Wróć do katalogu

Honor i miłość

Historia o młodym rzymskim żołnierzu którego życie i wartości moralne uległy przewartościowaniu pod wpływem .... żeby dowiedzieć się więcej zachęcam do lektury

Kasiarinka25, opublikowano , 1 godz. 14 min czytania, 4,7 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Przez wąskie okno lochu sączyła się leniwie wątła strużka światła. Było bardzo duszno i parno. W przepełnionym więzieniu brakowało świeżego powietrza. Pomarańczowa smuga zachodzącego słońca padała teraz na twarz śpiącej dziewczyny. Była brudna, jej przetłuszczone i posklejane od potu i pyłu włosy opadając na twarz przez chwile osłaniały przed drażniącym oczy blaskiem słońca. Takich jak ona w tym miejscu było kilkadziesiąt osób, a w całym więzieniu nawet kilkaset. Wszyscy byli na skraju wycieńczenia: głodni, spragnieni, brudni, niektórzy lżej, a inni ciężej ranni. Każdego krępowały żelazne łańcuchy, których obręcze zaciśnięte były na obu ramionach i nogach. Wiele ich łączyło: narodowość, czasem nawet ta sama krew płynąca w żyłach, przegrana walka z najeźdźcą. Ta ostatnia cecha niewątpliwie łączyła wszystkich tych nieszczęśników. Nie wiedzieli, co ich czeka. Jedynie ci, którzy byli poważnie ranni wiedzieli, że ich jedyną i zarazem ostatnią drogą jest droga na spotkanie ze śmiercią. Więźniowie byli tu od trzech dni. Wielu spośród tych słabszych lub po prostu chorych i rannych już opuściła cele. Ci którzy jeszcze żyli w chwilach słabości pragnęli śmierci, byleby tylko móc się wyrwać z tego okropnego miejsca. Słońce już zachodziło, a pomarańczowe języki wpadające przez okno zdawały się zmieniać barwę na krwawą. W pewnym momencie ostre promienie utorowały sobie drogę przez czuprynę śpiącej dziewczyny i padły na jej przymknięte oczy. Otworzyła je powoli wyrwana ze snu. Podniosła głowę próbując uniknąć oślepiających promieni. Popatrzyła na cele. Żal ściskał jej serce na widok tylu biednych i cierpiących ludzi. Najeźdźcy nie oszczędzili nikogo. W tym zdawałoby się zapomnianym przez Boga miejscu nie brakowało dzieci tulących się do swych najbliższych, lub z przestrachem patrzących po innych, były kobiety, mężczyźni oraz osoby starsze. Przy żelaznych, okratowanych drzwiach stali na straży dwaj rzymscy żołnierze. Byli zadbani, syci, wspaniale ubrani, zadowoleni. Nie wiedzieli, co czuli pilnowani przez nich ludzie, wręcz ich to nie obchodziło, gardzili nimi. Nagle rozległ się stukot sandałów. Ktoś schodził do tej części więzienia. Odgłos kroków nasilał się. Po chwili obok żołnierzy stanął młody mężczyzna. Ci wyprężyli się jak struny salutując mu i uważnie słuchali jego słów. Mówił półgłosem, wskazując na więźniów. Po chwili podał wyższemu z żołnierzy jakiś papier. Tamten rozerwawszy pieczęć szybko przeczytał list. Skinął głową i coś powiedział do podwładnego, a tamten zaczął otwierać więzienie. Klucz zgrzytnął w zamku i drzwi z jękiem się otworzyły. Młoda kobieta cały czas przyglądała się przybyszowi. Był barczysty, lekko umięśniony, miał mocno zarysowany podbródek, orli nos i kruczoczarne, krótkie, lekko kręcone włosy. Wszedł do celi. Większość pojmanych nie zwracało na niego uwagi. Część drzemało z głowami spuszczonymi na piersi, inni byli zbyt wyczerpani by podnieść głowy, jeszcze inni, choć nieliczni patrzyli na niego z lękiem i przestrachem. Mężczyzna podchodził do kobiet, oglądał je, niektóre dotykał dłonią po twarzy chcąc zbudzić, lub sprawdzić delikatność skóry. Ale do tej pory nie znalazł tego, czego szukał. Odkąd tu wszedł towarzyszyło mu niejasne uczucie, że ktoś go obserwuje. Czuł na sobie czyjś wzrok, nie pozwalało mu się to skupić. Odchodził właśnie od kolejnej kobiety, kiedy nagle podniósł wzrok i szybko omiótł nim całą celę. Niewiasta nie zdążyła odwrócić spojrzenia. Ich oczy przez chwilę się spotkały. On, gdy tylko ją ujrzał ruszył ku niej. Orzechowymi oczyma wręcz ją pożerał. Nareszcie znalazł to, czego szukał. Nie przeszkadzało mu to, iż teraz jest brudna i odpychająca. Wiedział, że gdy tylko będzie właściwie prowadzona odzyska dawną urodę, której zaledwie cień teraz pozwolił mu na natychmiastową decyzje: to ją właśnie wybiera. Ona wystraszona, widząc, że zdąża ku niej opuściła głowę na pierś i przymknęła oczy. Bała się. Oddychała niespokojnie wyrzucając sobie, że poprzez swoje głupie zachowanie sprowokowała los. Młody żołnierz był już przy niej. Ujął ją delikatnie za brodę i podniósł do góry jej głowę. Otworzyła oczy. Teraz patrzyła na niego i dzieliło ich tylko kilka centymetrów. Jej pierś falowała w niespokojnym oddechu. Strach zaglądał w niebieskie oczy, a twarz strasznie pobladła. On przyglądał się jej spokojnie, uśmiechał się głaszcząc policzek. - Jak ci na imię?- usłyszała po chwili ciepły męski głos. Milczała, ponieważ nie zrozumiałą tego, co do niej powiedział. Patrzył na nią z zaciekawieniem, a uśmiech nie znikał z jego twarzy. No tak- powiedział sam do siebie, a może do stojących nieopodal żołnierzy- Nie rozumiesz, bo i skąd masz znać łacinę. Pogłaskał ją po policzku, odwrócił twarz i rzekł do żołnierzy: - Rozkuć tę dziewczynę, to ją wybieram. Niższy ze strażników uwolnił ją z kajdan. Kiedy te opadły, dziewczyna będąc wycieńczona po trzech dniach spędzonych w takich warunkach upadła. Nogi odmówiły jej posłuszeństwa. Teraz wcale nie pragnąc tego klęczała przed człowiekiem, który polecił ją uwolnić. Ten zaśmiał się cicho. Wskazał na nią palcem i zwrócił się do żołnierzy: - Podoba mi się, od razu pada do stóp swemu panu. Znów cicho się zaśmiał, a żołnierze mu zawtórowali. Po chwili patrząc na nią powiedział ostro i stanowczo : -Wstawaj! Niewiasta, pomimo że znów nie zrozumiała tego, co mówił po tonie i gestykulacji domyśliła się, czego oczekuje od niej mężczyzna. Próbowała się ponieść, ale pomimo zebrania wszystkich sił nie zdołała tego uczynić. Bezradnie, z lękiem w oczach patrzyła na niego. Przyszły pan popatrzył na nią, by po chwili chwycić za włosy i unieść ją. – Auuua, boli, boooli - z jej ust wyrwała się skarga, a oczy zaszły łzami. Młodzieniec uśmiechnął się lekko na wspomnienie tego wyrazu. Ileż to razy podczas bitew słyszał to słowo w tym języku, w jej języku. Bardzo mocno wryło mu się w pamięć. Po chwili była już na nogach. Stała niepewnie, nogi drżały, patrzyła na niego z bólem i przerażeniem. Ten dopiero teraz zrozumiał, że to nie krnąbrność niewolnicy nie pozwalały jej spełnić jego polecenia, lecz wycieńczenie. Przytulił ją mocno do siebie, tak, że teraz cały ciężar jej ciała spoczywał na jego piersi. Dopiero teraz poczuł jak bardzo była zimna. Pogładził delikatnie jej włosy. Jeden z żołnierzy podszedł do niego: - Panie ona jest bardzo słaba, nie przetrzyma długo w tych warunkach, wybierz lepiej inną. Jakby na potwierdzenie jego słów młody człowiek poczuł, że dziewczyna coraz bardziej mu ciąży. Spojrzał szybko na nią: głowa zwisała przez ramię, a całe ciało leżało bezwładnie- zemdlała. Położył ją delikatnie a zarazem szybko na ziemi, zdjął swój płaszcz i owinął nim chłodne ciało dziewczyny, poczym ostrożnie wziął ją na ramiona. Ruszył ku wyjściu i opryskliwie odpowiedział żołnierzowi: - Lepiej dla Ciebie, jeśli przeżyje!!! Na Jowisza!!! Nie chciej się dowiedzieć, co się z tobą stanie, jeśli będzie inaczej!!! Nie patrząc na niego szybko opuścił więzienie. Dziewczyna nadal nie odzyskiwała przytomności. Dopiero świeże chłodne powietrze, które omiotło ich, gdy wyszli z budynku obudziło ją. Delikatnie podniosła powieki, a zobaczywszy jego twarz szybko je przymknęła. Żołnierz to zauważył, ale nie miał jej tego za złe. Delikatnie odgarnął włosy z jej czoła, uśmiechnął się i powiedział w jej ojczystym języku: śpij malutka, spokojnie śpij. Ona wyczerpana nawet bez jego polecenia już wędrowała po krainie snów, podczas gdy on kluczył po uliczkach niosąc ją do swego domu. Tyle, co wzeszłe gwiazdy rozświetlały niebo i uliczki pewnie prowadząc do celu. Po chwili stał przed swoją willą gdzie czekali niewolnicy. Ujrzawszy pana pragnęli mu pomóc, ten jednak nakazał im przygotować posiłek i zanieść go do jego sypialni, mówiąc, że sam się zajmie nowym, drogim nabytkiem. Po tych słowach skierował się do swojej komnaty, gdzie sypiał. Wszedł do ogromnego pokoju, położył dziewczynę na łożu i przykrył ciepłymi skórami. Ta już twardo spała. Popatrzył na nią przez chwilę, westchnął i niemal szeptem powiedział: od jutra zaczynasz całkiem nowe, nieznane ci chyba życie. Podszedł do okna, popatrzył na gwiazdy i uśmiechnął się sam do siebie. Po chwili rozległo się pukanie do drzwi. Młodzieniec nie chcąc budzić wyczerpanej dziewczyny szybko podszedł do drzwi i otworzył je. Odebrał od niewolnika jedzenie i polecił mu przekazać reszcie domu, iż pan jest zadowolony i z tego powodu wszyscy mogą najeść się do syta, a potem mają udać się na spoczynek by jutro mu dobrze służyć. Niewolnik upadł na kolana dziękując za dobroć. - Dobrze już dobrze, idź, bo jeszcze gotów jestem się rozmyślić – powiedział cicho śmiejąc się. Murzyn uśmiechnął się lekko i odszedł. Mężczyzna zjadł posiłek, zamknął dokładnie drzwi i już miał się kłaść na spoczynek, gdy coś mu się przypomniało. Wstał z łoża, które stało przy oknie niedaleko tego, na którym leżała dziewczyna podszedł do niej i związał jej ręce w nadgarstkach, obwiązał je długą liną, a jej końcem oplótł swoją dłoń. ,, To tak na wszelki wypadek’’ pomyślał i położył się spać. Zanim zmorzył go sen stwierdził, że to niedorzeczne żeby ta wycieńczona dziewczyna próbowała uciec,skoro nawet nie obudziła się, gdy krępował jej ręce … ,, Ale wszystko jest możliwe’’- usprawiedliwiał się w myślach. Po kilku minutach zasnął. Noc minęła spokojnie. Młody mężczyzna obudził się wczesnym rankiem. Po porannej toalecie i śniadaniu usiadł na łożu i patrzył na śpiącą piękność. ,, Biedaczka musiała być bardzo zmęczona ’’- pomyślał. Postanowił zaczekać aż się przebudzi. Dziewczyna spała jeszcze około dwóch godzin. Było już południe, kiedy się obudziła. Otworzyła powoli oczy i rozejrzała się po pokoju. Był bardzo duży, słoneczny po prostu piękny. Jej wzrok dotarł do okna, przy którym stał mężczyzna, ten sam, który wczoraj zabrał ją z więzienia. Popatrzyła na nadgarstki skrępowane liną i zobaczyła, że jej koniec trzyma stojący w oknie młodzieniec. Usiadła na łożu patrząc na ręce i na mężczyznę, który widząc, że się obudziła podszedł do niej i usiadł na skraju łóżka. Uśmiechnął się delikatnie. Ona patrzyła niepewnie na niego i na więzy. Po chwili popatrzyła prosto w jego oczy i powoli, drżącym głosem poprosiła: - Rozwiąż mnie proszę. Powtórzyła to kilka razy. Młodzieniec nie zareagował, nawet nie drgnął, a twarz miała ten sam wyraz, co przed prośbą nowej niewolnicy. Ona jednak nie przestawała cicho powtarzać błagania cały czas patrząc na obcego mężczyznę. Widziała w jego oczach, że ją rozumie. Postanowiła nie przestawać, pomimo że się bardzo bała. Żołnierz milcząc przesunął grzbietem dłoni po jej policzku. - Masz taką gładką skórę- powiedział cicho uśmiechając się. Popatrzyła na niego z lękiem nie rozumiejąc, co przed chwila powiedział, ale widząc uśmiech na jego twarzy uspokoiła się i znowu powiedziała: - Proszę ……… - Dawno nie dotykałem czegoś tak cudownego- powiedział znowu po łacinie nie zwracając uwagi na jej usilne prośby. - Przecież nie znam miasta, nie mam gdzie uciec – mówiła cicho. Dłoń mężczyzny przesunęła się na szyję dziewczyny i lekko zacisnęła. Twarz wykrzywiła się w grymasie nagłej złości. Najwyraźniej cierpliwość młodego człowieka uległa wyczerpaniu i zaczęły drażnić go śmiałe nalegania dziewczyny. Z jej ust wydał się cichy jęk, twarz pobladła, z trudem łapała oddech jak ryba wyciągnięta z wody. Patrzyła błagalnie na żołnierza. Ten widząc jej przerażenie rozluźnił uścisk. Puścił ją i podszedł do stołu, z którego zdjął dzban wody. Najpierw sam pił chciwie. Ona spuściła wzrok i patrzyła na podłogę. Bardzo doskwierało jej pragnienie. Po chwili siadł obok niej na łóżku, a dzban postawił na kamiennej posadzce. Zaczerpnął wody w miseczkę splecioną z rąk i przybliżył do jej twarzy. Dziewczyna podniosła wzrok, popatrzyła na niego i na wodę. - Pij- powiedział łagodnie prawie czystą greką. Nie wahała się już dłużej, za bardzo była spragniona. Szybko opróżniła naczynie jakby się bała, że młody człowiek rozmyśli się. Ten znowu zaczerpnął wody i przybliżył do jej ust. - Powoli, zakrztusisz się – powiedział ciepło. Teraz nabrała pewności, że ten, który wziął ją z więzienia zna jej ojczysty język lub przynajmniej podstawowe zwroty. Piła wolniej spokojniej. Jeszcze kilka razy w ten sposób nasyciła spierzchnięte wargi wilgocią czując ulgę. W końcu całkowicie zaspokoiła pragnienie. - Dziękuję - zwróciła się do mężczyzny, który znów czerpał wodę z dzbana. Usłyszawszy to rozplótł ręce pozwalając wodzie spływać po palcach do naczynia. Uznał, że dziewczyna dziękując mu, równocześnie daje do zrozumienia, że nie odczuwa już pragnienia. Uśmiechnął się sam do siebie myśląc, że to najwyższy czas, gdyż w dzbanie zostało już niewiele wody. Otrzepał ręce z resztek życiodajnego płynu i zwrócił się do dziewczyny patrząc na nią: - Jak masz na imię niewolnico ? - Rina – odpowiedziała cicho – nigdy nie byłam i nie będę niewolnicą. Patrzył na nią spokojnie, kolejny raz tego dnia uśmiechnął się i powiedział: - Rina … mmmm odważna jesteś. Wiesz, kim jestem?- zapytał ponownie. - Nie, nie wiem, kim jesteś, ale z tego, co widzę to musisz być kimś ważnym. - Wiesz, że decyduję o twoim życiu lub śmierci?- ciągnął rozmowę bawiąc się sznurem, którym były związane jej ręce. - O tym decyduje tylko Bóg- odpowiedziała szybko i zdecydowanie. Patrzyła na niego dumnie, z jakąś dziwna siłą. - Tak… Wy chrześcijanie i ten wasz bóg- odparł lekceważąco, drwiąco. Niewiasta opuściła głowę, posmutniała, wiedziała, że się zapomniała. - Tutaj ja decyduje o wszystkim- powiedział stanowczo mężczyzna unosząc bródkę nowo-nabytej niewolnicy. Popatrzył na nią surowo. Ona milczała. Patrzyła na niego i milczała. - Jeśli zechce, będziesz cierpiała dla mojej przyjemności, aż twoje powieki opadną na zawsze… rozumiesz??!! - Ostatnie słowa było ostre i stanowcze, gdyż coraz bardziej drażniła go jej hardość. Wstał, patrzył ze złością na krnąbrną dziewczynę. - Będzie to, co Bóg mi przygotował, Ty nie masz w tym żadnej władzy- wyszeptała dziewczyna. Wyprowadzony z równowagi żołnierz chwycił ją za włosy i rzucił na podłogę. – Aaa- krzyknęła upadając. Nie mając siły wstać, leżała i cichutko płakała. On nie zwracając na nią uwagi rzekł z wściekłością: - Skoro tak… to nie dostaniesz dziś jeść … Niech twój bóg się o to zatroszczy- dodał z ironią w głosie. Dziewczyna zebrawszy siły klękła, przymknęła oczy i zaczęła się modlić. - Skąd w tobie tyle dumy ???- rzucił jej wściekle zaglądając w twarz. Lecz ona nadal klęczała nie zwracając na niego uwagi. Coraz żarliwiej się modliła. Młodego człowieka znów brała we władanie wściekłość. Nie mógł pojąć jej zachowania. - Jesteś tylko dziewką, którą ocaliło moje pożądanie !!!- krzyknął purpurowy z wściekłości. Ona podniosła wzrok i patrzyła na niego. Ze złości zapomniał się i wyzywał w ojczystym języku zapominając, że niewolnica mówi greką. Ona cały czas patrzyła na niego. Była spokojna opanowana. Nie wiedział, czy było to spowodowane wiarą w tę jej modlitwę, czy tym, iż nie rozumiała tego, co przed chwilą wykrzyczał. Powoli uspokajał się, złość mijała. Parę razy zaczerpnął głęboko powietrza, przymknął oczy. W dłoni ściskał sznur, którym była związana. Skrócił go przywiązał do wezgłowia łoża. Wyszedł z komnaty. Po kilku minutach wrócił z miską ciepłej zupy. Nęcący zapach wypełniał cały pokój. Kobieta otwarła oczy i klęczała patrząc na młodzieńca. Ten położywszy miskę ze strawą na podłodze odwiązał linkę od łóżka i trzymając w dłoni wydłużył ją. Potem usiadł na łóżku i patrzył na niewiastę. Ona usiadła na podłodze i chciwie patrzyła na misę. - Jedz nie jestem barbarzyńcą- usłyszała po chwili. Młodzieniec mówił spokojnie, powoli w jej ojczystym języku. Pożerała wzrokiem nęcącą potrawę, ale bała się ją tknąć. Spojrzała na żołnierza i na skrępowane ręce. - No dalej jedz, musisz sobie poradzić, bo cię nie rozwiąże- powiedział pewnie i patrzył na nią. Chyba bawiła go cała scena. - Jedz przecież widzę, że umierasz z głodu- dodał z troską w głosie cały czas ją obserwując. - Co mi tam wsypałeś, że nagle tak zachęcasz mnie do jedzenia?- Spytała ledwie dosłyszalnym szeptem i popatrzyła w jego oczy. Widział, że walczy sama ze sobą, z narastającym głodem. - Aaa rozumiem…. Boisz się ??? – spytał z sarkazmem w głosie. - Głupia!!! Gdybym chciał cię zabić zrobiłbym to dziewko już w lochu !!! – rzucił z wściekłością. Znów wyprowadziła go z równowagi. - Mi nie chodzi o truciznę – odpowiedziała cicho. Żołnierz pochylił się nad nią i powiedział do ucha drżącym z wściekłości głosem: - Skoro nie będziesz jadła zawołam psa… Chciałem nakarmić cię pierwsza… on doceni ten gest… Patrzył na dziewczynę, która po chwili mówiła łkając: - Skąd mam wiedzieć, że niczego mi nie wsypałeś ??? Płakała. Młody człowiek zagwizdał. Do komnaty wpadł wysoki wyżeł. Podszedł do pana, który podsunął mu miskę. Bez wahania pochłaniał całą jej zawartość. Po chwili była już pusta. Wówczas mężczyzna kazał mu odejść, a ten posłusznie wyszedł z komnaty. - Może to cię nauczy rozumu i jeszcze zgłodniejesz- zwrócił się do zapłakanej dziewczyny. - Trzeba cię umyć, wyglądasz okropnie- dodał po chwili patrząc na nią z odrazą. - Jeniec u was nigdy nie wygląda dobrze- odpowiedziała dziewczyna starając się uspokoić. - Jesteś brudna i cuchniesz- celowo mówił w jej języku. - To wina twych podwładnych i warunków w lochu- ponownie odpowiedziała na jego uwagi. - Budzisz we mnie odrazę swoją dumą i zapachem- mówił z obrzydzeniem- nie tknąłbym cię teraz choćbyś błagała. Dziewczyna milczała z opuszczona głową. - Nie myśl, że uciekałbym się do sztuczek, abyś mnie pragnęła- kontynuował – czy myślisz, że musze prosić o to kobiety??? Dziewko??!!? - Umyjesz się, a potem pokażę ci, na czym będzie polegała twoja służba- powiedział już spokojniej głęboko zaczerpnąwszy powietrza. Kobieta milczała. Młodzieniec pociągnął za sznur i rzucił:- Chodź za mną! Po przejściu korytarza znaleźli się w dużym pomieszczeniu. Była to łaźnia. Wokół unosił się zapach kwiatów, wonnych olejków i kłęby pary wodnej. Dziewczyna patrzyła na to z niekrytym podziwem i zachwytem. W środku łaźni znajdował się duży zbiornik wypełniony ciepłą wodą, na powierzchni, której unosiły się płatki róż. Po środku fontanna stopniowo dopełniała zbiornik wymieniając wodę. Pan klasnął w dłonie i natychmiast podeszły dwie urodziwe niewolnice. Na ich smukłych szyjach lśniły srebrne obroże, a nadgarstki zdobiły równie piękne opaski. Były cudowne, ubrane w zwiewne, kolorowe szaty. Obie miały odmienną urodę, najprawdopodobniej pochodziły z różnych stron świata. Niewiasta popatrzyła na nie ze współczuciem, wiedząc, że już wkrótce podzieli ich los. Mężczyzna podszedł do nich, czule pocałował i wydał polecenie by umyły jego nowa wybrankę i przygotowały do służby. One patrzyły na nową dziewczynę nienawistnie, z zazdrością. Nie umknęło to uwadze młodzieńca. Obróciwszy się do wystraszonej Riny i powiedział z uśmiechem: - Zobacz- wskazał na niewolnice- wiedzą, że cię pragnę, że chcę byś była tak piękna jak one i wcale się im to nie podoba. Dziewczyna padła mu do stóp. On popatrzył lekko zdziwiony. Łzy popłynęły po policzku, a ona nisko pochylona łkała: - Panie ja mogę robić wszystko, mogę pracować od świtu do nocy, ale nie … błagam nie… Mężczyzna chwycił ją za ramię i brutalnie podciągnął mówiąc ostro: - Chce tylko żebyś się umyła brudna cudzoziemko!!! Puścił ją i patrzył lekceważąco. Widział, że kobieta nic już nie rozumiała i patrzyła zdezorientowana. - Nie zmuszę Cię, nie zniżę się do tego poziomu, możesz być pewna niewolnico - dodał patrząc prosto w niebieskie, pokryte perlistymi łzami oczy. Obrócił się do stojącej obok murzynki, złożył na jej ustach pocałunek i podał sznur mówiąc: - Zajmijcie się nią, ma być mnie godna. Znowu zatopił swe usta w jej czerwonych wargach. Przelał na nią całe pożądanie, które wzbudziła w nim nowa sługa. Rina opuściła głowę i milczała. Była smutna i przerażona wiedząc, że on pragnie by zajęła miejsce tamtej kobiety. Kończąc pocałunek spojrzał na Rinę, poczym znowu zwrócił się do niewolnic: - Nie zróbcie jej krzywdy!!! Po tych słowach opuścił łaźnie zostawiając swój skarb w dobrych rękach. Niewolnice stanęły po obu stronach dziewczyny i wprowadziły ją do wody. Już po paru krokach wszystkie były zanurzone po szyje w ciepłej pachnącej wodzie. Wymęczona kobieta poczuła ulgę, przyjemna woda koiła jej zmysły. Murzynka zsunęła resztki ubrania z jej ciała. Teraz stała przed nimi naga. Poczuła wstyd i próbowała się zasłonić, ale jej starania były daremne. W wodzie była lekka jak piórko i sługi bez trudu staranie ją umyły. Patrzyły na nią i widząc jej zażenowanie doskonale rozumiały wspominając swój pierwszy dzień w tym domu. Musiały się czuć bardzo podobnie. Po dokładnej toalecie wyprowadziły ją, wysuszyły, a ciało natarły wonnościami. Ubrały ją w długa białą szatę wiązaną w talii pięknie zdobionym pasem. Jej szata była o wiele mniej wyzywająca. Po przymusowej kąpieli szaty sług szczelnie przylegały do ciała podkreślając ich ponętne kształty. Po chwili wrócił pan. Patrzył na wypielęgnowaną dziewczynę. Z zadowoleniem stwierdził, że wczoraj nie mylił się, co do jej urody, pomimo że była nieco przyćmiona przez więzienie. Nie spuszczając z niej wzroku powiedział stanowczo: - Będziesz mi służyła. Podszedł do kobiet objął je i dodał: - Podasz nam kolacje. Wziął od murzynki sznur i cała czwórka poszła do pomieszczenia obok. Usiadł na wersalce przy dużym stole. Po obu stronach na jego polecenie siadły niewolnice. - W pokoju obok wszystko jest gotowe- zwrócił się ponownie do Riny- czekam na posiłek. Podniósł się, podszedł do dziewczyny i powiedział: - Acha … zapomniałem. Wyjął zza pasa sicę, chwycił ja mocno za ręce, a widząc strach dodał: - spokojnie… i przeciął więzy. Roztarł czerwone nadgarstki. Dziewczyna patrzyła na niego z lękiem. On cały czas masując jej raczki mówił: - Przynieś nam kolacje, i nawet nie próbuj uciekać … Rino, bo oddam cię strażnikom w lochu i staniesz się ich niewolnicą skoro moją nie będziesz chciała zostać. Zaśmiał się i wróciwszy do dziewczyn pocałował je. Po kilku minutach na stole znajdowała się już zastawa, a kobieta wnosiła chleb, sery, mięso, owoce. Kiedy na stole znalazło się też wino i woda młodzieniec zwrócił się do niej: - Dziękuję Rino, uklęknij tam- i wskazał jej miejsce. Dziewczyna posłusznie spełniła jego polecenie. Klękła i przymknęła oczy. Czuła olbrzymi głód, starała się o tym nie myśleć. Niewolnice raz po raz cicho się śmiały karmione przez pana owocami, serem. Nie skąpił im również wina. Kiedy zaspokoiwszy głód tulił się do swych piękności jedna z nich zadała pytanie : - Panie która z nas ma Ci dziś towarzyszyć tej nocy ? Posmutniała i ze złością popatrzyła na klęczącą w kącie dziewczynę gdy do jej uszu doszła spokojna zabarwiona nutą smutku odpowiedź: - Dziś chcę zostać sam, to znaczy z nią- wskazał na swój nowy klejnot. Niewolnica wiedziała, że gdy już coś postanowi nie zmieni tego, dlatego nawet nie próbowała wpłynąć na zmianę decyzji. Po chwili obie kobiety na jego polecenie opuściły komnatę. Mężczyzna wygodnie położył się na sofie i patrzył leniwie na klęczącą niewiastę. Po krótkiej chwili cicho powiedział: - Podejdź niewolnico. Dziewczyna wstała i powoli podeszła do niego. - Już mówiłam, nie jestem niewolnicą- wyszeptała - Pachniesz cudownie- rzekł wdychając głęboko powietrze - Wyglądasz jak bogini, pewnie stąd ta duma- odparł próbując obrócić w żart jej słowa Popatrzył na nią uważnie i rzekł: - Ale ty też jesteś głodna, prawda? Widziałem jak patrzyłaś. Nie otrzymawszy odpowiedzi ułamał kawałek chleba. Trzymając go w ręce mówił: - Pierwszy kęs jest za darmo, żebyś nie myślała, że nie mam serca. Zbliżył go do jej ust. Dziewczyna szybko go wzięła i najwolniej jak potrafiła żuła go chcąc przedłużyć ten błogi stan. Młody człowiek delikatnie pogłaskał ją po policzku i zapytał: - Chcesz jeszcze? Ona opuściła głowę i milczała. - Chcę tylko żebyś poprosiła- powiedział łagodnie, ciepło. Popatrzyła na niego smutnymi oczyma i odpowiedziała: - Nie kupisz mnie jedzeniem, ,, …nie samym chlebem żyje człowiek…” - Proszę o jeszcze jeden kawałek chleba , tylko w ten sposób mogę poprosić- powoli i dumnie dodała. Patrzył na nią i zamyślił się. Wyrwawszy się z zadumy pokrajał chleb i podał jej cała kromkę. Po chwili dał jeszcze sera, mięsa i najsłodsze z winogron. Z przyjemnością patrzył jak zaspokajała głód. - Więc myślisz… że cię kupuję?- zapytał lekceważąco Wstał i przeszedłszy się po komnacie wrócił na miejsce. Usiadł przy niej, wciągnął ze świstem powietrze i kontynuował: - nie muszę, należysz do mnie tak samo jak one. - Nie- powiedziała stanowczo przełknąwszy kęs- nie jestem niczyja własnością. Żołnierz spłonął rumieńcem na twarzy, powstał i rzucił ze złością: - Tak… jesteś inna … ale będziesz moja !!! Chwycił ją brutalnie za włosy. Jęknęła z bólu, oczy zaszły łzami, upuściła kawałek chleba. - A jeśli nie, to powrócisz tam skąd przyszłaś- wyszeptał jej do ucha dysząc z wściekłości. Wyglądał jak rozjuszony byk. Dziewczyna zaczęła płakać. - Żałuję dnia kiedy cię ujrzałem, budzisz we mnie tylko ból, sprawiasz , że nie mam ochoty na żadną z nich, a wierz mi one wiedzą jak sprawić przyjemność mężczyźnie – rzucił jednym tchem oddychając nerwowo. Jego głos był przepełniony bólem. Ona opanowawszy płacz odpowiedziała butnie: - Wierzę, Ale żaden człowiek nie ma prawa być panem drugiego człowieka. Jeśli będziesz mnie szanował, u mnie również będziesz miał szacunek. Słowa te przeważyły szalę. Młodzieniec nie potrafił zapanować nad gniewem. - Jak śmiesz – zakrzyczał !! – nie chcę cię widzieć !! Chwycił jeszcze mocniej za włosy i pociągnął do drzwi. Przeszedł do komnaty obok. Była o wiele mniejsza od poprzedniej i skromniej urządzona. Rzucił ją na łóżko. - To twój pokój, uspokój się i przemyśl wszystko co widziałaś – powiedział łamiącym się gniewu głosem. Ona cały czas cicho łkała nie patrząc na niego. - Jutro, gdy się obudzę podasz mi śniadanie, a potem sama zjesz – rozkazał. Przyniósł misę z owocami którą postawił na stole. Dziewczyna cały czas jeszcze osłabiona leżała bez ruchu. Spojrzał na nią i powiedział:- Śpij. Ona przymknęła oczy. Młodzieniec chwycił ją za kostkę u nogi i zapiął na niej srebrną opaskę. Po chwili nałożył taką samą również na drugą kostkę. Obie spiął krótkim łańcuszkiem. Nie opierała się, wiedziała, że nie ma to sensu. Cichutko powiedziała: - Po co ? przecież mówiłam że nie ucieknę. Młodzieniec zaśmiał się i odparł: - nie wierzę ci, zresztą … ty też mi nie ufasz. Jeśli uciekniesz czeka cię tu wiele niebezpieczeństw- dodał odchodząc. Zamknął drzwi na klucz i położył się w swojej komnacie. Ona zamknęła oczy i po chwili mocno spała. Kiedy się przebudziła była sama w pokoju. Usłyszała rżenie koni i wyjrzała przez okno. Z wysoka zobaczyła odjeżdżającego na czele niewielkiego oddziału młodzieńca. Wychodził kiedy ona jeszcze spała. Patrzyła za nim dopóki całkowicie nie straciła go z oczu. Odszedłszy od okna podbiegła do drzwi. Jej nadzieja uleciała wraz z trzeszczeniem zaryglowanych wrót. Po kilku nieudanych próbach usiadła bezradnie na łóżku. Znów znalazła się w więzieniu. Jedyną różnicą pomiędzy jej poprzednią sytuacją był fakt że to więzienie było bardziej ,,luksusowe’’. Przez kilka kolejnych dni nie opuszczała tej komnaty z widokiem na piękne ogrody i winnice. Tylko na kilka minut rano w południe i wieczorem niewolnice otwierały drzwi by zaprowadzić ją do łaźni, a po kąpieli znów była przez nie eskortowana do komnaty w której została zamknięta. Regularnie otrzymywała też posiłki i wodę. Miała dużo czasu żeby przemyśleć swoje położenie. Zastanawiała się jakim człowiekiem jest ten który ją więził. Obawiała się ,że przy ich kolejnym spotkaniu nie będzie miał skrupułów. Po dwóch tygodniach oczekiwania i daremnych prób wydostania się z komnaty usłyszała rżenie koni i podniesiony, znajomy głos- jego głos. Zamarła , twarz była blada jak ściana. Nogi ze strachu stały się miękkie niczym z wata. Usiadła i czekała. Minęła dłuższa chwila a on nie nadchodził. W całym domu zrobiło się dziwnie cicho, zapanował nienormalny wręcz spokój. Nie wiedziała co ją czeka, jednakże przełamawszy strach podeszła do okna. Na dziedzińcu również nie było nikogo. Słońce ciepłymi promieniami ocierało się o jej bladą twarz. Przymknęła oczy. Nagle drzwi gwałtownie się otworzyły. Rina wyrwana z zamyślenia, wystraszona szybko się odwróciła. U drzwi stał ten sam mężczyzna który jeszcze kilka tygodni temu w wieczór przed swym wyjazdem spiął jej nogi łańcuszkami. Teraz jednak wydawało się jej że jest nieco inny. Nie spuszczała z niego wzroku. Młodzieniec dyszał ciężko, jego czoło zroszone było potem, usta co jakiś czas przebiegał grymas bólu. Patrzył na nią, ale jego wzrok był jakby nieobecny. Nie zwracając na kobietę uwagi podszedł niepewnym krokiem w kierunku łoża. Z wyraźnym wysiłkiem położył się i obrócił na bok, plecami do niej. Rina osłupiała. Nie była w stanie ruszyć się z miejsca, ani czegokolwiek powiedzieć. Stała i patrzyła. Młodzieniec leżał nieruchomo. Raz po raz ciężko kaszlał, jego ręce oplotły brzuch. Otrząsnąwszy się z szoku dziewczyna podeszła do łoża kucnęła przy nim. Miał przymknięte oczy, przygryzał wargi, a jego twarz była trupioblada. - Co ci jest?- w głosie Riny słychać było niepokój i troskę. Widziała, że żołnierz coraz bardziej cierpiał. On podniósłszy wzrok zapytał słabym głosem: - kim jesteś? Patrzył na nią nieprzytomnie. Nie myśląc dłużej dziewczyna wzięła dzban z zimną wodą i udarłszy kawałek tuniki zaczęła obmywać twarz chorego. Odetchnął z ulgą. - Co Ci jest? Co się stało?- pytanie zadźwięczało jak dzwon w jego uszach. Z trudem odpowiedział: - Nic … -Odejdź ode mnie!- warknął Rina nie ruszyła się z miejsca. - Przecież widzę że potrzebujesz pomocy- powiedziała stanowczo- Pozwól sobie pomóc. Ostatnie słowa zabrzmiały jak błaganie. Znów otarła mu twarz wilgotną tkaniną. Przymknął na moment oczy, a gdy je otworzył patrzył już znacznie przytomniej. - Mhm … to ty- wyszeptał i uśmiechnął się, jakby dopiero teraz ją poznał. Na rękach zaczęły pojawiać się strużki krwi wypływające z rany na brzuchu. Rina widząc to zbladła. Chłopak spojrzał na próbującą mu pomóc niewiastę. Spostrzegłszy, że jest zbyt przerażona by sama podejmować decyzje, spokojnie powiedział:- To nic takiego …zawołaj jedną z moich niewolnic, bo się wykrwawię. Ostatnie słowa podziałały jak kubeł zimnej wody. Dziewczyna zerwawszy się z miejsca wybiegła z komnaty. Po chwili wróciła z pomocą. Tymczasem czoło mężczyzny znów było pokryte potem. Przyprowadzone niewolnice z wprawą zabrały się do opatrywania głębokiej rany. Ból był nie do zniesienia: twarz młodzieńca co chwila zmieniała się w grymasie, często mdlał. Po kilku minutach niewolnice kończyły pracę. Przez cały ten czas Rina sparaliżowana widokiem krwi i cierpienia stała blada pod ścianą i obserwowała pracę sług. Wiedziała, że młodzieniec miał racje: gdyby nie one po prostu by się wykrwawił. Dopiero teraz, gdy nie było widać upływu krwi, a sytuacja została opanowana podeszła do łóżka chorego. Odzyskał przytomność, a niewolnice podawały mu napar uśmierzający ból. Pot cały czas spływał po jego twarzy. Dziewczyna ponownie otarła mu twarz. On uśmiechnął się i z trudem wyszeptał: - Co ja bym bez was zrobił moje kochane. W głosie wyczuwalna była nuta wdzięczności i szacunku. Rina nie rozumiała słów które przed chwilą wypowiedział, gdyż mówił łaciną wyraźnie zwracając się do swoich wiernych sług.(nie wiem jeszcze musze to zmienic ale na razie nic innego nie przychodzi mi do głowy ,, wierne sługi kurka jak to brzmi ;-) ) On kontynuował patrząc na nie: - Nic mi nie będzie, ale to tylko wasza zasługa. Muszę się tylko przespać, oczy mi się same zamykają…. Przerwał widać było, że zbierał siły, że te parę krótkich zdań stanowiło dla niego teraz nadludzki wysiłek. Niewolnice milczały, patrzyły na niego z troską. Rina położywszy mu ręce na czole delikatnie powiedziała:- Śpij, musisz wypocząć, nabrać sił. Popatrzył na nią. Nie przypominała dumnej dziewczyny sprzed jego wyjazdu. Z jej twarzy biła troska i współczucie, a może nawet miłość… Jego wzrok znów spoczął na twarzach niewolnic. - Uwolnijcie ją, i dajcie spokojnego konia, nie chcę jej… jest dzika i narowista a mnie teraz potrzeba troskliwej i czułej opieki- powiedział mocnym i stanowczym głosem. Środki przeciwbólowe przestawały działać, gdyż co chwila zaciskał wargi i przymykał oczy. Rina niczego nie rozumiejąc stała przy łóżku i obmywała mokre od potu czoło. Złapał ją silnie za rękę i odepchnął. Był wściekły z powodu bólu. Jedna z niewolnic wyprowadziła ją z komnaty. Wiedziała, że gorączka znów wróciła. Bojąc się ,że ostatnie słowa pana wypowiedziane były pod jej wpływem zaprowadziła Rinę do innego pokoju. Rina postanowiła się przespać by móc potem zmienić kobiety. Niewolnica wróciła do ukochanego pana. Kolejna porcja naparu powoli wygrywała walkę z bólem, dzięki czemu powoli zapadał w sen. Następnego ranka Rina zastała śpiące przy łóżku kobiety. Spojrzała na chorego. Z zadowoleniem stwierdziła, że nie ma już temperatury i że stan znacznie się poprawił. Obudziła dziewczyny i na migi starała się je namówić by teraz ona czuwała przy nim. Z trudem udało się jej je przekonać. Teraz ona pełniła wartę przy łóżku młodzieńca. Około południa gorączka znów wróciła, lecz nie była już tak silna jak wczorajszej nocy. - jesteś cudowna, taka piękna, dumna, chcę być z tobą, tylko z tobą – do jej uszu dobiegły ciche słowa mężczyzny mówione jej ojczystym językiem. Spojrzała na niego. Oczy miał zamknięte, bredził w gorączce. Ocierając mu twarz Rina zastanawiała się czy młodzieniec majaczył właśnie o niej, czy też miało to związek zupełnie z kimś innym. Na wieczór gorączka znów spadła a młodzieniec przebudził się. Kobieta nakarmiła go i napoiła. On jednak nadal był osłabiony. Zaspokoiwszy głód i pragnienie ponownie zapadł w głęboki sen. Podobnie upłynęły jeszcze cztery dni. Rina coraz bardziej przywiązywała się do młodego żołnierza. Nie dostrzegała w nim dumnego pana. Teraz widziała w nim bezbronnego i delikatnego człowieka potrzebującego pomocy i opieki. Doskwierało jej zmęczenie, ale nie pozwalała na to, by zmieniła ją któraś z niewolnic. One po kilku bezskutecznych próbach dały za wygraną. Kolejnego dnia młodzieniec już całkowicie odzyskał przytomność. Powoli wracały siły, a rana dobrze się goiła. Kiedy otworzył oczy zobaczył Rinę. Była blada i gołym okiem dało się zauważyć, że przez kilka ostatnich nocy wcale się nie kładła. Wzrokiem omiótł cały pokój. - Gdzie one są ??? –zapytał mocnym głosem jakże innym od tego sprzed kilkunastu dni. - Zawołaj je –zwrócił się ponownie do Riny. Za moment wróciła razem z niewolnicami. Przypadły do jego łóżka a z ich twarzy biła niewymowna troska. Dziewczyna zmęczona usiadła przy ścianie i patrzyła. - Proszę dajcie mi wody, strasznie chce mi się pić- powiedział po łacinie. One szybko podały mu naczynie z wodą . Kiedy ukoił łaknienie przytulił jedną z nich i powiedział: dziękuję za opiekę moja słodka. Sługa spłonęła rumieńcem, opuściła głowę i drżącym głosem wyjaśniła, że to Rina prawie cały czas się nim zajmowała. Na twarzy młodzieńca odmalowało się zdziwienie. Spojrzał na niewiastę, uśmiechnął się i przywołał ją do siebie. Ona powoli zbliżyła się do łóżka. - Usiadł na łóżku by móc dosięgnąć jej twarzy. Delikatnie pogłaskał ją po policzku. Bała się i to właśnie strach wbrew temu co czuła nie pozwolił jej cofnąć buzi. - Co się stało, jak nabawiłeś się tego zranienia???- spytała. - Hmm … to zaledwie draśnięcie …. Chcesz zobaczyć??- cichutko się zaśmiał. - Nie dziękuje- powiedziała szybko. Słabo jej się zrobiło na samą myśl o tym. -To wyglądało bardzo poważnie, a Ty jedną nogą byłeś już na tamtym świecie-wyszeptała. Nawet nie zauważyła jak zaczęła mówić do niego innym niż dotychczas tonem. Jemu to jednak nie przeszkadzało. Młodzieniec przytrzymał ją za rękę. - Wiesz… odzyskasz wolność- powiedział patrząc w jej oczy. Była zaskoczona, nie wierzyła w to co słyszy. Popatrzyła na niego ze smutkiem i powiedziała: - Co z tego, że odzyskam wolność … nie mogę wyjść na ulice, nie znam języka, okolicy, od razu zostałabym schwytana….Nasze narody walczą ze sobą, nikt kto mówi tylko greką nie jest tutaj bezpieczny… Poza tym wybuchły prześladowania chrześcijan…. Mówiąc to nie przestawała patrzeć na twarz młodzieńca. Jego twarz nie wyrażała zdziwienia ostatnią wiadomością. Uśmiechnął się zagadkowo. - Wiedziałeś o tym??!!?? – zapytała kiedy tylko w jej głowie zakiełkowała ta myśl. - Tak – odparł spokojnie. - Wiedziałeś, że uwalniając, skażesz mnie tym samym na pewną śmierć ?- spytała drżącym z oburzenia głosem. Była blada. On popatrzył na nią pobłażliwie. - Nie pozwolę Ci stąd odejść… to byłoby niemądre…- mówił opanowanym, delikatnym i ciepłym głosem. - W moim domu możesz się cieszyć pełną wolnością …. Jesteś tu Panią –kontynuował. Ona milczała. Była bardzo zmęczona i poruszona. Nie wiedziała co ma powiedzieć. - Idź odpocznij, wyśpij się, porozmawiamy gdy odpoczniesz- powiedział z troską w głosie. Poszła do tej samej komnaty do której…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych