wyobraziłem sobie ją jako królową, odczułem nagłą chęć pisania. Tak jakby ktoś włożył mi natchnienie do głowy. Szybko i bezboleśnie zdecydowałem, iż muszę coś o niej napisać. Myślałem, że nie będzie żadnych problemów, niestety okazało się inaczej. Gdy tylko zasiadłem nad klawiaturą, zanim jeszcze zdążyłem wcisnąć pierwszy klawisz, zgłupiałem. To nie jest nic nadzwyczajnego, masz to od dawna. Jak mam pisać o kimś, nawet nie wiem jak by mnie zaciekawił, jeśli nawet nie wiem jak ja ten ktoś się nazywa? Zdecydowałem, że taki drobiazg nie przeszkodzi mi w pisaniu. Później się dowiem jak ona się nazywa. Teraz będę pisał. Jednak czasami warto nie myśleć ponad miarę. Zawsze warto pomyśleć. Zabrałem się za pisanie. Odniosłem wrażenie, że mam już gotową historię, muszę jedynie ją odkryć.

Dni mijały a ja nie zatrzymywałem się w pisaniu. Większą część wolnego czasu, poświęcałem na tworzenie historii. Z dnia na dzień byłem coraz bardziej przekonany, iż muszę się przełamać i w końcu muszę podejść do niej i porozmawiać z nią chwilę. Nie wiem. Nigdy nie sprawiało mi to problemów. Nigdy?!? Może jednak. No? Prawie nigdy. Nie chciałem, by powracały stare, już wymazane wspomnienia. Stara zapomniana już szczenięca, nieodwzajemniona miłość. Dobra. Przyznałem się. Wtedy też mi się to samo zdarzyło. A teraz to coś innego. Czy ty jesteś tego pewny? Chyba? Nadszedł piątek. Byłem już po ostatniej lekcji, ubrany do wyjścia. Ulubiony prochowiec i rękawiczki. Rozmawiałem z kolegą, gdy spostrzegłem, iż moja bohaterka idzie do bufetu. Podążyłem za nią. Z duszą na ramieniu, trzęsącymi się nogami, i skołatanymi myślami. W mojej głowie toczyła się batalia. Straty były równe po wszystkich stronach i nikt nie mógł wyjść z tej bitwy zwycięsko. Czułem jak waliło mi serce. Co jest do cholery?!? Przecież to jest zwykła dziewczyna, może ładniejsza niż wszystkie pozostałem, ale to nie powód by się tak denerwować! Gdybym mógł to uderzyłbym głową w ścianę, ot tak, by rozładować nadmiar emocji i zmusić organizm do zaprzestania produkcji adrenaliny, która i tak powodowała więcej szkody niż pożytku. Maksymalnie spięty, z wrażeniem, iż zamiast krwi mam czystą adrenalinę, wszedłem do bufetu i podszedłem do niej. Dowiedziałem się tego, co chciałem. Nie prawda. Choć przez kilka godzin "stygłem". Kilka... Ha! Na początku moją głowę zaprzątały myśli tylko o niej. Rozpamiętywałem jej zachowanie, wygląd i całą resztę tej dość dziwnej (Nietypowej nie dziwnej) sytuacji. Tak było tylko na początku. Potem zacząłem się zastanawiać nad samym sobą. Dlaczego dostałem takiego potężnego kopa? Nie rozumiałem swojego zachowania. Każda niewiedza w ostatecznym rozrachunku prowadzi do wiedzy. Nie wiem. Nie dziwię się, to przez to, że za dużo myślisz, nie możesz czegoś po prostu zrozumieć? Dziwnie się czułem. Musiałem to odespać. Miałem wtedy więcej wolnego czasu, więc mogłem poświecić się mojemu hobby. Brnąłem jak burza pisząc kolejne strony. Gdy napisałem trzeci rozdział postanowiłem, iż warto by dać go tej, która mnie zainspirowała. Wydrukowałem i zaniosłem jej to. W trakcie pisania zorientowałem się, że brakuje mi czegoś bardzo ważnego. Nie znałem charakteru mojej ulubionej bohaterki, ale poradziłem sobie i z tym. Wymyśliłem, iż główna bohaterka, jedyna córka króla dość sporej krainy, zostaje porwana i wtedy traci pamięć. Idealnie. Przynajmniej tak mi się wydawało wcześniej. Pisałem dalej. Postacie dodatkowe zaczynały się rozwijać, wszystko szło coraz ciekawiej. W czwartym rozdziale puściłem już zupełnie wodze fantazji. Drugi bohater miał przypomnieć księżniczce jej dawne życie. Pisałem to z dużym zapałem. Czerpałem radość z takiego tworzenia. Ale? Zawsze jest jakieś "ale". Pisałem swobodnie, aż zorientowałem się, że przesadziłem. Podświadomie doprowadziłem do nieprzyjemnej sytuacji. Rozkochałem bohatera w księżniczce a to było zbyt dużo. Swoim zwyczajem, nie poprawiałem wcześniejszego tekstu, lecz postanowiłem usunąć bohatera. Napisałem potem jeszcze jeden rozdział, lecz prawie nie związany z główną bohaterką. Potem przyszedł stop.

Pierwszy raz! Pierwszy raz coś takiego mi się zdarzyło. Nie wiedziałem, co główna (moja ulubiona) bohaterka teraz zrobi. Siedziałem nad pustą kartką kilka godzin i nic. Zaczynało mnie to irytować. Na całe szczęście przyszedł mój kumpel Greg i wyciągnął mnie na piwo. Uznałem, że warto wyjść się przewietrzyć a do tego alkohol może coś tak przestawi w moim mózgu, że domyślę się jak bohaterka się zachowa. Potem w tym samym celu poszedł pić piwo jeszcze kilka razy. Zaczęło mnie to trochę dołować. W końcu znowu umówiłem się z Gregiem. Wyjaśniłem mu całą sytuację. Kończąc mówić kończyłem też pierwszą puszkę. - Już rozumiesz mój problem? - Po chwili zapytałem i wyrzuciłem pusty kawałek metalu - Nie?! - Odpowiedział. Greg preferuje butelkowe. Mówił, że zawsze lepiej mu się je pije. Nie wiem czy lepiej, lecz zdecydowanie wolniej. - Jak to? - Nie kumam, w czym tkwi problem. - Patrz. (Przecież ma słuchać nie patrzeć. Bądź cicho, to jest taki niezobowiązujący zwrot. Ale to nie jest poprawnie. No i co z tego? Przecież nikt nie będzie robił mu wyrzutów. Ale... Żadnego "ale".) Mam bohaterkę, (I znowu błąd. Zamkniesz się wreszcie? Daj mu mówić.) ale nie mam pojęcia jak ona się zachowa. - No to wymyśl coś. - Tak Greg. Super rada. - Ale ja nie chcę niczego wymyślać. Chcę żeby zachowała się jakby zachowywała się ona przeniesiona do innego świata. - Z magią i tymi wszystkimi innymi bzdurami? - Tak. Z tymi, jak to ładnie określiłeś, wszystkimi bzdurami. - No to masz problem. - W jednostce negocjatorów nie masz, czego szukać. Powodowałbyś za dużo skoków. - Wiem? - Starałem się zaakcentować pytający sens zdania. - No to idź do niej. - Tutaj też mam problem. - Jaki? - Jakby to powiedzieć? Obawiam się czegoś. Pisząc o niej zbyt intensywnie o niej myślałem? Zawsze powtarzam, że myślenie może doprowadzić do zguby. - I? - No. Wiesz, że ciężko mi to mówić. Wydaje mi się, że? No? - Wykrztuś to wreszcie. - Chyba się nieco zdenerwował. Głęboki wdech. - Wydaje mi się, że się w niej zakochałem. - ? - Nie można słowami opisać ciszy. - Wiem. No, ale co ja mogę na to. - Greg zaczął się śmiać. Nie w taki szyderczy sposób, lecz tak po przyjacielsku. - Gratulacje. - Może ja nie zrozumiałem, albo on źle dobrał słowa. - Jeśli chcesz mnie zdołować to też ci pogratuluję, udało ci się. Możemy teraz porozmawiać o czymś innym? - Zauważyłem, że kończy mi się piwo. - Poważnie, powinieneś z nią pogadać. Przynajmniej ją wybadać. - Ta. Może jeszcze mam być szczery? - Dobrze by było. Mógłbyś się zapytać czy nie poszłaby niezobowiązująco z tobą na kawę. - Tu przyklasnął. - Właśnie niezobowiązująco na kawę. Muszę to zapamiętać. - Jasne! - Wyszczerzyłem zęby. Alkohol. - Podejdę do niej i puszczę jakiś taki swój tekst. - Greg mnie zbeształ za to, iż pierwszy raz, gdy z nią rozmawiałem to nazwałem ją księżniczką. - Powiem…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych