Historia pewnej miłości...
Historia pewnej miłości...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
I.
Szła wolno przypatrując się koronom drzew. O tej porze roku drzewa wyglądały wspaniale. Niby dostojne księżne w migocących diademach. "Ach, jakbym chciała być na ich miejscu" - rozmyślała - "trwać, nie podlegając przemijaniu." Gdy kontemplowała na ten temat, usłyszała głos - Uważaj! Odwróciła się w stronę głosu. Było już za późno. Nieznajomy nieumiejętnie ustawił rower i teraz zarówno on, jak i dziewczyna wylądowali w śniegu. - Co ty sobie wyobrażasz! - krzyknęła Basia próbując wstać -Przepraszam - odparł skruszony - widzisz...ten mój rower jest bardzo wysłużony i cóż...nie działają w nim ani hamulce ani dzwonek. - Ja mogę się przeziębić! - histeryzowała - a nie, przepraszam, właściwie to już jestem przeziębiona. Chciałam urządzić sobie mały spacer w celu zregenerowania sił, a widzę, że moje zdrowie jeszcze się pogorszy! -Naprawdę cię przepraszam - rzekł młodzieniec lekko rozbawiony - przecież nie zrobiłem tego naumyślnie. Blondwłosa nastolatka podniosła się z godnością, wytrzepała ubranie. Podniosła na niego swe szare oczy, które pałały gniewem i żalem. -Może dałabyś się namówić na kawę? Zrekompensowałbym twe straty...moralne. -Bardzo śmieszne - parsknęła dziewczyna - tak, mógłbyś mnie zaprosić do kawiarni. Przynajmniej zdołałabym jakoś się ogrzać. -Znam doskonałą kawiarenkę. -Chodźmy więc - podniósł rower, poprawił włosy - tak na marginesie, mam na imię Andrzej - wystawił dłoń w puchowej rękawicy. -Basia - przedstawiła się dziewczyna i przyjrzała się Andrzejowi. Miał ciemne włosy, ciepły uśmiech, iskry w brązowych oczach. Był bardzo wysoki. Szli w milczeniu. Po kilku minutach ich oczom ukazał się mały budynek. - To tutaj. Wiem, że nie wygląda zbyt okazale na zewnątrz, jednak w środku jest niesamowicie nastrojowo. I ciepło, oczywiście. Rzeczywiście było tam bardzo przytulnie. Kominek tlił się ciepłymi płomieniami, wszędzie roznosił się przyjemny zapach wędzonki. Blisko paleniska poustawiane były stoliki wraz z drewnianymi krzesłami. -Prawda, że miło? -Tak, miałeś rację. - przeniosła na niego łaskawszy wzrok - przynajmniej gust masz nienaganny. Zajęli miejsce w przyjemnym kącie. Basia zamówiła gorącą czekoladę, Andrzej kawę. -Jest mi teraz głupio - wyznała dziewczyna. - nie potrzebnie wpadłam w gniew. Ostatnio jestem troszkę rozdrażniona. -Ależ już się nie gniewam - uśmiechnął się - z resztą, to była ewidentnie moja wina. Chyba muszę poważnie się zastanowić nad zamianą roweru na nowszy model. -Radziłabym. - zaśmiała się. Basia spędziła nieoczekiwanie miło czas z chłopakiem. Okazał się błyskotliwy i inteligentny. Zupełnie nie przypominał tego fajtłapy w wielkiej czapie, szaliku i grubych rękawicach. W dobrym nastroju wracała do domu.
II.
Basię niestety po raz kolejny nawiedziła melancholia. Nie lubiła takiego stanu u siebie. Była przygnębiona i matowym wzrokiem przypatrywała się płatkom śniegu opadającym na dachy niczym milion gwiazd. Chwyciła za słuchawkę. Miała ochotę porozmawiać z przyjaciółką. Cóż za ironia losu! Przecież nie miała żadnej bratniej duszy. Wizualizowała siebie przed telewizorem i ogarnęła ją ogólna niechęć do świata. Nagle zadzwoniła jej komórka przerywając dekadenckie rozmyślania - Słucham? - odezwała się ponuro - Witaj! - usłyszała spokojny, ciepły głos po drugiej stronie linii. - O witaj, Andrzeju! - powiedziała zdecydowanie weselszym tonem. - Widzisz, poznałaś mnie - szczerze się ucieszył. - Jak mogłabym nie poznać skutecznego tępiciela mojego zdrowia - zażartowała - Jesteś chora? - Och nie, żartuję - sprostowała - wszystko w porządku. - Słyszę, że nie jesteś w dobrym humorze. Czy byłbym w stanie poprawić twój nastrój wspólną przechadzką wśród mrozu? Później tradycyjnie wpadlibyśmy gdzieś na kawę. - Z ochotą przystaję na twoją propozycję. Chłopak zjawił się pod jej domem niespodziewanie szybko. Gdy ujrzał Basię jego twarz rozświetliła się blaskiem. Dziewczyna znalazła wreszcie partnera do rozmowy. Szczerze mówiąc z nikim innym nie poruszała…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Zwyczajnaja
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…