Gowniana historia
Bez komentarza....
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
To był wyjazd mojego życia. Pojechałem z moją ukochaną do jej rodzinnego miasta, aby poznać jej rodzinę. Wszystko układało się między nami dobrze do tej pory. Mieliśmy wiele poważnych planów. Szczęście wypływało z każdego naszego gestu czy słowa. Było cudownie. Był to jeden z tych leniwych dni. Słońce stało już wysoko na niebie, kiedy się obudziłem. Zauważyć muszę, że nocowaliśmy u dziadków mej ukochanej, w ich uroczym maleńkim domku. Zszedłem do jadalni, aby coś przekąsić i wypić kawę, aby zaraz po tym udać się do łazienki, wziąć prysznic i przygotować się na nadchodzący wielkimi krokami dzień. Śniadanie było pyszne. Zapaliłem papierosa, i delektowałem się smakiem świeżej kawy. Poczułem nagle, co się często zdarza w moim przypadku, nagłą potrzebę wypróżnienia się, używając terminologii medycznej. Zgasiłem więc papierosa i pobiegłem do toalety. To, co wydarzyło się zaraz potem zmieniło całkowicie moje życie. Już parę minut później przeszedłem absolutną metamorfozę, spowodowaną traumatycznymi przeżyciami. Tyle razy próbowałem to wspomnienie wymazać z pamięci, jednak nigdy mi się to nie udało. Powoli tracę już nadzieję, że kiedykolwiek zapomnę... Wszedłem do łazienki, zamknąłem drzwi za sobą i jak najbardziej rozluźniony usiadłem na desce. Wypróżnienie poszło nad wyraz gładko. Użyłem następnie papieru toaletowego i nacisnąłem spłuczkę. Kiedy myłem ręce, kątem oka zwróciłem uwagę na muszlę klozetową i zamarłem ze strachu! Wody nie ubywało, a wręcz przeciwnie, muszla napełniała się, a wewnątrz niej unosiła się ogromnych rozmiarów kupa! Kiedy odzyskałem już zdolność logicznego myślenia, a moje nerwy przesyłać zaczęły do mózgu informacje o jak największym zdenerwowaniu, przeszedłem do kontrataku. Próbowałem w sobie wiadomy jedynie sposób zwiększyć napływ wody, co jak myślałem, spowodować powinno usunięcie przeszkody. Jednak nic takiego się nie stało. Poziom wody w muszli pozostawał bez zmian. Spanikowałem. Zawołałem moją ukochaną nieśmiałe, aby przyszła do mnie, gdyż mam jej coś ważnego do powiedzenia. Kiedy przyszła, pospiesznie wytłumaczyłem jej całą sytuację i poprosiłem o pomoc. Nie myślałem wtedy o zakłopotaniu, w jakie ją wprowadzam. Ale nie było rady. Nie mogłem tak po prostu zostawić pływającej kupy w wypełnionej muszli klozetowej. Porosiłem ją o przepychacz, który ewidentnie był poza zasięgiem moich oczu. Okazało się jednak po dłuższej chwili, że w domu nie ma przepychacza. Okazało się również, że moja ukochana, nie dość, że zapytała się dziadków o to jakże potrzebne w tej chwili urządzenie, to dziadkowie z racji jego nie posiadania, pobiegli do sąsiadów i opowiedzieli im cala historię, prosząc jednocześnie o pomoc. Jak bardzo mnie zaskoczyli, wracając do domu razem z sąsiadami i przekrzykując się nawzajem, wskazując na najlepszą ich zdaniem metodę rozwiązania problemu. Tymczasem w łazience stało się coś, co miałem głęboką nadzieję, nie nastąpi. Powodując zwiększenie napływu wody, musiałem rozregulować…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil pajarzy
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…