"Gorąca kawa"
Krótkie opowiadanie w stylu "Angielskiego Pacjenta"
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Siedziałem przy drewnianym stoliku, na którym stała porcelanowa filiżanka pełna "czarnego" napoju. Nerwowo przekładałem z ręki do ręki łyżeczkę. Czekałem na swoją kolejkę. Chciałem mieć to już za sobą, choć sam do końca nie wiedziałem, czy to pomoże. Spróbować jednak zawsze można. -Pan Ernest Brown! - okrzyk na sali wyrwał mnie z zadumy. - Tak...to...to ja- zająknąłem się.. - Szczęść Boże - opanowany głos nieco mnie uspokoił. - Dla kogo jego szczęście jest ważne to ważne. Ja przyszedłem tutaj w innej sprawie - odparłem szorstko. - Tak? Powiedział ksiądz tak samo miło jak za poprzednim razem. Oni wszyscy właśnie tacy są. W głębi duszy mają cię dość, ale nie okazują tego. - Mam zamiar oczyścić swoje stare "zakurzone" sumienie. Więc skończmy te grzeczności. Czy mogę zacząć?- zniecierpliwienie narastało we mnie coraz bardziej. - Ależ proszę, zamówię sobie kawę i możemy zaczynać. *** Dzień w Afryce był strasznie gorący i parny. Praca przy drodze szła w tempie "dopuszczalnym", gdyż tak to zostało uwzględnione w zeszłotygodniowym raporcie komisji. Tak naprawdę obijaliśmy się całymi dniami. Trafił mi się odcinek drogi 71 z Kinszasy do Matadi. Nie można było narzekać. Pracowałem z samymi Hiszpanami, gdyż tak akurat wypadło w przydziale. Nie przeszkadzało mi to, Pablosi ? tak ich nazywałem - byli wspaniałymi ludźmi. Jednak jeśli ktoś obserwowałby nas przez dłuższy czas, mógłby sobie pomyśleć, że oto stado ślimaków wybrało się na spacer. Ba! Nawet na majówkę! Istotnie był maj, ale tutaj w Afryce to nie miało najmniejszego znaczenia. Porównywaliśmy ten kontynent do lwa. Leniwego i ospałego, a zarazem drapieżnego i zabójczego. Jednak w doborowym towarzystwie czułem się świetnie, szczególnie podczas wieczornych wieczerzy, gdzie morze alkoholu płynęło przez nasze gardła. Początkowo miałem niemałe problemy z bólem głowy, jednak potem zdążyłem się przyzwyczaić. - Ej, Angliku! Może łyczka? - wołali mnie Pablosi i śmiali się jak stado hien. Jak im mogłem odmówić? Zrobiliśmy sobie przerwę. Czekaliśmy na zaopatrzenie, które miało nadjechać, ale spóźniało się jak nigdy. - Ernest zobacz na tej swojej maszynie czasowej, ile się spóźnia ten murzyn- powiedział Fernandez. Pochodził z biednej Galicji i dlatego taki wynalazek jak zegarek na rękę był dla niego czymś niespotykanym. - Powinien być tutaj już dwa nasze fajranty temu- uśmiechnąłem się. Fernandez spojrzał się na mnie i machnął ręką, po czym udał się pod drzewo, aby się zdrzemnąć. W tym momencie usłyszeliśmy warkot silnika i wszyscy zerwaliśmy się na równe nogi. Zza zakrętu wyłonił się jeep. Z daleka wyglądał jak wściekły, rozpędzony nosorożec, który miał nas wszystkich stratować. Kierowca zdążył jednak wyhamować. Ku naszemu zaskoczeniu nie przybył sam. Z auta wyszła również dziewczyna. Spojrzała na mnie. Wyglądała ślicznie. Jej oczy od razu porównałem do dwóch bezcennych diamentów. Rozwiane czarne włosy, ciemna karnacja . - Jestem Ernest, Ernest Brown- przedstawiłem się i musnąłem jej dłoń. Zaczerwieniła się i uśmiechnęła. - Paula. Przyjechałam tutaj jako wasza nowa nadzorczyni - puściła do mnie oczko i zaczęła powitanie z innymi członkami naszej ekipy. Coś we mnie drgnęło. Serce waliło mi jak młot, dlatego postanowiłem udać się na spoczynek do swojej kwatery. Koniec pracy na dziś. Szybko zapadła noc. Słychać było tylko bzyczenie jakiś owadów i kilka zapitych głosów paplających coś po hiszpańsku. Nie mogłem usnąć. Myślałem o niej. Drzwi nagle
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Stanior
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…