Historia pewnej znajomości - Rozdział 2
Jak Xii spotkała Caryskę i co z tego wynikło :)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Rozdział 2 CIĄG DALSZY NIESPODZIANEK NA SZLAKU
Podróż upływała spokojnie wśród kurzu suchej, polnej drogi, którą toczył się wóz z kasztanami, monotonnie skrzypiąc i trzeszcząc w takt wybijany końskimi kopytami. Xiitane, która według zapowiedzi Carys, już całkiem przypominała murzyniątko, z braku innego zajęcia zaczęła gwizdać do taktu. Milo ciekawie wychylił łebek ze swej "kryjówki" i zawtórował elfce basem swojego "kra kra". "Ale kakofonia" pomyślał Arew, zatykając sobie uszka łapkami. "Czy Xii zawsze musi dmuchać to beznadziejne bolero?!" Na domiar złego Carys, która po ostatnim incydencie wyglądała na bardziej wściekłą niż stado rozjuszonych os, nagle odzyskała dobry humor i zaczęła coś podśpiewywać na własną nutę. Biedny Arew... - Hej, a może coś żywszego? To szybciej zajedziemy! - zawołała nagle, zatrzymując wóz. - Na razie to my stoimy - zauważyła Xiitane. - A co pani proponuje? - Ee... No... Liczyłam na pani propozycje, bo moje się już oklepały - odparła beztrosko Carys. - "Miała baba koguta, koguta"... - krakną nagle Milo, co Arew skomentował nader burkliwie: - Oryginał jest beznadziejny, moje drogie śniadanko. I nie koguta, tylko kruka! Chyba, że zamierzasz zmienić się w drób! (Ja nie miałbym nic przeciwko.) - Nie zamierzam - Milo nastroszył piórka. - To zaleta być krukiem! - Oskubanym krukiem - uściślił kot i zachichotał. - Wypraszam sobie! To ciebie chyba tępą brzytwą obcinał pijany fryzjer, skoroś taki postrzępiony! - Ja jestem rasowym kotem! - obruszył się Arew i nastroszył wąsy. - Z rodowodem! Ty jesteś taki pospolity... Xiitane i Carys popatrzyły po sobie ze zdziwieniem. - Widzę, że Miluś postanowił się zaprzyjaźnić z pani kociakiem - westchnęła pani Velmondo. - No to będzie wesoło... - Robię, co mogę, bo ty ani palcem nie ruszysz! - Bardzo towarzyski ten pani kruk - Xiitane przytaknęła z uznaniem. - Ale długo nie wytrzyma z takim zrzędą jak Arew. - Zrzędą?! - Arew wytrzeszczył oczka. - Czy ja coś mówiłem? A poza tym czyją ty włściwie trzymasz stronę, co? - Ee... Staram się być neutralna. Czy możemy już ruszyć? - Jasne - odparła Carys i trzasnęła bacikiem. Koń tylko odwrócił łeb, machnął ogonem i parsknął na znak protestu. - No Bri, jedziemy. Nie rób numerów! - Czy coś nie tak? - zapytała Xiitane. - Mój koń właśnie postanowił uciąć sobie drzemkę - spokojnie poinformowała Carys. - Jak to , postanowił? To chyba od pani zależy kiedy może spać, a kiedy nie! - Też racja - Carys groźnie zmarszczyła brew i popatrzyła na konia. - No stary, jeszcze pięć mil i będziemy w domciu. Koń ani drgnął. - To jest żałosne. Milo, zostały nam jeszcze jakieś marchewki? - Marchewki?! - Xiitane zrobiła nic nie rozumiejącą minkę. - To koń na diecie. Je tylko marchewkę, popija świeżą wodą. Odrobina owsa od święta. Na trawę w ogóle nie patrzy. - Aha. Nie wiedziałam. Milo tymczasem pobaraszkował w torbie podróżnej swej pani i wyciągnąwszy stamtąd warzywko, zakrakał radośnie. Carys przywiązała sznurkiem marchewkę do bacika i podsunęła pod nos Briego. - Tylko niech się pani mocno trzyma - ostrzegła. Xiitane nawet nie zdążyła zapytać o powód, gdy nagle koń zarżał radośnie i zerwał się do galopu. Podróżnych rzuciło do tyłu a rozklekotany wóz chyżo pomknął po wyboistej drodze. Elfka cicho pisnęła, gdy na jednym z zakrętów wóz omal nie wypadł z traktu a ona sama pokoziołkowała ze swego miejsca w kasztany. - O rety! Ale jazda! - zawołała, kurczowo chwytając się oparcia. Nieszczęśliwy Arew niestety nie podzielał jej zachwytu, gdyż sam zaczął mieć objawy choroby morsko - lokomocyjnej. Nagle wóz zastopował i pasażerowie pięknym saltem "polecieli" dalej. - Co się stało? - zapytała Xiitane, podnosząc się z ziemi i rozcierając nos. - Koń zjadł marchewkę - odparła Carys. - I stwierdził, że może dalej spać? - Nie, po prostu zjadł marchewkę. Ma niezły refleks. - to nie na moją głowę! - jęknęła Xiitane. - Najpierw spotykam jakiegoś demona, który robi mi awanturę o wyskubany, półzdechłe drób, a na dodatek ma konia, który żre marchewki! - Pani ma do mnie pretensje? - Nie, ja już jestem załamana - Xiitane z rezygnacją usiadła na swoje miejsce na wozie. - Niech się pani nie przejmuje. Jak przyjedziemy to postawię pani kawę na koszt firmy. - Obawiam się, że mała czarna nic tu nie wskóra. Ale dziękuję za dobre chęci. Jeszcze nikt nie postawił mi kawy. To miłe z pani strony. Carys tylko pokręciła głową. - Mnie nie jest tak miło. Dla mnie dopiero zacznie się horror. - Jak to? - Teraz zaczyna się najgorszy odcinek drogi. - Nie rozumiem... - Zaraz pani zobaczy - odparła Carys, wskakując na wóz i trzaskając bacikiem na konia, który po raz kolejny odwrócił łeb, zapewne licząc na to, że dostanie kolejną marchewkę. - No staruszku! Wio! Dostałeś już swoją dolę! Koń wstrząsnął grzywą i zarżał głośno. - Przypominam, że jesteś na diecie! Bri pokopał kopytem ziemię i niemrawo ruszył do przodu, a za nim wóz z czterema pasażerami i tysiąc pięciuset sześcioma kasztanami. Droga w tym miejscu wpadała w leśne gąszcze i podróznicy mogli nieco nacieszyć się miłym chłodkiem, jako że słońce na niebie sięgnęło już zenitu i zaczęło przypiekać niemiłosiernie. Nawet ciągle narzekający Arew odczuł pewnego rodzaju ulgę, choć jeszcze nie tak dawno marudził, że osiadająca na liściach rosa moczy jego futerko. Delikatnie wskoczył na kolana swej pani i zwinąwszy się w kłębek zaczął
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil carys
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…