Wróć do katalogu

Harry Potter i Pentakl Wężoustych, rozdział 4

Czwarty rozdział ósmego tomu Harry'ego Pottera kontynuującego wydarzenia z "Insygniów Śmierci"

dygus, opublikowano , 14 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

{b} Rozdział 4. Spotkanie w rocznicę śmierci {/b}

Koniec października przyniósł gwałtowne załamanie pogody. Trwające od dłuższego czasu opady deszczu przybrały na sile. Wielkie krople bębniły w szyby i parapety. Ulice zamieniły się w rwące potoki. Lodowaty wiatr hulał po okolicy, wymachując łysymi konarami pobliskich dębów. Tak paskudna pogoda, niejednego mogłaby wpędzić w depresyjny nastrój. Harry odczuł to na własnej skórze. Nowy tydzień powitał bez entuzjazmu. Świadomość, że musi odstawić dotychczasowe życie na boczny tor i powrócić do Hogwartu napawała go smutkiem i żalem. Od samego rana czuł narastające napięcie. Podczas śniadania był małomówny. - Kochanie, dzisiaj nie będę mogła pójść z wami na cmentarz – stwierdziła Ginny smarując tost dżemem – Muszę dłużej zostać w redakcji. - Nic nie szkodzi – odrzekł markotnie Harry wpatrując się w nawałnicę za oknem – I tak zamierzałem iść sam. Prosto z Doliny Godryka pojadę do Hogwartu. - Myślałam, że dziś będziesz jeszcze nocować w domu – oznajmiła zawiedziona Ginny – Przecież posadę masz objąć dopiero jutro. - Ale obiecałem McGonagall, że będę na wieczerzy w Noc Duchów – odrzekł Harry, nieco rozdrażniony – Jutro będę miał pierwsze lekcje. - Tatusiu, chcę z tobą pojechać na cmentarz! - zaprotestowała mała Lily – Rok temu nie byłam! Harry westchnął. Zgodnie z wieloletnią tradycją rodzinną, zabierał dzieci i żonę na grób swoich rodziców w rocznicę ich śmierci. W ubiegłym roku towarzyszył mu tylko syn Albus. James był już wtedy na pierwszym roku w Hogwarcie, Lily wówczas chorowała a Ginny musiała się nią zaopiekować. - W tym roku nie możesz ze mną pojechać – powiedział stanowczo Harry ale widząc łzy w oczach córki szybko dodał nieco łagodniejszym tonem – Ale w zamian za to odwiedzisz mnie z mamą w Hogwarcie. Jak tylko się tam urządzę. Lily aż podskoczyła z radości. Pośpiesznie zjadła ostatni kawałek tosta i w podskokach pobiegła na górę („Muszę posłać sowę do Hugo! Nie uwierzy, że będę w Hogwarcie!”). - Wiesz, że teraz się już tego nie wykręcisz? - mruknęła wesoło Ginny całując męża w policzek – Nie da nam spokoju, dopóki nie zabierzemy jej do zamku. - Wiem, wiem – odrzekł Harry uśmiechając się nieznacznie – Upór odziedziczyła po mamusi. Ginny prychnęła udając oburzenie. Usiadła Harry'emu na kolana, obejmując go za szyję. Harry położył dłoń na jej tali. Połączyli się we wzajemnym pocałunku. Harry dostrzegł łzy spływające po policzkach żony. Poczuł potworne ukłucie żalu. Uświadomił sobie, że minie wiele czasu zanim ponownie będą mogli być ze sobą tak blisko. - Od lat nie rozstawaliśmy się na dłużej niż kilka dni – wyszeptała Ginny wtulając się w ramiona męża – Nie umiem się z tobą żegnać. - Nie musisz, kochanie – wyszeptał Harry wycierając dłonią jej policzki mokre od łez – Będę codziennie zaglądał do was przy użyciu sieci Fiuu. Prawie nie zauważysz, że mnie nie ma. Ginny nic nie odpowiedziała. Wtuleni w siebie siedzieli tak przez dłuższą chwilę. Ciszę przerywały tylko krople deszczu uderzające w parapet. Po przekazaniu swoich obowiązków służbowych Ronowi, Harry udał się do Departamentu Kontroli Nad Magicznymi Stworzeniami. Opowiedział o podejrzeniach Charliego, dotyczących nielegalnej hodowli i krzyżowania smoków. Amos Diggory obiecał osobiście zająć się tą sprawą. Koło południa Harry spotkał się z Ministrem Magii, aby osobiście poinformować go o sytuacji w Forkswiev. - Nie mam tu już nic do roboty – oznajmił markotnie, kiedy wrócił do swojego gabinetu. Ron siedział za biurkiem wertując stronice Proroka Codziennego. - Nie martw się, wszystkim się tutaj zajmę – oznajmił Ron głaszcząc plakietkę z napisem „SZEF”, którą zabrał z biurka Harry'ego. Na jego twarzy gościł złośliwy uśmieszek. - Tylko za bardzo nie wczuj się w rolę – odrzekł rozbawiony Harry ściskając dłoń przyjaciela – Zamierzam jeszcze tutaj wrócić. Po opuszczeniu Ministerstwa Magii Harry aportował się w swoim domu. Przekąsił indyka, którego resztki znalazł w lodówce. Spakował swoje rzeczy w dawny szkolny kufer. Na szczycie plątaniny książek, skarpetek, bielizny i szat położył Mapę Huncwotów. Zszedł do kuchni po zdjęcie rodziców. Z salonu zabrał żerdź, na której zwykle siedział Płomyk. - Dobrze, że nie muszę tego wszystkiego transportować miotłą – westchnął sam do siebie chowając zdjęcie w kufrze. Odesłał swoje rzeczy do Hogwartu i zszedł na dół. W komórce pod schodami udało mu się wygrzebać dawno nie używaną miotłę. Wyszedł przed dom. Obrócił się na krótko by rzucić na niego ostatnie spojrzenie. Poczuł narastającą tęsknotę i rozgoryczenie. Zasiadł na miotle i w ułamku sekundy wystrzelił w powietrze. Nim się obejrzał szybował wysoko nad ziemią. Pęd mroźnego powietrza zdmuchiwał mu włosy z czoła. Na całym ciele czuł lodowate krople deszczu. Spojrzał w dół i dostrzegł maleńkie domy i samochody majaczące w oddali. Po godzinie spędzonej w powietrzu, zaczął obniżać lot. Kwadrans później jego nogi stanęły na rozmokłym wrzosowisku. Był na miejscu. Słońce zaczynało ustępować miejsca Księżycowi. Momentalnie zrobiło się ciemno. Deszcz ustał, ale nadal hulał zimny wiatr. Harry był przemoknięty do suchej nitki. Jednym machnięciem różdżki osuszył swoje szaty. Rozejrzał się po okolicy. Nie było nikogo. Zszedł ostrożnie z mokrego wrzosowiska na udeptaną ścieżkę. Mroźny wiatr kąsał jego twarz. Po chwili marszu znalazł się na wąskiej, zasypanej liśćmi ulicy. Po obu stronach stał rząd domków. W każdym paliły się światła. Idąc w ciszy ulicą mijał zmarzniętych przechodniów. Gdy dotarł do placu, zobaczył niknący w ciemnościach pomnik wojenny. Wokół placu było kilka sklepów, poczta, pub i mały kościół. Teraz ledwie widoczne w gęstniejącym mroku. Harry ruszył w kierunku kościoła. Kiedy mijał pomnik wojenny, obelisk zamienił się rzeźbę przedstawiającą jego rodziców z niemowlęciem na ręku. Rzucił na niego krótkie spojrzenie i kroczył dalej. Po chwili znalazł się na cmentarzu. Mijał kolejne nagrobki spowite w ciemnościach. - Lumos! - mruknął wyciągając przed siebie różdżkę, by oświetlać sobie drogę. Po dłuższej chwili dotarł na miejsce. Jego oczom ukazał się nagrobek z białego marmuru. Widniały na nim daty narodzin i śmierci jego rodziców. Wpatrywał się przez chwilę w lśniące napisy. Milczał. Przez jego głowę przelatywały obrazy z przeszłości. Nieliczne wspomnienia dotyczące rodziców. Widział matkę machającą do niego ze zwierciadła Ain Eingarp... Zobaczył widmo ojca, które wyłoniło się z różdżki Voldemorta podczas Priori Incantatem... Przypomniał sobie roześmianą twarz nastoletniego Jamesa ze wspomnień

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych