Wróć do katalogu

Guru – Rozdział I - Uzdrowienie

Powoli zanurzamy się w fanatyzmie religijnym.

Kemilk, opublikowano , 14 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

„ 1 Mieszkańcy całej ziemi mieli jedną mowę, czyli jednakowe słowa. 2 A gdy wędrowali ze wschodu, napotkali równinę w kraju Szinear i tam zamieszkali. 3 I mówili jeden do drugiego: «Chodźcie, wyrabiajmy cegłę i wypalmy ją w ogniu». A gdy już mieli cegłę zamiast kamieni i smołę zamiast zaprawy murarskiej, 4 rzekli: «Chodźcie, zbudujemy sobie miasto i wieżę, której wierzchołek będzie sięgał nieba, i w ten sposób uczynimy sobie znak, abyśmy się nie rozproszyli po całej ziemi». 5 A Pan zstąpił z nieba, by zobaczyć to miasto i wieżę, które budowali ludzie, 6 i rzekł: «Są oni jednym ludem i wszyscy mają jedną mowę, i to jest przyczyną, że zaczęli budować. A zatem w przyszłości nic nie będzie dla nich niemożliwe, cokolwiek zamierzą uczynić. 7 Zejdźmy więc i pomieszajmy tam ich język, aby jeden nie rozumiał drugiego!» 8 W ten sposób Pan rozproszył ich stamtąd po całej powierzchni ziemi, i tak nie dokończyli budowy tego miasta. 9 Dlatego to nazwano je Babel, tam bowiem Pan pomieszał mowę mieszkańców całej ziemi2. Stamtąd też Pan rozproszył ich po całej powierzchni ziemi.”

Stary testament – Księga rodzaju”

Leżąc ciężko chory, zdałem sobie sprawę, iż organizm ludzki jest prawdziwym cudem. Dopóki działa nie zawracamy sobie głowy czymś tak przyziemnym, jak oddychanie. Wydaje się ono czymś tak naturalnym, że nie zauważamy jego fenomenu. Mając jednak raka płuc, coś tak przyziemnego, może być nie lada wyzwaniem. Od trzech dni nie biorę żadnych leków uśmierzających ból, gdyż chciałem ostatni chwilę mojego życia spędzić świadomie. Niestety ból odczuwany przy każdym oddechu, był nie do opisania. Całe ciało skąpane było w moim pocie, który lał się strumieniami nie dlatego, że było mi zbyt gorąco, ale ze względu na przenikający całe ciało ból.

Kilkakrotnie mdlałem, co uniemożliwiało mi jakikolwiek świadomy kontakt z bliskimi. A chciałem uporządkować sprawy, by moja śmierć nie rozpoczęła wieloletnich walk o majątek. W momentach świadomości jęczałem i skręcałem się z bólu, co pewnie mogłoby przerazić nawet psychopatę. Teraz katusze ustały, lecz siły całkowicie mnie opuściły. Czy mój organizm w jakiś dla siebie znany sposób, nauczył się zwalczać ból, czy też może komórki nerwowe nie wytrzymały takiego natężenia przekazywanych wrażeń i po prostu uległy destrukcji? - Słyszy mnie pan? Z prawdziwym wysiłkiem obróciłem głowę w kierunku dochodzącego głosu. Na krześle siedział młody, pogodny człowiek ubrany w białe szaty. Mrugnąłem do niego powiekami, mając nadzieję, iż zrozumie moją odpowiedź. - To dobrze. Nie wiem, czy mnie pan zna, nie jest to jednak istotne. Bóg mnie do pana przysłał.

Wpatrywałem się w błękitne oczy przybysza. Było w nich z jednej strony coś kojącego i znajomego, z drugiej zaś coś niesamowicie surowego i bezwzględnego. Próbowałem sobie przypomnieć, czy go kiedyś spotkałem. - Nazywają mnie przywódcą sekty i mówią, że jestem niebezpieczny. Myślę jednak, iż nic już cię nie przeraża. Przyszedłem cię uzdrowić, jednak koszty z tego tytułu będą wysokie. Czy mam mówić dalej?

Ponownie dałem znać mrugnięciem, potwierdzając tym samym, by kontynuował. - Zbieram dwunastu wybranych, którzy wraz ze mną będą zmieniać świat. Mają to być ludzie przepełnieni miłością, jednocześnie muszą być surowi i bezwzględni w swoich poczynaniach. Jeżeli przejdziesz etap uzdrawiania, to zostaniesz jednym z nich. Porzucisz wtedy swoje dotychczasowe życie, rodzinę i zdasz się tylko na mnie. Czy jesteś gotowy do podjęcia tego zadania? - Tak. - odpowiedziałem, nim tak naprawdę zrozumiałem pytanie. - Zaraz zacznę cię uzdrawiać, proszę jednak wziąć pod uwagę, iż ból, jaki odczuwałeś do tej pory będzie niczym w porównaniu z tym, co teraz będzie miało miejsce. Masz bardzo słaby organizm i nie wykluczam, że czasowo możesz wylądować w zaświatach. Jeżeli tak się stanie to jedyne co będzie cię łączyło ze światem realnym, to twoje cierpienie. Jeżeli będzie słabnąć to znaczy, iż idziesz w złą stronę. Mimo pokusy by iść w tym kierunku, zawróć i idź do swojego bólu, tylko to może cię uratować.

Wszystko, co mówił, było dla mnie czymś zupełnie niezrozumiałym. A jeżeli do mojego domu przyszedł psychopata, to czy powierzenie ostatnich dni właśnie jemu jest właściwe? Opowiada, że go Bóg wysłał. Do kogo niby, do mnie? Po co? A czy w ogóle Bóg istnieje? Wciąż rozważałem moją sytuację. Jako ateista wiedziałem, iż moje dni są policzone, a później nie będzie nic. Czy mam zakwestionować samego siebie w imię iluzorycznej nadziei? Czy nie lepiej odejść z tego świata?

-Czy jesteś gotowy? Usłyszałem pytanie i poczułem się jakbym zobaczył siebie w lustrze. Przeleciało mi przed oczami moje życie i jedyne co o nim mogłem powiedzieć, to że było bezwartościowe. Czy zmieni je ten człowiek? Teraz jak gdyby nigdy nic, patrzył na mnie i oczekiwał odpowiedzi. Odpowiedzi, czy jestem gotowy na jeszcze większe katusze? Czy jestem gotowy do budowy nowego, sekciarskiego świata? W imię Boga do którego ostatni raz modliłem się będąc małym dzieckiem.

- Tak. Wychrypiałem i zdziwiłem się mojej decyzji. Porzuciłem wszystkie moje przekonania, tylko po to, by mieć nadzieję. Obiecałem, iż porzucę rodzinę w imię czegoś, co jeszcze niedawno było dla mnie okazją do wykpienia takich naiwniaków, jakim ja się teraz stałem. Jak słabym musiałem być człowiekiem, by na to wszystko się zgodzić? Tymczasem przybysz wstał, a mną targnął ostry ból. Mężczyzna położył swoją prawą dłoń na moim czole, a ja poczułem jakby ta była moja ręka. Poczułem, jakby ktoś mozolnie wbijał mi żarzący się gwóźdź w sam środek mózgu. Momentalnie stałem się mokry od potu, co spotęgowało cierpienie. Czułem, jakbym był oblewany wrzącą smołą oblepiającą me ciało. Mimo iż moje gardło, jeszcze chwilę temu nie umiało z siebie wydobyć żadnego odgłosu, teraz wydawało z siebie nieludzkie jęki. Wiłem się na łóżku, próbując wypowiedzieć tylko jedną prośbę.

- Przestań! - krzyknąłem z całych sił. - Już jest za późno. Stwierdził i swoją lewą dłoń położył na moich piersiach. Wydawało mi się, iż z ciała wyrywa ostatnie resztki płuc, jakie w nim pozostały. Nagle targnął mną dodatkowy ból, który dosłownie wrzucił mnie w przepaść. Leciałem w dół czarnym tunelem, gdzie nie docierał żaden promyk światła. Kiedyś, gdybym usłyszał o czymś takim, w najlepszym razie pomyślałbym, że opowiadany jest koszmarny sen. Jeżeli osoba opowiadająca upierałaby się przy swoim, najpewniej uznałbym, że rozmawiam z kimś nawiedzonym od którego lepiej trzymać się z daleka. Teraz zaś leciałem w dół i wiedziałem, że to się dzieje naprawdę. Zmierzałem wprost do piekła. Niestety męczarnia nie ustawała, a wręcz się nasilała. Czyżby ten sekciarz był wysłannikiem piekieł? W końcu z całą mocą uderzyłem o posadzkę,…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych