Wróć do katalogu

GŁUCHY TELEFON

Dzieci potrafią być okrutne...

Cathriona, opublikowano , 26 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Tłum ludzi przed bramą cmentarza gęstniał. Jeśli w czasie pogrzebu zachowywał się w miarę cicho, tak teraz słychać było rzucane jedno po drugim pytania. W stronę żałobników wychodzących przed teren nekropolii wyciągały się jak stworzenia z filmów science-fiction główki mikrofonów w kudłatych osłonkach. Gdzieniegdzie błyskały flesze aparatów; po ziemi, jak przerośnięte dżdżownice, wiły się kable podłączone do kamer. Tłum napierał, nie chciał wypuścić uczestników pogrzebu z terenu cmentarza. - Jak pani myśli, czy teren w pobliżu „Głodziska” zostanie zamknięty? - Natarczywy głos rudowłosej dziennikarki w czerwonym płaszczu przedarł się przez gąszcz innych pytań. - Czy myśli pan, że dziewczynka, która była przy wypadku, powinna mieć zapewniony kontakt z psychiatrą? - Koleżanka Rudowłosej szarżowała z mikrofonem w ręku w kierunku jednego z żałobników. Zuzia rozglądała się zdezorientowana. Tłum obcych ludzi napierał na nią z każdej strony. Gdzieniegdzie w tłumie migała jej raz po raz kokardka lub płaszczyk jakiejś koleżanki z klasy. W pewnym momencie poczuła szarpnięcie za kaptur swojej kurteczki. - Mała, to ty tam byłaś, prawda? - włochata końcówka mikrofonu podjechała pod sam nos dziewczynki. - Co czułaś, gdy to się stało? Dziewczynka z przerażeniem w oczach spoglądała na kobietę o włosach koloru bardzo jasnego blond. Nagle mikrofon gwałtownie odskoczył od dziecka, a wraz z nim dziennikarka, która zachwiała się nieelegancko i prawie upadła. Przez tłum przeciskała się kobieta, na widok której twarz dziewczynki rozjaśniła się w pełnym ulgi uśmiechu. - Wstydu pani nie ma?! Nawet świętego miejsca nie uszanuje, flądra jedna! Kobieta wyciągnęła rękę do dziecka. - Mama! - Chodź, Zuziu! Musisz trochę odpocząć, dziecko. Za dużo przeżyć jak na jeden raz. Rudowłosa przepychała się przez tłum, łokciami torując sobie drogę w kierunku dziecka. - Malutka, jakie były ostatnie słowa twojej koleżanki? Czy wiedziała, że umrze? - Bój się Boga, kobieto! - wśród ludzi ukazała się twarz grubszego pana o rumianych policzkach. Kołnierzyk koszulki sprawiał wrażenie, jakby za chwilę miał się wpić w szyję jegomościa. - Co za hieny cmentarne! Dajcie wy ludziom święty spokój! Co się czepiliście biednego dziecka? Toż ono jeszcze w szoku po tym, co przeszło. Uszanujcie chociaż dzisiaj ból przyjaciół i rodziny! W tłumie dało się usłyszeć gniewne pomruki, wyrażające poparcie dla słów oburzonego mężczyzny. W tym momencie w bramie cmentarnej ukazała się postać kobiety. Nie była stara, a nawet można rzec, że całkiem młoda. Gdyby ktoś zajrzał jej w dokumenty, mógłby się przekonać, że tak naprawdę miała zaledwie trzydzieści trzy lata. Teraz wyglądała jednak jak swoja własna babka - zgarbiona, złamana cierpieniem i przytłoczona bólem. Podkrążone oczy, zapadnięte i blade policzki, sine i spękane usta. Czarna chusta przykrywała jej potargane jesiennym wiatrem włosy. Kobieta zerknęła w stronę ludzi, ale tak, jakby nikogo nie widziała. Skierowała kroki w bok, nie chciała iść główną alejką. Przy parkanie czekał na nią mężczyzna. Otworzył przed kobietą tylne drzwi i pomógł jej wsiąść do środka. Zanim stado dziennikarzy zwęszyło nową ofiarę, pisk opon zabrzmiał drwiąco i auto ruszyło. Zuzia odwróciła głowę w kierunku grobów za bramą. Nie, stąd już nic nie widać. Ale Zuzia wie, że on tam jest. Wysoki stos świeżych kwiatów, wieńców, wstęg i połyskującej folii wrył się w pamięć dziewczynki. Zuzia miała wrażenie, że jeszcze nigdy w życiu nie widziała tylu kwiatów na raz. Było ich tak wiele, że czarna tabliczka ze złotymi literami ginęła w ich gąszczu. Zuzia nie musiała na nią patrzeć. Wiedziała, co tam jest napisane. W końcu miała już sześć lat, a czytać nauczyła się jeszcze w przedszkolu. Gdy zamknęła oczy, w pamięci wciąż miała obraz czarno-złotej tabliczki. W czasie pogrzebu czytała ją wiele razy. Tak długo, aż nauczyła się napisu. Było to ciekawsze zajęcie, niż słuchanie nudnej przemowy księdza. Poza tym obserwowała ludzi. Niektórzy przyszli na pogrzeb z obowiązku. Byli tam krewni, znajomi, przyjaciele, sąsiedzi, nawet cała klasa Zuzi wraz z wychowawczynią. Każde dziecko trzymało w ręku pojedynczą białą różyczkę. Były tam jednak również takie osoby, których przygnała zwykła ciekawość. Łatwo było poznać, którzy to. Zazwyczaj przepychali się do przodu, by choć przez chwilę popatrzeć na matkę stojącą nad grobem jedynego dziecka. Patrzyli, co ona robi. Czy płacze? Czy może stoi niewzruszona? Zuzia przypomniała sobie wyraz twarzy kobiety, gdy ich spojrzenia na chwilę się spotkały. Z zamyślenia wyrwało ją ponaglające szarpnięcie za rękaw. - Chodź, Zuziu. Musimy iść. Głos matki był cichy, wyrażał jednak zniecierpliwienie. - Mamusiu, pani Żukowska mnie nienawidzi, prawda? Kobieta przystanęła i popatrzyła córce w oczy. - Zuziu, dziecko, skąd ci to przyszło do głowy? - Ona mnie nienawidzi, bo zabiłam jej córkę. - Zuzia, na Boga, nie mów tak! Nie zabiłaś Kasi, zapamiętaj to sobie! Przecież to był wypadek. Nic nie mogłaś zrobić. - Kobieta odgarnęła z oczy kosmyk włosów i pogładziła dłonią policzek dziewczynki. - A właśnie, że zabiłam. Gdybym ją mocniej trzymała, Kasia nadal by żyła. Ja ją zabiłam! - Ostatnie słowa dziewczynka prawie wykrzyczała. Kobieta rozejrzała się i rzuciła nerwowy uśmiech w stronę kilku głów, które obróciły się w ich kierunku. - Nie gadaj głupstw! - Syknęła, ciągnąc córkę za łokieć i prowadząc w kierunku samochodu. - Sama słyszałaś przecież. Wszyscy mówią, że jesteś bohaterką. Chciałaś pomóc Kasi i prawie ci się to udało. - Ale się nie udało. - Dziewczynka wyrwała łokieć z dłoni matki. - Kasia nie żyje i to ja ją zabiłam! - Zuzia pobiegła w kierunku przycmentarnego parkingu, nawet się nie oglądając i nie sprawdzając, czy matka idzie za nią. - Zuźka! - Wołanie kobiety doleciało do dziewczynki ze znacznej odległości. "Może nauczycielka miała rację? Może trzeba umówić Zuzię na wizytę u psychologa dziecięcego albo psychiatry? Przecież to musiało być dla małej naprawdę wstrząsające przeżycie. Co prawda nie były najlepszymi koleżankami, Zuzia nie jeden raz wracała do domu z płaczem, bo Kaśka jej dokuczała, ale mimo wszystko to właśnie Zuzia była świadkiem jej śmierci. Nie chcę, żeby do końca życia budziła się w nocy z krzykiem na ustach." Kobieta w zamyśleniu potarła czoło i wsiadła do auta, w którym czekał już na nią mąż. Na tylnym siedzeniu cichutko pochlipywała Zuzia, tuląc do piersi pluszowego królika. - Zuźka, zapnij pasy. I nie płacz już. Kasia jest teraz w niebie. Na pewno jest jej tam dobrze. Pomyśl o czymś przyjemnym. O, już wiem. Przypomnij sobie, w co bawiłyście się ostatnio. Pamiętasz? - W głuchy telefon - mruknęła Zuzia i wybuchła płaczem. - Widzisz, a nie mówiłem, że to zły pomysł, żeby zabierać takie małe dzieci na pogrzeb? - Odezwał się mężczyzna za kierownicą. - To dla nich za duże przeżycie. A poza tym oni tego jeszcze nie rozumieją. - Co innego pogrzeb jakiejś obcej osoby, a co innego pogrzeb koleżanki z klasy. Ja uważam, że pani Madej dobrze zrobiła, zabierając wszystkie dzieci z zerówki. I taki ładny gest z tymi białymi różami... - Kobieta przerwała i zaczęła poprawiać makijaż w małym lusterku. Mężczyzna westchnął, zapalił papierosa i ruszył z parkingu. Zuzia przytulała królika, wyglądając przez okno w samochodzie. Jej wzrok powędrował w kierunku cmentarza, który z każdą sekundą stawał się coraz bardziej odległy i coraz bardziej opustoszały. Gdzieś pośród setek pomników pozostał jeden świeży kopczyk przykryty grubą warstwą kwiatów. W blasku ostatnich promieni zachodzącego słońca lśniły złote litery na czarnej tabliczce:

"Katarzyna Żukowska ur. 07.04.2004 zm. 13.10.2010 Śpij, Aniołku"

Następnego ranka cała klasa Zuzi została poproszona o przerwanie zabaw w klasie. Dzieci niezbyt chętnie poodkładały na półki zabawki, klocki i kolorowanki. Ze stolików sprzątnięto kredki, farbki, flamastry i kartony. Same stoliki odsunięto pod ścianę, a dzieciom kazano usiąść na miękkim, choć nieco wytartym już dywanie ze wzorem imitującym ulice w mieście. Dzieci usiadły nieco zdezorientowane. Nie wiedziały, czego od nich oczekiwano. Z wyczekiwaniem spoglądały na wychowawczynię, panią Madej, która tego dnia założyła ciemnografitowy kostium i czarny golf. Pani Madej rzadko nosiła biżuterię. Uważała, że to niezbyt praktyczne. Tym razem jednak jej szyję w czarnym golfie zdobiły korale w tym samym kolorze, a w uszach dyskretnie błyszczały delikatne czarne perełki. Pani Madej spięła swoje ciemnoblond włosy w elegancki kok z tyłu głowy. Tuż nad czołem umieściła okulary, których zwykle używała tylko do czytania. Kobieta przysunęła sobie nieduże krzesełko i usiadła przed grupą sześciolatków. - Moi drodzy. Wczoraj braliśmy wszyscy udział w pewnej bardzo smutnej uroczystości, prawda? - Pani Madej wygładziła niewidzialne zmarszczki na idealnie wyprasowanym kostiumie. W tym momencie wśród gromadki dzieci dało się zauważyć strzelającą w górę małą dłoń. - Tak, Kubusiu? Chciałeś coś powiedzieć? - Tak, proszę pani. - Odparł piegowaty blondynek, nieco sepleniąc ze względu na brak dwóch przednich zębów. - Bo moja mamusia mówiła, że Zuzia jest bo... bo... bohatrem. - Mówi się "bohaterem", Kubusiu. - Wychowawczyni poprawiła chłopca automatycznie. - No, właśnie, bohaterem. - Ciągnął niezrażony Kuba. - No bo tylko Zuzia pomogła Kasi. Tylko że Kasia tak czy siak umarła, więc Zuzia nie jest takim bohaterem jak Superman albo Spiderman. Oni na pewno by tak wszystko zrobili, żeby Kasia dalej żyła. - Yyy, tak, Kubo. Tylko wiesz, ci twoi bohaterowie tak naprawdę nie istnieją. A życie nie jest bajką i czasami zwykły człowiek nie może sobie poradzić ze wszystkim. Tak jak mała Zuzia, która, choć się starała, była za słaba, by pomóc Kasi. - Pani Madej potarła dwoma palcami płatek ucha. Zawsze tak robiła, gdy się denerwowała. - Ale wróćmy do tematu. Tak, byliśmy wczoraj na pogrzebie Kasi. Już jej z nami nie ma, ale pozostały nam wspomnienia, w których Kasia zawsze już będzie z nami. Czy wiecie, co to są wspomnienia? - Tak! - Chór dziecięcych głosów odpowiedział na pytanie nauczycielki. W grupce znów zamachała jakaś rączka. - Tak, Elizko? - Wspomnienia - zaczęła ciemnowłosa dziewczynka, nabierając z przejęciem powietrza - to są wtedy, kiedy nam się w głowie wyświetla taki film. I wtedy możemy oglądać wszystko, co już się stało. - Tak, Elizo, masz rację. Wspomnienia są wtedy, gdy możemy sobie przypomnieć coś, co już się zdarzyło, nasze życie. I dlatego właśnie rozmawiamy teraz o wspomnieniach, żebyście mogły sobie przypomnieć te wszystkie dobre chwile, w których Kasia była z wami. Na przykład - pani Madej podrapała się w głowę, zruszając okulary, które o mały włos nie spadły na podłogę - no, nie wiem, na przykład wasza ostatnia wspólna zabawa z Kasią. Co to było? Pamiętacie? Wśród dzieci rozległy się szmery i szepty. Po chwili znów w górę strzeliła rączka. - Tak, Elizko? - No bo ja pamiętam, że ostatnio to się bawiliśmy w głuchy telefon, tak jak nam pani powiedziała. I było fajnie, tylko Kasia nie chciała się bawić, bo pani powiedziała, żeby zaczynała Zuzia, a Kasia powiedziała, żeby ona zaczynała i pani powiedziała, że ona będzie zaczynać odpowiadać i... i... i... - wygłoszona jednym tchem tyrada zmusiła w końcu Elizę do zaczerpnięcia powietrza. Pani Madej wykorzystała ten moment. - Tak, widzisz, Elizko, nauczyłam was nowej zabawy, w którą mogłyście się bawić z Kasią. I to już jest jedno z miłych wspomnień. - Wcale nie było miłe, proszę pani, bo Kasia powiedziała, że Zuzia jest głupia i że zaraz wymyśli coś głupiego, i że takie dzieci jak Zuzia, to trzeba trzymać w domu, bo są brzydkie i głupie, a ich rodzice nie mają nowych samochodów ani kina domowego, ani... - Wystarczy, Elizo. - głos nauczycielki lekko drżał, a policzki przybrały kolor dojrzałych malin. - Nie wszystkie wspomnienia musimy zachowywać w pamięci. Możemy zostawić sobie te dobre, a te złe wyrzucić. W tym momencie pani Madej zauważyła Zuzię. Dziewczynka nie była w ogóle zainteresowana tym, co się działo w klasie. Patrzyła nieobecnym wzrokiem w okno, z którego rozlegał się widok na przyszkolny plac zabaw. - Zuziu, a ty? Co nam możesz powiedzieć miłego o Kasi? - Nic. - Dziewczynka spojrzała na nauczycielkę. - O Kasi nie mogę powiedzieć niczego miłego. - Zuziu! Jak możesz? Wasza koleżanka umarła, chcemy powspominać miłe rzeczy z nią związane, a ty nie chcesz nic powiedzieć? - Nie. Ona nie była miła. Nie lubiłyśmy się. I nie będziemy. Nigdy. - Zuzia znów odwróciła się do okna. - Zuziu! Ale Kasia nie żyje! - Pani Madej niechcący podniosła głos. - Przynajmniej dzisiaj powiedz o niej coś miłego! - Wielkie mi coś! - Zuzia ze złością spojrzała na wychowawczynię. - Jak Kaśka żyła, wszyscy na nią chuchali i dmuchali, a jak nie żyje, to tak samo! Nie będę o niej dobrze mówić. Nie i już! - Tupnięcie nogą miało podkreślić wagę słów dziewczynki. Była głupia. I dalej jest głupia. Nawet jak jest umarta! - Nie mówi się umarta... - zaczęła pani Madej, natychmiast jednak jej wzrok i ton głosu się wyostrzył - Zuźka, natychmiast do kąta! Po lekcjach…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych