Wróć do katalogu

Highway

Opowiadanie drogi.

S37h, opublikowano , 12 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

- Z dwadzieścia dwa w trzynastkę i za kilka mil będzie zajazd. Tankuje pan? - Tak. Do pełna poproszę. Frank podał wysokiemu murzynowi w niebieskim kostiumie kluczyki i skierował się na stację. Mała budka świeciła pustkami. Wóda! „To to co jest najbardziej potrzebne kierowcy, w naszych czasach nikt już nie je i nie pije niczego co nie ma procentów” oczywiście nigdy nie powiedziałby tego na głos, nawet tej grubej małolacie za ladą. Nie, Frank taki nie był, podszedł do kasy i położył na ladzie trzy Snickers’y i butelkę „indyka”, dorzucił do tego jeszcze parę banknotów, żeby wystarczyło na benzynę i wyszedł bez słowa. Niebieski murzyn właśnie dokręcał korek od baka. - Wybiera się pan do Millwall? - Tak. - Na wakacje? Słyszałem, że mają tam niezłe widoki. Chodzi pan po górach? - Do widzenia – zakończył Frank i wsiadł do samochodu. Odpalił starego Forda swojego ojca i ruszył w stronę „trzynastki”

Motel był największą dziurą jaką Frank kiedykolwiek w życiu widział. Nie to żeby widział dużo ruder, ale wydawało mu się, że właśnie w ten sposób należy myśleć o takich miejscach. Pierwsze kroki postawił w budce z krzywo przybitym napisem „recepcja”, przywitał go facet wyglądający na jakieś 140 lat. Bez zbędnych ceregieli i wdawania się w niepotrzebne konwersacje o pogodzie podał mu klucz do pokoju 16. Frank mu się nie dziwił, dziadek miał jeszcze może ze trzy zęby i mówienie chyba nie było jego ulubioną czynnością. „Boże, dzięki Ci za takich ludzi… i za próchnicę. Czyli ci wszyscy mędrcy wygłaszający kazania na temat stworzeń bożych które są nam potrzebne mieli rację. - Mamusiu po co Pan Bóg stworzył te ohydne komary? - Córeczko, jeśli Pan coś stworzył to znaczy, że jest to potrzebne, nawet jeśli tego nie rozumiemy”. Frank zrozumiał. Przestał wierzyć w Pana od kiedy wyhodował własny rozum, jednak nikomu o tym nigdy nie powiedział, mało tego, razem z Betty od czasu ich ślubu co tydzień chodzili do kościoła. Na razie odpuścił sobie wizytę w pokoju, bał się, było na to jeszcze zbyt jasno, miał za dużo czasu żeby się rozmyślić. Jadalnia była pusta, nie zauważył też żadnej kelnerki więc, po cichu usadowił się przy jednym ze stolików. Wyjął paczkę papierosów i zapalił jednego. Kiedy gasił niedopałek po kelnerce ciągle nie było śladu. W tym momencie Frank po raz trzeci w życiu poczuł się naprawdę wkurwiony. Jego pierwszy raz był gdy wracając z kościoła chłopaki z 6 klasy wrzucili go w zaspę śniegu. Miał wtedy koło 9 lat. Gdy wrócił do domu jego ojciec sprał go pasem do ostrzenia brzytwy. To byłoby jeszcze nic bo ojciec prał go często, ale kilka tygodni wcześniej razem z ojcem ustalili pewne zasady zadawania kar cielesnych. Niezależnie od tego co Frankie przeskrobał dostawał tyle batów, jaki obecnie dzień pokazywał kalendarz. Przykładowo gdyby zabił kota sąsiadów pierwszego to dostałby raz, ale wtedy był 29 stycznia i mały Frankie za niewinność zebrał 29 pasów. Nie pamiętał już jak długo bolała go dupa, ale był pewien, że długo. Wtedy Frank poznał to wspaniałe uczucie. Wściekłość. Zamknięty w swoim pokoju dławiąc się łzami z twarzą wciśniętą w poduszkę zabijał swojego ojca w myślach na sto różnych sposobów. Drugi raz był u dentysty. Skurwiel obiecał, 14-letniemu wtedy Frankowi, że nic nie zaboli. Bolało jak skurwysyn. Frank potraktował go tak samo jak ojca za pierwszym razem. Ale teraz było inaczej. Frank miał 34 lata i nie musiał się bać, ani ojca, ani dentysty, złapał za popielniczkę i rzucił nią przed siebie. Minęła chwila, potem kolejna. Nic się nie wydarzyło. Ojciec się nie pojawił, kelnerka też, nikt go nie wyrzucił z baru. Frank wstał i poszedł po popielniczkę, podniósł ją z ziemi i wrócił na swoje miejsce. Zapalił kolejnego papierosa.

Kelnerka w końcu się pojawiła, podała Frankowi kartę dań, a on zamówił hamburgera bez pomidora i frytki. Palił jednego papierosa za drugim, czekając na posiłek. W domu nigdy nie mógł palić, Betty zabiłaby go i wyrzuciła z na zbity pysk jego truchło żeby gniło na obsranym trawniku sąsiada, więc gdy tylko wyjechał z miasta zatrzymał się na najbliższej stacji i kupił wagon Marlboro. Po jakiś 20 minutach Frank w końcu dostał swojego hamburgera. Był głody jak sam skurwysyn, ekscytacja nie dała mu przełknąć nic od samego rana, ale teraz podniecenie trochę opadło i odezwały się potrzeby fizyczne. Zachłannie wgryzł się w kanapkę i momentalnie wypluł wszystko na stół. - Ty głupia dziwko! –wybuchnął plując jeszcze hamburgerem – mówiłem, że miało być bez pomidora! Kelnerka zaniemówiła, przez chwilę patrzyła tępo na Franka po czym rozpłakała się i uciekła za ladę i do kuchni. Frank zepchnął kanapkę z talerza i zostawił 5 dolarów. Zabrał frytki. Musiał coś zjeść.

Pokój nie był taki zły jak się obawiał. Miał łóżko, telewizor i sracz. Więcej Frankowi tej nocy nie było trzeba. Nigdy nie miał głowy do alkoholu, zawsze chciał, ale nigdy nie miał. W liceum kumple zawsze go za to wyśmiewali. W sumie nie miał im tego za złe, z Frankiem po prostu nie dało się dobrze bawić, wypijał dwa piwa i ktoś musiał go na plecach eskortować do domu. Jednak tym razem wypił prawie całą butelkę whisky i udało mu się zatrzymać to w żołądku. Wstawał z kacem, ale dumny. Pod prysznicem naszły go nagłe wyrzuty sumienia. Postanowił przeprosić kelnerkę, zachował się jak świnia, mógł realizować swój plan bez krzywdzenia tej biednej dziewczyny. Od razu po porannej toalecie wymeldował się z pokoju i ruszył na śniadanie. Kelnerki nie było, śniadanie podała mu inna dziewczyna, nie mógł na nią czekać więc z przepraszania nici.

- Betty? - Frank? Gdzie jesteś? - Pół dnia drogi od Los Angeles skarbie, zatrzymałem się w przydrożnym motelu. - Frank co ja ci mówiłam o tych miejscach? Miałeś znaleźć jakieś miasteczko na nocleg, a nie spać w tych zapyziałych dziurach. Twoja matka miała rację, nie można cię na chwilę spuścić z oka. - Kotku, myślałem, że dam radę jechać w nocy bez przystanku, ale kolo

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych