Harry Potter i Pentakl Wężoustych, rozdział 1
Pierwszy rozdział ósmego tomu Harry'ego Pottera kontynuującego wydarzenia z "Insygniów Śmierci"
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
{b} Rozdział 1. Jozu Salu McFly {/b}
Jozu Salu McFly powszechnie uchodził za starego dziwaka. Mieszkał samotnie w opuszczonej chacie na skraju lasu. Stronił od towarzystwa innych ludzi. Rzadko pokazywał się w pobliskim miasteczku Smallmary. Jego wygląd był równie dziwny, jak imię które nosił. Napawał zdumieniem okolicznych mieszkańców a dla młodzieży był tematem kpin i wyzwisk. Twarz starca była pociągła i pokryta licznymi zmarszczkami. Zapadające się policzki były dowodem, że nie jadał zbyt dobrze. Długa siwa broda opadała mu na pierś. Miał w zwyczaju wiązać ją w warkocz. Przerzedzone włosy gdzieniegdzie świeciły łysymi placami. Ubrany był w zwiewną, przybrudzoną szatę, wyglądem przypominającą kobiecą koszulę nocną. Nie dbał o czystość i higienę. Sprawiał wrażenie żałosnego starca, któremu poprzestawiało się w głowie. Wytykano go palcami. Kilku młodzieńców często zapuszczało się na skraj lasu, aby dla frajdy obrzucić jego dom kamieniami. Niektórzy za punkt honoru uznawali zaczepianie nieporadnego starca, który reagował napadami szału. Szopa, w której Jozu mieszkał była pozostałością po magazynku wędkarzy. Postawiona pół wieku temu, obecnie groziła zawaleniem. Dach pokryty mchem i grubą warstwą ziemi uginał się do środka. Wyglądał, jakby zaraz miał się zapaść. Szyby w oknie były powybijane. Drzwi zbite z kilku spróchniałych desek skrzypiały na wietrze, rozdzierając głuchą ciszę. W środku nie było kominka ani paleniska. Pod jedną ze ścian stało stare zniszczone łóżko, pokryte białą łuszczącą się farbą. Na przeciwległej ścianie wisiał przykurzony obraz. Przedstawiał portret kobiety o długich blond włosach. Ubrana w czarny płaszcz i diamentową biżuterię łypała złowrogo na zaciemnioną sień. Pod obrazem stał niewielki stół zbity z niedokładnie okorowanych desek. Jozu spędzał wiele godzin siedząc na łóżku i wpatrując się w zakurzony portret. Jego serce przepełnione było żalem i rozpaczą. Wspominając dawne życie, błędy jakie popełniał, bliskich których utracił, wielokrotnie zalewał się łzami. Tak też było pewnej październikowej nocy, kiedy ktoś po raz kolejny postanowił zakłócić jego spokój.
Noc była mroźna. Hulał silny wiatr, poruszając łysymi konarami drzew. Deszcz zacinał a jego lodowate krople rozbijały się o złote liście na dachu chaty i polanie, zamieniając je w mokrą breję. Padało nieprzerwanie od kilku dni. Zdawało się, że w taką pogodę nikt nie zechce zapuścić się w te strony. Wycie wiatru zakłócił niespodziewany trzask, jakby łamanych gałęzi. W okamgnieniu z ciemności wyłoniły się trzy postaci. Ubrane na czarno, z twarzami skrytymi pod kapturami, gorączkowo rozejrzały się po polanie. Najwyższy z przybyszy uniósł dłoń, w której trzymał kilkucalowy patyk, niby wskaźnik. Rozbłysł się on jasnym płomieniem, który oświetlił spowitą w ciemnościach polanę. Upewniwszy się, że nie ma w pobliżu nikogo, przybysze ruszyli w kierunku chaty stojącej samotnie na skraju ponurego lasu. - Jesteś pewien, że tutaj go znajdziemy? - rozległ się aksamitny kobiecy głos, który wydała z siebie najniższa i najdrobniejsza zakapturzona postać. - Oczywiście – syknął gruby męski głos z lekkim poirytowaniem – Musiał się ukryć, po tym jak wsypał wszystkich swoich przyjaciół. Był gotowy zrobić wszystko byle tylko uniknąć Azkabanu. - Ale nie wydaje ci się Rowle, że znalazłby sobie lepszą kryjówkę? - zapytała kpiącym tonem kobieta – Poza tym słyszałam co mówili o nim mugole. Podobno jest obłąkany. - Trudno mu się dziwić, Rosanne – odparła męski głos należący do trzeciej, najwyższej postaci - Nasz stary znajomy kilkakrotnie lądował w Azkabanie. A wiesz doskonale jak działają na człowieka dementorzy. Jego żona tego nie wytrzymała. Po jej śmierci nie mógł się pozbierać. - No właśnie – odrzekł Rowle – Kiedy mu całkiem odwaliło, jego syn załatwił mu przeniesienie na odział zamknięty do Munga. Jakimś cudem udało mu się nawiać, ale nikt już go potem nie szukał. - Wizengamot uznał, że nie stwarza już zagrożenia – dodał drugi mężczyzna. - W takim razie, nie będzie w stanie nam pomóc – oznajmiła kobieta rozglądając się nerwowo po polanie. Zdawało jej się, że usłyszała jakieś kroki. - Jedyne czego potrzebujemy to kilka wspomnień – odrzekł wysoki mężczyzna – A te można zdobyć bez względu na jego stan psychiczny. Pozostała…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil dygus
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…